niedziela, 26 sierpnia 2012

Ściana wspomnień

Kocham zdjęcia, o wiele bardziej niż obrazy czy różnego rodzaju grafiki. Sama uwielbiam fotografować, zwłaszcza dzieci, krajobrazy i bawić się w makrofotografię. Żebym tylko tak miała więcej czasu i mogła wymienić mojego NIKONA na lepszy model... ehhh

U siebie w domu zawsze chciałam mieć na ścianie fotografie, które dla mnie i mojej rodziny mają bardziej osobiste znaczenie - przedstawiające nas, rzeczy czy miejsca, z którymi mamy jakieś wspomnienia.

Wczoraj po miesiącu zwlekania i odkładania na później wreszcie zawisła pierwsza partia takich zdjęć w salonie. Oczywiście na tak honorowym miejscu nie mógł być nikt inny jak Klaudia :) Uwielbiam przeglądać zdjęcia jak była jeszcze bardzo malutka, przypominać sobie tamten okres, dlatego kilka z nich musiało trafić do ramek, aby móc patrzeć na nie troszkę częściej ;)




ramki - IKEA, model RIBBA, kolor orzech


Pozdrawiam serdecznie ;)

piątek, 17 sierpnia 2012

Dżem z pomarańczy, kiwi i nutką cynamonu

Tak jak obiecałam, mam dla Was przepis na ciekawy dżem. Przy okazji polecam blog Ady, na którym właśnie go znalazłam. Ada tak go chwali, że musiałam sama spróbować. 

Wykonałam go w dwóch wersjach. Pierwsza partia jest według dokładnego przepisu Ady. Natomiast drugą wykonałam z małymi modyfikacjami - dodałam ciut mniej cukru i cynamonu. Po wykonaniu pierwszej partii okazało się, że kilka łyżeczek cynamonu jakie proponuje Ada (za pierwszym razem dałam 1,5 łyżeczki) to dla mnie troszkę za dużo, więc spróbowałam z mniejszą ilością. Mimo wszystko oba dżemiki wyszły smaczne.

Poniżej podaję moje proporcje, aby ich nie zapomnieć ;) Każdy wie co bardziej lubi, więc w razie potrzeby wybierze wariant bardziej mu odpowiadający ;)

Składniki:
4 słodkie pomarańcze
4 kiwi
1/2 szkl. cukru
1/2 łyżeczki cynamonu

Pomarańcze obrałam ze skórek i białych błonek znajdujących się tuż pod skórką. Usunęłam również błonki wewnętrzne, ponieważ były grube i dość twarde (w pierwszej partii są w dżemie wyczuwalne). Kiwi obrałam i pokroiłam w drobną kostkę. Wszystko wrzuciłam do garnka, wsypałam cukier, cynamon i gotowałam bez przykrycia 1,5 godziny.

Następnie gorący dżem włożyłam do wyparzonego słoika i odstawiłam do góry dnem, przykryłam ściereczką i czekałam aż ostygnie.


A tak prezentują się moje trzy skromne słoiczki ;)







Na razie szkoda mi ich otwierać i czekam z tym do zimy ;) Mimo to robiąc go przekonałam się nie jedną łyżką, że wyszedł pyszny, gęsty dżemik! ;) Ja nie przepadam za pomarańczami, ale to mi naprawdę smakuje. Będzie idealny do gorących tostów czy chałki. Podobno jest dobry również do ryżu, czego nie omieszkam spróbować ;)


Pozdrawiam serdecznie
Ola

wtorek, 14 sierpnia 2012

I po wszystkim...

Tyle miłych, pełnych otuchy komentarzy dostałam pod ostatnim postem, że muszę Wam jeszcze raz podziękować w osobnej notce ;) Dziewczyny jesteście kochane i serdecznie Wam dziękuję ;****

A co u mnie? 

Dziś byłam w szpitalu, był zabieg i na szczęście jeszcze dziś mogłam wrócić do domku. Po dłuuuugim czekaniu w Izbie Przyjęć, wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Zaletą narkozy jest to, że człowiek się mniej stresuje, nic nie widzi, nie słyszy i nie czuje. No i czas płynie znacznie szybciej. Bardzo się bałam tego jak będę się czuć po powrocie, ale jest naprawdę dobrze. Muszę teraz się oszczędzać, nie dźwigać i brać leki, aby wrócić do siebie.

