piątek, 6 września 2013

Przeprowadzka

Witajcie! :)

Bez większych tłumaczeń dlaczego i po co, zapraszam Was na ciąg dalszy mojego bloga, ale już w innym miejscu :)
Nowe miejsce czyli nowy adres, ale również i tytuł bloga. 
Tym razem znajdziecie mnie pod nazwą Happy Housewife :)

Nowy tytuł ma być małą zapowiedzią zmian co do treści bloga. Jako prawdziwa i pełnoetatowa gospodyni domowa, chcę więcej uwagi poświęcić temu co ostatnio najbardziej mnie zajmuje, czyli budowie domu, jego urządzaniu i prowadzeniu oraz rodzinie w szczególności córce, a już niedługo córkom (w tym także ciąży).
Ponadto tak jak dawniej, czasami na pewno pojawią się też wpisy
o zakupach, ciuszkach, kosmetykach itd itp ;)

Tych, którzy chcieliby do mnie zajrzeć zapraszam na...

 



post signature


piątek, 9 sierpnia 2013

Gdzie byłam gdy mnie nie było ;)

Witajcie!

Troszkę tu ostatnio ucichło. Głównie przez te ciągłe upały, przez które siedzę cały czas z Klaudią w domu i po prostu wegetuję. Rolety spuszczone cały dzień, nie wiadomo co się dzieje na zewnątrz - jak w norze ;) Resztkami sił poświęcam się domu, zwłaszcza ogrodowi, bo to teraz u nas na tapecie. Na szczęście ogród już niemal FINITO! O tym więcej następnym razem ;)

W międzyczasie tak jak kiedyś pisałam, wybraliśmy się w góry w Beskid Sądecki. W czasie drogi i dni jakie tam spędziliśmy upał był niemiłosierny! Ale nie można było siedzieć cały czas w domu, choć tam gdzie nocowaliśmy było przepięknie - cisza, spokój, w koło las, sąsiedzi w komfortowej odległości.... Dom położony jest najwyżej jednej z okolicznych gór, przez co widoki mieliśmy cudowne!

Widok z naszego okna - chciałabym mieć taki z własnej sypialni! :)

Mimo wszystko trzeba było wybrać się choć w kilka miejsc. Najpierw wybraliśmy się na imprezę rodzinną od strony męża, która była głównym powodem naszego wyjazdu. Gdyby pojawili się wszyscy byłoby nas 121 osób, ale i tak było sporo ludzi bo aż 85, z których znałam tylko garstkę, więc było dużo do poznania w jedno popołudnie ;)

W następne dni zwiedziliśmy okoliczne miejscowości, odwiedzaliśmy pozostałą rodzinę, zajechaliśmy Krynicę i wjechaliśmy gondolą na Jaworzynę Krynicką. 





Jednak najlepsze było jedno popołudnie nad górską rzeczką! Mąż już przed wyjazdem planował wypad nad wodę - chciał wrócić do czasów dzieciństwa, zbudować z Klaudią tamę i się wykąpać. Na początku byłam sceptycznie do tego nastawiona, bo myślałam, że woda będzie tak lodowata, że nawet palca nie zanurzę. Ale ku mojemu zaskoczeniu była idealna! Miejsce też było idealne - brak ludzi, czyściutko, więc trzeba było się wykąpać :) Ja ograniczyłam się do siedzenia pod parasolem i moczenia nóg, co i tak było dla mnie jak zbawienie w te upały ;) 



Pozostali od razu wskoczyli do wody, Klaudia też zaliczyła pierwszą kąpiel w rzece ;)



Jutro kolejny kilkugodzinny wyjazd. Drugie podejście, bo tym razem w moje rodzinne strony ;) Oby teraz się udało ;)


Pozdrawiam serdecznie i udanego weekendu!

post signature


środa, 31 lipca 2013

Moje poporodowe Must Have

Do porodu jeszcze sporo czasu, jednak ja postanowiłam, że przygotowania na przyjście Maluszka nie będę odkładać na ostatnią chwilę. Nie będzie tu o wyprawce dla dziecka, a o przygotowaniu wyprawki dla mnie ;) Mamusie zwłaszcza te oczekujące pierwszego dziecka, całą swoją uwagę i energię poświęcają na przygotowaniach do powitania na świecie maluszka, co ja oczywiście doskonale znam i rozumiem. Jednak z doświadczenia już wiem, że bardzo ważne jest również dobre przygotowanie się mamy, aby komfortowo przetrwać te pierwsze najcięższe tygodnie po powrocie ze szpitala.


