czwartek, 17 stycznia 2013

Zróbmy sobie syna!


Mąż wreszcie (ku mojej ogromnej radości bo ciągle tylko coś koło domu robi) sam ostatnio stwierdził, że trzeba naszą chałupę w końcu doprowadzić do porządku, w sensie pokończyć co jest rozgrzebane czy zabrać się za to co jeszcze zrobić trzeba. W związku z tym na najbliższe miesiące zaplanowaliśmy kilka projektów do wykonania: zrobienie biblioteczki, szafy w wiatrołapie, spiżarni pod schodami i w końcu zabranie się za piętro. Wyzwanie dla nas będą szafy, bo mamy zamiar zrobić je sami ;)

A w pracy jeszcze więcej zamętu. Nie wykluczone, że Firma będzie chciała się ze mną pożegnać, bo nie zgodzę się na warunki mi zaproponowane, choć Dyrektor zapewnia mnie, że to nie warunkuje moje być albo nie być w Firmie. Zobaczymy...

Jednak to wszystko jest dla mnie teraz mało ważne w porównaniu z tym co obecnie dzieje się w mojej głowie. Myślę tylko o tym, że to już czas, że chcę (chcemy) drugie, że chcę (chcemy) SYNA!! ;)

Źródło: Pinterest

Ale jak tu sobie tego SYNA zrobić??? Stres się pojawia, bo jak przy pierwszym było nam wszystko jedno to teraz plany co do płci drugiego dziecka mamy bardziej konkretne. Wiadomo, najważniejsze aby było zdrowe, mimo to byłoby cudownie gdyby jednak plan się udał ;)

Postanowiłam nie wszystko pozostawić przypadkowi ;) Próbuję kombinować z dietą. Podobno na syna trzeba jeść banany, pełnoziarniste pieczywo, musli, chudą wędlinę, ziemniaki, daktyle, pestki słonecznika, pić sok pomidorowy czyli dieta bogata w potas, wapń, sód, witaminy C i E oraz B12. Natomiast unikać czekolady (o zgrozo), produktów mlecznych, orzechów.

Źródło: Internet

Tak na prawdę za bardzo w to wierzę, a nawet jeśli to ma jakiś wpływ na płeć dziecka, to pewnie trzeba byłoby zacząć stosować taką dietę znacznie wcześniej. Mimo wszystko trzeba przynajmniej spróbować ;)
 
Doczytałam się również, że kobiety pijące przynajmniej 2 kawy dziennie częściej rodziły chłopców. Ja planując Klaudię kawy nie pijałam wcale, teraz wypijam 2 kubki dziennie :D

Źródło: Internet


 O wiele większe szanse widzę w innej metodzie, która bardziej do mnie przemawia, a mianowicie w metodzie Shettlesa inaczej owulacyjnej. W skrócie: plemniki "męskie" w porównaniu to "żeńskich" są szybsze, ale za to mniej odporne i żyją krócej. Wniosek: starać się w momencie owulacji, wówczas "męski" plemnik pierwszy dotrze do celu i voila - synek gotowy ;)



I na koniec pocieszająca nas ciekawostka: według metody chińskiej w tym miesiącu mamy szansę na chłopca ;) JUPI!! :D

Najbliższy weekend....



....zapowiada się bardzo pracowity ;P


Miłego wieczoru :)

post signature

poniedziałek, 14 stycznia 2013

I love DOVE

Witajcie Kochani :) 

Nie wiem jak Wy, ale ja cieszę się, że poniedziałek dobiega ku końcowi, bo dla mnie to oznacza wdrożenie się w tygodniowy cykl pracy. Jutro znacznie łatwiej będzie wstać i pracować :) Ja już wykąpana, w szlafroczku i kubkiem zielonej herbaty odpoczywam sobie przy kominku, który tak cudownie mnie grzeje... :D 
Ale do sedna. 
Myjąc dzisiaj włosy postanowiłam, że w końcu napiszę Wam o moich aktualnych kosmetykach do ich pielęgnacji, którymi jestem zachwycona.