Dobrze, że mam tego Małego Urwiska, dzięki któremu nie ma czasu na myślenie ;) 


Pozdrawiam

Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 12 sierpnia 2012

Nie zawsze jest tak jakbyśmy tego chcieli

Jakiś czas temu wspominałam Wam, że szykują się u mnie wielkie zmiany. To co mnie w niedalekiej przyszłości miało czekać było niespodziewane, nieplanowane, na początku troszkę szokujące, ale z czasem ogromnie radujące moje serce. Nie chciałam nic konkretnego pisać, jak nie będę w 100% pewna. Teraz jestem w 100% pewna, że nic z tych zmian nie będzie, a jeśli jakieś się szykują to poszły zupełnie w innym kierunku. Teraz czekają mnie niespodziewane, nieplanowane i szokujące rzeczy, które zupełnie mnie nie cieszą i których się boję...  

Byłam gotowa przez najbliższe 9 miesięcy męczyć soki warzywne, zrezygnować z kawki, winka, chipsów czy jednych z moich ulubionych lodów z automatu. Jednak nie będę miała takiej możliwości. Z kolei Klaudii muszę teraz wytłumaczyć, że "Dzidzia NIE mieszka w bziuśku".

Dziś siedzę i dumam do jakiego warszawskiego szpitala jutro się zgłosić, aby zrobili we mnie zupełną pustkę...

czwartek, 9 sierpnia 2012

Czas pomyśleć o zimie czyli przygotowywanie zimowych zapasów

Pierwsze dni urlopu spędziłam na przygotowaniach zimowych zapasów. Pierwszy raz tak bardzo zaangażowałam się w ich przygotowywanie i powiem szczerze, że bardzo mi się to podoba, mimo iż trzeba poświęcić na to sporo czasu. Zrobiłam nawet na słoiki ubranka ;)

Spiżarka nie jest jeszcze skończona, więc chwilowo słoiki goszczą w jednej ze szafek.



Nasz ogródek nie jest za duży, nie wszystko jeszcze zostało w tym roku posadzone, więc zbiory nie były jakoś oszałamiająco wielkie. Mimo to trzeba było wykorzystać dary natury jakie się w nim pojawiły (i nadal pojawiają) ;) Zimą na pewno zachce się swoich ogórków, truskawek czy jabłek. Generalnie jeśli jest to możliwe to staram się wszystko mrozić, bo według mnie to jest najlepsza forma, aby zachować to co w warzywach/owocach najcenniejsze. Dlatego nie tylko półki szafki, a również zamrażalnika się zapełniają. 

Ogórków jest u nas mnóstwo. Nasza 3-trójka (Klaudia też je uwielbia, a najbardziej to chyba szukać je wśród liści ;) nie nadąża ich jeść. Dlatego część trafiło do słoików na kiszenie, a część została starta, wsadzona w pojemniki i zamrożona. Zimą będziemy się zajadać mizerią z własnych ogórków. Do zamrażarki trafiły również truskawki z myślą o ciastach w zimie, aby sobie troszkę lato przypomnieć ;)




Mamy jedną dziką jabłoń, która generalnie jest do wycięcia, jednak w tym roku obsypała nas tyloma owocami, że aż szkoda było się jej pozbywać. Jabłka są dość kwaśne, dlatego powstało kilka słoików dżemu. Będzie do naleśników i ryżu dla Klaudii.





Polecam również posiekać świeży koperek, natkę pietruszki, wsadzić do słoiczków i zamrozić. Szybki sposób na świeże ziółka do ziemniaków, sosów czy na kanapkę zwłaszcza zimą. Z koprem troszkę się spóźniłam i mam go już ledwo na dnie, bo z ziół już skorzystam. Koper znów zasadziłam i jeśli zdąży coś wyrosnąć to na pewno trafił do słoika.



Ubolewam, że w tym roku nie mamy malin... Ale na jesień obowiązkowo będą posadzone. Teraz muszę się uśmiechać do szwagierki, która ma ich dużo ;) Jeśli będę miała możliwość to powstanie z nich sok, który będzie idealny do herbaty na jesienno-zimową pogodę i podczas przeziębienia.

