poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Kotleciki z piersi kurczaka

W weekend zazwyczaj nie mam tyle czasu, aby stać w kuchni dlatego w piątek lub sobotę robiąc obiad staram się robić tego więcej tak, aby starczyło nam chociażby do poniedziałku ;) Tym razem zdecydowałam się właśnie na te kotleciki. Są bardzo smaczne, szybko się je robi i starczają nam na więcej niż jeden obiad.

A oto przepis.

Składniki:
1 pojedyncza pierś z kurczaka
1 jajko
1 łyżka mąki pszennej
1 łyżka majonezu
2 łyżki startego żółtego sera
sól, pieprz
przyprawę w płynie (Magi)
polecam natkę pietruszki i suszoną żurawinę

Pierś z kurczaka kroimy na drobniutkie kawałeczki, dodajemy jajko, mąkę, majonez, ser żółty, przyprawy i posiekaną zieleninę. Wszystko razem mieszamy. Tak wgląda gotowa masa.



Łyżką nabieramy porcję masy i kładziemy na bułkę tartą. Masę obsypujemy bułką z każdej strony, następnie delikatnie bierzemy do ręki i formujemy kotleciki. Smażymy na rozgrzanym oleju.

Jeśli ciasto będzie zbyt luźne i kotlety będą się nam za bardzo rozwalać, to do masy można dosypać jeszcze odrobinę mąki.

A tak wyglądają po usmażeniu (ja zrobiłam z podwójnej porcji).



Osobiście polecam wersję z suszoną żurawiną.


Smacznego!

piątek, 26 sierpnia 2011

Sprawy organizacyjne

Moje Drogie :) 

Myślałam, myślałam i postanowiłam... założyć drugiego bloga. 
Nie da się ukryć, moje życie podporządkowane jest teraz głównie Klaudii, co zaczyna być widać na moim blogu. Wpisy na temat Klaudii i sprawy z nią związane zaczynają dominować na OLAndia :) 

W związku z tym, zdecydowałam się założyć drugiego bloga poświęconego tylko dzieciom, a konkretniej Klaudii. Także od dzisiaj zainteresowane osoby zapraszam na stronę BABYlandia. Udało mi się tam przenieść wszystkie wpisy i komentarze, więc w zasadzie wszystko będzie po staremu ;) Jedynie szata graficzna uległa małej zmianie ;)

Natomiast na OLAndia będę kontynuować wpisy na pozostałe tematy jak: dom, ogród, książki, kuchnia, kosmetyki i na pewno wiele innych :)

Do zobaczenia na BABYlandia :)

Pozdrawiam!

PS. Te dwa moje światy i tak w pewnym stopniu są od siebie zależne, dlatego na jednym blogu pewnie i tak pojawi się coś związanego z drugim. Mam nadzieję, że jakoś to będzie razem funkcjonowało :) 

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Moje oliwkowe cudo

Nie należę do osób z idealną figurą. W czasach szkolnych często eksperymentowałam z przeróżnymi dietami, przez co dorobiłam się trochę rozstępów. Dlatego gdy zaszłam w ciążę okropnie bałam się, że przez wielki brzuchol i przybranie na wadze będę jedną wielką blizną. Za wszelką cenę chciałam znaleźć złoty środek, który pomógłby mi temu zapobiec. Gdzieś wyczytałam, że podstawowym  elementem przeciwdziałania rozstępom jest zapewnienie skórze bardzo dobre nawilżenie. Mając na uwadze tą informację, postawiłam na jedno z tańszych rozwiązań. Ostatecznie zdecydowałam się na oliwkę do ciała. Często spotykałam się z pozytywnymi opiniami na jej temat, więc pomyślałam, że spróbuję, przynajmniej do czasu, aż w końcu zdecyduję się na jakiś bardziej "profesjonalny" produkt. No i jak zaczęłam jej używać, to została ze mną nie tylko do końca ciąży, ale do dzisiejszego dnia stoi w łazience na honorowym miejscu. Prawdę mówiąc na początku troszkę sceptycznie podchodziłam do tego, że niby sama oliwka miałaby dać radę nawilżyć mi skórę i zapobiec rozstępom. Jednak teraz wierzę, że to dzięki niej po ciąży nie mam ani jednego dodatkowego rozstępa (a wierzcie mi, brzuchol miałam naprawdę spory, bo nie należę do wysokich osób, więc wszystko poszło mi wszerz ;).

