Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2013

Moje poporodowe Must Have

Do porodu jeszcze sporo czasu, jednak ja postanowiłam, że przygotowania na przyjście Maluszka nie będę odkładać na ostatnią chwilę. Nie będzie tu o wyprawce dla dziecka, a o przygotowaniu wyprawki dla mnie ;) Mamusie zwłaszcza te oczekujące pierwszego dziecka, całą swoją uwagę i energię poświęcają na przygotowaniach do powitania na świecie maluszka, co ja oczywiście doskonale znam i rozumiem. Jednak z doświadczenia już wiem, że bardzo ważne jest również dobre przygotowanie się mamy, aby komfortowo przetrwać te pierwsze najcięższe tygodnie po powrocie ze szpitala.


Po doświadczeniach z Klaudią, wiem już jakie rzeczy chcę mieć, które się sprawdziły oraz jakich nie miałam, a z czasem stwierdzam jak bardzo by mi się wówczas przydały. Dlatego przygotowałam sobie listę mojego poporodowego MUST HAVE. Może i któraś przyszła mama zechce skorzystać z moich wskazówek i rad ;) 

1. Biustonosze do karmienia

Zdecydowanie jedna z ważniejszych rzeczy. Będąc jeszcze w ciąży z Klaudią szukałam, przymierzałam różne biustonosze, ale jakoś nie mogłam się zdecydować na rozmiar. Sądziłam, że po porodzie biust będzie jeszcze większy i wówczas to co kupię w ciąży będzie po prostu za małe. W efekcie czekałam na poród, a jak już urodziłam to nie było kiedy chodzić po sklepach za stanikami i tak kilka tygodni męczyłam się ze zwykłymi biustonoszami. To była mordęga! Ostatecznie zdesperowana kupiłam 2 biustonosze przez Internet, które na szczęście okazały się idealne. Każda z nas jest inna, ale mój biust po porodzie nie urósł jakoś znacznie, dlatego śmiało mogłam zaopatrzyć się w biustonosz do karmienia jeszcze w ciąży. Teraz nie popełnię tego błędu i takie biustonosze mam już przygotowane, które  na 100 % zabieram już do szpitala ;) 3 lata temu miałam i teraz też będę mieć biustonosze firmy ALLES z serii MAMA, które dla mnie są rewelacyjne.

Obecnie mam 2 szt. 
Jeden to biustonosze z kolekcji MAMA II/B - nieusztywniane, bezszwowe, niesamowicie wygodne, idealne na codzień, a w szczególności do spania bo nic nie uwiera. Jak dla mnie jest to idealna wersja domowa ;) Zamierzam zaopatrzyć się w jeszcze jedną sztukę.

Źródło: ALLES

Natomiast 2-gi to biustonosz MAMA CUBANA - usztywniany tylko fiszbinami, koronkowy, bardzo elegancji. U mnie jest to model wyjściowy ;) Zanim nie trafiłam na firmę Alles nie miałam pojęcia, że biustonosze dla mam karmiących mogą być tak ładne, a biust nadal może wyglądać w nich atrakcyjnie. Jeśli chodzi o mnie to ja z moim już pokaźnym biustem nie czułabym się dobrze wychodząc do ludzi w zupełnie nie usztywnianym biustonoszu, dlatego muszę mieć coś co utrzyma go w ryzach, a przy chodzeniu nie będzie mi latał w każdą stronę ;) Poza tym znacznie ładniej prezentuję się pod ubraniem ;)

Źródło: ALLES

2. Wkładki laktacyjne

Jak już jesteśmy przy biustonoszach, to będzie o wkładkach bez których ja podczas karmienia Klaudii nie mogłam się obyć. Wkładek laktacyjnych nie używałam od początku, dlatego nie raz miałam zalaną bluzkę, zwłaszcza nocą bo wtedy przerwy w karmieniu były dłuższe niż w dzień, a to skutkowało przeładowaniem piersi. Ja już zaczęłam ich używać, były ze mną do niemal ostatniego dnia karmienia piersią. Przy Klaudii używałam wkładek J&J i byłam z nich zadowolona. Teraz również się w nie zaopatrzyłam. Od czasu jak je ostatnio używałam zostały ulepszone. Z tego co podaje producent nowa wersja w porównaniu do tej poprzedniej jest o 25% bardziej chłonna.




 
2. Poduszka do karmienia

Tego cuda nie miałam karmiąc Klaudię, jednak tym razem będzie inaczej. Pierwszy raz z taką poduszką miałam styczność kilka dni po porodzie, gdy byliśmy w Poradni Laktacyjnej. Byłam niesamowicie zaskoczona jak taki rogal może ułatwić karmienie. Ręce nie bolą od trzymania, nic się nie wysuwa i nie trzeba co chwile poprawiać jak to było w przypadku podkładanego koca czy jaśka. Do dziś nie mam pojęcia dlaczego później nie sprawiłam sobie takiej poduszki... Nauczona doświadczeniem, taki rogalik już jest i czeka. Po poszukiwaniach tego idealnego, ostatecznie zdecydowałam się na poduszkę do karmienia firmy Poofi.
Pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne. Jakość poduszek jest rewelacyjna! Są świetnie wykonane, mięciutkie, aż chce się do nich przytulić ;) Mam nadzieję, że doskonale sprawdzą się podczas karmienia. Kupiłam jedną dla siebie i jedną w prezencie dla niedoświadczonej jeszcze w tym temacie bratowej :)





3. Krem na brodawki

Na pewno warto mieć taki kremik przy sobie. Nie ma co czarować, pierwsze miesiące karmienia piersią nie należą do przyjemności. Nie raz z bólu klnęłam w duchu czy po prostu ryczałam. Przy Klaudii używałam kremu Purelan 100 firmy MEDELA.