Zostały mi jeszcze pomidory, którymi na razie od tygodnia się zajadamy. Zastanawiam się co z nich zrobić jak się nimi przejemy... W ogrodzie leżą jeszcze nietknięte kabaczki, z których też muszę coś zrobić. Najwyraźniej jeszcze sporo pracy przede mną.

A na koniec chcę wspomnieć o ciekawym przepisie na dżem z kiwi, pomarańczy i cynamonu, na który jakiś czas temu trafiłam w sieci. Pomyślałam, że taki dżemik idealnie pasuje do przygotowań zimowych zapasów, ponieważ pomarańcze i cynamon kojarzą mi się właśnie z zimą i Świętami BN ;) Niebawem podzielę się z Wami przepisem, bo warto go wypróbować.







Wy też bawicie się we własne przetwory?? :)


Pozdrawiam serdecznie :)

Image and video hosting by TinyPic

wtorek, 7 sierpnia 2012

Urlopowe plany

Wczoraj oficjalnie rozpoczęłam swoje wakacje ;) Tym razem zaszalałam i zafundowałam sobie 2 tygodniowy płatny pobyt w domku. Szkoda tylko, że wyjechać nigdzie się nie uda, bo mąż jak zwykle zapracowany... Jednak ja i tak nudzić się nie będę bo harmonogram prac domowych został już opracowany. Urlop zapowiada się dość pracowity: zaległe OGROMNE pranie + prasowanie + (wreszcie) ogarnięcie naszej "garderoby", zarośnięty ogródek, sadzenie ziół, dekoracja domu i jeszcze dużo innych rzeczy.

M. in. to będzie mi potrzebne do wykonania mojego planu:



A po wykonaniu planu prac nie robię już nic ;) Będzie czytanie książki, popołudniowe drzemki z Klaudią (za czym strasznie już tęsknię), maseczki na twarzy, spacery... i pewnie jeszcze coś wymyślę ;)

Udanego tygodnia Wam życzę ;)

Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rafaello na krakersach

Dziś mam dla Was obiecany przepis na Rafaello, o którym ostatnio wspominałam. Wykonanie ciasta może nie należy do najszybszych, ponieważ trzeba część składników zagotować i ostudzić oraz poczekać parę godzin aż "dojdzie" w lodówce. Jednak warto swoje odczekać, aby się później nim delektować ;) Za każdym razem jak go zrobię, ktoś go pochwali ;)

A oto przepis.

Składniki:
0,5 litra mleka
2 płaskie łyżki mąki przennej
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
2 żółtka
3/4 szklanki cukru
1 cukier waniliowy
kostka masła
100 g wiórków kokosowych
płatki migdałowe
2 opakowania krakersów (ja używam Lajkonik)

Żółtka utrzeć mikserem z 1/2 szkl. cukru i cukrem waniliowym. Dodać mąkę pszenną, mąkę ziemiaczaną i 1/2 szkl. mleka. Wszystko razem dalej ucieramy mikserem. Pozostałe mleko należy zagotować z resztą cukru. Na gotujące się mleko wlać masę jajeczną. Szybko i dokładnie mieszać, aż do momentu uzyskania konsystencji budyniu. Ostudzić co jakiś czas mieszając. 
Miękkie masło utrzeć na puszystą masę. Wciąż ucierając stopniowo dodawać ostudzony budyń. Pod koniec wsypać wiórki kokosowe.
Na blaszce o średnicy 30x25 cm ułożyć warstwę krakersów. Na krakersach rozsmarować 1/3 masy. Czynność powtarzamy aż do uzyskania 3 warstw krakersów i 3 warstw masy. Wierzch (czyli ostatnią warstwę masy) posypać wiórkami kokosowymi oraz płatkami migdałowymi.

Ciasto wstawić na kilka godzin do lodówki, aby krakersy zmiękły pod wpływem masy. Ciasto jest najlepsze, gdy leżakuje w lodówce przez całą noc ;)



Życzę smacznego :)


Pozdrawiam serdecznie.