Po doświadczeniach z Klaudią, wiem już jakie rzeczy chcę mieć, które się sprawdziły oraz jakich nie miałam, a z czasem stwierdzam jak bardzo by mi się wówczas przydały. Dlatego przygotowałam sobie listę mojego poporodowego MUST HAVE. Może i któraś przyszła mama zechce skorzystać z moich wskazówek i rad ;) 

1. Biustonosze do karmienia

Zdecydowanie jedna z ważniejszych rzeczy. Będąc jeszcze w ciąży z Klaudią szukałam, przymierzałam różne biustonosze, ale jakoś nie mogłam się zdecydować na rozmiar. Sądziłam, że po porodzie biust będzie jeszcze większy i wówczas to co kupię w ciąży będzie po prostu za małe. W efekcie czekałam na poród, a jak już urodziłam to nie było kiedy chodzić po sklepach za stanikami i tak kilka tygodni męczyłam się ze zwykłymi biustonoszami. To była mordęga! Ostatecznie zdesperowana kupiłam 2 biustonosze przez Internet, które na szczęście okazały się idealne. Każda z nas jest inna, ale mój biust po porodzie nie urósł jakoś znacznie, dlatego śmiało mogłam zaopatrzyć się w biustonosz do karmienia jeszcze w ciąży. Teraz nie popełnię tego błędu i takie biustonosze mam już przygotowane, które  na 100 % zabieram już do szpitala ;) 3 lata temu miałam i teraz też będę mieć biustonosze firmy ALLES z serii MAMA, które dla mnie są rewelacyjne.

Obecnie mam 2 szt. 
Jeden to biustonosze z kolekcji MAMA II/B - nieusztywniane, bezszwowe, niesamowicie wygodne, idealne na codzień, a w szczególności do spania bo nic nie uwiera. Jak dla mnie jest to idealna wersja domowa ;) Zamierzam zaopatrzyć się w jeszcze jedną sztukę.

Źródło: ALLES

Natomiast 2-gi to biustonosz MAMA CUBANA - usztywniany tylko fiszbinami, koronkowy, bardzo elegancji. U mnie jest to model wyjściowy ;) Zanim nie trafiłam na firmę Alles nie miałam pojęcia, że biustonosze dla mam karmiących mogą być tak ładne, a biust nadal może wyglądać w nich atrakcyjnie. Jeśli chodzi o mnie to ja z moim już pokaźnym biustem nie czułabym się dobrze wychodząc do ludzi w zupełnie nie usztywnianym biustonoszu, dlatego muszę mieć coś co utrzyma go w ryzach, a przy chodzeniu nie będzie mi latał w każdą stronę ;) Poza tym znacznie ładniej prezentuję się pod ubraniem ;)

Źródło: ALLES

2. Wkładki laktacyjne

Jak już jesteśmy przy biustonoszach, to będzie o wkładkach bez których ja podczas karmienia Klaudii nie mogłam się obyć. Wkładek laktacyjnych nie używałam od początku, dlatego nie raz miałam zalaną bluzkę, zwłaszcza nocą bo wtedy przerwy w karmieniu były dłuższe niż w dzień, a to skutkowało przeładowaniem piersi. Ja już zaczęłam ich używać, były ze mną do niemal ostatniego dnia karmienia piersią. Przy Klaudii używałam wkładek J&J i byłam z nich zadowolona. Teraz również się w nie zaopatrzyłam. Od czasu jak je ostatnio używałam zostały ulepszone. Z tego co podaje producent nowa wersja w porównaniu do tej poprzedniej jest o 25% bardziej chłonna.