Jeśli chodzi o kosmetyki do mycia włosów to ja za często nie eksperymentuje i ich nie zmieniam. Nie wiem dlaczego, ale kiedyś zaskutkowało to u mnie wystąpieniem łupieżu, co mnie skutecznie zniechęciło. Poza tym mam tak, że jeśli z czegoś jestem zadowolona, to nie widzę potrzeby aby to często zmieniać. I tak przez X lat królowały u mnie kosmetyki Pantene Pro-V. Byłam z nich naprawdę zadowolona. Kilka miesięcy temu w końcu postanowiłam wypróbować coś nowego. Chciałam jeszcze bardziej odżywić i wygładzić swoje włosy. Postanowiłam dać szansę kosmetykom z DOVE, które okazały się dla mnie strzałem w 10.

W sumie przetestowałam 3 wersje. Najpierw była seria Intense Rapeir, później Nourishing Oil Care, a obecnie używam Silk&Sleek - z niej jestem najbardziej zadowolona.



Producent zapewnia, że szampon i odżywka zawiera Micro Moisture Serum, które odżywia włosy oraz wygładza ich powierzchnię, sprawiając że stają się gładkie jak jedwab. Włosy są także mniej podatne na skręcanie pod wpływem wilgoci.





I ja to potwierdzam. Osobiście uważam, że najlepiej stosować nie tylko szampon, ale przede wszystkim odżywkę - jak dla mnie tylko taki duet daje najlepszy efekt.

Tak na marginesie polecam inwestować w same odżywki ponieważ różnica między kondycją włosów po odżywce a samym szamponem lub szamponem 2w1 jest ogromna. 

Obecnie nie wyobrażam sobie już moich włosów bez tej odżywki. Po umyciu ich szamponem nakładam ją dość sporo, tak aby dokładnie pokryła moje włosy, nie tylko z wierzchu, ale również od środka, od spodu (uważając, aby nie nakładać na skórę głowy) i pozostawiam na 2 minuty. Już podczas spłukiwania można poczuć wyraźną różnicę. Włosy stają się niesamowicie mięciutkie i gładkie.





Potwierdzają to także inni członkowie mojej rodziny :)

Mój mąż używa moich szamponów. Gdy ja je zmieniam to on również ;) Po przejściu na szampon DOVE sam stwierdził, że jego włosy są przyjemniejsze w dotyku.

Również moja mama, wierna Pantene Pro-V, poczuła różnicę używając szamponu i odżywki DOVE podczas ostatniego pobytu u nas. Tuż po tym jak je użyła, z myślą o tym poście chciałam ją podpytać co sądzi o tych kosmetykach, jednak postanowiłam, że poczekam i zobaczę czy sama coś powie - długo nie musiałam czekać :) Po kilkunastu minutach sama zaczęła je chwalić twierdząc, że włosy ma zdecydowanie gładsze i miękkie :)

Jestem ciekawa czy Wy również zaliczacie się do fanów kosmetyków do pielęgnacji włosów DOVE? 
Ja zdecydowanie TAK!

Spokojnej nocy i do następnego :)
post signature

sobota, 5 stycznia 2013

Nie ma nic lepszego niż coś nowego

Wracając po urlopie do pracy gdzieś zapodział mi się mój przedświąteczny entuzjazm i optymizm. Już w Święta było go znacznie mniej, z powodu braku mojej rodziny, a po 1 dniu pracy zniknął zupełnie. Czekałam na 2 stycznia z wielkimi nadziejami na moją dalszą przyszłość zawodową. Myślałam, że w tej sferze wreszcie trafiły mi się dobre wiatry. Cieszyłam się na myśl o tym, że jest szansa zdobyć nowe doświadczenie. Byłam coraz bardziej przekonana, że ostatnie zawirowania w pracy były po to, aby trafiła mi się taka okazja. Jednak nie wyszło. Trochę mnie to przygnębiło. Jednak mówię sobie po prostu "Trudno. Tak najwyraźniej miało być. Nic się nie dzieje bez przyczyny". 
Przyznam się Wam, że kiedyś takie porażki przeżywałam o WIELE gorzej. Ciągle w głowie kołatały mi się pytania: "Dlaczego?? Dlaczego ja?? Dlaczego mnie to spotkało?" i ciągle gdybałam, bezustannie. Od jakiegoś czasu zmieniłam swoje podejście i wierzcie mi, że w takich sytuacjach jest mi teraz znacznie lepiej i łatwiej. Wierzę w to, że nic nie dzieję się bez powodu i to, że teraz  nie udało mi się osiągnąć tego co chciałam, spowodowane jest tym, że czeka mnie coś jeszcze lepszego :)

