Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności z codzienności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności z codzienności. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lipca 2013

Inhalator / nebulizer - jaki kupić? Prośba o poradę....

Dziś byłam z Klaudią na wizycie kontrolnej u pediatry. Mała od niedzieli ciągle ma brzydki kaszel, który czasami ją dusi, więc lekarka zaleciła inhalacje. Jak na złość nie mam od kogo go pożyczyć. Musiałam wypożyczyłam jakiś stary model z przychodni, ale to wyjdzie nawet połowa ceny nowego! Dlatego muszę szybko jakiś kupić. Choć inhalator potrzebny jest nam dopiero drugi raz, to myślę, że warto zainwestować i mieć takie urządzenie w domu, zwłaszcza przy małych dzieciach. Gdy już będzie to na pewno ja czy mąż również z niego skorzystamy przy naszych chorobach.

Przeglądając różne modele w Internecie mam już mętlik w głowie i nie wiem co wybrać.... Ultradźwiękowy, tłokowy, kompresowy?? Dlatego proszę poradźcie na co zwrócić uwagę przy wyborze inhalatora? Może macie/znacie jakieś modele, które polecacie?


Z góry dziękuję za wszelkie sugestie.


Pozdrawiam!

post signature

środa, 10 lipca 2013

I masz babo placek....

a nawet dwa...

Miałyśmy z Klaudią wyjechać do moich rodziców troszkę powczasować, zmienić klimat, otoczenie, odpocząć, poleniuchować....  Tak jak było już wcześniej uzgodnione: moja mama przyjechała po nas pociągiem, po dwóch dniach miałyśmy już we trójkę zapakować się w pociąg powrotny i od soboty miała być SIELANKA. Ale po co.... Zamiast w lipcu korzystać z pięknej pogody, zobaczyć po 10 latach nasze polskie morze, spotkać się z rodziną, która zjechała się z różnych zakątków Polski i świata, można przecież chorować i siedzieć w domu. Aby tego było mało, trafił mi się jeszcze kompan w chorowaniu. I tak praktycznie od niedzieli z Klaudią kichamy i kaszlemy na zmianę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że taki wyjazd już nam się nie uda. Teraz trzeba czekać na połowę sierpnia, kiedy bratowa urodzi, a to się już wiąże ze zmianą niemal wszystkich planów jakie mieliśmy wykonać w czasie pobytu w moich rodzinnych stronach... Zła byłam okropnie, no bo żeby w lipcu chorować i akurat na wyjazd?? Los zadrwił ze mnie maksymalnie i podpadł mi na całej linii!

Do tego w lodówce leżą od tygodnia moje ulubione lody, na widok których ślinię się za każdym razem jak zaglądam do zamrażarki! 0_o Trzeba było się pocieszyć i zrobić sobie coś dobrego z dużą zawartością cukru. Na szczęście przed całkowitym rozłożeniem się zdążyłam, upichcić coś co już od dawna za mną chodziło :D Pycha!



Znacie? Lubicie? :)
Jak już odzyskam siły będzie przepis ;)


Pozdrawiam i trzymajcie się ZDROWO!


post signature

piątek, 28 czerwca 2013

Jak to u nas...

Od paru dni ciężko mi się zebrać do napisania czegokolwiek na blogu. Mąż w domu na 2 tygodniowym "urlopie" (czyt. praca fizyczna przed domem), upały były okropne, co ostatnio zaczynało mi już przeszkadzać: nogi puchną, ręce już z rana jakieś nabrzmiałe, ciągle zmęczenie, problem sprawia mi już lekkie sprzątanie... mogłabym tylko siedzieć, leżeć lub spać. Ostatnio czuję się jak słonica lub wieloryb wyrzucony na brzeg, a do końca jeszcze tyle czasu!

Jak już wspomniałam, mąż na urlopie więc jak to u nas od paru lat bywa jest to czas, kiedy praca na budowie idzie pełną parą. Nie jest to mój (męża pewnie też) szczyt urlopowych marzeń. Tak naprawdę wolałabym się teraz znaleźć gdzieś na egzotycznej plaży, pod palemką i błogo leżeć w ciszy na leżaku, a od czasu do czasu móc wskoczyć w kryształowo czystej wody :D  Tymczasem musimy się zadowolić naszymi wiejskimi klimatami....

Plażujemy na przydomowej plaży.... (widok na podjazd, który już w kostce, więc z Klaudią plażę musimy sobie teraz zorganizować gdzie indziej)



jak to na plaży bywa, jest zabawa w piasku......



dla ochłody kąpiemy się w kryształowo czystej i podgrzewanej kranówce.... 




i zajadamy się lodami ;)


Moje odkrycie tego sezonu: 
lody Carte D'or o smaku sernika z sosem malinowym, mmmmmm boskie :D



oraz lody Koral Koktajlowe, PYCHA! :D




Żeby nie było tak całkiem wiejsko i domowo, udało nam się też zobaczyć sporo egzotycznych zwierząt....




a najważniejsze z nich to "Pingwiny z Madagaskaru" ;)....