 
2. Poduszka do karmienia

Tego cuda nie miałam karmiąc Klaudię, jednak tym razem będzie inaczej. Pierwszy raz z taką poduszką miałam styczność kilka dni po porodzie, gdy byliśmy w Poradni Laktacyjnej. Byłam niesamowicie zaskoczona jak taki rogal może ułatwić karmienie. Ręce nie bolą od trzymania, nic się nie wysuwa i nie trzeba co chwile poprawiać jak to było w przypadku podkładanego koca czy jaśka. Do dziś nie mam pojęcia dlaczego później nie sprawiłam sobie takiej poduszki... Nauczona doświadczeniem, taki rogalik już jest i czeka. Po poszukiwaniach tego idealnego, ostatecznie zdecydowałam się na poduszkę do karmienia firmy Poofi.
Pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne. Jakość poduszek jest rewelacyjna! Są świetnie wykonane, mięciutkie, aż chce się do nich przytulić ;) Mam nadzieję, że doskonale sprawdzą się podczas karmienia. Kupiłam jedną dla siebie i jedną w prezencie dla niedoświadczonej jeszcze w tym temacie bratowej :)





3. Krem na brodawki

Na pewno warto mieć taki kremik przy sobie. Nie ma co czarować, pierwsze miesiące karmienia piersią nie należą do przyjemności. Nie raz z bólu klnęłam w duchu czy po prostu ryczałam. Przy Klaudii używałam kremu Purelan 100 firmy MEDELA.

Sama do końca nie mogę stwierdzić czy był skuteczny, bo z mojego czystego zapominalstwa nie smarowałam się nim regularnie. Jedna brodawka była w 100% sprawna po miesiącu, natomiast druga dopiero po trzech. Być może przy systematycznym jego użytkowaniu moje cierpienia skończyłyby się wcześniej? Mimo wszystko zostanę przy tym kremie. Dość istotna dla mnie rzecz - krem składa się z naturalnej lanoliny, bez dodatków i środków konserwujących, dlatego nie ma potrzeby myć brodawek przed następnym karmieniem piersią. Poza tym kupując go po raz pierwszy, farmaceuta w aptece potwierdził mi, że to dobry wybór. Tym razem zamierzam być bardziej systematyczna ;)


4. Podkłady higieniczne

Bardzo istotna rzecz tuż po porodzie fizjologicznym. Zwykłe podpaski, nawet te typu maxi na noc, mogą nie dać rady w tym czasie zapewnić odpowiednią chłonność, dlatego takie pieluchy są dla mnie konieczne ;)












5. Majtki higieniczne poporodowe

Nie miałam majtek jednorazowych, więc nie wiem jak by się sprawdziły. Natomiast miałam i śmiało mogę polecić te oto majtki....


Żródło: Internet

W opakowaniu znajdują się 2 szt: jedna para jest w wersji niskiej (jak tradycyjne majtki), a druga w wysokiej (a la bokserki). Wykonane są z elastycznej siateczki, dzięki czemu bardzo dobrze się je nosi. Poza tym siateczka zapewnia lepszą wentylację :)



6. Podkłady chłonne TENA BED

Przydatne podczas pierwszych dni po porodzie fizjologicznym, aby nie zaplamić pościeli, choć tak na prawdę nie korzystałam z nich za często. Mimo wszystko już się w nie zaopatrzyłam, bo dobrze je mieć pod ręką. Za to sprawdziły się super jako przewijak dla dziecka w podróży, samochodzie, u lekarza. Przy Klaudii zawsze jedną sztukę miałam w torbie z pieluchami.


























7. Majtki ściągające i pas poporodowy

Nie wiem czy to dzięki nim, ale po porodzie udało mi się wrócić do niemal takiego samego brzucha jak przed ciążą i nie zrobił mi się ani jeden rozstęp.

Majtki z gumą ściągającą dostałam od mamy, dlatego nie wiem czy są to specjalne majtki dla kobiet po porodzie. Według mnie są to zwyczajne majtki wyszczuplające, których szeroka i ciasna guma działa podobnie jak pas poporodowy. Ich używałam przez pierwsze tygodnie.