Nie zmienia to jednak faktu, że niesmak pozostaje i dlatego musiałam wczoraj wyskoczyć do Galerii, bo nic tak nie poprawia humoru jak sprawienie sobie czegoś nowego :)

W H&M wychodząc już z pustymi rękami trafiłam na bluzkę, która od razu mnie urzekła swym ażurowym dekoltem i rękawami 3/4 :)

 


Weszłam też do EMPIKu po nową książkę (dotrzymałam słowa i do końca 2012 nie kupiłam ani jednej :D). Jednak nie było tego czego szukałam, ale wyszłam z takimi oto kawałkami filcu.


Na szybko powstał mi w głowie projekt pokrowca na telefon, którego obecnie nie mam, a bardzo by mi się przydał :)


Udanego wieczoru!

post signature


czwartek, 3 stycznia 2013

Witajcie w Nowym Roku!

Oj, dałam ciała na zakończenie 2012 r. Żadnego posta... żadnych życzęń świątecznych....

Ostatnio nie miałam tyle czasu, aby spokojnie usiąść przed komputerem. Do tego Święta nie były takie jakie sobie zaplanowałam i kiepski net, a momentami nawet jego brak, zaowocowało brakiem chęci na cokolwiek. Zaszyłam się w domu i postanowiłam chociaż zabrać się za porządkowanie papierów, a konkretniej faktur za budowę i przygotowanie wniosku o zwrot VAT za materiały budowlane.
BTW: Jeśli ktoś z Wam chciałby dostać zwrot VAT za niektóre poniesione wydatki związane z budową/remontem to musi złożyć pierwszy wniosek do końca tego roku. Po 2013 roku już nie będzie takiej możliwości...

Święta generalnie przebiegły nam spokojnie. Troszkę byłam przeziębiona, ale na szczęście szybko mi przeszło. Jednak najgorsze co mogło się mi przydarzyć i niestety się wydarzyło, to niemożność zobaczenia mojej rodziny i spędzenia razem tych wyjątkowych dni. Pisałam wcześniej, że mieli do nas przyjechać moi rodzice, brat i bratowa, ale nie przyjechali... Na Wigilii była tylko rodzina męża. Moja mama poważniej zachorowała, przez co musiała zostać w domu, a co za tym idzie reszta rodziny również. No i plan Super Święt wziął w łeb...

Tak więc, ostatnio mało mnie tu było, ale postanawiam poprawę i w Nowym Roku częściej coś do Was skrobnąć - niech to będzie jedno z moich postanowień noworocznych ;)

A propos postanowień noworocznych. Ja, jak co roku zamierzam sobie takowe spisać. Nie będzie ich dużo, ale gdyby udało mi się je zrealizować to byłobym CUDOWIE !! ;) Choć już wiem, że może być ciężko, aby je zrealizować w tym roku. Mimo to nie zamierzam rezygnować i muszę przynajmniej spróbować :)

Na koniec chcę Wam życzyć Szczęsliwego Nowego 2013 Roku. Niech te najbliższe 12 miesięcy będą przepełnione samymi sukcesami zarówno na polu zawodowym, jak i prywatnym :) 


Miłego dnia!

post signature

piątek, 14 grudnia 2012

♥ BOLERO ♥

Od ponad 10 lat....
jedyny....
niepowtarzalny.....
ukochany.

Gdy mnie otula czuję się wyjątkowo....
kobieco....
seksownie.

Tylko z  nim....
z BOLERO od Gabrieli Sabatini :)



Znacie?? Pamiętacie??

Szukałam, wąchałam, nosiłam różne zapachy. Wychwalane CHLOE czy DAISY, nie urzekły mnie tak jak mój staruszek ;) Przerażające jest to, że już nie jest produkowany i dostanie go gdziekolwiek graniczy z cudem. Ostatnio pojawił się w sieci. Perfumy sprzedawane są bez kartonika, nie mam 100% pewności czy są oryginalne, ale pachną tak jak powinny, długo się utrzymują, więc nie wybrzydzam i biorę co jest ;) Najchętniej wykupiłabym wszystkie buteleczki, aby mieć go jak najdłużej. Tak bardzo chciałabym móc ubierać się w ten zapach codziennie, ale mam zakaz, od męża, który chce mieć go tylko dla siebie ;)

Też macie takie swoje ponadczasowe zapachy?