Image and video hosting by TinyPic

sobota, 28 lipca 2012

Rocznicowe ciasto ;)

Oj, dawno nic nie pisałam... Tak się dużo ostatnio się u mnie dzieje, że zupełnie nie mam kiedy usiąść i coś napisać, a jest sporo rzeczy do opublikowania. Szykują się u mnie naprawdę DUUUUŻE zmiany, których się zupełnie nie spodziewałam, ale tajemnicę zdradzę innym razem ;) A teraz mam króciutką przerwę między sprzątaniem, praniem, zajmowaniem się Klaudią i gotowaniem, więc postanowiłam szybko coś skrobnąć ;)

Jedno z moich dzisiejszych kuchennych dzieł jest m.in. to oto Rafaello na krakersach. Dla nas dzisiejszy dzień jest bardzo wyjątkowy, bo z mężem świętujemy naszą Piątą Rocznicę Ślubu :D Piąta rocznica czyli drewniana - cokolwiek to znaczy ;) Tak więc ciacho z tej okazji musi być. Teraz wędruje do lodówki, aby za parę godzin móc się nim delektować. Ślinka mi już cieknie po brodzie na samą myśl, bo jest naprawdę bardzo dobre! Przepis następnym razem ;)
























Dzisiaj jest również okazja przejrzeć nasze ślubne zdjęcia, co na pewno zrobię wieczorem przy kawałku ciasta ;) A to jedno z moich ulubionych :D



Uciekam, bo przede mną jeszcze ręczna przepierka i mycie okien ;)


Pozdrawiam serdecznie i do następnego :)

Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 12 lipca 2012

Mój nowy pogromca makijażu

Od ponad tygodnia w mojej łazience pomieszkuje sobie nowy płyn do demakijażu firmy Blanchette B. z serii Natural Care. Zdecydowałam się zdradzić moją ulubioną Ziaję Dwufazową dlatego, że ten nowy za każdym razem jak byłam w sklepie kusił mnie obietnicami zmywania wodoodpornego makijażu oczu, pojemnością, a to wszystko przy bardziej przystępnej cenie, ok. 6,99 zł. 

No i za którymś razem uległam.


Płyn na pewno dostępny jest w sklepach sieci Kaufland, ponieważ tam go kupiłam. Niestety nie orientuję się, gdzie jeszcze można go dostać ponieważ kosmetyków tej firmy nigdzie indziej do tej pory nie widziałam. Jeśli wiecie gdzie można je jeszcze znaleźć proszę dajcie znać w komentarzach ;)

Co do działania to sprawdził się w swojej roli znakomicie! Nie podrażnia mi skóry ani samych oczu. Bardzo dobrze zmywa cienie, kredki do oczu i mój wodoodporny tusz do rzęs. Według mnie jest równie dobry jak płyn z Ziaji. Jedynie na początku przeszkadzało mi to, że po jego użyciu miałam większe uczucie tłustej twarzy niż po Ziaji. Jednak doszłam do tego, że trzeba go troszkę dłużej potrząsnać, aby dwie warstwy dobrze się połączyły. Mimo wszystko, to nie był dla mnie jakiś wielki problem, ponieważ po demakijażu twarz i tak zmywam wodą z żelem. Dodatkowo producent zapewnia, że płyn zawiera ekstrakt z mleczka migdałowego i pozbawiony jest parabenów oraz mydła.

Ja zdecydowanie jestem na TAK i szczerze go Wam polecam. Na pewno kupię kolejne opakowanie ;)

A Wy znacie kosmetyki tej firmy??


Pozdrawiam serdecznie!
Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 9 lipca 2012

Sukienka najlepsza na upały

Ja to ogólnie "spodniara" jestem ;) Jednak w takie upały staram się jak najczęściej nosić spódnice. Sukienek nie mam za dużo, choć wiem, że lekkie i zwiewne w taką pogodę sprawdzają się najlepiej. Parę tygodni temu będąc w H&M znalazłam jak dla mnie idealną. Może nie jest jakoś specjalnie zwiewna, ale dzięki cieniutkiemu materiałowi z jakiego jest wykonana, w takie upały nosi się bardzo dobrze. Najbardziej urzekła mnie swoim krojem - uwielbiam sukienki w typie kopertówek! Mąż stwierdził, że to podomka i wygląda jak szlafrok ;) Może i tak wygląda, ale co ja zrobię, że w takich czuję się najlepiej... ;)


Sukienka - H&M
Buty - CCC (stare)

Udanego tygodnia!
Pozdrawiam
Image and video hosting by TinyPic

sobota, 7 lipca 2012

Coś dla ochłody - napój z mięty i kawa z lodami ;)

U nas dzisiaj, zresztą jak przez ostatni tydzień, upał i duchota niemiłosierna. Nawet burza koło południa nic nie pomogła. Teraz wszystko paruje i jest jeszcze gorzej. Dlatego przez cały dzień wspomagamy się chłodzącymi napojami.