Natomiast, gdy wróciłam do pełni sił krocznych ;) zabrałam się za pas, który kupiłam w aptece. Wcześniej z powodu szwów wciągnięcie go na tyłek i brzuch graniczyło niemal z cudem. Jest tak ciasny, że podczas zakładania skóra się naciągała, a tym samym szwy. To było bardzo niekomfortowe. Za to później sprawdził się idealnie!


























8. Laktator

Laktator jaki ja posiadam to laktator ręczny firmy Philips AVENT. Mam troszkę mieszane uczucia co do tego modelu. Generalnie radził sobie całkiem dobrze, ale często bywały momenty, że nie chciał ściągać mleka. Z czasem doszłam do tego, że pewien gumowy element znajdujący się wewnątrz laktatora przepuszczał powietrze przez co pierś nie chciała się zassać do nakładki. Momentami było to bardzo uciążliwe. Gdybym mogła wybrać laktator jeszcze raz, tym razem pomyślałabym o innym modelu i wersji elektrycznej. 
Jak na razie nie chcę robić obszerniejszej recenzji. Chcę tylko napisać, że ogólnie warto pomyśleć o takim wspomagaczu do ściągania mleka. W poprzedniej ciąży myślałam, że bez niego się obędzie i szkoda wydawać na niego pieniądze, zwłaszcza że w domu będzie żywa maszyna do ściągania mleka. Jednak parę dni po porodzie mąż latał po mieście, aby na cito kupić mi już jakikolwiek. Czasami zdarzały mi się takie zastoje mleka, że nawet Klaudia przyssana do piersi nie dawała rady ściągnąć to co mi w niej zalegało. Wtedy ratunkiem był dla mnie laktator. Czasami trzeba było zrobić zapasy mleka, więc ponownie niezastąpiony był laktator. Nawet w szpitalu leżąc już na sali poporodowej, jedna z leżących też tam kobiet wspomagała rozruszanie laktacji właśnie laktatorem, co być może i ja tym razem wypróbuję. Według mnie warto go mieć.


Tak się prezentuje moja lista ;) Bardzo chętnie zapoznam się z Waszymi poporodowymi MUST HAVE dla mamy, dlatego jeśli jest jeszcze coś bez czego Wy nie wyobrażacie sobie pierwszych miesięcy po porodzie, dajcie znać w komentarzach :)


PS. Teraz zabieram się za przygotowanie wyprawki dla Małej ;)

PS. Zbiórka na leczenia oczka Szymka ciągle trwa! Liczy się każda złotówka!





Pozdrawiam serdecznie!

post signature

czwartek, 11 lipca 2013

Inhalator / nebulizer - jaki kupić? Prośba o poradę....

Dziś byłam z Klaudią na wizycie kontrolnej u pediatry. Mała od niedzieli ciągle ma brzydki kaszel, który czasami ją dusi, więc lekarka zaleciła inhalacje. Jak na złość nie mam od kogo go pożyczyć. Musiałam wypożyczyłam jakiś stary model z przychodni, ale to wyjdzie nawet połowa ceny nowego! Dlatego muszę szybko jakiś kupić. Choć inhalator potrzebny jest nam dopiero drugi raz, to myślę, że warto zainwestować i mieć takie urządzenie w domu, zwłaszcza przy małych dzieciach. Gdy już będzie to na pewno ja czy mąż również z niego skorzystamy przy naszych chorobach.

Przeglądając różne modele w Internecie mam już mętlik w głowie i nie wiem co wybrać.... Ultradźwiękowy, tłokowy, kompresowy?? Dlatego proszę poradźcie na co zwrócić uwagę przy wyborze inhalatora? Może macie/znacie jakieś modele, które polecacie?


Z góry dziękuję za wszelkie sugestie.


Pozdrawiam!

post signature

środa, 10 lipca 2013

I masz babo placek....

a nawet dwa...