Pozdrawiam gorąco w ten niesamowicie mroźny dzień :)

post signature

wtorek, 11 grudnia 2012

Aż chce się żyć :)

Ostatnie dni mogę zaliczyć do naprawdę udanych. Wszystko jakoś idzie po mojej myśli, dobry humor mnie nie opuszcza, aż chce się żyć :) Jestem pewna, że to za sprawką zbliżających się Świąt, które TUŻ TUŻ :D Kupowanie prezentów,  myśl o domu wypełnionym zapachami świątecznych potraw, choinki, pełnym bliskich mi osób - to wpływa na mnie bardzo pozytywnie :)
Na moje zadowolenie wpływa na pewno jeszcze jedna rzecz ;) W weekend spełniło się jedno z moich marzeń! W końcu mam, swoją własną maszynę do szycia :D Nie spodziewałam się, że Mikołaj w tym roku będzie tak chojny i szybki ;) 

Przepraszam za kiepską jakość zdjęć, ale robiłam je wczoraj o północy przez co nie miałam dobrego światła ;)
Od zawsze chciałam nauczyć się sama szyć. Jako dziecko miałam fajną maszynę, oczywście nie elektryczną, trzeba było ręcznie kręcić kółkiem, ale była na prawdziwą igłę, nićmi i co najważniejsze szyła (Dlaczego zgodziłam się oddać wszystkie swoje "zabawki" z dzieciństwa???). Póżniej mój zapał osłab, aż do momentu jak wyszłam za mąż i urodziłam Klaudię. Zakładając rodzinę coraz bardziej chciałam się doskonalić w byciu Gospodynią Domową, m. in. chciałam nauczyć się chociażby skrócić spodnie, uszyć dziecku coś prostego czy różne dodatki do domu. Wtedy to na nowo zamarzyłam i tak przez ostatnie 1,5 roku marzyłam i śniłam o niej niemal codziennie. Sama sobie pewnie bym jej nie kupiła, bo wiadomo, zawsze są jakieś ważniejsze i pilniejsze wydatki, dlatego po ciuchu liczyłam na NIEGO, który mnie nie zawiódł :)

Tak się składa, że akurat mam w domu dobrego nauczyciela czyli moją mamę i przez najbliższy tydzień mam zamiar wykorzystać to że jest :) Teraz uczę się podstaw. Aż wstyd co teraz napiszę, ale obecny mój cel to nauczyć się aby ścieg szedł prosto i tam gdzie JA tego chcę ;P Jakiś czas temu postanowiłam, że "sama" zrobię zasłony na okna, więc przy okazji zaczęłyśmy szyć roletę rzymską. Wczoraj wieczorem próbna roleta zawisła na oknie i co najważniejsze działa, dlatego spokojnie możemy zabrać się za kolejne ;)

Życzę Wam udanego tygodnia! :)

post signature

wtorek, 4 grudnia 2012

Porządki - jak zaplanować aby nie zwariować ;)

Myślicie już o przedświątecznych porządkach i przygotowaniach?? Ja zdecydowanie tak i bynajmniej nie jest na to za wcześnie. Z doświadczenia wiem,  że rozplanowanie wszystkiego w miarę wcześnie naprawdę pomaga ogarnąć to co mamy do zrobienia. Ja odkąd pamiętam, gdy zbliżało się coś ważnego: wyjazd, święta, imprezy rodzinne zawsze rozpisywałam sobie na kartce to co mam ze sobą zabrać, co zrobić, co kupić, co załatwić. Takie rozpiski robię kilka tygodni przed wydarzeniem, co pozwala mi na spokojnie wszystko zaplanować, przeanalizować i określić ile czasu na co mogę poświęcić.