Sama do końca nie mogę stwierdzić czy był skuteczny, bo z mojego czystego zapominalstwa nie smarowałam się nim regularnie. Jedna brodawka była w 100% sprawna po miesiącu, natomiast druga dopiero po trzech. Być może przy systematycznym jego użytkowaniu moje cierpienia skończyłyby się wcześniej? Mimo wszystko zostanę przy tym kremie. Dość istotna dla mnie rzecz - krem składa się z naturalnej lanoliny, bez dodatków i środków konserwujących, dlatego nie ma potrzeby myć brodawek przed następnym karmieniem piersią. Poza tym kupując go po raz pierwszy, farmaceuta w aptece potwierdził mi, że to dobry wybór. Tym razem zamierzam być bardziej systematyczna ;)


4. Podkłady higieniczne

Bardzo istotna rzecz tuż po porodzie fizjologicznym. Zwykłe podpaski, nawet te typu maxi na noc, mogą nie dać rady w tym czasie zapewnić odpowiednią chłonność, dlatego takie pieluchy są dla mnie konieczne ;)












5. Majtki higieniczne poporodowe

Nie miałam majtek jednorazowych, więc nie wiem jak by się sprawdziły. Natomiast miałam i śmiało mogę polecić te oto majtki....


Żródło: Internet

W opakowaniu znajdują się 2 szt: jedna para jest w wersji niskiej (jak tradycyjne majtki), a druga w wysokiej (a la bokserki). Wykonane są z elastycznej siateczki, dzięki czemu bardzo dobrze się je nosi. Poza tym siateczka zapewnia lepszą wentylację :)



6. Podkłady chłonne TENA BED

Przydatne podczas pierwszych dni po porodzie fizjologicznym, aby nie zaplamić pościeli, choć tak na prawdę nie korzystałam z nich za często. Mimo wszystko już się w nie zaopatrzyłam, bo dobrze je mieć pod ręką. Za to sprawdziły się super jako przewijak dla dziecka w podróży, samochodzie, u lekarza. Przy Klaudii zawsze jedną sztukę miałam w torbie z pieluchami.


























7. Majtki ściągające i pas poporodowy

Nie wiem czy to dzięki nim, ale po porodzie udało mi się wrócić do niemal takiego samego brzucha jak przed ciążą i nie zrobił mi się ani jeden rozstęp.

Majtki z gumą ściągającą dostałam od mamy, dlatego nie wiem czy są to specjalne majtki dla kobiet po porodzie. Według mnie są to zwyczajne majtki wyszczuplające, których szeroka i ciasna guma działa podobnie jak pas poporodowy. Ich używałam przez pierwsze tygodnie.


Natomiast, gdy wróciłam do pełni sił krocznych ;) zabrałam się za pas, który kupiłam w aptece. Wcześniej z powodu szwów wciągnięcie go na tyłek i brzuch graniczyło niemal z cudem. Jest tak ciasny, że podczas zakładania skóra się naciągała, a tym samym szwy. To było bardzo niekomfortowe. Za to później sprawdził się idealnie!


























8. Laktator

Laktator jaki ja posiadam to laktator ręczny firmy Philips AVENT. Mam troszkę mieszane uczucia co do tego modelu. Generalnie radził sobie całkiem dobrze, ale często bywały momenty, że nie chciał ściągać mleka. Z czasem doszłam do tego, że pewien gumowy element znajdujący się wewnątrz laktatora przepuszczał powietrze przez co pierś nie chciała się zassać do nakładki. Momentami było to bardzo uciążliwe. Gdybym mogła wybrać laktator jeszcze raz, tym razem pomyślałabym o innym modelu i wersji elektrycznej. 
Jak na razie nie chcę robić obszerniejszej recenzji. Chcę tylko napisać, że ogólnie warto pomyśleć o takim wspomagaczu do ściągania mleka. W poprzedniej ciąży myślałam, że bez niego się obędzie i szkoda wydawać na niego pieniądze, zwłaszcza że w domu będzie żywa maszyna do ściągania mleka. Jednak parę dni po porodzie mąż latał po mieście, aby na cito kupić mi już jakikolwiek. Czasami zdarzały mi się takie zastoje mleka, że nawet Klaudia przyssana do piersi nie dawała rady ściągnąć to co mi w niej zalegało. Wtedy ratunkiem był dla mnie laktator. Czasami trzeba było zrobić zapasy mleka, więc ponownie niezastąpiony był laktator. Nawet w szpitalu leżąc już na sali poporodowej, jedna z leżących też tam kobiet wspomagała rozruszanie laktacji właśnie laktatorem, co być może i ja tym razem wypróbuję. Według mnie warto go mieć.


