Do porodu jeszcze sporo czasu, jednak ja postanowiłam, że przygotowania na przyjście Maluszka nie będę odkładać na ostatnią chwilę. Nie będzie tu o wyprawce dla dziecka, a o przygotowaniu wyprawki dla mnie ;) Mamusie zwłaszcza te oczekujące pierwszego dziecka, całą swoją uwagę i energię poświęcają na przygotowaniach do powitania na świecie maluszka, co ja oczywiście doskonale znam i rozumiem. Jednak z doświadczenia już wiem, że bardzo ważne jest również dobre przygotowanie się mamy, aby komfortowo przetrwać te pierwsze najcięższe tygodnie po powrocie ze szpitala.
Po doświadczeniach z Klaudią, wiem już jakie rzeczy chcę mieć, które się sprawdziły oraz jakich nie miałam, a z czasem stwierdzam jak bardzo by mi się wówczas przydały. Dlatego przygotowałam sobie listę mojego poporodowego MUST HAVE. Może i któraś przyszła mama zechce skorzystać z moich wskazówek i rad ;)
1. Biustonosze do karmienia
Zdecydowanie jedna z ważniejszych rzeczy. Będąc jeszcze w ciąży z Klaudią szukałam, przymierzałam różne biustonosze, ale jakoś nie mogłam się zdecydować na rozmiar. Sądziłam, że po porodzie biust będzie jeszcze większy i wówczas to co kupię w ciąży będzie po prostu za małe. W efekcie czekałam na poród, a jak już urodziłam to nie było kiedy chodzić po sklepach za stanikami i tak kilka tygodni męczyłam się ze zwykłymi biustonoszami. To była mordęga! Ostatecznie zdesperowana kupiłam 2 biustonosze przez Internet, które na szczęście okazały się idealne. Każda z nas jest inna, ale mój biust po porodzie nie urósł jakoś znacznie, dlatego śmiało mogłam zaopatrzyć się w biustonosz do karmienia jeszcze w ciąży. Teraz nie popełnię tego błędu i takie biustonosze mam już przygotowane, które na 100 % zabieram już do szpitala ;) 3 lata temu miałam i teraz też będę mieć biustonosze firmy ALLES z serii MAMA, które dla mnie są rewelacyjne.
Obecnie mam 2 szt.
Jeden to biustonosze z kolekcji MAMA II/B - nieusztywniane, bezszwowe, niesamowicie wygodne, idealne na codzień, a w szczególności do spania bo nic nie uwiera. Jak dla mnie jest to idealna wersja domowa ;) Zamierzam zaopatrzyć się w jeszcze jedną sztukę.
Natomiast 2-gi to biustonosz MAMA CUBANA - usztywniany tylko fiszbinami, koronkowy, bardzo elegancji. U mnie jest to model wyjściowy ;) Zanim nie trafiłam na firmę Alles nie miałam pojęcia, że biustonosze dla mam karmiących mogą być tak ładne, a biust nadal może wyglądać w nich atrakcyjnie. Jeśli chodzi o mnie to ja z moim już pokaźnym biustem nie czułabym się dobrze wychodząc do ludzi w zupełnie nie usztywnianym biustonoszu, dlatego muszę mieć coś co utrzyma go w ryzach, a przy chodzeniu nie będzie mi latał w każdą stronę ;) Poza tym znacznie ładniej prezentuję się pod ubraniem ;)
2. Wkładki laktacyjne
Jak już jesteśmy przy biustonoszach, to będzie o wkładkach bez których ja podczas karmienia Klaudii nie mogłam się obyć. Wkładek laktacyjnych nie używałam od początku, dlatego nie raz miałam zalaną bluzkę, zwłaszcza nocą bo wtedy przerwy w karmieniu były dłuższe niż w dzień, a to skutkowało przeładowaniem piersi. Ja już zaczęłam ich używać, były ze mną do niemal ostatniego dnia karmienia piersią. Przy Klaudii używałam wkładek J&J i byłam z nich zadowolona. Teraz również się w nie zaopatrzyłam. Od czasu jak je ostatnio używałam zostały ulepszone. Z tego co podaje producent nowa wersja w porównaniu do tej poprzedniej jest o 25% bardziej chłonna.
2. Poduszka do karmienia
Tego cuda nie miałam karmiąc Klaudię, jednak tym razem będzie inaczej. Pierwszy raz z taką poduszką miałam styczność kilka dni po porodzie, gdy byliśmy w Poradni Laktacyjnej. Byłam niesamowicie zaskoczona jak taki rogal może ułatwić karmienie. Ręce nie bolą od trzymania, nic się nie wysuwa i nie trzeba co chwile poprawiać jak to było w przypadku podkładanego koca czy jaśka. Do dziś nie mam pojęcia dlaczego później nie sprawiłam sobie takiej poduszki... Nauczona doświadczeniem, taki rogalik już jest i czeka. Po poszukiwaniach tego idealnego, ostatecznie zdecydowałam się na poduszkę do karmienia firmy Poofi.
Pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne. Jakość poduszek jest rewelacyjna! Są świetnie wykonane, mięciutkie, aż chce się do nich przytulić ;) Mam nadzieję, że doskonale sprawdzą się podczas karmienia. Kupiłam jedną dla siebie i jedną w prezencie dla niedoświadczonej jeszcze w tym temacie bratowej :)
3. Krem na brodawki
Na pewno warto mieć taki kremik przy sobie. Nie ma co czarować, pierwsze miesiące karmienia piersią nie należą do przyjemności. Nie raz z bólu klnęłam w duchu czy po prostu ryczałam. Przy Klaudii używałam kremu Purelan 100 firmy MEDELA.