Na szczęście prawdziwy urlop jeszcze przed nami. Za ok. 2 tygodnie ja i Klaudia w końcu wyrwiemy się stąd i ruszymy w Polskę :) Mąż zostaje, bo obowiązki służbowe zobowiązują, natomiast my na czas bliżej jeszcze nie określony wybieramy się pociągiem niemal na drugi koniec Polski, do moich rodziców :D To dla mnie pierwsza taka wyprawa z małym dzieckiem i w dodatku z brzuchem, również dla Klaudii to coś nowego i pierwsza tak długa podróż "nie samochodem",  więc obie nie wiemy co nas czeka i czy damy radę. Trochę nie byłam pewna czy to dobry pomysł, więc ostatecznie z moją mamą jak zwykle coś wykombinowałyśmy - ona przyjedzie po nas pociągiem i na drugi dzień pojedziemy we trójkę ;)

Gdy wrócimy czeka nas kolejna wyprawa do innego zakątka Polski, tym razem całą rodziną i samochodem ;) Jedziemy w góry na zlot rodzinny ze strony męża. Podobno ma być blisko 100 osób, więc zapowiada się ciekawe spotkanie ;)

Cieszę się, że uda nam się wyrwać z domu chociaż na parę dni ;)

A jak Wasze tegoroczne wakacyjne plany urlopowe? Wybieracie się gdzieś, czy tak jak my spędzacie je głównie w domowych pieleszach? ;)


Pozdrawiam serdecznie!
post signature



poniedziałek, 27 maja 2013

W połowie drogi

No i dotrwaliśmy do półmetka naszej 40 tygodniowej drogi - dziś zaczynam 20 tydzień ciąży! Mały coraz mocniej zaczyna wierzgać w brzuchu. Nóżek pod żebra jeszcze nie wkłada, ale wyraźnie czuć że to on i nie da się go już pomylić z czymś w rodzaju jeżdżenia w jelitach ;) W piątek mieliśmy kolejną wizytę u lekarza, jednak nic więcej się nie dowiedziałam. Było tylko szybkie USG sprawdzające tętno, ułożenie i tyle. 

My z dzisiaj, czyli 20 tc ;)

Z kolei ja mam kiepskie wyniki badania krwi ;/ Hemoglobina ciągle spada, dlatego od wczoraj moimi nowymi przyjaciółmi zostali: witaminy Pharmaton Matruelle i żelazo Femibion Vita Ferr.

Najlepiej przyjmować żelazo popijając go sokiem owocowym bogatym w wit. C, ponieważ to zwiększa poziom przyswajania żelaza. Ja uwielbiam świeżo wyciśnięty sok z grejpfrutów.

Za 3 tygodnie czeka mnie kontrola i jeśli hemoglobina nadal będzie za nisko czekają mnie zastrzyki z żelazem.... No nic, nie myślę o zastrzykach tylko zabieram się za tą cholerną hemoglobinę! Już wcześniej obiecałam sobie, że będę pić sok z buraków, ale raz zrobiłam sobie sok warzywny i myślałam, że wymiotuję ;/ Kocham owocowe smoothie, które robię sobie 1-2 razy w tygodniu, jednak soków warzywnych nie dam rady przełknąć ;/ Po ciąży z Klaudią skutecznie je sobie obrzydziłam, ale fakt faktem, wówczas z hemoglobiną nie miałam takich problemów i ogólnie wyniki miałam dobre. Ale muszę, po prostu muszę pić te soki z buraków, więc będę mocno zaciskać oczy i nos i może jakoś przejdzie... Mimo wszystko, dobrze się czuję. Brzuch nie ciąży i nie ogranicza ruchów. Wydaje mi się, że jestem jeszcze w 100% mobilna ;) Waga ciągle jest większa niż jaką miałam w tym czasie z Klaudią i jestem już 6 kg do przodu. Rozstępów brak i żeby tak już zostało ;)

Również za 3 tygodnie jest szansa, że w końcu będziemy wiedzieć co mi w brzuchu rośnie :D Jestem strasznie podekscytowania tym co lekarz tam dojrzy lub nie dojrzy :) Teraz chyba jestem bardziej przejęta i zniecierpliwiona tym czekaniem niż jak byłam w ciąży z Klaudią. Pewnie dlatego, że wówczas było mi wszystko jedno co będzie, natomiast teraz bardzo chciałabym chłopca, bo zawsze marzyłam o parce :) Widzę, że mąż również BARDZO chce mieć syna. Tak bardzo, że nawet wybrał już imię, którym zwraca się do mojego brzucha ;) Jednak nie pozostaje nam nic innego, jak cierpliwie czekać, choć nie wiem czy mi tej cierpliwości wystarczy i wcześniej nie polecę gdzieś prywatnie na badanie ;)

Cierpliwość jednak muszę znaleźć przynajmniej do czwartku, bo mąż dziś wyleciał, a prywatnym samolotem nie dysponuję, aby wcześniej go do domu sprowadzić. Od 4.00 jestem na nogach i nie dało rady pójść się jeszcze zdrzemnąć zanim Klaudia wstanie. Gdy wyjeżdża, zwłaszcza daleko, robię się niespokojna, martwię się i ciągle myślę co u niego. Wiem, że nie potrzebnie, ale to silniejsze ode mnie. Nie rozumiem tego i nie wiem jak to jest, ale często mam tego mojego faceta dość, wtedy najchętniej wysłałabym go odrzutowcem z powrotem na Marsa, jednak gdy znika chcę żeby natychmiast wrócił. Jacy by ci faceci nie byli, bez nich chyba byłoby nam ciężko ;)

Udanego tygodnia Wam życzę!