Tak się prezentuje moja lista ;) Bardzo chętnie zapoznam się z Waszymi poporodowymi MUST HAVE dla mamy, dlatego jeśli jest jeszcze coś bez czego Wy nie wyobrażacie sobie pierwszych miesięcy po porodzie, dajcie znać w komentarzach :)


PS. Teraz zabieram się za przygotowanie wyprawki dla Małej ;)

PS. Zbiórka na leczenia oczka Szymka ciągle trwa! Liczy się każda złotówka!





Pozdrawiam serdecznie!

post signature

sobota, 15 czerwca 2013

Już wiemy! ;)

No i doczekałam się piątku, godziny 16.00 :) Wchodzę do gabinetu. Najpierw szybkie rutynowe załatwienie podstawowych rzeczy: analiza wyników badań, skierowanie na kolejne, w międzyczasie gadka szmatka i wreszcie wskakuję na łóżko, aby poznać płeć mojego małego lokatora.

Lekarza mierzy, ogląda, zagląda i..... zajrzeć nie może. Maluch obraca się na bok i zamiast wystawić nam siusiaka, na którego od miesiąca tak czekaliśmy, wystawia nam tylko język - dosłownie! Sam lekarz chyba  tym niecodziennym widokiem zaskoczony,  uwiecznił to na zdjęciu ;)))



Ostatecznie usłyszeliśmy, że według niego, z tego co zdołał zauważyć na 80% będzie DZIEWCZYNKA :D

Nie ukrywam, że z mężem liczyliśmy na inną wiadomość, ale i tak ogromnie się cieszymy :) Najbardziej z tego, że Mała jest zdrowa i nic nie odbiega od normy :) Nareszcie poznałam więcej szczegółów i wiem, że na dzień 22 tydz i 5 dzień waży 514 g.

Na to wychodzi, że mój sen o tym, że będzie córka był bardziej proroczy niż przeczucia i wcześniejsze wróżby ;) Chyba przez to, że Mała nie do końca chciała nam się pokazać, czasami mam takie wrażenie, że Mała może się jeszcze okazać Małym - lekarz tego nie wykluczył ;) 

Choć teraz gdy myślę o kolejnej kobitce w domu, buzia sama mi się uśmiecha :D Mężu współczuję ;P


Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam udanego weekendu!

post signature

środa, 12 czerwca 2013

Chłopiec czy dziewczynka, czyli moje próby odgadnięcia płci dziecka ;)

Od dobrych paru tygodni intensywnie głowię się nad tym kto zamieszkuje mój brzuch. USG, na którym lekarz w końcu ma spróbować określić płeć dziecka jeszcze przed nami. Tak strasznie jestem już zniecierpliwiona tym czekaniem, dlatego zaczęłam szukać innych sposobów na odgadnięcie płci mojego lokatora ;) Nie praktykuje żadnych wróżb i  niezbyt też we wróżby wierzę, to jednak moja ciekawość była znacznie silniejsza :) Poza tym jestem również ciekawa na ile te wróżby się u mnie sprawdzą. A oto kilka z tych, które znalazłam...

Wróżba matematyczna

Za pomocą siódemek należy obliczyć, ile kobieta i mężczyzna mieli lat w czasie poczęcia dziecka, np. Mama: 26 lat = 7+7+7+5, Tata: 32 lata = 7+7+7+7+4. Pod uwagę bierze się na ostatnią cyfrę po siódemkach. Jeśli jest większa u mamy to będzie córeczka, jeśli większa u taty, to chłopczyk. Natomiast gdy rodzice są z tego samego roku: będzie albo chłopiec, albo dziewczynka.


Nam wychodzi CHŁOPIEC ;)


Wahadełko

Nad brzuchem trzymamy zawieszoną na łańcuszku/sznurku obrączkę Jeśli wahadełko będzie się kręcić w kółko wówczas wróży nam dziewczynkę, natomiast jeśli będzie się poruszało na boki to będzie chłopiec. Spotkałam się również z inną wersją: kręcenie w kółko oznacza chłopca, a ruch na boki - dziewczynkę. Ja przyjęłam pierwszą wersję ;)



Nam wychodzi CHŁOPIEC ;)


Kalendarz chiński
 
W tabeli odnajdujemy wiek kobiety, w którym nastąpiło poczęcie. Podobno należy wziąć pod uwagę skończone lata, a nie rocznik. Następnie odnajdujemy miesiąc poczęcia, pamiętając że według kalendarza chińskiego miesiące mają 28 dni, dlatego jeśli zapłodnienie nastąpiło 29 dnia i dalej, to należy wziąć pod uwagę miesiąc kolejny.
Źródło: http://dzidziusiowo.pl

Nam wychodzi DZIEWCZYNKA ;)



Dodatkowe kilogramy

Jeśli tata przybiera na wadze razem z mamą to będzie chłopiec.