Źródło: Pinterest

Jeśli chodzi o Święta to na pierwszy rzut zawsze idą porządki. Każde święta są dla mnie okazją, aby wszystko uporządkować, dlatego tą część przygotowań planuję najwcześniej. Sprzątanie to dla mnie najgorszy moment przygotowań. Kiedyś ich planowanie nie szło mi najlepiej, jednak w miarę upływu czasu i zdobywania doświadzczenia nauczyłam się jak rozłożyć prace, aby w Wigilię nie latać jeszcze nerwowo z mopem :)

A oto mój plan. 

* * * *   3-4 tygodnie przed Świętami * * * *

Zaczynam od segregacji i wyrzucania niepotrzebnych rzeczy, które zagracają mi przestrzeń. Przeglądam wszystkie kartki, karteczki, zapiski, paragony ze sklepów, gazety, które rozpanoszyły mi się po domu i pozbywam się tych niepotrzebnych. Taką segregację staram się robić na bierząco, bo u mnie zbiera się ich na wyraz dużo i szybko ;) Takie porządkowanie zdecydowanie polecam robić, np. raz w miesiącu. Gdybym ja zostawiła to na porządkowanie tylko z okazji Świąt czyli ok 2 razy w roku to pewnie zagrzebałabym się w nich na AMEN :) Gdy robię to regularnie, porządkowanie ich przebiega ZNACZNIE szybciej i nie pochłania tyle czasu gdybym robiła to tylko z jakiejś okazji. Tak samo robię z innymi rzeczami: ubraniami, bibelotami, zabawkami Klaudii, kosmetykami. Na koniec wszystkie rzeczy trzeba ułożyć na swoje miejsce. Ten etap to dla mnie podstawa. Dzięki niemu na pierwszy rzut oka w domu robi się znacznie porządniej i czyściej, a późniejsze sprzątanie poleci RAZ, DWA. Wystarczy tylko się pilnować, aby ponownie nie zagracić domu ;)  

Poza tym robię wielkie pranie i pozbywam się wszystkiego co zebrało mi się w koszu na brudną bieliznę. Odświeżam obrus i inne potrzebne mi podczas Świąt rzeczy.


Źródło: Pinterest


* * * * 2 tygodnie przed Świętami * * * *

Zabieram się za łazienkę i okna. Może się wydawać, że sprzątanie łazienki tak wcześnie nie ma sensu, jednak ja wiem, że później wyjdzie mi to na dobre ;) Łazienkę mam na razie jedną i małą, więc nie mam za dużo do sprzątania, jednak samo czyszczenie kabiny prysznicowej może być czasochłonne. Dlatego na niej mam zamiar skupić się najbardziej. Najważniejsze dla mnie to pozbyć się zacieków po wodzie na kabinie, czego ja osobiście bardzo nie lubię i według mnie powodują, że ogólnie czysta łazienka nie wygląda.... czysto ;) Jeśli po każdej kąpieli przetrę kabinę ściereczką (nie do sucha, wystarczy tylko ściągnąć wodę, która powoduje zacieki na drzwiach i baterii) to do Świąt nie będę musiała ponownie poświęcać czas na jej czyszczenie, aby pozbywać się tych okropnych kropek. A nawet jeśli i tak coś zostanie, to nie będzie to już tak bardzo raziło moje oczy ;) Przy okazji planuję mycie wszystkich płytek. Jeśli kosmetyki zostaną uporządkowane tydzień wcześniej, to pozostanie mi jedynie dokładne przetarcie blatu, umywalki, lustra, parapetu i WC, co pozostawię na rano w Wigilię. W moim przypadku to 10 min, ale jeśli mamy większą powierzchnię, to lepiej byłoby zrobić to wieczorem dzień wcześniej.

Do tego jeszcze okna. Ja nastawiam się tylko na mycie wewnątrz. Mam duże okna i do tego w większości nieotwierane, więc skakanie na mrozie po drabinie po prostu  mi się nie uśmiecha :) Poza tym i tak szybko robi się ciemno, więc nie ma co się katować ;) Ja firanek nie posiadam, ale jeśli macie to teraz jest odpowiedni moment, aby je odświeżyć czy przeprać. 