post signature

wtorek, 21 maja 2013

♥ Maj ♥

Kocham Maj!!! Słońce mocniej grzeje dzięki czemu wszystko budzi się do życia, a w tym również i JA. Maj to pierwsza opalenizna, ciepłe deszcze, pierwsze wiosenne burze, zielona trawa, tulipany, ciepłe wieczory na tarasie, weekendowe grille... czyli wszystko to co uwielbiam :) 

Maj jest dla mnie wyjątkowy również ze względu na rodzinę, ponieważ w tym miesiącu obchodzimy kilka ważnych dla nas rocznic, m.in. moje urodziny ;) Tym razem moje małe święto było inne niż poprzednie - rozmieniłam kolejną dziesiątkę! W żaden sposób mnie to nie dołuje czy przeraża. Wręcz przeciwnie. Z myślą o 30-stce czuję się świetnie!!! Sama widzę, że w ciągu tych lat spoważniałam, zrobiłam się odważniejsza, pewniejsza siebie. Cieszę się z tego, że z upływem czasu zdobywam coraz to więcej doświadczenia, co mnie wzbogaca pod różnymi względami i nie mogę się doczekać tego co przyniosą kolejne dni, tygodnie, miesiące, lata.








Maj to także wspaniała wiadomość (zwłaszcza dla mnie). Muszę się pochwalić, że od paru dni w domu mamy przedszkolaka! :D Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę, że Klaudii udało się dostać do lokalnego, państwowego przedszkola. To oznacza, że wreszcie będzie miała stały kontakt z rówieśnikami, a zauważyłam, że tego właśnie od jakiegoś czasu jej brakuje. Kiedy wspominam jej o przedszkolu i opowiadam jak tam jest, bardzo się cieszy i chciałaby pójść tam od razu. Oby we wrześniu miała tyle chęci co teraz ;) No i nie da się ukryć, dla mnie oznacza to więcej wolnego czasu ;D Gdy pojawi się Drugie, te parę godzin w ciągu dnia będzie po prostu bezcenne.





Najprawdopodobniej przełom maja i czerwca to kolejna ważna i wyczekiwana przez nas wiadomość..... ;D

Ach, ten Maj... ;)
 

Pozdrawiam!

post signature


wtorek, 2 kwietnia 2013

To były nasze Święta ;)

Witajcie moi Drodzy!

Mam nadzieję, że radośnie i bardzo rodzinnie spędziliście Święta Wielkiej Nocy.  My postanowiliśmy, że w tym roku na Święta nigdzie nie wyjeżdżamy (i dobrze bo pogoda była tragiczna), a nasza Trójka zaszyje się w domu, spędzając po praz pierwszy święta sami w naszym domu. Nie sądziłam, że będzie nam tak miło :) Pierwsze NASZE malowanie jajek, pierwszy NASZ koszyczek ze święconką, pierwsze NASZE śniadanie, pierwsze NASZE szukanie prezentów... Niby nic a cieszyło, nawet bardzo ;) Stwierdziłam, że czasami takie spędzenie czasu z dala od gwaru, mnóstwa ludzi jest fajną odmianą. Przy okazji miałam możliwość postawić sobie małe wyzwanie: po raz pierwszy w 100% sama zadbać o świąteczny stół. Troszkę się przy tym narobiłam, bo całą sobotę spędziłam w kuchni gotując i piekąc, a później do 3.00 jeszcze sprzątając. Jednak jaka w niedziele rano przy śniadaniu była satysfakcja.... :) Zwłaszcza, że mój mąż pochwalił mój żurek, który zrobiłam samodzielnie po raz pierwszy, na własnoręcznie przygotowanym zakwasie :D Dostałam skrzydeł, bo z ust mojego męża rzadko się to słyszy, a jeśli już coś chwali to oznacza, że naprawdę mu smakuje ;)

A w piątek przed Świętami przy okazji udania się do Firmy, zaliczyłam szybkie zakupy. Jednak kiedy oddawałam się tej wspaniałej przyjemności łażenia po sklepach i kupowania ze świadomością, że mam przed sobą kilka dobrych godzin, niespodziewanie zadzwonił mąż z wiadomością, że pracę dzisiaj kończy wcześniej i czy za godzinę będę już wolna.... Takim sposobem wróciłam na ziemię, a połowę ilości sklepów jakie miałam zamiar odwiedzić musiałam szybko wybić sobie z głowy. Na szczęście zdążyłam upolować kilka bluzek. Mój brzuch rośnie, OJ ROŚNIE, więc moje ubraniowe poszukiwania teraz związane są głównie z nim i ze zmieniającymi się już kształtami mojej figury. A oto co udało mi się kupić.


Bardzo udany zakup. Biała, przewiewna, idealna na wiosenno-letnie dni bluzka, z dodającymi jej uroku dżetami.

C&A, 49,90 zł





Granatowa, z haftowanymi kwiatkami, idealna na powiększający się brzuch :)

C&A, 69,99 zł


Uwielbiam wszelkie swetry, kardigany z CUBUSa. Pierwszy w pastelowej zieleni, drugi w pastelowym fiolecie.

CUBUS, 59,99 zł


CUBUS, 59,99 zł
Obecnie jest promocja: przy zakupie 2 swetrów za jeden zapłacimy 49,50 zł.


Czy Wy również macie już dosyć kozaków, szalików i grubych kurtek???

WIOSNO, GDZIE TY U DIASKA SIĘ PODZIEWASZ???!!!



Udanego tygodnia Wam życzę! :)

post signature

czwartek, 17 stycznia 2013

Zróbmy sobie syna!