W takim razie nam zdecydowanie wychodzi CHŁOPIEC ;)))



No to mamy 3:1 dla CHŁOPCA!
Zobaczymy co na to w piątek powie mój lekarza ;)


Pozdrawiam Was bardzo serdecznie! ;)

post signature

poniedziałek, 27 maja 2013

W połowie drogi

No i dotrwaliśmy do półmetka naszej 40 tygodniowej drogi - dziś zaczynam 20 tydzień ciąży! Mały coraz mocniej zaczyna wierzgać w brzuchu. Nóżek pod żebra jeszcze nie wkłada, ale wyraźnie czuć że to on i nie da się go już pomylić z czymś w rodzaju jeżdżenia w jelitach ;) W piątek mieliśmy kolejną wizytę u lekarza, jednak nic więcej się nie dowiedziałam. Było tylko szybkie USG sprawdzające tętno, ułożenie i tyle. 

My z dzisiaj, czyli 20 tc ;)

Z kolei ja mam kiepskie wyniki badania krwi ;/ Hemoglobina ciągle spada, dlatego od wczoraj moimi nowymi przyjaciółmi zostali: witaminy Pharmaton Matruelle i żelazo Femibion Vita Ferr.

Najlepiej przyjmować żelazo popijając go sokiem owocowym bogatym w wit. C, ponieważ to zwiększa poziom przyswajania żelaza. Ja uwielbiam świeżo wyciśnięty sok z grejpfrutów.

Za 3 tygodnie czeka mnie kontrola i jeśli hemoglobina nadal będzie za nisko czekają mnie zastrzyki z żelazem.... No nic, nie myślę o zastrzykach tylko zabieram się za tą cholerną hemoglobinę! Już wcześniej obiecałam sobie, że będę pić sok z buraków, ale raz zrobiłam sobie sok warzywny i myślałam, że wymiotuję ;/ Kocham owocowe smoothie, które robię sobie 1-2 razy w tygodniu, jednak soków warzywnych nie dam rady przełknąć ;/ Po ciąży z Klaudią skutecznie je sobie obrzydziłam, ale fakt faktem, wówczas z hemoglobiną nie miałam takich problemów i ogólnie wyniki miałam dobre. Ale muszę, po prostu muszę pić te soki z buraków, więc będę mocno zaciskać oczy i nos i może jakoś przejdzie... Mimo wszystko, dobrze się czuję. Brzuch nie ciąży i nie ogranicza ruchów. Wydaje mi się, że jestem jeszcze w 100% mobilna ;) Waga ciągle jest większa niż jaką miałam w tym czasie z Klaudią i jestem już 6 kg do przodu. Rozstępów brak i żeby tak już zostało ;)

Również za 3 tygodnie jest szansa, że w końcu będziemy wiedzieć co mi w brzuchu rośnie :D Jestem strasznie podekscytowania tym co lekarz tam dojrzy lub nie dojrzy :) Teraz chyba jestem bardziej przejęta i zniecierpliwiona tym czekaniem niż jak byłam w ciąży z Klaudią. Pewnie dlatego, że wówczas było mi wszystko jedno co będzie, natomiast teraz bardzo chciałabym chłopca, bo zawsze marzyłam o parce :) Widzę, że mąż również BARDZO chce mieć syna. Tak bardzo, że nawet wybrał już imię, którym zwraca się do mojego brzucha ;) Jednak nie pozostaje nam nic innego, jak cierpliwie czekać, choć nie wiem czy mi tej cierpliwości wystarczy i wcześniej nie polecę gdzieś prywatnie na badanie ;)

Cierpliwość jednak muszę znaleźć przynajmniej do czwartku, bo mąż dziś wyleciał, a prywatnym samolotem nie dysponuję, aby wcześniej go do domu sprowadzić. Od 4.00 jestem na nogach i nie dało rady pójść się jeszcze zdrzemnąć zanim Klaudia wstanie. Gdy wyjeżdża, zwłaszcza daleko, robię się niespokojna, martwię się i ciągle myślę co u niego. Wiem, że nie potrzebnie, ale to silniejsze ode mnie. Nie rozumiem tego i nie wiem jak to jest, ale często mam tego mojego faceta dość, wtedy najchętniej wysłałabym go odrzutowcem z powrotem na Marsa, jednak gdy znika chcę żeby natychmiast wrócił. Jacy by ci faceci nie byli, bez nich chyba byłoby nam ciężko ;)

Udanego tygodnia Wam życzę!

post signature

wtorek, 7 maja 2013

I po badaniu - Test PAPP-A

Jakiś czas temu wspominałam, że jestem w trakcie wykonywania badania w kierunku wykrycia ryzyka wystąpienia wad genetycznych płodu. Troszkę trwało zanim dostałam wyniki, ale w końcu do mnie dotarły i mogę odetchnąć z ulgą :) Wynik wyszedł pozytywny co oznacza, że ryzyko wystąpienia wad genetycznych u Małego jest bardzo małe :)

Będąc w ciąży z Klaudią nawet nie słyszałam o takim badaniu jak test PAPP-A. Jak się już zdążyłam zorientować takie badanie jest zalecane kobietom w ciąży od ok. 30 roku życia. Nie słyszałam o nim wcześniej pewnie dlatego, że podczas pierwszej ciąży do 30-tki miałam jeszcze daleko. Z racji tego, że teraz 30-tka stuknie mi w tym miesiącu (OMG!) o takim badaniu poinformował mnie mój lekarz i zalecił jego wykonanie. 

