Nie należę do osób z idealną figurą. W czasach szkolnych często eksperymentowałam z przeróżnymi dietami, przez co dorobiłam się trochę rozstępów. Dlatego gdy zaszłam w ciążę okropnie bałam się, że przez wielki brzuchol i przybranie na wadze będę jedną wielką blizną. Za wszelką cenę chciałam znaleźć złoty środek, który pomógłby mi temu zapobiec. Gdzieś wyczytałam, że podstawowym elementem przeciwdziałania rozstępom jest zapewnienie skórze bardzo dobre nawilżenie. Mając na uwadze tą informację, postawiłam na jedno z tańszych rozwiązań. Ostatecznie zdecydowałam się na oliwkę do ciała. Często spotykałam się z pozytywnymi opiniami na jej temat, więc pomyślałam, że spróbuję, przynajmniej do czasu, aż w końcu zdecyduję się na jakiś bardziej "profesjonalny" produkt. No i jak zaczęłam jej używać, to została ze mną nie tylko do końca ciąży, ale do dzisiejszego dnia stoi w łazience na honorowym miejscu. Prawdę mówiąc na początku troszkę sceptycznie podchodziłam do tego, że niby sama oliwka miałaby dać radę nawilżyć mi skórę i zapobiec rozstępom. Jednak teraz wierzę, że to dzięki niej po ciąży nie mam ani jednego dodatkowego rozstępa (a wierzcie mi, brzuchol miałam naprawdę spory, bo nie należę do wysokich osób, więc wszystko poszło mi wszerz ;).
Po porodzie odstawiłam oliwkę na jakiś czas. Myślałam, że teraz jak już brzucha nie ma i wróciłam do swoich rozmiarów (no prawie ;), nie zrobi już dla mnie nic dobrego. Myślałam tak, aż to momentu, gdy na początku wiosny postanowiłam złapać trochę brązu i wybrałam się na solarium. Po dwóch sesjach opalania, skórę (zwłaszcza na nogach) miałam w opłakanym stanie. Była strasznie przesuszona i łuszcząca. Zaopatrzyłam się w masła do ciała, balsamy nawilżające, próbowałam też naturalnego olejku w połączeniu z balsamem - nic nie pomogło. W końcu z barku pomysłów sięgnęłam po oliwkę, nie mając jakiś większych nadziei, że mi pomoże. No i zgadnijcie co się okazało? Dopiero ona poradziła sobie z moją suchą skórą. Od tej pory wszelkie balsamy poszły w odstawkę. Nie ukrywam, lubię balsamy, czasami po nie sięgam gdy mam więcej czasu i ciało nie jest jakoś specjalnie przesuszone. Jednak teraz podstawą nawilżania mojej skóry jest właśnie oliwka. Poza tym, że dobrze nawilża to o wiele szybciej i łatwiej się ją stosuje. Wystarczy wetrzeć odrobinę w mokrą skórkę, wytrzeć się ręcznikiem i gotowe. Poza tym jest niesamowicie wydajna. Przez całą ciążę codziennego stosowania zużyłam 2-2,5 opakowania. Prawdę mówiąc jeśli chodzi o balsamy to u mnie zawsze był problem z systematycznością. Nie zawsze mi się chciało, bo wydawało mi się, że to wcieranie tak strasznie długo trwa. Jednak teraz nie mam z tym problemu, bo z oliwką trwa to dosłownie minutkę :)
A jakiej oliwki używam? Od początku stosuję oliwkę Johnson's Baby. Szczerze polecam wersję w żelu. O niebo lepiej się ją stosuje niż tą w tradycyjnej postaci. Pierwotnie na tym miał zakończyć się ten post. Jednak dosłownie parę dni temu odkryłam jeszcze jedno jej zastosowanie, o którym chcę Wam napisać. Będę się streszczać, bo i tak wyszedł mi już z tego posta co najmniej elaborat ;)
Otóż, ostatnio skończyła mi się Ziaja Dwufazowa do demakijażu oczu, a że używam kosmetyków wodoodpornych, to do zmywania muszę mieć naprawdę coś skutecznego. O tym, że nie mam czym zmyć oczu zorientowałam się dość późno w nocy, więc musiałam coś wymyślić, bo spanie w makijażu nie wchodziło w grę. No i wymyśliłam. Na płatek kosmetyczny wycisnęłam odrobinkę oliwki i lekko zwilżyłam to miejsce wodą. Przyłożyłam wacik do oka i chwilkę odczekałam. Efekt był taki, że tusz pięknie zaczął się rozpuszczać i po kilku powtórkach zmyłam go całkowicie :D Nie wiem czy takie zastosowanie oliwki do ciała jest Wam znane i może nie jest to dla Was nic nowego, ale dla mnie było to wielkim pozytywnym zaskoczeniem :) Takim sposobem oliwka zdecydowanie stała się moim kosmetykiem nr 1 :)
Pozdrawiam! :)