Mąż wreszcie (ku mojej ogromnej radości bo ciągle tylko coś koło domu robi) sam ostatnio stwierdził, że trzeba naszą chałupę w końcu doprowadzić do porządku, w sensie pokończyć co jest rozgrzebane czy zabrać się za to co jeszcze zrobić trzeba. W związku z tym na najbliższe miesiące zaplanowaliśmy kilka projektów do wykonania: zrobienie biblioteczki, szafy w wiatrołapie, spiżarni pod schodami i w końcu zabranie się za piętro. Wyzwanie dla nas będą szafy, bo mamy zamiar zrobić je sami ;)

A w pracy jeszcze więcej zamętu. Nie wykluczone, że Firma będzie chciała się ze mną pożegnać, bo nie zgodzę się na warunki mi zaproponowane, choć Dyrektor zapewnia mnie, że to nie warunkuje moje być albo nie być w Firmie. Zobaczymy...

Jednak to wszystko jest dla mnie teraz mało ważne w porównaniu z tym co obecnie dzieje się w mojej głowie. Myślę tylko o tym, że to już czas, że chcę (chcemy) drugie, że chcę (chcemy) SYNA!! ;)

Źródło: Pinterest

Ale jak tu sobie tego SYNA zrobić??? Stres się pojawia, bo jak przy pierwszym było nam wszystko jedno to teraz plany co do płci drugiego dziecka mamy bardziej konkretne. Wiadomo, najważniejsze aby było zdrowe, mimo to byłoby cudownie gdyby jednak plan się udał ;)

Postanowiłam nie wszystko pozostawić przypadkowi ;) Próbuję kombinować z dietą. Podobno na syna trzeba jeść banany, pełnoziarniste pieczywo, musli, chudą wędlinę, ziemniaki, daktyle, pestki słonecznika, pić sok pomidorowy czyli dieta bogata w potas, wapń, sód, witaminy C i E oraz B12. Natomiast unikać czekolady (o zgrozo), produktów mlecznych, orzechów.

Źródło: Internet

Tak na prawdę za bardzo w to wierzę, a nawet jeśli to ma jakiś wpływ na płeć dziecka, to pewnie trzeba byłoby zacząć stosować taką dietę znacznie wcześniej. Mimo wszystko trzeba przynajmniej spróbować ;)
 
Doczytałam się również, że kobiety pijące przynajmniej 2 kawy dziennie częściej rodziły chłopców. Ja planując Klaudię kawy nie pijałam wcale, teraz wypijam 2 kubki dziennie :D

Źródło: Internet


 O wiele większe szanse widzę w innej metodzie, która bardziej do mnie przemawia, a mianowicie w metodzie Shettlesa inaczej owulacyjnej. W skrócie: plemniki "męskie" w porównaniu to "żeńskich" są szybsze, ale za to mniej odporne i żyją krócej. Wniosek: starać się w momencie owulacji, wówczas "męski" plemnik pierwszy dotrze do celu i voila - synek gotowy ;)



I na koniec pocieszająca nas ciekawostka: według metody chińskiej w tym miesiącu mamy szansę na chłopca ;) JUPI!! :D

Najbliższy weekend....



....zapowiada się bardzo pracowity ;P


Miłego wieczoru :)

post signature

sobota, 5 stycznia 2013

Nie ma nic lepszego niż coś nowego

Wracając po urlopie do pracy gdzieś zapodział mi się mój przedświąteczny entuzjazm i optymizm. Już w Święta było go znacznie mniej, z powodu braku mojej rodziny, a po 1 dniu pracy zniknął zupełnie. Czekałam na 2 stycznia z wielkimi nadziejami na moją dalszą przyszłość zawodową. Myślałam, że w tej sferze wreszcie trafiły mi się dobre wiatry. Cieszyłam się na myśl o tym, że jest szansa zdobyć nowe doświadczenie. Byłam coraz bardziej przekonana, że ostatnie zawirowania w pracy były po to, aby trafiła mi się taka okazja. Jednak nie wyszło. Trochę mnie to przygnębiło. Jednak mówię sobie po prostu "Trudno. Tak najwyraźniej miało być. Nic się nie dzieje bez przyczyny". 
Przyznam się Wam, że kiedyś takie porażki przeżywałam o WIELE gorzej. Ciągle w głowie kołatały mi się pytania: "Dlaczego?? Dlaczego ja?? Dlaczego mnie to spotkało?" i ciągle gdybałam, bezustannie. Od jakiegoś czasu zmieniłam swoje podejście i wierzcie mi, że w takich sytuacjach jest mi teraz znacznie lepiej i łatwiej. Wierzę w to, że nic nie dzieję się bez powodu i to, że teraz  nie udało mi się osiągnąć tego co chciałam, spowodowane jest tym, że czeka mnie coś jeszcze lepszego :)

Nie zmienia to jednak faktu, że niesmak pozostaje i dlatego musiałam wczoraj wyskoczyć do Galerii, bo nic tak nie poprawia humoru jak sprawienie sobie czegoś nowego :)

W H&M wychodząc już z pustymi rękami trafiłam na bluzkę, która od razu mnie urzekła swym ażurowym dekoltem i rękawami 3/4 :)

 


Weszłam też do EMPIKu po nową książkę (dotrzymałam słowa i do końca 2012 nie kupiłam ani jednej :D). Jednak nie było tego czego szukałam, ale wyszłam z takimi oto kawałkami filcu.