A to ja i mój brzuch z ostatniej niedzieli ;) To już 18 tydzień ciąży!


Na koniec chcę napisać najistotniejsze według mnie informacje na temat testu PAPP-A, bo na pewno nie ja jedna podczas wizyty u lekarza zostałam zaskoczona tą dziwną nazwą.


Co to jest ten test PAPP-A i na czym polega?

Test PAPP-A jest najczulszym spośród znanych badań nieinwazyjnych. Jest on wykonywany w celu określenia wysokości ryzyka wystąpienia jednych z najczęściej spotykanych nieprawidłowości genetycznych - zespołu Downa, zespołu Edwardsa, zespołu Patau oraz otwartej wady ośrodkowego układu nerwowego (OUN). 

Test PAPP-A składa się z:
  • Szczegółowego wywiadu
  • Pobrania krwi kobiety ciężarnej (białko ciążowe A - PAPP-A i wolną podjednostkę beta gonadotropiny kosmówkowej)
  • Specjalistycznego badania USG przezierności karkowej (NT) 
Informacje zgromadzone w ten sposób wprowadzane są w program komputerowy stworzony specjalnie w tym celu przez brytyjskich specjalistów.

Test nie wykrywa 100% przypadków zespołu Downa i innych patologii płodu. Czułość testu w zakresie wykrywania zespołu Downa wynosi ok. 90% (wykrywanych jest 9 na 10 płodów chorych).

Test PAPP-A wykonuje się pomiędzy 11 a 13 tygodniem i 6 dniem ciąży. Wiek ciąży określa się według daty ostatniej miesiączki oraz USG wykonywanego tego samego dnia.

Nieprawidłowy wynik testu nie oznacza choroby płodu, lecz podwyższone ryzyka, które należy zweryfikować innymi metodami diagnostycznymi - biopsją trofoblastu lub amniopunkcją. Wynik taki może również wskazywać na inną patologię (np. późniejsze powikłanie nadciśnieniem,  stanem przedrzucawkowym, zaburzeniami odżywiania płodu, cukrzycą ciężarnych, krwawieniami) i dlatego w przypadku nieprawidłowego wyniku amniopunkcji wskazana jest szczególna opieka nad ciężarną i ewentualna diagnostyka, np. ultrasonograficzna w drugim trymestrze.

Prawidłowy wynik oznacza, że ryzyko wystąpienia zespołu Downa u płodu obliczone na podstawie powyższych parametrów jest niskie lecz nie wyklucza jej na 100%. W takim przypadku badania inwazyjne nie są zazwyczaj zalecane. Ryzyko choroby płodu jest niższe, niż ryzyko utraty ciąży wskutek amniopunkcji lub innych badań inwazyjnych. 


Wykonanie tego testu niestety nie jest tanie. Koszt badania (USG + pobranie krwi) to ok. 500-600 zł. Skierowanie od lekarza mogą dostać kobiety dopiero od 35 roku życia. Dla  mnie sporym problemem było nawet znalezienie kliniki, która wykonuje taki test. Jedna z wiodących klinik prywatnych w Warszawie, w której się leczę nie wykonuje takiego badania, co osobiście bardzo mnie zaskoczyło.


Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego!

post signature


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Widmo przeszłości

Mimo, że wszystko jest w porządku, nic złego ze mną się nie dzieje i czuję się zdrowo, to jednak gdzieś tam we mnie tkwi jakaś obawa, strach że niespostrzeżenie znów mnie dopadnie. Ze strachem obserwuję siebie, swoje ciało, a gdy tylko zauważę lub poczuję coś co mi przypomina "tamto" zaczynam się bać. To właśnie w tym samym czasie, gdy byłam w ciąży z Klaudią moje ciało zaniemogło. Za nic w świecie nie chciałabym znów tego przeżywać i modlę się, aby to się nie powtórzyło, nigdy więcej.

Niestety, ciąża nie zawsze jest tak wspaniałym czasem oczekiwania jak to powszechnie się uważa, przynajmniej tak było u mnie. Generalnie nie mogę narzekać, bo gdyby dało się wyrzucić z pamięci w szczególności 2 miesiące, to ciąża z Klaudią przebiegałaby bardzo dobrze i byłaby naprawdę czymś cudownym. Jednak przez okres 2 miesięcy przeżywałam koszmar... 