Źródło: Pinterest



* * * * 1 tydzień przed Świętami * * * *

Czyszczenie podłogi i mebli. O tak, ja za podłogę muszę się zabrać znacznie wcześniej. Niestety uroki jasnych płytek, a konkretniej fug. Jaśminowe w miejscach najbardziej uczęszczanych zrobiły się szare. Normalne mycie mopem już nie pomaga, dlatego trzeba paść na kolana ze szmatką w ręce i szorować cm po cm. Przede mną wiatrołap, korytarz i kuchnia, więc trochę czasu muszę na to poświęcić. Wiem, że białe/jasne fugi mogą być problematyczne w czyszczeniu., dlatego pewnie coś więcej o tym napiszę w oddzielnej notce :) 

Mebli to ja obecnie nie mam prawie wcale ;) Dlatego pozostaje mi gównie mycie szafek w kuchni, drzwi wewnętrzne oraz zewnętrzne. Gdybym miała dywany to na tym etapie zajęłabym się również nimi.

Źródło: Pinterest


* * * * Dzień przed Wigilią * * * *

Pozostanie mi tylko ostatni raz zetrzeć kurze, odkurzyć i myć całą podłogę.

I takim sposobem do Świąt chałupa zostanie ogarnięta :) Jeśli nasze porządki rozplanujemy z głową to z pewnością będziemy mieli więcej czasu na pichcenie w kuchni, szukanie prezentów i przygotowanie się na ten wyjątkowy wieczór, a co najważniejsze bez pośpiechu i nerwów :)


Czy Wy również tak spisujecie i planujecie?


Pozdrawiam serdecznie!


PS. Wybaczcie, troszkę się rozpisałam, ale chciałam dokładnie wszystko opisać ;)

post signature


sobota, 1 grudnia 2012

Pokrzywa

Pokrzywa zawsze kojarzyła mi się z dzieciństwem i raczej nie były to miłe wspomnienia ;) Jako dziecko miałam gdzie biegać po przeróżnych krzakach, wysokich trawach, więc nie raz spotkanie z pokrzywą kończyło się bolesnym pieczeniem rąk czy nóg ;) Później jako dorosła osoba, od momentu gdy zaczęłam zwracać uwagę na to co jem i próbować świadomie wpływać na stan swojego zdrowia, poznałam pokrzywę z zupełnie innej strony. Wiedziałam już, że ta roślinka to samo zdrowie.

W telegraficznym skrócie:  
  • posiada działanie antybiotyczne
  • jest bogata w witaminy (C, K i te z grupy B), sole mineralne, przeciwutlenicza i ważne pierwiastki (potas, żelazo, magnez, mangan, wapń, fosfor)
  • ma właściwości oczyszczające i odmładzające organizm
  • poprawia stan cery, paznokci, włosów
  • obniża poziom cukru we krwi 
  • wzmacnia układ odpornościowy
  • zalecana jest w szczególności kobietom w ciąży (moja szwagierka piła pokrzywę w ciąży i nie miała żadnych problemów z poziomem żelaza we krwi czy anemią)
Wiedząc o tym, na 3-4 lata po prostu o niej zapomniałam. Dopiero jakieś 2,5 miesiąca temu szukając w sklepie nowych ziółek, które mogłabym sobie popijać przy białej diecie podczas wybielania zębów (o Białej Perle napiszę niebawem), wybór padł na Pokrzywę. Nie zastanawiałam się nad firmą, jakością, po prostu wsadziłam do koszyka pierwszą lepszą, o taką....


Od początku pijam ją 2 razy dziennie. Jakie było moje zaskoczenie, gdy po ok. miesiącu, zupełnie na to nie licząc, zauważyłam, że ubywa mi coraz mniej włosów :) Zwłaszcza podczas mycia leciało ich aż tyle, że gdy czyściłam odpływ, łapałam się za głowę sprawdzając czy coś mi tam jeszcze w ogóle zostało. Również przy czesaniu na grzebieniu i wokół mnie zostaje ich znacznie mniej. Oczywiście nadal mi wypadają, ale to już nie to samo co jeszcze 3 miesiące temu, a efekt jest zauważalny gołym okiem ;)

