sobota, 24 listopada 2012

Mistyczne usta

Słyszałyście o 40% rabatu na kosmetyki kolorowe w Rossmannie? Tak się złożyło, że sporo produktów akurat mi się kończy, więc nie mogłam przegapić takiej okazji ;)

Jestem przeszczęśliwa, że udało mi się kupić m.in. moją ulubioną szminkę i do tego o 12 zł taniej! ;) Używam jej od X lat i jak dotąd nie spotkałam koloru, który odpowiadałby mi tak bardzo. Lubię brudne róże, podkreślające kolor moich ust i taka właśnie jest szminka z Maybelline z serii COLOR SENSATIONAL 250 Mystic Mauve. 



Dość długo się utrzymuje (nawet po obiedzie nadal jest widoczna, ale to pewnie zależy co i jak będziemy jeść ;)), nie wysusza ust, choć mogłaby ciut lepiej nawilżać. Czasami, gdy mam bardzo suche usta muszę się wspomagać pomadką ochronną: najpierw natłuszczam usta pomadką Greenland, a następnie nakładam szminkę - wtedy jest idealnie :) Mimo tego drobnego mankamentu i tak będzie ze mną na ZAWSZE ;)




Kolor jest świetny na co dzień i wyjście, na lato jak i na zimę :)


Udanego wieczoru!

post signature

wtorek, 20 listopada 2012

Czujecie??

Ja już CZUJĘ :D Troszkę jeszcze mało intensywnie, jeszcze za mało reklam w TV, jeszcze nie takie widoki za oknem, nie taka temperatura, nie taki repertuar piosenek w radiu, ale CZUJĘ już.... nadchodzące Święta BN :)))

W głowie mam już dużo planów na ten czas. Pamiętacie jak pisałam, że we własnym domu nie czuję się jak u siebie? Doszłam do wniosku, że muszę coś zrobić, aby to zmienić. Jeszcze parę tygodni temu dobitnie i stanowczo odpowiadałam NIE na pytanie męża "Czy robimy święta u nas?". No bo jak on sobie to wyobraża - brak odpowiedniej zastawy, brak mebli do ugoszczenia gości, jeszcze nie wszystko skończone... Jednak teraz wiem, że tego mi właśnie potrzeba. Krzesła, dodatkowy stół uda się zorganizować, a za to w naszym domu zrobi się wyjątkowo - radośnie, wesoło, rodzinnie, świątecznie :))) Nie mam wątpliwości, że tak właśnie będzie, bo przecież przy 18-stu osobach i psie nie może być inaczej ;)


* * * * * * * * * *

Liczyłam na to, że kolejne 2 wieczory będę mogła w końcu poświęcić na bloga, nadrobić zaległości w odpowiedzi na TAGi, miałam poszukać ozdoby świąteczne i choinki, ale niestety się przeliczyłam... Mąż wyjechał w delegację, zabrając gwizdek w dostępem do sieci.... Co gorsza druga karta, którą sobie sama załatwiłam na takie właśnie dni, od 2 tygodni leży w domu i czeka aż w końcu mąż ją skonfiguruje. Ależ byłam wczoraj zła, jak osa, gdy wieczorem powiedział mi, że netu mi nie ustawi, bo nie ma odpowiedniego oprogramowania. No nic, przeżyję. Najważniejsze, że przywiózł mi od teściów moje ulubione książki :) Cieszyłam się na nie jakbym ich wcześniej nie miała ;) Od dawna chciałam jeszcze raz je przeczytać, zwłaszcza teraz gdy postanowiłam, że do końca roku nie kupie ani jednej książki ;) Jeszcze nie uległam, choć księgarnie muszę omijać bardzo szerokim łukiem, bo gdybym tam weszła to bym poległa ;) Także wieczór zapowiada się pod znakiem książki. Dziś jadąc do pracy zaczęłam ponownie czytać "Gdybyś mnie teraz zobaczył"




Czytałyście? Uwielbiam tą książkę! Niesamowita powieść, wyciskacz łez, takie lubię :) Na szczęście czytałam ją dość dawno i szczegółów nie pamiętam, więc tym bardziej nie mogę się doczekać jak już Klaudia zaśnie, a ja owinę się kocem i siądę sobie z nią przy kominku :)


Pozdrawiam ciepło! :)

post signature

środa, 7 listopada 2012

Nie tak różowo...

Zawsze myślałam, że jak będę mieć już swój dom, to bez względu na to gdzie pojadę, czy na wakacje czy do rodziny i bez względu na to jak dobrze będę się tam bawić, to wracać będę do niego szybko i z utęsknieniem. Jednak ostatnio przekonałam się, że nie do końca tak właśnie jest. Ostatni powrót z mojego rodzinnego domu, w którym się wychowałam i spędziłam jakieś 15 lat, z miejscowości gdzie zostawiłam wszystkich moich bliskich był dla mnie strasznie ciężki. Nie cieszyłam się na to, że wracam do SWOJEGO domu, a jak już w nim byłam, łezka zakręciła mi się w oku...

Od zawsze chciałam stworzyć i mieć na ziemi miejsce, w którym będę się czuć tak dobrze jak nigdzie indziej, gdzie będę chciała spędzić każdą chwilę, które bedzie moim azylem i oazą spokoju (= bez teściowej ;P). Marzyłam i śniłam o nim nocmi. Wraz z posuwającymi się pracami na budowie, coraz bardziej realne były moje wyobrażenia. Oczami wyobraźni widziałam się już na SWOJEJ kanapie przy SWOIM kominku, pichcącą w SWOJEJ kuchni i czułam, że to będzie wspaniałe i nic na świecie nie będzie w stanie mi tego zastąpić.

Nie wiem co jest nie tak, ale w moim domu nie czuję się jak u siebie. Mam wrażenie jakby dom był po prostu domem, stertą cegieł i niczym innym. Brakuje mu czegoś co spawiłoby, że miałby w sobie to coś, duszę. Może dlatego, że całość nie jest wykończona? Może dlatego, że brakuje mebli? Może dlatego, że nie mam u siebie jeszcze wszytskich swoich rzeczy? Może dlatego, że przez pracę spędzam w nim tak mało czasu?
 
W domu rodzinnym jest tak wesoło, pełno ludzi, ciągle ktoś przyjeżdza czy przychodzi,  tam zawsze się naśmieję za wszystkie czasy i tylko tam mam z kim organizować sobie wieczory filmowe i oglądać horrory ;) Mam tyle wspomnień z nim związanych. Tam po prostu czuję, że żyję. Tęsknie nie tylko do tej atmosfery, ale też do bliskich. Mam wrażenie, że mąż mnie nie rozumie, bo nigdy nie mieszkał tak daleko od rodziny. U mnie to trwa już jakieś 7 lat i może nie powinnam już tak tęsknić... Ale czy w ogóle możliwe jest nie tęsknić??
 
Bliskich chyba już nie będę mieć tak blisko jak dawniej, ale mam ogromną nadzieję, że chociaż taki wspamniały dom jak moich rodziców uda mi się kiedyś stworzyć u siebie i wreszcie będę mogła powiedzieć "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej".
 
 
Pozdrawiam Was ciepło w ten zimny i deszczowy dzień.
 
 
post signature