Około 15 tygodnia niespodziewanie, bez żadnych objawów przeziębienia czy innej choroby, dopadła mnie gorączka, która trwała parę dni. A później się zaczęło... opuchnięte i okropnie bolące stopy i łydki. Nie mogłam wstać z łóżka, bo gdy tylko opuściłam nogi w dół i próbowałam na nie wstać ból był jeszcze gorszy i nie do wytrzymania. Nie było innego wyjścia jak udać się do szpitala, w którym zostałam na tydzień. Badali mnie wzdłuż i wszerz, a i tak nic konkretnego nie stwierdzono. Diagnoza: podejrzenie zapalenia żył głębokich podudzia czyli powszechnie zwana zakrzepica.

W skrócie:

Zakrzepica to choroba żył, która pojawia się nie tylko u kobiet ciężarnych. Jednak to ciąża i okres połogu znacznie zwiększają ryzyko wystąpienia tej choroby.

Ryzyko powstania zakrzepów zwiększa się u kobiet w ciąży z wielu powodów, m.in. na skutek oddziaływania na żyły hormonów produkowanych przez łożysko, a także ucisku ciężarnej macicy na naczynia, którymi krew płynie z dolnej połowy ciała. 

Zakrzepica polega na tym, że w wyniku niekorzystnych czynników w żyle powstaje skrzeplina (potocznie: zakrzep). Samo powstanie skrzepliny nie jest jeszcze niebezpieczne dla życia – przylega ona zwykle do ściany naczynia, utrudniając przepływ krwi, ale nie jest to śmiertelne zagrożenie. Niestety, u niektórych chorych jej większe lub mniejsze fragmenty mogą się oderwać. Po oderwaniu się od ścianek żył (zwykle dotyczy to żył kończyn dolnych), skrzepliny docierają wraz z krwią do tętnicy płucnej, powodując zator. U części chorych może dojść wtedy do zatrzymania krążenia i oddychania, a to często oznacza natychmiastową śmierć.

Objawy zakrzepicy:

  • ból, który nasila się przy chodzeniu i staniu, a mija przy unieruchomieniu
  • obrzęk w okolicy kostki, na całym podudziu lub nawet na udzie
  • zwiększone ucieplenie i zaczerwienienie skóry
  • nadmierne wypełnienie żył powierzchniowych
  • zasinienie skóry stóp i podudzi
  • gorączka
  • przyśpieszone tętno
(źródło: Internet) 


Objawy miałam typowe dla zakrzepicy, jednak żadne badanie na 100% u mnie jej nie potwierdziło, a w tym USG Dopplera, które nie wykryło żadnego zakrzepu. Poza tym ciąża była u mnie dość wczesna i macica nie była jeszcze na tyle duża, aby mogła uciskać tętnicę. Mimo to faszerowano mnie antybiotykami, badano, a i tak wypisano mnie z nie do końca sprawnymi nogami, choć było już znacznie lepiej. Przynajmniej mogłam jako tako chodzić, ale nogi nadal puchły i trochę bolały. Byłam przerażona, bo jak w szpitalu nie umieli mi pomóc, to czy ktokolwiek będzie potrafił? Czy ja w końcu dowiem się co mi jest? Czy to mi w ogóle przejdzie i będę mogła w końcu cieszyć się ciążą? I co najważniejsze, jak to wszystko wpłynie na moje dziecko? Czy leki mu nie zaszkodzą? Czy urodzi się zdrowe? Nie jedną noc przepłakałam. Stres był tak ogromny, że siedząc spokojnie czułam jak serce nagle wali mi w piersi jakbym właśnie skończyła jakiś sprint. Bałam się, że zakrzep jednak gdzieś tam jest i doprowadzi do zatoru płucnego, a to oznaczałoby najgorsze... To był najokropniejszy i najbardziej stresujący okres w moim życiu. Po wyjściu ze szpitala były konsultacje z kilkoma ginekologami, kardiologami. Nikt nie umiał powiedzieć co tak na 100% się ze mną działo. Na dodatek do końca ciąży (czyli jeszcze jakieś 6 miesięcy) i do 2 tygodni po porodzie musiałam brać Clexane na rozrzedzenie krwi, czyli codziennie robić sobie zastrzyki w brzuch. Nie wiem czy to dzięki niemu, ale z czasem było coraz lepiej, aż w końcu wszelkie dolegliwości minęły i do końca ciąży nie powróciły.

Na pocieszenie dla tych kobiet, które może to czytają i właśnie przeżywają podobne katusze: udało nam się to przetrwać! Najważniejsze, że córka urodziła się bez najmniejszych problemów i zdrowa. Teraz ma 2,5 roku i rozwija się wzorowo. Natomiast ja nie miałam później żadnych podobnych problemów z nogami.

Jednak widmo przeszłości ciągle nade mną krąży i nie daje o sobie zapomnieć. Od początku informowano mnie, że przy kolejnych ciążach profilaktycznie będę musiała ponownie całą ciążę brać zastrzyki z Clexane.... Jednak ostatecznie lekarz stwierdził, że jeśli na razie nic złego się nie dzieje, nie będziemy zaczynać z zastrzykami (DZIĘKI BOGU!), mimo to zupełnie bez leków się nie obędzie. Muszę przyjmować ACARD, tym razem tabletki na rozrzedzenie krwi. Każdy, nadprogramowo przyjmowany lek w ciąży wywołuje u mnie stres, jednak wierzę, że tym razem z maleństwem również będzie wszystko dobrze.