Na szybko powstał mi w głowie projekt pokrowca na telefon, którego obecnie nie mam, a bardzo by mi się przydał :)


Udanego wieczoru!

post signature


czwartek, 3 stycznia 2013

Witajcie w Nowym Roku!

Oj, dałam ciała na zakończenie 2012 r. Żadnego posta... żadnych życzęń świątecznych....

Ostatnio nie miałam tyle czasu, aby spokojnie usiąść przed komputerem. Do tego Święta nie były takie jakie sobie zaplanowałam i kiepski net, a momentami nawet jego brak, zaowocowało brakiem chęci na cokolwiek. Zaszyłam się w domu i postanowiłam chociaż zabrać się za porządkowanie papierów, a konkretniej faktur za budowę i przygotowanie wniosku o zwrot VAT za materiały budowlane.
BTW: Jeśli ktoś z Wam chciałby dostać zwrot VAT za niektóre poniesione wydatki związane z budową/remontem to musi złożyć pierwszy wniosek do końca tego roku. Po 2013 roku już nie będzie takiej możliwości...

Święta generalnie przebiegły nam spokojnie. Troszkę byłam przeziębiona, ale na szczęście szybko mi przeszło. Jednak najgorsze co mogło się mi przydarzyć i niestety się wydarzyło, to niemożność zobaczenia mojej rodziny i spędzenia razem tych wyjątkowych dni. Pisałam wcześniej, że mieli do nas przyjechać moi rodzice, brat i bratowa, ale nie przyjechali... Na Wigilii była tylko rodzina męża. Moja mama poważniej zachorowała, przez co musiała zostać w domu, a co za tym idzie reszta rodziny również. No i plan Super Święt wziął w łeb...

Tak więc, ostatnio mało mnie tu było, ale postanawiam poprawę i w Nowym Roku częściej coś do Was skrobnąć - niech to będzie jedno z moich postanowień noworocznych ;)

A propos postanowień noworocznych. Ja, jak co roku zamierzam sobie takowe spisać. Nie będzie ich dużo, ale gdyby udało mi się je zrealizować to byłobym CUDOWIE !! ;) Choć już wiem, że może być ciężko, aby je zrealizować w tym roku. Mimo to nie zamierzam rezygnować i muszę przynajmniej spróbować :)

Na koniec chcę Wam życzyć Szczęsliwego Nowego 2013 Roku. Niech te najbliższe 12 miesięcy będą przepełnione samymi sukcesami zarówno na polu zawodowym, jak i prywatnym :) 


Miłego dnia!

post signature

wtorek, 20 listopada 2012

Czujecie??

Ja już CZUJĘ :D Troszkę jeszcze mało intensywnie, jeszcze za mało reklam w TV, jeszcze nie takie widoki za oknem, nie taka temperatura, nie taki repertuar piosenek w radiu, ale CZUJĘ już.... nadchodzące Święta BN :)))

W głowie mam już dużo planów na ten czas. Pamiętacie jak pisałam, że we własnym domu nie czuję się jak u siebie? Doszłam do wniosku, że muszę coś zrobić, aby to zmienić. Jeszcze parę tygodni temu dobitnie i stanowczo odpowiadałam NIE na pytanie męża "Czy robimy święta u nas?". No bo jak on sobie to wyobraża - brak odpowiedniej zastawy, brak mebli do ugoszczenia gości, jeszcze nie wszystko skończone... Jednak teraz wiem, że tego mi właśnie potrzeba. Krzesła, dodatkowy stół uda się zorganizować, a za to w naszym domu zrobi się wyjątkowo - radośnie, wesoło, rodzinnie, świątecznie :))) Nie mam wątpliwości, że tak właśnie będzie, bo przecież przy 18-stu osobach i psie nie może być inaczej ;)


* * * * * * * * * *

Liczyłam na to, że kolejne 2 wieczory będę mogła w końcu poświęcić na bloga, nadrobić zaległości w odpowiedzi na TAGi, miałam poszukać ozdoby świąteczne i choinki, ale niestety się przeliczyłam... Mąż wyjechał w delegację, zabrając gwizdek w dostępem do sieci.... Co gorsza druga karta, którą sobie sama załatwiłam na takie właśnie dni, od 2 tygodni leży w domu i czeka aż w końcu mąż ją skonfiguruje. Ależ byłam wczoraj zła, jak osa, gdy wieczorem powiedział mi, że netu mi nie ustawi, bo nie ma odpowiedniego oprogramowania. No nic, przeżyję. Najważniejsze, że przywiózł mi od teściów moje ulubione książki :) Cieszyłam się na nie jakbym ich wcześniej nie miała ;) Od dawna chciałam jeszcze raz je przeczytać, zwłaszcza teraz gdy postanowiłam, że do końca roku nie kupie ani jednej książki ;) Jeszcze nie uległam, choć księgarnie muszę omijać bardzo szerokim łukiem, bo gdybym tam weszła to bym poległa ;) Także wieczór zapowiada się pod znakiem książki. Dziś jadąc do pracy zaczęłam ponownie czytać "Gdybyś mnie teraz zobaczył"




Czytałyście? Uwielbiam tą książkę! Niesamowita powieść, wyciskacz łez, takie lubię :) Na szczęście czytałam ją dość dawno i szczegółów nie pamiętam, więc tym bardziej nie mogę się doczekać jak już Klaudia zaśnie, a ja owinę się kocem i siądę sobie z nią przy kominku :)


Pozdrawiam ciepło! :)

post signature

środa, 7 listopada 2012

Nie tak różowo...