Kiedy jest tak gorąco u nas króluje herbata miętowa z cytryną i kostkami lodu. Pijemy ja całą rodziną. Klaudia oczywiście bez lodu ;) Aby herbaty wyszło jak najwięcej, listki mięty zaparzam w garnku, z którego w miarę potrzeby każdy nalewa sobie napar chochelką ;)



A po południu z mężem zrobiliśmy sobie kawę z lodami - PYCHA ;D
Pół litra mleka zmiksowałam z 2 łyżeczkami kawy rozpuszczalnej i 2 lodami śmietankowymi BIG MILK. Napój kawowy przelałam do wysokich szklanek i udekorowałam bitą śmietaną własnej roboty. Jeśli ktoś preferuje słodką kawę sugeruję ją jeszcze troszkę dosłodzić.



Wieczór zapowiada mi się strasznie - zamierzam obejrzeć horror, do którego przymierzam się już od 2 tygodni ;) Oby tylko w tym czasie nie było burzy... ;)

Udanego wieczoru i reszty weekendu! :)


Image and video hosting by TinyPic

środa, 4 lipca 2012

Każdy koniec to nowy początek

Miałam wrócić do pracy, przeczekać kiepski okres w firmie i zacząć pracować jak dawniej. Jednak nie zawsze jest tak jak byśmy tego chcieli. Wracając pamięcią wstecz, do czasu jeszcze przed ciążą, widzę nasz zespół, pełen motywacji do pracy, pod kierownictwem świetnego szefa, z perspektywami na wybicie się wśród najlepszych w naszej firmie.
Ale dziś nie ma już nic... nie ma chęci do pracy, nie ma zespołu, nie ma szefa. Resztka pozostałych takich jak ja została przydzielona do innych działów/zespołów, pod inne kierownictwa. A podobno najgorsze jeszcze przed nami...
Jakby nie było, przez te kilka dobrych lat człowiek zdążył się zżyć ze współpracownikami, przyzwyczaić do miejsc, a nawet do tego uciążliwego jak dla mnie dojazdu.
Ale jest jak jest, będzie co będzie.
Z każdej, pozornie złej sytuacji, można wyciągnąć coś dobrego. Zawsze staram się o tym pamiętać i tak robić. Koniec jednego to początek drugiego i tego się trzymam.

Mąż wyciągnął mnie na ciuchowe zakupy. Jakoś nie miałam bluesa na szperanie między wieszakami i przymierzanie. Tym razem ja robiłam za przyzwoitkę i doradzałam. Na małe pocieszenie za te kiepskie ostatnio dni, nabyłam sobie najnowszego SHAPEa z treningiem Ewy Chodakowskiej ;)


Mam zamiar zabrać się za siebie i zacząć ćwiczyć, tylko jeszcze nie wiem od kiedy ;)


Pozdrawiam... chłodno! (bo gorąca pewnie większość ma już dosyć ;)

Image and video hosting by TinyPic

piątek, 29 czerwca 2012

Wieści z frontu

Ostatnio było tu bardziej urodowo i modowo, więc tym razem dla odmiany będzie troszkę domowo ;)

Przez ostatnie dni z pogodą bywało różnie, ale z mężem każdą chwilkę staramy się poświęcać na ogarnianiu i porządkowaniu ogrodu, przez co ostatnio dużo się w nim dzieje. Obecnie choroba pokrzyżowała mi troszkę plany, ale generalnie ja tańcuję po ogrodzie z grabiami na zmianę z haczką, czyli plewię, hakam, grabię ;) Przed chorobą planowałam zakończyć prace w warzywniaku, aby zabrać się w końcu za tą bardziej ozdobną część ogrodu. Jednak wyszło jak wyszło, choroba była nieubłagana i długo nie chciała dać mi spokoju (a teraz na nowo mnie rozłożyło) przez co nie wysiałam jeszcze kilku warzyw, na które i tak było trochę za późno. Teraz dam sobie już z nimi spokój, bo pewnie przed mrozami i tak nie zdążyłyby mi wyrosnąć, choć miałam wielką ochotę udowodnić mężowi, że jednak mi się uda ;) 

Jak na razie rosną ziemniaki, truskaweczki, pietruszka, słoneczniki, ogórki, czosnek, fasolka, winogrona i pomidorki. 