Jeśli chodzi o cerę i paznokcie, to nie zauwarzyłam jakiś znaczących zmian. Od zajścia w ciążę z twarzą nie mam większych problemów. Czasami coś się pojawi przy "tych" dniach, choć od kiedy piję pokrzywę nawet wtedy nic nie wyskoczyło ;) Sama nie wiem czy to dzięki niej czy to po prostu zbieg okoliczności. Paznokcie natomiast jakie były takie są: czasami któryś się złamie, czasami któryś zacznie haczyć. Być może potrzebuję więcej czasu na bardziej widoczne efekty, dlatego pozostawiam to jeszcze do obserwacji ;)

Żałuję, że nie zdążyłam nazbierać świeżych liści do ususzenia, ale w przyszłym roku na pewno będę pić pokrzywkę z własnego ogródka ;) W sumie nie tylko ja, bo pijemy ją całą rodziną ;)




Jeśli macie problemy z wypadaniem włosy to polecam wypróbować. Może i na Wasze włosy wpłynie tak dobrze jak na moje ;)

Pozdrawiam!

post signature

sobota, 24 listopada 2012

Mistyczne usta

Słyszałyście o 40% rabatu na kosmetyki kolorowe w Rossmannie? Tak się złożyło, że sporo produktów akurat mi się kończy, więc nie mogłam przegapić takiej okazji ;)

Jestem przeszczęśliwa, że udało mi się kupić m.in. moją ulubioną szminkę i do tego o 12 zł taniej! ;) Używam jej od X lat i jak dotąd nie spotkałam koloru, który odpowiadałby mi tak bardzo. Lubię brudne róże, podkreślające kolor moich ust i taka właśnie jest szminka z Maybelline z serii COLOR SENSATIONAL 250 Mystic Mauve. 



Dość długo się utrzymuje (nawet po obiedzie nadal jest widoczna, ale to pewnie zależy co i jak będziemy jeść ;)), nie wysusza ust, choć mogłaby ciut lepiej nawilżać. Czasami, gdy mam bardzo suche usta muszę się wspomagać pomadką ochronną: najpierw natłuszczam usta pomadką Greenland, a następnie nakładam szminkę - wtedy jest idealnie :) Mimo tego drobnego mankamentu i tak będzie ze mną na ZAWSZE ;)




Kolor jest świetny na co dzień i wyjście, na lato jak i na zimę :)


Udanego wieczoru!

post signature

wtorek, 20 listopada 2012

Czujecie??

Ja już CZUJĘ :D Troszkę jeszcze mało intensywnie, jeszcze za mało reklam w TV, jeszcze nie takie widoki za oknem, nie taka temperatura, nie taki repertuar piosenek w radiu, ale CZUJĘ już.... nadchodzące Święta BN :)))

W głowie mam już dużo planów na ten czas. Pamiętacie jak pisałam, że we własnym domu nie czuję się jak u siebie? Doszłam do wniosku, że muszę coś zrobić, aby to zmienić. Jeszcze parę tygodni temu dobitnie i stanowczo odpowiadałam NIE na pytanie męża "Czy robimy święta u nas?". No bo jak on sobie to wyobraża - brak odpowiedniej zastawy, brak mebli do ugoszczenia gości, jeszcze nie wszystko skończone... Jednak teraz wiem, że tego mi właśnie potrzeba. Krzesła, dodatkowy stół uda się zorganizować, a za to w naszym domu zrobi się wyjątkowo - radośnie, wesoło, rodzinnie, świątecznie :))) Nie mam wątpliwości, że tak właśnie będzie, bo przecież przy 18-stu osobach i psie nie może być inaczej ;)


* * * * * * * * * *

Liczyłam na to, że kolejne 2 wieczory będę mogła w końcu poświęcić na bloga, nadrobić zaległości w odpowiedzi na TAGi, miałam poszukać ozdoby świąteczne i choinki, ale niestety się przeliczyłam... Mąż wyjechał w delegację, zabrając gwizdek w dostępem do sieci.... Co gorsza druga karta, którą sobie sama załatwiłam na takie właśnie dni, od 2 tygodni leży w domu i czeka aż w końcu mąż ją skonfiguruje. Ależ byłam wczoraj zła, jak osa, gdy wieczorem powiedział mi, że netu mi nie ustawi, bo nie ma odpowiedniego oprogramowania. No nic, przeżyję. Najważniejsze, że przywiózł mi od teściów moje ulubione książki :) Cieszyłam się na nie jakbym ich wcześniej nie miała ;) Od dawna chciałam jeszcze raz je przeczytać, zwłaszcza teraz gdy postanowiłam, że do końca roku nie kupie ani jednej książki ;) Jeszcze nie uległam, choć księgarnie muszę omijać bardzo szerokim łukiem, bo gdybym tam weszła to bym poległa ;) Także wieczór zapowiada się pod znakiem książki. Dziś jadąc do pracy zaczęłam ponownie czytać "Gdybyś mnie teraz zobaczył"