Po porodzie odstawiłam oliwkę na jakiś czas. Myślałam, że teraz jak już brzucha nie ma i wróciłam do swoich rozmiarów (no prawie ;), nie zrobi już dla mnie nic dobrego. Myślałam tak, aż to momentu, gdy na początku wiosny postanowiłam złapać trochę brązu i wybrałam się na solarium. Po dwóch sesjach opalania, skórę (zwłaszcza na nogach) miałam w opłakanym stanie.  Była strasznie przesuszona i łuszcząca. Zaopatrzyłam się w masła do ciała, balsamy nawilżające, próbowałam też naturalnego olejku w połączeniu z balsamem - nic nie pomogło. W końcu z barku pomysłów sięgnęłam po oliwkę, nie mając jakiś większych nadziei, że mi pomoże. No i zgadnijcie co się okazało? Dopiero ona poradziła sobie z moją suchą skórą. Od tej pory wszelkie balsamy poszły w odstawkę. Nie ukrywam, lubię balsamy, czasami po nie sięgam gdy mam więcej czasu i ciało nie jest jakoś specjalnie przesuszone. Jednak teraz podstawą nawilżania mojej skóry jest właśnie oliwka. Poza tym, że dobrze nawilża to o wiele szybciej i łatwiej się ją stosuje. Wystarczy wetrzeć  odrobinę w mokrą skórkę, wytrzeć się ręcznikiem i gotowe. Poza tym jest niesamowicie wydajna. Przez całą ciążę codziennego stosowania zużyłam 2-2,5 opakowania. Prawdę mówiąc jeśli chodzi o balsamy to u mnie zawsze był problem z systematycznością. Nie zawsze mi się chciało, bo wydawało mi się, że to wcieranie tak strasznie długo trwa. Jednak teraz nie mam z tym problemu, bo z oliwką trwa to dosłownie minutkę :)

A jakiej oliwki używam? Od początku stosuję oliwkę Johnson's Baby. Szczerze polecam wersję w żelu. O niebo lepiej się ją stosuje niż tą w tradycyjnej postaci.


Pierwotnie na tym miał zakończyć się ten post. Jednak dosłownie parę dni temu odkryłam jeszcze jedno jej zastosowanie, o którym chcę Wam napisać. Będę się streszczać, bo i tak wyszedł mi już z tego posta co najmniej elaborat ;) 

Otóż, ostatnio skończyła mi się Ziaja Dwufazowa do demakijażu oczu, a że używam kosmetyków wodoodpornych, to do zmywania muszę mieć naprawdę coś skutecznego. O tym, że nie mam czym zmyć oczu zorientowałam się dość późno w nocy, więc musiałam coś wymyślić, bo spanie w makijażu nie wchodziło w grę. No i wymyśliłam. Na płatek kosmetyczny wycisnęłam odrobinkę oliwki i lekko zwilżyłam to miejsce wodą. Przyłożyłam wacik do oka i chwilkę odczekałam. Efekt był taki, że tusz pięknie zaczął się rozpuszczać i po kilku powtórkach zmyłam go całkowicie :D Nie wiem czy takie zastosowanie oliwki do ciała jest Wam znane i może nie jest to dla Was nic nowego, ale dla mnie było to wielkim pozytywnym zaskoczeniem :) Takim sposobem oliwka zdecydowanie stała się moim kosmetykiem nr 1 :)

Pozdrawiam! :)

sobota, 20 sierpnia 2011

Marchewka dobra do wszystkiego

Wczoraj naszła mnie ogromna ochota na coś słodkiego. Dawno nic nie piekłam, więc postanowiłam coś upichcić. Ostatnio chodziło mi po głowie ciasto marchewkowe, a że szybko je się robi i jest to jedno z moich ulubionych wypieków, czym prędzej się za nie zabrałam, wykorzystując dobry humor Panny Klaudii ;)

Tak się prezentuje.

A tak się robi.