Natomiast mąż z teściem porządkuje całe obejście. W efekcie powstała a la altanka-szopka na drewno do kominka (chwilowo robi też za graciarnię) ...



...oraz wytęskniony i upragniony przez nas taras ;) Trzeba go jeszcze zagospodarować, ale i tak jest wspaniale! Móc wyjść sobie z poranną kawką lub poleżeć na leżaczku - BEZCENNE :D


Generalnie (jak widać na załączonych obrazkach) jest jeszcze sporo roboty. Potrzebujemy ciągnik, tzn kogoś z ciągnikiem, aby działkę zaorać i zabronować. Niby mieszkamy na wsi, to jednak znaleźć tutaj prawdziwego rolnika z traktorem graniczy z cudem... 

Pomalutku ruszamy z płotem (nareszcie!). Materiał już został wybrany. Słupki oraz podmurki będą zrobione z takiej oto granitowej kostki. 



Jestem ogromnie ciekawa jaki będzie efekt, bo na początku nie byłam do nich jakoś specjalnie przekonana. Jednak z dnia na dzień podobają mi się coraz bardziej ;)

A na koniec troszkę truskawek z bitą śmietaną własnej roboty. Można się częstować! ;P



Do następnego!
Papa


Image and video hosting by TinyPic

PS. Niebawem dam znać co słychać u nas w domu, dlatego Madziu z Kurnika - proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości ;) 

środa, 27 czerwca 2012

Weselnie

W miniony weekend bawiliśmy się na weselu mojego brata. Było super! Choć nie obyło się bez stresów, ale na szczęście nie w związku z Państwem Młodych ;) Stresy miałam ja i mój mąż.

Klaudia nam się rozchorowała i z rana w dniu ślubu musieliśmy pędzić z nią do lekarza. 
Z gabinetu lekarskiego zapomniałam zabrać torbę z rzeczami Klaudii, które ostatecznie przepadły, bo wracać po nie nie mieliśmy już czasu (trzeba byłoby wracać jakieś 30 km), a ja musiałam być już u fryzjera na czesaniu. 
Nie mieliśmy nikogo do opieki nad Klaudią, więc ja i mąż musieliśmy się zmieniać w jej pilnowaniu przez co nie mogliśmy razem uczestniczyć w ceremonii zaślubin i weselu... 

Dopiero koło 23.00 udało nam się zorganizować opiekunów, dzięki czemu mogliśmy wreszcie troszkę razem się pobawić. Jednak na tym się nie zakończyło. 

Po poprawinach rozchorował się mój mąż, a mi nastąpił nawrót choroby, z którą zmagałam się przez ostatnie 2 tygodnie... Teraz obydwoje siedzimy na zwolnieniu lekarskim do końca tygodnia...

Ale co tam nasze stresy. Najważniejsze, że Młodzi byli szczęśliwi a ślub, wesele, jak i poprawiny udały im się wspaniale! Świetni goście, świetna atmosfera, świetna obsługa... ;) Czemu wszystko co dobre tak szybko się kończy??

Ja jako świadkowa nie miałam kiedy pomyśleć o zrobieniu sobie jakiejś fotki, aby zaprezentować Wam mój strój (zwłaszcza, że małżona nie było). Jednak zaletą bycia świadkiem jest to, że będąc przy Młodych zawsze znajdziemy się na wielu zdjęciach ;) Na foto od fotografa jeszcze czekamy, ale udało mi się co nieco zdobyć ;)


Sukienka - DanHen (kupiona kilka lat temu)   
Koronkowe bolerko - ORSAY (kupione kilka lat temu)

A tak z bliska prezentują się dodatki.