Sama do końca nie mogę stwierdzić czy był skuteczny, bo z mojego czystego zapominalstwa nie smarowałam się nim regularnie. Jedna brodawka była w 100% sprawna po miesiącu, natomiast druga dopiero po trzech. Być może przy systematycznym jego użytkowaniu moje cierpienia skończyłyby się wcześniej? Mimo wszystko zostanę przy tym kremie. Dość istotna dla mnie rzecz - krem składa się z naturalnej lanoliny, bez dodatków i środków konserwujących, dlatego nie ma potrzeby myć brodawek przed następnym karmieniem piersią. Poza tym kupując go po raz pierwszy, farmaceuta w aptece potwierdził mi, że to dobry wybór. Tym razem zamierzam być bardziej systematyczna ;)
4. Podkłady higieniczne
Bardzo istotna rzecz tuż po porodzie fizjologicznym. Zwykłe podpaski, nawet te typu maxi na noc, mogą nie dać rady w tym czasie zapewnić odpowiednią chłonność, dlatego takie pieluchy są dla mnie konieczne ;)
5. Majtki higieniczne poporodowe
Nie miałam majtek jednorazowych, więc nie wiem jak by się sprawdziły. Natomiast miałam i śmiało mogę polecić te oto majtki....
 |
| Żródło: Internet |
W opakowaniu znajdują się 2 szt: jedna para jest w wersji niskiej (jak tradycyjne majtki), a druga w wysokiej (a la bokserki). Wykonane są z elastycznej siateczki, dzięki czemu bardzo dobrze się je nosi. Poza tym siateczka zapewnia lepszą wentylację :)
6. Podkłady chłonne TENA BED
Przydatne podczas pierwszych dni po porodzie fizjologicznym, aby nie zaplamić pościeli, choć tak na prawdę nie korzystałam z nich za często. Mimo wszystko już się w nie zaopatrzyłam, bo dobrze je mieć pod ręką. Za to sprawdziły się super jako przewijak dla dziecka w podróży, samochodzie, u lekarza. Przy Klaudii zawsze jedną sztukę miałam w torbie z pieluchami.

7. Majtki ściągające i pas poporodowy
Nie
wiem czy to dzięki nim, ale po porodzie udało mi się wrócić do niemal
takiego samego brzucha jak przed ciążą i nie zrobił mi się ani jeden
rozstęp.
Majtki
z gumą ściągającą dostałam od mamy, dlatego nie wiem czy są to
specjalne majtki dla kobiet po porodzie. Według mnie są to zwyczajne
majtki wyszczuplające, których szeroka i ciasna guma działa podobnie jak pas poporodowy.
Ich używałam przez pierwsze tygodnie.
Natomiast,
gdy wróciłam do pełni sił krocznych ;) zabrałam się za pas, który
kupiłam w aptece. Wcześniej z powodu szwów wciągnięcie go na tyłek i
brzuch graniczyło niemal z cudem. Jest tak ciasny, że podczas zakładania
skóra się naciągała, a tym samym szwy. To było bardzo niekomfortowe. Za
to później sprawdził się idealnie!
8. Laktator
Laktator jaki ja posiadam to laktator ręczny firmy Philips AVENT. Mam troszkę mieszane uczucia co do tego modelu. Generalnie radził sobie całkiem dobrze, ale często bywały momenty, że nie chciał ściągać mleka. Z czasem doszłam do tego, że pewien gumowy element znajdujący się wewnątrz laktatora przepuszczał powietrze przez co pierś nie chciała się zassać do nakładki. Momentami było to bardzo uciążliwe. Gdybym mogła wybrać laktator jeszcze raz, tym razem pomyślałabym o innym modelu i wersji elektrycznej.
Jak na razie nie chcę robić obszerniejszej recenzji. Chcę tylko napisać, że ogólnie warto pomyśleć o takim wspomagaczu do ściągania
mleka. W poprzedniej ciąży myślałam, że bez niego się obędzie i szkoda
wydawać na niego pieniądze, zwłaszcza że w domu będzie żywa maszyna do
ściągania mleka. Jednak parę dni po porodzie mąż latał po mieście, aby
na cito kupić mi już jakikolwiek. Czasami zdarzały mi się takie zastoje
mleka, że nawet Klaudia przyssana do piersi nie dawała rady ściągnąć to
co mi w niej zalegało. Wtedy ratunkiem był dla mnie laktator. Czasami
trzeba było zrobić zapasy mleka, więc ponownie niezastąpiony był laktator. Nawet w szpitalu leżąc już na sali poporodowej, jedna
z leżących też tam kobiet wspomagała rozruszanie laktacji właśnie
laktatorem, co być może i ja tym razem wypróbuję. Według mnie warto go
mieć.
Tak się prezentuje moja lista ;)
Bardzo chętnie zapoznam się z Waszymi poporodowymi MUST HAVE dla mamy,
dlatego jeśli jest jeszcze coś bez czego Wy nie wyobrażacie sobie pierwszych
miesięcy po porodzie, dajcie znać w komentarzach :)
PS. Teraz zabieram się za przygotowanie wyprawki dla Małej ;)
PS. Zbiórka na leczenia oczka Szymka ciągle trwa! Liczy się każda złotówka!
Pozdrawiam serdecznie!