poniedziałek, 25 marca 2013

Rolety rzymskie

Odkąd zaczęłam interesować się wystrojami wnętrz, jestem nimi zauroczona. Według mnie są eleganckie, praktyczne, pasują do wnętrz w stylu nowoczesnym jak i klasycznym. Mogą być świetną alternatywą powszechnie znanych nam firanek i zasłon. Od początku wiedziałam, że chcę je mieć w swoim domu. Niestety wycena wykonania jednej rolety w wysokości ok 1000 zł (pierwotnie miało być ich 6 szt.) zaczęła nas zniechęcać. W końcu zdecydowaliśmy, że uszyjemy je sami. Po przestudiowaniu zasady ich działania i wykonania okazało się, że zrobienie rolet jest banalnie proste. Potwierdziła to moja mama, która podjęła się ich uszycia.


Ostatecznie powstały 3 szt...




Na to jakich przygód dostarczył nam podczas szycia materiał, efekt jest dla mnie niesamowicie zadowalający ;)


Na koniec 2 najistotniejsze według mnie rady, dla tych którzy zamierzają sami uszyć rolety rzymskie:

1. Wybrać odpowiedni materiał. 
Nie chodzi mi tu o wzór czy kolor, bo to oczywiście kwestia gustu, ale o rodzaj/skład materiału. Gdybym mogła jeszcze raz wybierać materiał na swoje rolety, wybrałabym tylko i wyłącznie 100% poliester. Moje rolety wykonane są z żakardu, materiału przeznaczonego na zasłony o składzie 70% poliester i 30 bawełna. Podczas szycia okazało się, że przy prasowaniu materiał się kurczy, a po jego wypraniu skurczył się o ok 5 cm na długości i 1,5 na szerokości! Poza tym mój materiał łatwo się gniecie i po opuszczeniu rolet często widać załamania w miejscach gdzie były fałdy. Materiał z jakiego była wykonana próbna roleta był w 100% poliestrem i takich załamań nie było.

2. Wybrać odpowiednią przekładnię łańcuszka w mechanizmie. 
Popularne są następujące przekładnie: 1:1, 1:2, 1:4. Ogólna zasada wygląda tak: przekładnię 1:1 stosuje się do tkanin lekkich, 1:2 do tkanin średnio ciężkich, 1:4 do tkanin cięższych. Z doświadczenia dodam, żeby przekładnię dobierać również do szerokości rolety, im szersza tym przekładnia powinna być większa. Dla przykładu: znajomi na przekładni 1:1 nie mogą podciągnąć rolety całkiem do góry, która jest w podobnym rozmiarze jak jedna z naszych. Ja mam taką roletę (szer. ok 1,60 m) z przekładnią 1:2 i podciągam ją bez problemu. Natomiast mechanizmy, które mają u mnie ponad 2 m mam już z przekładnią łańcuszka 1:4.


Życzę wszystkim udanego tygodnia! :)

post signature


sobota, 16 marca 2013

Sobotnie debiuty: Pierogi ruskie

Witajcie ;)
Siedząc teraz w domu teoretycznie powinnam mieć więcej czasu chociażby na blogowanie, komentowanie, ale ostatnio skutecznie zajmują mi cały czas inne rzeczy. Przez ostatnie 2 tygodnie była u nas z wizytacją moja mama. W końcu mogłyśmy zabrać się za rolety rzymskie, które powinny zawisnąć już w grudniu... Jak widać dość znacznie odwlekło nam się to w czasie. Jednak najważniejsze, że nasz projekt się udał i nareszcie zdobią nasze okna :D Choć przyznam, że momentami traciłam nadzieję i nerwy, bo w trakcie szycia wyszła niemiła niespodzianka związana z materiałem, ale o tym może innym razem.

Tym razem ma być kulinarnie, bo ostatnio więcej gotuję. Dzięki Bogu moje mdłości się skończyły, a przynajmniej nie są już tak uciążliwe jak wcześniej. Zauważyłam, że bardzo mi pomaga jedzenie mniejszych porcji i nie najadanie się na noc oraz unikanie mięsa zwłaszcza smażonego. Na samą myśl o mięsie robi mi się niedobrze ;/ Dlatego ostatnio wymyślam dania bezmięsne. Tym razem miałam ochotę na pierogi ruskie, które prawdę mówiąc robiłam pierwszy raz ;) Przy okazji chciałam wypróbować wychwalany w mojej rodzinie przepis mojej cioci na ciasto do pierogów, który rzeczywiście jest rewelacyjny - nie klei się, nie rozrywa, idealny dla kogoś kto pierwszy raz ma zamiar zabrać się za wyrabiane ciasto, bo na pewno się do niego nie zrazi ;)

A oto jak ja robiłam swoje pierogi.