Składniki:
60 dag tartej marchewki
4 duże lub 5 średnich jaj
1 szklanka cukru
2 szklanki mąki
1 łyżka proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
sól
100 g czekolady
80 g suszonych śliwek
80 g płatków migdałowych lub innych bakalii 

Marchewkę trzemy na tarce. Dodajemy jaja wcześniej roztrzepane widelcem na jednolitą masę. Następnie dodajemy cukier, mąkę, proszek do pieczenia, szczyptę soli i olej. Wszystko razem łączymy mieszając łyżką. Śliwki i czekoladę siekamy na drobne kawałeczki i wrzucamy do ciasta. Polecam dodać również płatki migdałowe i orzechy (orzechów akurat nie miałam, więc tym razem ich nie dodałam).
Gotową masę wylewamy do formy wyłożonej folią aluminiową lub papierem do pieczenia. Ja zazwyczaj piekę je w formie do babki z tuleją o średnicy 24 cm. 
Ciasto pieczemy około 40 min w temperaturze 180 stop. C (patyczek powinien być suchy).

Polecam podawać ciasto posypane cukrem pudrem lub z kleksem bitej śmietany. Jeśli nie próbowałyście, to spróbujcie zrobić bitą śmietanę samemu. Jest o niebo lepsza niż kupna np. w sprayu.

Smacznego! :)

wtorek, 16 sierpnia 2011

Lakier do paznokci Eveline Cosmetics Colour Instant

Jakiś czas temu będąc w Biedronce zupełnie przypadkiem trafiłam na resztkę lakierów do paznokci z Eveline Cosmetics. Bardzo się ucieszyłam gdy wśród nich zobaczyłam tego miętuska (pastelową zieleń) ponieważ bardzo chciałam lakier w takim kolorze.




lakier do paznokci Eveline Cosmetics, Colour Instant, nr 625

Kolor tak mi się spodobał, że nawet nie spojrzałam na cenę tylko zapakowałam buteleczkę do koszyka. Jak się później okazało kosztował jedyne 5,99 zł co jeszcze bardziej zwiększyło moją radość.




lakier do paznocki Eveline Cosmetics, Colour Instant, nr 625

W domu okazało się, że jest to lakier perłowy, więc miałam obawy co to krycia. Mimo moich obaw nie było z tym tak źle. Przy starannym nałożeniu lakieru kolor z buteleczki można uzyskać przy dwóch warstwach. Jednak przy moich białych końcówkach konieczne są trzy warstwy, ale mimo to i tak lekko prześwitują. Kolor lakieru na paznokciach wyszedł troszkę za jasny. Rzeczywisty kolor lakieru najbardziej oddają dwa pierwsze zdjęcia.


Jeśli chodzi o aplikację to jak dla mnie jest kiepska. Trzeba się bardzo postarać, aby nie narobić smug. Przy Klaudii nie mam aż tyle czasu, chcę aby lakier nakładał się bez takich dodatkowych utrudnień.

Dość szybko schnie, szybciej jak lakiery Barbra Cosmetics, z którymi miałam do czynienia.  Przynajmniej tak jest w początkowej fazie. Nie wiem jak jest później ponieważ nie czekam aż lakier całkowicie przeschnie tylko nakładam za każdym razem Top Coat.

Podsumowując miałam ogromne nadzieje co do tego lakieru. Kolor jak dla mnie jest po prostu cudowny, jednak z powodu aplikacji pewnie nie skuszę się już na inny kolor.

A Wy znacie te lakiery? Miałyście okazję wypróbować ten kolorek? Jestem ciekawa jak u Was się sprawdził?

Pozdrawiam!:)


piątek, 5 sierpnia 2011

Zaczynam testować - tusz do rzęs CoverGirl Lash Blast Volume

Kończy mi się mój ulubiony tusz do rzęs z Maybelline, o którym wspominałam już wcześniej TUTAJ. Pomyślałam, że może warto spróbować czegoś nowego i wtedy przypomniałam sobie, że przecież od 4 miesięcy w kosmetyczce czeka już na mnie tusz CoverGirl Lash Blast Volume.
tusz do rzęs CoverGirl Lash Blast Volume, kolor 825 Very Black, wodoodporny


Od baaardzo dawna chciałam go wypróbować. W końcu przy okazji wyjazdu służbowego mojego męża za granicę udało mi się go nabyć.

Nigdy nie używałam tuszu z gumową szczoteczką, więc jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi. 
tusz do rzęs CoverGirl Lash Blast Volume, kolor 825 Very Black, wodoodporny




Pewnie niebawem napiszę o nim coś więcej :)

Pozdrawiam!