Kwiatek - H&M
Naszyjnik - H&M
Lakier do paznokci - Colour Alike z serii Q #114
Kopertówka - ASOS


Buty - Deichmann

Pozdrawiam serdecznie! :)

Image and video hosting by TinyPic

piątek, 15 czerwca 2012

Mój sposób na kreski

Czy malowanie kresek na górnej powiece też sprawiało/sprawia Wam problemy??
Bo ja zazwyczaj miałam z nimi kłopoty - albo wychodziły mi nierówne, albo trzeba było je poprawiać, a to wiązało się ze zmyciem całego oka, albo po prostu całe to ich malowanie trwało wieki. Zazwyczaj korzystałam z eyelinera w pędzelku lub po prostu kredki. Jednak to się u mnie nie sprawdzało. W końcu znalazłam sposób, który teraz w pełni mi odpowiada i którym chcę się z Wami podzielić. Może dla kogoś kreski to równie nie lada wyzwanie, a nóż widelec okaże mu się to pomocne ;)

Mój tajny zestaw do kresek to:
czarny cień do powiek, skośny mały pędzelek i drobina wody.

pędzelek Maestro nr 660, cienie Sleek Storm



Wiem wiem, banalne :) Jednak dla mnie ten zestaw okazał się naprawdę najlepszy i w końcu mogę szybko wykonać kreski nawet z rana przed pracą, a wtedy to wiadomo czasu zawsze jest za mało ;)

A tak je wykonuję.

Po nałożeniu bazy i cienia na powieki, zabieram się za kreski. Najpierw zwilżam sobie wierzch dłoni, następnie w maleńkiej kropelce wody zanurzam włosie pędzelka, po czym nabieram czarny cień i dopiero wtedy zaczynam się malować. Najistotniejsze jest tutaj nakładanie cienia na mokro. Wtedy kreski są ciemniejsze, o wiele bardziej trwalsze, nie znikają w ciągu dnia (u mnie bez najmniejszych poprawek utrzymują się nawet 15 godzin) i nie odbijają mi się pod brwiami, gdy otworzę szerzej oczy, co wcześniej po nałożeniu na sucho często mi się zdarzało ;) Poza tym, takie kreski z łatwością można poprawić jeśli coś się nie uda, bo łatwiej jest rozetrzeć czy usunąć cień niż tusz z eyelinera. Tak maluję się na co dzień.

Jeśli mam jakieś wyjście czy przyjęcie i potrzebuję naprawdę bardzo trwałej i mocno czarnej kreski wówczas na tak przygotowany "szablon" z cienia do powiek nakładam eyeliner co gwarantuje mi udaną kreskę :)

Do tego wszystkiego trzeba ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Wtedy ładna, równa i szybka kreska gwarantowana. Daleko mi do umiejętności dziewczyn prowadzących kanały urodowe na YT, ale odkąd stosuję ten zestaw i maluję kreski codziennie, widzę, że idzie mi to coraz lepiej :)

To moje sposoby na kreskę, a Wy jak je malujecie? Może stosujecie inne ułatwiające metody? ;)

Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego weekendu!



Image and video hosting by TinyPic

piątek, 8 czerwca 2012

Torebki

KOOOOOCHAM torebki :D Mogłabym je kupować, kupować, kupować... ale na szczęście(?) jest ktoś, kto mnie zawsze ściąga na ziemię, gdy myślę o kolejnym zakupie ;)

A oto moje ulubione z ostatnich dwóch tygodni. Dwie torebki, które targałam do pracy na zmianę :)

Pierwsza to a la kuferek. W moim ulubionym, niebieskim kolorze. Urzekła mnie nie tylko kolorem, a przede wszystkim kwiatuszkami przy zamku, które sprawiają, że jest bardzo kobieca, romantyczna i wiosenna :) Idealna zarówno do dżinsów, balerinek, jak również sukienek i szpilek. Firma NoName. Kupiona na Allegro.


Natomiast druga to typowa listonoszka. Kiedyś nie przepadałam za tego typu torbami. W tym roku wręcz za nimi przepadam, bo przekonałam się na czym polega ich urok. Po pierwsze wolne ręce. Niesamowita wygoda zwłaszcza przy dziecku czy podczas zakupów. A po drugie ogromna ilość kieszonek, przegródek i "sztywne" boki dzięki czemu nareszcie mam w torebce porządek! Bilet, szminka czy spinka - nie mam problemu, aby znaleźć cokolwiek. Torebka jest świetnej jakości! Wykona z grubej i porządnej skórki, z dbałością o każdy najmniejszy detal. Firma GIANI BERNINI. Kupiona w U.S. w Macy's. Jest dostępna na ich stronie internetowej. Macy's wysyła produkty również do Polski.