Teraz bacznie obserwuję swoje ciało i próbuję zapobiegać. Podobno ruch jest zbawienny. Dlatego staram się dużo nie siedzieć, a jak już muszę, to trzymam nogi na podwyższeniu i co jakiś czas kręcę stopami kółka, aby poprawiać krążenie. Jak tylko pogoda się poprawi i w końcu zniknie te okropne błoto z naszej drogi, to obowiązkowo zacznę codzienne spacery.


Trzymajcie się zdrowo i życzę Wam udanego tygodnia!


PS.
USG w kierunku wykrycia wad genetycznych wyszły bardzo dobrze, czyli dzidzia zdrowa :) Czekam jeszcze na wyniki z badania krwi. Oba badania dadzą ostateczny wynik. 



post signature


piątek, 5 kwietnia 2013

Kończymy pierwszy etap :)

Nie wiem kiedy to minęło, ale leci nam już 13 tydzień ciąży! A to oznacza koniec 1 trymestru! :) Czy zawsze tak jest, że drugiej i kolejnej ciąży nie przeżywa się tak jak pierwszą? Nie raz spotkałam się z taką opinią i teraz ja mogłam się przekonać, że to niestety prawda, przynajmniej u mnie się to potwierdza. Do tej pory jakoś specjalnie nie czułam, że jestem w ciąży. Mając już w domu małe dziecko po prostu nie ma czasu na spokojny odpoczynek, na buszowaniu w sieci i szukaniu informacji co właśnie dzieje się w brzuchu, na bujaniu w obłokach i planowaniu jak to będzie... 

Jednak wczoraj na kolejnym, drugim USG nastąpił jakiś przełom. To było niesamowite jak bardzo zmienił się maluch od ostatniego badania. To nie była już plamka na monitorze, a prawdziwe dziecko :D A co najlepsze uradowało mnie wczoraj ogromnie :) Ledwo powstrzymałam śmiech, gdy lekarz już zniecierpliwiony, próbował go zmierzyć i zbadać, a ten mój maluch ciągle fikał, ruszał rączkami, wyginał się :) Nie pamiętam, żeby Klaudia była taka ruchliwa podczas badania. Chyba rośnie nam niezły gagatek ;) 
A oto i on (troszkę niewyraźny ale lepszego ujęcia nie mam :)



Jeśli chodzi o samo badanie to z Małym wszystko OK. Wczoraj miał 6,69 cm :)

Natomiast ja czuję się już znacznie lepiej. Mdłości zdarzają się bardzo sporadycznie, ale smażonego mięsa jakoś nie mogę... nawet o nim myśleć ;) Za to badania wyszły mi nieciekawe, poleciała mi w dół hemoglobina i  musiałam zrobić posiew moczu ;/ Dlatego postanowiłam wziąć się za swoją dietę, m.in. bardziej regularnie, przynajmniej raz dziennie pić herbatę z pokrzywy, jeść więcej natki pietruszki i robić koktajle warzywne oraz zacząć pić sok z buraków bleee... Z Klaudią piłam go na początku ciąży niemal codziennie i dlatego sobie go obrzydziłam, ale czego się nie robi dla swoich dzieci :)

A dzisiaj był ciąg dalszy zakupowych szaleństw ;) No w sumie do szaleństw to może w tych zakupach daleko, ale dla mnie to miła odmiana, bo dawno nie miałam okazji sobie połazić po sklepach i kupować z czystym sumieniem. Jak wszystko robi się przykrótkie, za ciasne to nie ma zmiłuj ;) Dziś były poszukiwania spodni, takich typowo ciążowych. Nadszedł już czas, aby przebrać się w coś wygodniejszego. Spodnie ubierane do tej pory nie są jeszcze tragicznie ciasne, ale w ciążowych czuję się już o wiele bardziej wygodniej, swobodniej i brzuch lepiej widać ;P W H&M znalazłam takie jakie chciałam mieć jeszcze przed ciążą, ale nie mogłam takich dostać, więc gdy je zobaczyłam i przymierzyłam od razu wiedziałam, że będą moje ;)

H&M, 79,90 zł



Pozdrawiam i do następnego! :)


PS. Jutro znów stresy! Czeka mnie kolejne USG wykonywane tym razem w kierunku wad genetycznych płodu... Mimo to trzeba być dobrej myśli :)

post signature

poniedziałek, 4 marca 2013

Motylki

Nareszcie! Słoneczko cudownie grzeje ;) W domu od razu zrobiło się bardziej pogodnie, jasno, słonecznie, aż chce się żyć. Szkoda tylko, że wychodząc na zewnątrz wiatr nadal jest niesamowicie zimny i przenikliwy, ale czuję w kościach, że to już ostatnie chwile tej zimy. 