Zawsze myślałam, że jak będę mieć już swój dom, to bez względu na to gdzie pojadę, czy na wakacje czy do rodziny i bez względu na to jak dobrze będę się tam bawić, to wracać będę do niego szybko i z utęsknieniem. Jednak ostatnio przekonałam się, że nie do końca tak właśnie jest. Ostatni powrót z mojego rodzinnego domu, w którym się wychowałam i spędziłam jakieś 15 lat, z miejscowości gdzie zostawiłam wszystkich moich bliskich był dla mnie strasznie ciężki. Nie cieszyłam się na to, że wracam do SWOJEGO domu, a jak już w nim byłam, łezka zakręciła mi się w oku...

Od zawsze chciałam stworzyć i mieć na ziemi miejsce, w którym będę się czuć tak dobrze jak nigdzie indziej, gdzie będę chciała spędzić każdą chwilę, które bedzie moim azylem i oazą spokoju (= bez teściowej ;P). Marzyłam i śniłam o nim nocmi. Wraz z posuwającymi się pracami na budowie, coraz bardziej realne były moje wyobrażenia. Oczami wyobraźni widziałam się już na SWOJEJ kanapie przy SWOIM kominku, pichcącą w SWOJEJ kuchni i czułam, że to będzie wspaniałe i nic na świecie nie będzie w stanie mi tego zastąpić.

Nie wiem co jest nie tak, ale w moim domu nie czuję się jak u siebie. Mam wrażenie jakby dom był po prostu domem, stertą cegieł i niczym innym. Brakuje mu czegoś co spawiłoby, że miałby w sobie to coś, duszę. Może dlatego, że całość nie jest wykończona? Może dlatego, że brakuje mebli? Może dlatego, że nie mam u siebie jeszcze wszytskich swoich rzeczy? Może dlatego, że przez pracę spędzam w nim tak mało czasu?
 
W domu rodzinnym jest tak wesoło, pełno ludzi, ciągle ktoś przyjeżdza czy przychodzi,  tam zawsze się naśmieję za wszystkie czasy i tylko tam mam z kim organizować sobie wieczory filmowe i oglądać horrory ;) Mam tyle wspomnień z nim związanych. Tam po prostu czuję, że żyję. Tęsknie nie tylko do tej atmosfery, ale też do bliskich. Mam wrażenie, że mąż mnie nie rozumie, bo nigdy nie mieszkał tak daleko od rodziny. U mnie to trwa już jakieś 7 lat i może nie powinnam już tak tęsknić... Ale czy w ogóle możliwe jest nie tęsknić??
 
Bliskich chyba już nie będę mieć tak blisko jak dawniej, ale mam ogromną nadzieję, że chociaż taki wspamniały dom jak moich rodziców uda mi się kiedyś stworzyć u siebie i wreszcie będę mogła powiedzieć "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej".
 
 
Pozdrawiam Was ciepło w ten zimny i deszczowy dzień.
 
 
post signature

środa, 31 października 2012

W stronę zachodzącego słońca ☀

Pakujemy się i wyjeżdżamy do moich rodziców :D

Strasznie się cieszę, choć nie było łatwo męża namówić na ten wyjazd, bo oczywiście roboty nie chciał zostawić i ogólnie mu się nie chciało. Pewnie normalnie dałabym za wygraną, ale w myśl tego co sobie postanowiłam i pisałam wcześniej, że życie jest zbyt krótkie i trzeba w końcu z domu tyłek ruszyć, tym razem nie odpuściłam :) Ciężko było, ale się nie udało. Uwodzenie + dobre jedzenie = przekonany facet ;)))

Wreszcie sobie troszkę odpoczniemy, bo będzie Niania (i to nie jedna), bo obiad będzie podany, bo sobie poleniuchujemy. Odstresujemy się, bo na pewno wieczorną porą gdzieś się bez Klaudii wybierzemy i znajomych odwiedzimy ;)

Teraz kończę pakowanie, które zawsze sporo czasu mi zabiera. Najgorsze to zdecydować się co ze sobą zabrać, aby później nie pluć sobie w brodę, że czegoś nie wzięłam, a do tego jeszcze nie zająć całego bagażnika ku radości męża. Ciężkie zadanie ;)



Starałam się, ale i tak trochę ich wyszło (na zdjęciu brakuje jeszcze jednej niewielkiej torby, torby z laptopem, paczkę pieluch i wielkiego kartona z prezentem dla Klaudii) ;) Przynajmniej udało mi się zapakować 3 osoby do jednej walizki, bo zazwyczaj jest TYLKO MOJA ;)


Pozdrawiam serdecznie i życzę szerokiej drogi wszystkim wyjeżdżającym!


post signature





wtorek, 25 września 2012

Życie jest zbyt krótkie...