PS. Oglądałyście mecz Polska-Grecja?? Ja jednym okiem spoglądałam w stronę TV. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy kilka sytuacji, wtedy pewnie byśmy wygrali. No ale też nie przegraliśmy, więc chyba nie jest źle ;)

Pozdrawiam serdecznie i do następnego posta!

Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 7 czerwca 2012

Złote myśli czyli moje motywatory - "Sekret" Rhonda Byrne

"Prawo przyciągania mówi: to co podobne przyciąga się, a zatem gdy myślisz o czymś, oznacza to, że jednocześnie przyciągasz do siebie podobne myśli"

"Prawo przyciągania to prawo natury. Jest bezosobowe i nie dostrzega tego co dobre czy złe. Otrzymuje Twoje myśli i przesyła je z powrotem do Ciebie jako Twoje doświadczenie życiowe. Prawo przyciągania po prostu daje Ci to, o czym myślisz."

"Jeśli potrafisz myśleć o tym, czego chcesz, i uczynić z tego dominującą myśl, to sprawisz, że pojawi się to w Twoim życiu."

"Myśli są magnetyczne i mają własną częstotliwość. Kiedy myślisz, Twoje myśli zostają wysłane we Wszechświat i magnetycznie przyciągają wszystko, co jest podobne i odznacza się taką samą częstotliwością. Wszystko, co zostało wysłane, powraca do źródła. A źródłem jesteś Ty."

"Kiedy czujesz się źle, emitujesz częstotliwość przyciągania rzeczy złych. Kiedy czujesz się dobrze, przyciągasz do siebie rzeczy dobre."

"Toje myśli to ziarno, i od nich będą zależeć żniwa."


Image and video hosting by TinyPic

wtorek, 5 czerwca 2012

Ulubieńcy

Pomyslałam, że co jakiś czas podzielę się z Wami moimi ulubieńcami, np. minionego dnia, tygodnia czy miesiąca. Nie chcę się ograniczać jedynie do kosmetyków dlatego na pewno znajdzie się wśród w nich również coś dla duszy czy naszych kupek smakowych ;)

Znacie drogerie HEBE? Ja do wczoraj nie miałam o nich pojęcia. W drodze do domu z pracy wstąpiłam tam z czytej ciekawości. Muszę przyznać, że asortyment mają bardzo bogaty. Najbardziej ucieszyła mnie szafa z Revlon, Sally Hansen i Essence. Oprócz kolorówki  znalazłam tam jeszcze sporo ciekawych produktów do pielęgnacji ciała i włosów nieznanych mi dotąd firm i niesodtępnych np. w Rossmannie. Wśród nich jest też wiele kosmetyków naturalnych, które z czasem pewnie przetestuję :)

Będąc tam udało mi się nabyć bardzo fajny balsam do ust kakaowo-waniliowy z masłem shea, olejkiem jojoba, małesm kakaowym i woskiem pszczelim firmy Greendland.


Po jednym dniu jestem z niej naprawdę zadowolona. Dobrze moje usta nawilża i nie znika po kilku minutach. Po 2 godzinach nadal czuję ją na ustach. No i ten zapach :D  Czuć prawdziwe kakao, jakbyście wąchały kakao do picia ;) Pomadka bardzo przypomina mi balsam Tisane, choć ta z Greenland jest bardziej "twarda". Nie miałam jeszcze okazji testować jej w upalne dni, aby przekonać się czy tak samo jak Tisane robi się "miekka" pod wpływem wysokiej temperatury. Jak dla mnie byłoby lepiej, gyby niezmieniała swojej konsystencji, ale to się jeszcze okaże :) Kosztowała mnie ok 12 zł, więc cena nie jest jakaś specjalnie wygórowana i można się skusić, aby ją wyróbować :)

Pozdrawiam i życzę miłego dnia! :)

Image and video hosting by TinyPic