Staram się już myśleć o wiośnie, dlatego ostatnio zawitały u nas motylki. Jak na razie na talerzu, ale dla mnie to już coś ;)


Na koniec tak jak obiecałam, przedstawiam Wam jeszcze jednego motylka, który 7 tyg temu zamieszkał w moim brzuchu ;)



Nawet sobie nie wyobrażacie jaką poczułam ulgę gdy usłyszałam bicie serduszka i słowa lekarza, że wszystko jest OK :D Maluch w miniony czwartek miał 11,8 mm długości :)

A u mnie bywa różnie. Na początku nie było za ciekawie bo miałam brudzenia i muszę teraz łykać tabletki podtrzymujące ciążę, a od paru dni siedzę na zwolnieniu. Mdłości nadal mnie trzymają. Jednak zauważyłam, że w dzień jest lepiej, ale za to wieczorem często mocniej mnie zemdli. Próbuję jeść mniej a częściej i nie najadać się na wieczór. Wtedy jest o wiele lepiej. Jedynie co mnie obecnie przeraża to moja waga. Zarówno z Klaudią jak i teraz startowałam z tą samą wagą, ale w tej chwili ważę tyle co z Klaudią w 12 tyg, a nie wydaje mi się, żebym jadła jakoś specjalnie więcej ;-/ Mam nadzieję, że to tylko chwilowy, tak przyspieszony przyrost kilogramów ;)

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanego tygodnia!


post signature

poniedziałek, 18 lutego 2013

14.10.2013r.

Witajcie po nieplanowanej krótkiej przerwie. Muszę w końcu coś napisać bo czekam i czekam aż wreszcie wróci mi moja dawna energia i zapał do pisania, ale coś nie mogę się tego doczekać i cisza z mojej strony trwałaby pewnie znacznie dłużej....

Myślałam, że będę mogła więcej napisać i pokazać, ale muszę uzbroić się w cierpliwość, jeszcze przez najbliższe 1,5 tygodnia.

Na dzień dzisiejszy wiem jedno, ok 14.10.2013r. będziemy już we czwórkę ;) Tak tak, nasza akcja "Zróbmy sobie syna" udała się nam za pierwszym razem ;) Oczywiście nie wiadomo czy to Syn, ale mamy 50% szans ;) Nie wiem czy zadziałał u mnie instynkt macierzyński, ale nawet gdy test pokazywał tylko jedną kreskę, wiedziałam że się udało ;) Po tygodniu potwierdziły to dwa kolejne testy, które pokazały już dwie piekne czerwone kreseczki ;)

Jestem już po pierwszej wizycie u ginekologa. Dziś zaczynam 5 tydzień. Miałam nadzieję, że będę mogła już zobaczyć naszą fasolkę na monitorze i troszkę się uspokoić, ale lekarz stwierdził, że to jeszcze maleństwo i pewnie nic nie byłoby widać. Chciałabym mieć pewność, że na pewno tam jest, że serduszko bije i wszystko przebiega prawidłowo. Po ostatniej nieudanej ciąży z lata mam małe obawy, że może się to powtórzyć, ale staram się odpędzać te myśli bardzo daleko i myśleć tylko pozytywne.

W poprzedniej poronionej ciąży nie czułam zupełnie nic. Przy 9 tyg. zaczęło mnie zastanawiać brak mdłości czy innych dolegliwości. Natomisat teraz jest zupełnie inaczej i to mnie uspokaja ;) Zanim test wyszedł pozytywnie wiedziałam, że się udało bo zaczęłam zauważać i odczuwać różne sygnały.

Pierwszym sygnałem dla mnie była senność, która pojawiła się niemal od razu. Tak jak zawsze mój wieczór trwał do 23-24 a nawet i dłużej, to teraz o 21-szej jestem już w łóżku. Stąd moja nieobecność na blogu. W pracy mam mnóstwo roboty, a przychodząc do domu nawet nie patrzę w stronę komputera. Szybko robię swoje i do łóżka. Już dawno się tak nie wysypałam jak przez ostatni miesiąc ;)

Kolejny sygnał odczułam w ostatni dzień stycznia - zaczęły się mdłości, które męczą mnie do dziś i niestety jeszcze troszkę mi potowarzyszą. Na szczęście nie latam do kibelka, z Klaudią też nie wymiotowała, za to cały dzień mnie mdli i jest mi nie dobrze. Czasami wpadnie mi do głowy coś co mogłabym z chęcią zjeść, ale jak już to mam to chęć mi mija... i tak w kółko. Najgorsze dla mnie jest przygotowywanie posiłków dla rodziny. Jakiś czas temu obiecałam mężowi, że jak w końcu dostanę nowy pekarnik to będę mu robić różne pyszności, a co weekend będę piec ciasto. Piekarnik jest, ale co z tego jak mi nie dobrze na samą myśl o jedzeniu ;/ Od 2 tygodni nie zrobiłam nic prócz frytek i zapiekanek... Chyba będzie konieczne wywiesić w kuchni karteczkę: "SAMOOBSŁUGA. DO ODWOŁANIA".

I ostatnia rzecz na dzień dzisiejszy sygnalizująca mi, że jestem w ciąży to pełniejsze piersi ;)


Mam nadzieję, że za 1,5 tyg będę mogła nie tylko coś napisać, ale również pokazać ;)


Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam udanego tygodnia ;)


 post signature