Na 570 g ugotowanych (najlepiej dzień wcześniej) ziemniaków użyłam 300 g twarogu. Wszystko razem zmieliłam w maszynce do mięsa. Następnie zeszkliłam na oleju 2 średnie cebule pokrojone w drobną kostkę i dodałam do masy ziemniaczano-serowej. Wszystko wymieszałam i doprawiłam solą oraz pieprzem. Farsz powinien być dość mocno doprawiony pieprzem, aby było w nim widać charakterystyczne dla niego czarne kropeczki ;) Ja tym razem zrobiłam łagodniejszą wersję, bo nie chciałam aby był za ostry ze względu na moją 2,5 letnią córkę. Jednak to jak doprawicie farsz zależy od Waszych indywidualnych preferencji.



Następnie zabrałam się za ciasto, na które potrzeba:

4 szklanki mąki pszennej
4 łyżki oleju
1 płaska łyżeczka soli
1 szklanka letniej wody

Wszystkie składniki łączymy ze sobą i wyrabiamy ciasto. To ciasto jest super ze względu na to, że w trakcie wyrabiania i wałkowania nie trzeba w ogóle podsypywać mąką ponieważ się nie klei. Blat miałam zupełnie czysty :)


 
Gotowe ciasto porcjowałam na niewielkie kawałki, które rozwałkowałam, a następnie wycinałam w nich szklanką krążki. Krążek lekko rozciągnęłam palcami i na jego środek wyłożyłam pełną łyżeczkę farszu. Brzegi zagniotłam i przydusiłam widelcem, aby lepiej się zlepiły.




Gotowe pierogi wrzuciłam do lekko osolonego wrzątku. Gotowałam ok. 4 min od momentu wypłynięcia pierogów na wierzch wody.


Ugotowane pierogi podałam z cebulką usmażoną na oleju.





Zrobiłam ciasto z 1,5 porcji. Wyszło mi 64 pierogów wyciętych szklanką o średnicy 8,2 cm.  
Były naprawdę dobre, a odsmażane później na patelni były jeszcze lepsze ;)


PS. Ostatnio zrobiłam swój pierwszy chleb na zakwasie. Nie sądziłam, że to takie proste :) Pokażę Wam następnym razem ;)


post signature

poniedziałek, 4 marca 2013

Motylki

Nareszcie! Słoneczko cudownie grzeje ;) W domu od razu zrobiło się bardziej pogodnie, jasno, słonecznie, aż chce się żyć. Szkoda tylko, że wychodząc na zewnątrz wiatr nadal jest niesamowicie zimny i przenikliwy, ale czuję w kościach, że to już ostatnie chwile tej zimy. 

Staram się już myśleć o wiośnie, dlatego ostatnio zawitały u nas motylki. Jak na razie na talerzu, ale dla mnie to już coś ;)


Na koniec tak jak obiecałam, przedstawiam Wam jeszcze jednego motylka, który 7 tyg temu zamieszkał w moim brzuchu ;)



Nawet sobie nie wyobrażacie jaką poczułam ulgę gdy usłyszałam bicie serduszka i słowa lekarza, że wszystko jest OK :D Maluch w miniony czwartek miał 11,8 mm długości :)

A u mnie bywa różnie. Na początku nie było za ciekawie bo miałam brudzenia i muszę teraz łykać tabletki podtrzymujące ciążę, a od paru dni siedzę na zwolnieniu. Mdłości nadal mnie trzymają. Jednak zauważyłam, że w dzień jest lepiej, ale za to wieczorem często mocniej mnie zemdli. Próbuję jeść mniej a częściej i nie najadać się na wieczór. Wtedy jest o wiele lepiej. Jedynie co mnie obecnie przeraża to moja waga. Zarówno z Klaudią jak i teraz startowałam z tą samą wagą, ale w tej chwili ważę tyle co z Klaudią w 12 tyg, a nie wydaje mi się, żebym jadła jakoś specjalnie więcej ;-/ Mam nadzieję, że to tylko chwilowy, tak przyspieszony przyrost kilogramów ;)

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanego tygodnia!


post signature