Z okazji zbliżających się urodzin Klaudii, nachodzą mnie różne myśli i przemyślenia. Dopiero w takich chwilach uświadamiam sobie jak czas przerażająco szybko pędzi. Dni uciekają między palcami jak woda i nie sposób tego zatrzymać. Mam wrażenie, że po poniedziałku jest już piątek. Weekend to już w ogóle upływa jakby trwał tylko godzinę, po czym znów nastaje poniedziałek... i tak w kółko. Człowiek wpada w wir codziennych zajęć zapominając o własnych marzeniach, przyjemnościach, o rzeczach które go uszczęśliwiają, a co gorsza o rodzinie... Niestety nie jestem wyjątkiem i tak ostatnio (znowu) dzieje się i u mnie, a raczej u nas. Ja ciągle zajęta obowiązkami. Jak stwierdził kiedyś mąż, tylko sprzątam albo siedzę w kuchni. Mam wrażenie, że nie poświęcam Klaudii tyle czasu ile ona by tego potrzebowała (i ja też... ). Mąż zarobiony po łokcie. Do południa jedna praca, po południu druga... i mijamy się tylko w korytarzu kiedy on wieczorem wchodzi do domy, a ja idę do sypialni uspać Małą w trakcie czego zasypiamy razem.... i po kolejnym dniu. Gdzie w tym wszystkim podziała się chociażby chwilka dla rodziny, spędzenie jej we 3-jkę?? Gdzie czas na książkę, dobry film?? Gdzie czas na spotkanie się ze znajomymi?? Gdzie czas na rozwijanie swoich pasji i zainteresowań?? Płot czy gary w zlewie przecież mogą poczekać.

Życie jest za krótkie, zbyt krótkie, aby je tak marnować. Trzeba znaleźć czas dla siebie, na robienie tego co sprawia przyjemność, realizować swoje marzenia, poznawać nowych ludzi i miejsca. No i rodzina - najważniejsze osoby na świecie. "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" - znane i jak bardzo dające do myślenia słowa. Myślę tu nie tylko o mężu i córce, ale również o rodzicach i bratu oraz jego rodzinie, których zostawiłam tak daleko... Zobaczyć się osobiście nie zawsze jest możliwe (nad czym ogromnie ubolewam :( ), ale na skorzystanie z takich dobrodziejst techniki jak telefon komórkowy czy Internet (Skype) też nie ma czasu... a przecież wystarczy 5-10 min...

Chcę jak najlepiej przeżyć swoje życie, wycisnąć z niego jak najwięcej, korzystać z niego ile się da. 


"A życie przecież po to jest, żeby pożyć
By spytać siebie: mieć, czy być?
Bo życie przecież po to jest, żeby pożyć
Nim w kołowrotku pęknie nić."







Udanego dnia dla wszystkich i do następnego...!




post signature

wtorek, 14 sierpnia 2012

I po wszystkim...

Tyle miłych, pełnych otuchy komentarzy dostałam pod ostatnim postem, że muszę Wam jeszcze raz podziękować w osobnej notce ;) Dziewczyny jesteście kochane i serdecznie Wam dziękuję ;****

A co u mnie? 

Dziś byłam w szpitalu, był zabieg i na szczęście jeszcze dziś mogłam wrócić do domku. Po dłuuuugim czekaniu w Izbie Przyjęć, wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Zaletą narkozy jest to, że człowiek się mniej stresuje, nic nie widzi, nie słyszy i nie czuje. No i czas płynie znacznie szybciej. Bardzo się bałam tego jak będę się czuć po powrocie, ale jest naprawdę dobrze. Muszę teraz się oszczędzać, nie dźwigać i brać leki, aby wrócić do siebie.

Dobrze, że mam tego Małego Urwiska, dzięki któremu nie ma czasu na myślenie ;) 


Pozdrawiam

Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 12 sierpnia 2012

Nie zawsze jest tak jakbyśmy tego chcieli

Jakiś czas temu wspominałam Wam, że szykują się u mnie wielkie zmiany. To co mnie w niedalekiej przyszłości miało czekać było niespodziewane, nieplanowane, na początku troszkę szokujące, ale z czasem ogromnie radujące moje serce. Nie chciałam nic konkretnego pisać, jak nie będę w 100% pewna. Teraz jestem w 100% pewna, że nic z tych zmian nie będzie, a jeśli jakieś się szykują to poszły zupełnie w innym kierunku. Teraz czekają mnie niespodziewane, nieplanowane i szokujące rzeczy, które zupełnie mnie nie cieszą i których się boję...  

Byłam gotowa przez najbliższe 9 miesięcy męczyć soki warzywne, zrezygnować z kawki, winka, chipsów czy jednych z moich ulubionych lodów z automatu. Jednak nie będę miała takiej możliwości. Z kolei Klaudii muszę teraz wytłumaczyć, że "Dzidzia NIE mieszka w bziuśku".

Dziś siedzę i dumam do jakiego warszawskiego szpitala jutro się zgłosić, aby zrobili we mnie zupełną pustkę...

wtorek, 7 sierpnia 2012

Urlopowe plany

Wczoraj oficjalnie rozpoczęłam swoje wakacje ;) Tym razem zaszalałam i zafundowałam sobie 2 tygodniowy płatny pobyt w domku. Szkoda tylko, że wyjechać nigdzie się nie uda, bo mąż jak zwykle zapracowany... Jednak ja i tak nudzić się nie będę bo harmonogram prac domowych został już opracowany. Urlop zapowiada się dość pracowity: zaległe OGROMNE pranie + prasowanie + (wreszcie) ogarnięcie naszej "garderoby", zarośnięty ogródek, sadzenie ziół, dekoracja domu i jeszcze dużo innych rzeczy.