Miałyśmy z Klaudią wyjechać do moich rodziców troszkę powczasować, zmienić klimat, otoczenie, odpocząć, poleniuchować....  Tak jak było już wcześniej uzgodnione: moja mama przyjechała po nas pociągiem, po dwóch dniach miałyśmy już we trójkę zapakować się w pociąg powrotny i od soboty miała być SIELANKA. Ale po co.... Zamiast w lipcu korzystać z pięknej pogody, zobaczyć po 10 latach nasze polskie morze, spotkać się z rodziną, która zjechała się z różnych zakątków Polski i świata, można przecież chorować i siedzieć w domu. Aby tego było mało, trafił mi się jeszcze kompan w chorowaniu. I tak praktycznie od niedzieli z Klaudią kichamy i kaszlemy na zmianę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że taki wyjazd już nam się nie uda. Teraz trzeba czekać na połowę sierpnia, kiedy bratowa urodzi, a to się już wiąże ze zmianą niemal wszystkich planów jakie mieliśmy wykonać w czasie pobytu w moich rodzinnych stronach... Zła byłam okropnie, no bo żeby w lipcu chorować i akurat na wyjazd?? Los zadrwił ze mnie maksymalnie i podpadł mi na całej linii!

Do tego w lodówce leżą od tygodnia moje ulubione lody, na widok których ślinię się za każdym razem jak zaglądam do zamrażarki! 0_o Trzeba było się pocieszyć i zrobić sobie coś dobrego z dużą zawartością cukru. Na szczęście przed całkowitym rozłożeniem się zdążyłam, upichcić coś co już od dawna za mną chodziło :D Pycha!



Znacie? Lubicie? :)
Jak już odzyskam siły będzie przepis ;)


Pozdrawiam i trzymajcie się ZDROWO!


post signature

niedziela, 7 lipca 2013

Lakier idzie do... czyli wynik rozdania :)

Dziękuję wszystkim za udział w moim pierwszym małym rozdaniu :) 
Bez zbędnego rozpisywania się, z przyjemnością ogłaszam, że lakier Sally Hansen wygrywa....









Moaa serdecznie gratuluję ;) 
Czekam na maila od Ciebie z informacją na jaki adres wysłać Twoją wygraną :)


Pozdrawiam Was serdecznie!
post signature

sobota, 29 czerwca 2013

Zakupy i coś dla Was ;)

Zawsze cieszę się na kolejną wizytę u lekarza, bo to oznacza, że znów będzie okazja aby odwiedzić galerię handlową ;) Wczoraj po wizycie kontrolnej oczywiście nie mogło być inaczej, musiała sprawdzić te wielkie wyprzedaże. Najbardziej zależało mi na jakiś bluzkach, bo mój brzuch już niedługo nie zmieści w żadną, którą mam... Jednak nie znalazłam nic co by mi pasowało, natomiast udało mi się kupić kilka innych rzeczy ;)

W SuperPharm obecnie można skorzystać z 30% zniżki na kosmetyki kolorowe, więc skusiłam się na:

podkład Astor Mattitude -  kupiłam na zapas, bo obecnie to mój ulubieniec. Na mojej mieszanej cerze w te ciepłe dni sprawdza się świetnie.

bronzer Rimmel Match Perfection - nowość w mojej kosmetyczce. Liczę że sprawdzi się równie dobrze jak inny tej marki, którego nie ma już w sprzedaży ;/

kredka do oczu Max Factor (kolor 090 NATURAL GLAZE) - tyle czasu szukałam kredkę na linię wodną w kolorze nude, aż w końcu znalazłam :)




Natomiast w H&M, w dziale dla kobiet w ciąży, spodobała mi się sukienka, która z pewnością będzie mi służyć również po ciąży. Idealna na upały ;)





A na koniec chcę Wam pokazać lakier od Sally Hansen w przepięknym chabrowym kolorze, idealnym na lato! Odkąd jestem w ciąży powstrzymuję się jak mogę od malowania paznokci co niestety przychodzi mi z trudem, jednak w sklepie nie daję już rady przejść obojętnie obok lakierów i zawsze jakiś wpadnie do mojego koszyka ;) Tym razem wpadł właśnie ten ;)




Postanowiłam, że go oddam, dlatego zapraszam Was na moje pierwsze małe rozdanie :) Lakier jest nowy, nieużywany i nieotwierany. Jeśli chcecie zobaczyć jak wygląda na paznokciach to zajrzyjcie TUTAJ.