M. in. to będzie mi potrzebne do wykonania mojego planu:



A po wykonaniu planu prac nie robię już nic ;) Będzie czytanie książki, popołudniowe drzemki z Klaudią (za czym strasznie już tęsknię), maseczki na twarzy, spacery... i pewnie jeszcze coś wymyślę ;)

Udanego tygodnia Wam życzę ;)

Image and video hosting by TinyPic

środa, 4 lipca 2012

Każdy koniec to nowy początek

Miałam wrócić do pracy, przeczekać kiepski okres w firmie i zacząć pracować jak dawniej. Jednak nie zawsze jest tak jak byśmy tego chcieli. Wracając pamięcią wstecz, do czasu jeszcze przed ciążą, widzę nasz zespół, pełen motywacji do pracy, pod kierownictwem świetnego szefa, z perspektywami na wybicie się wśród najlepszych w naszej firmie.
Ale dziś nie ma już nic... nie ma chęci do pracy, nie ma zespołu, nie ma szefa. Resztka pozostałych takich jak ja została przydzielona do innych działów/zespołów, pod inne kierownictwa. A podobno najgorsze jeszcze przed nami...
Jakby nie było, przez te kilka dobrych lat człowiek zdążył się zżyć ze współpracownikami, przyzwyczaić do miejsc, a nawet do tego uciążliwego jak dla mnie dojazdu.
Ale jest jak jest, będzie co będzie.
Z każdej, pozornie złej sytuacji, można wyciągnąć coś dobrego. Zawsze staram się o tym pamiętać i tak robić. Koniec jednego to początek drugiego i tego się trzymam.

Mąż wyciągnął mnie na ciuchowe zakupy. Jakoś nie miałam bluesa na szperanie między wieszakami i przymierzanie. Tym razem ja robiłam za przyzwoitkę i doradzałam. Na małe pocieszenie za te kiepskie ostatnio dni, nabyłam sobie najnowszego SHAPEa z treningiem Ewy Chodakowskiej ;)


Mam zamiar zabrać się za siebie i zacząć ćwiczyć, tylko jeszcze nie wiem od kiedy ;)


Pozdrawiam... chłodno! (bo gorąca pewnie większość ma już dosyć ;)

Image and video hosting by TinyPic

piątek, 25 maja 2012

Weekendu już czas!

Po 2 latach siedzenia w domu, weekend nabrał dla mnie nowego wymiaru. Jeszcze do niedawna tak na prawdę każdy dzień był dla mnie weekendem. Często traciłam rachubę i musiałam się zastanawiać jaki to dzień tygodnia. Poniedziałek, środa czy sobota - nie miało to dla mnie większego znaczenia. Każdy dzień wyglądał niemal identycznie. Odkąd wróciłam do pracy doskonale orientuję się w datach, a piątku to już na pewno nie przegapię ;) Teraz każdy weekend wyczekuję z utęsknieniem!

A u nas najbliższe 2 dni będą upływać pod hasłem PARAPETÓWKA :) Pierwsza prawdziwa impreza w naszym domu ;) Mamy jeszcze spore braki w umeblowaniu i innym wyposażeniu, ale najpotrzebniejsze rzeczy udało się jakoś zorganizować. Będzie na czym siedzieć i z czego jeść, a to chyba najważniejsze ;) Pierwszy raz będę gościć u siebie 20 (!) osób, więc z pewnością będzie to wyzwanie dla mnie jako początkującej pani domu ;) Jest sporo pracy dlatego szybko wskakuję w wygodne ciuszki i zabieram się za robienie Rafaello i sałatek :)

bluzka New Yorker

Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!

Image and video hosting by TinyPic

sobota, 5 maja 2012

WRACAM! :)

Witajcie moi cierpliwi Czytelnicy :)

Pomalutku wracam do blogowania :D 

Dużo się ostatnio u mnie działo przez co moja nieobecność nieco się wydłużyła. Najważniejsze co się w tym czasie wydarzyło to to, że się PRZEPROWADZILIŚMY!!! :D Ku pamięci muszę odnotować, że od 2 maja jesteśmy na swoim :D Nie wszystko jest jeszcze zrobione, meble to używane graty i mieszkamy tylko na parterze bo piętro to wciąż budowa... Ale i tak jest cudnie! Nie ważne jakie by to było, najważniejsze że kąty są nasze własne :) Teraz się urządzamy, aby domek zrobił się bardziej przytulny. 

Natomiast wczoraj wróciłam do pracy. Ten dzień nadszedł nieubłaganie i za szybko.... Tu jednak nie tryskam radością choć jeszcze 2 tygodnie temu byłam zadowolona i podekscytowana tym, że wracam do "normalnego" życia. Okazało się, że mój powrót stoi pod WIELKIM znakiem zapytania...Osoba mnie zastępująca, chwilowo nie ma gdzie się przenieść, aby zwolnić moje miejsce, przez co ja jestem na zagrożonej pozycji. Rozumiem, że to ona przez ostatnie dwa lata pracowała, a ja nie, ale to przecież moje miejsce!!! Strasznie wkurzona jestem z tego powodu!!! I jak tu rodzić i wychowywać dzieci??? Takie sytuacje niestety do tego nie zachęcają... Szef po cichu podpowiada mi, abym wróciła na wychowawczy lub poszła na zwolnienie - tak udałoby się uniknąć zwolnienia i mogłabym przeczekać ten kiepski okres w firmie z powodu reorganizacji. Chwilowo miałam wrócić na skrócony etat jednak to podobno do końca mnie nie chroni ponieważ mogą być grupowe zwolnienia... Pokręciło się wszystko okropnie i chwilowo nie wiem co robić. Przez weekend muszę to wszystko dokładnie przemyśleć i coś postanowić.

Udanego weekendu Wam życzę i do następnego posta! :)


Pozdrawiam

Image and video hosting by TinyPic