Zasady zabawy są proste i standardowe:
1) obserwuj bloga
2) zostaw w komentarzach swój adres e-mail
3) wstaw podlinkowany baner z informację o rozdaniu na pasku bocznym swojego bloga



To tyle :) 

Na zgłoszenia czekam do 06 lipca 2013 r. do godz. 23:59. Zwycięzcę ogłoszę następnego dnia :)

Wszystkich serdecznie zapraszam do zabawy i życzę powodzenia! :)



 post signature
Follow my blog with Bloglovin

piątek, 28 czerwca 2013

Jak to u nas...

Od paru dni ciężko mi się zebrać do napisania czegokolwiek na blogu. Mąż w domu na 2 tygodniowym "urlopie" (czyt. praca fizyczna przed domem), upały były okropne, co ostatnio zaczynało mi już przeszkadzać: nogi puchną, ręce już z rana jakieś nabrzmiałe, ciągle zmęczenie, problem sprawia mi już lekkie sprzątanie... mogłabym tylko siedzieć, leżeć lub spać. Ostatnio czuję się jak słonica lub wieloryb wyrzucony na brzeg, a do końca jeszcze tyle czasu!

Jak już wspomniałam, mąż na urlopie więc jak to u nas od paru lat bywa jest to czas, kiedy praca na budowie idzie pełną parą. Nie jest to mój (męża pewnie też) szczyt urlopowych marzeń. Tak naprawdę wolałabym się teraz znaleźć gdzieś na egzotycznej plaży, pod palemką i błogo leżeć w ciszy na leżaku, a od czasu do czasu móc wskoczyć w kryształowo czystej wody :D  Tymczasem musimy się zadowolić naszymi wiejskimi klimatami....

Plażujemy na przydomowej plaży.... (widok na podjazd, który już w kostce, więc z Klaudią plażę musimy sobie teraz zorganizować gdzie indziej)



jak to na plaży bywa, jest zabawa w piasku......



dla ochłody kąpiemy się w kryształowo czystej i podgrzewanej kranówce.... 




i zajadamy się lodami ;)


Moje odkrycie tego sezonu: 
lody Carte D'or o smaku sernika z sosem malinowym, mmmmmm boskie :D



oraz lody Koral Koktajlowe, PYCHA! :D




Żeby nie było tak całkiem wiejsko i domowo, udało nam się też zobaczyć sporo egzotycznych zwierząt....




a najważniejsze z nich to "Pingwiny z Madagaskaru" ;)....




Na szczęście prawdziwy urlop jeszcze przed nami. Za ok. 2 tygodnie ja i Klaudia w końcu wyrwiemy się stąd i ruszymy w Polskę :) Mąż zostaje, bo obowiązki służbowe zobowiązują, natomiast my na czas bliżej jeszcze nie określony wybieramy się pociągiem niemal na drugi koniec Polski, do moich rodziców :D To dla mnie pierwsza taka wyprawa z małym dzieckiem i w dodatku z brzuchem, również dla Klaudii to coś nowego i pierwsza tak długa podróż "nie samochodem",  więc obie nie wiemy co nas czeka i czy damy radę. Trochę nie byłam pewna czy to dobry pomysł, więc ostatecznie z moją mamą jak zwykle coś wykombinowałyśmy - ona przyjedzie po nas pociągiem i na drugi dzień pojedziemy we trójkę ;)

Gdy wrócimy czeka nas kolejna wyprawa do innego zakątka Polski, tym razem całą rodziną i samochodem ;) Jedziemy w góry na zlot rodzinny ze strony męża. Podobno ma być blisko 100 osób, więc zapowiada się ciekawe spotkanie ;)

Cieszę się, że uda nam się wyrwać z domu chociaż na parę dni ;)

A jak Wasze tegoroczne wakacyjne plany urlopowe? Wybieracie się gdzieś, czy tak jak my spędzacie je głównie w domowych pieleszach? ;)


Pozdrawiam serdecznie!
post signature