Czytałyście? Uwielbiam tą książkę! Niesamowita powieść, wyciskacz łez, takie lubię :) Na szczęście czytałam ją dość dawno i szczegółów nie pamiętam, więc tym bardziej nie mogę się doczekać jak już Klaudia zaśnie, a ja owinę się kocem i siądę sobie z nią przy kominku :)


Pozdrawiam ciepło! :)

post signature

środa, 7 listopada 2012

Nie tak różowo...

Zawsze myślałam, że jak będę mieć już swój dom, to bez względu na to gdzie pojadę, czy na wakacje czy do rodziny i bez względu na to jak dobrze będę się tam bawić, to wracać będę do niego szybko i z utęsknieniem. Jednak ostatnio przekonałam się, że nie do końca tak właśnie jest. Ostatni powrót z mojego rodzinnego domu, w którym się wychowałam i spędziłam jakieś 15 lat, z miejscowości gdzie zostawiłam wszystkich moich bliskich był dla mnie strasznie ciężki. Nie cieszyłam się na to, że wracam do SWOJEGO domu, a jak już w nim byłam, łezka zakręciła mi się w oku...

Od zawsze chciałam stworzyć i mieć na ziemi miejsce, w którym będę się czuć tak dobrze jak nigdzie indziej, gdzie będę chciała spędzić każdą chwilę, które bedzie moim azylem i oazą spokoju (= bez teściowej ;P). Marzyłam i śniłam o nim nocmi. Wraz z posuwającymi się pracami na budowie, coraz bardziej realne były moje wyobrażenia. Oczami wyobraźni widziałam się już na SWOJEJ kanapie przy SWOIM kominku, pichcącą w SWOJEJ kuchni i czułam, że to będzie wspaniałe i nic na świecie nie będzie w stanie mi tego zastąpić.

Nie wiem co jest nie tak, ale w moim domu nie czuję się jak u siebie. Mam wrażenie jakby dom był po prostu domem, stertą cegieł i niczym innym. Brakuje mu czegoś co spawiłoby, że miałby w sobie to coś, duszę. Może dlatego, że całość nie jest wykończona? Może dlatego, że brakuje mebli? Może dlatego, że nie mam u siebie jeszcze wszytskich swoich rzeczy? Może dlatego, że przez pracę spędzam w nim tak mało czasu?
 
W domu rodzinnym jest tak wesoło, pełno ludzi, ciągle ktoś przyjeżdza czy przychodzi,  tam zawsze się naśmieję za wszystkie czasy i tylko tam mam z kim organizować sobie wieczory filmowe i oglądać horrory ;) Mam tyle wspomnień z nim związanych. Tam po prostu czuję, że żyję. Tęsknie nie tylko do tej atmosfery, ale też do bliskich. Mam wrażenie, że mąż mnie nie rozumie, bo nigdy nie mieszkał tak daleko od rodziny. U mnie to trwa już jakieś 7 lat i może nie powinnam już tak tęsknić... Ale czy w ogóle możliwe jest nie tęsknić??
 
Bliskich chyba już nie będę mieć tak blisko jak dawniej, ale mam ogromną nadzieję, że chociaż taki wspamniały dom jak moich rodziców uda mi się kiedyś stworzyć u siebie i wreszcie będę mogła powiedzieć "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej".
 
 
Pozdrawiam Was ciepło w ten zimny i deszczowy dzień.
 
 
post signature

środa, 31 października 2012

W stronę zachodzącego słońca ☀

Pakujemy się i wyjeżdżamy do moich rodziców :D

Strasznie się cieszę, choć nie było łatwo męża namówić na ten wyjazd, bo oczywiście roboty nie chciał zostawić i ogólnie mu się nie chciało. Pewnie normalnie dałabym za wygraną, ale w myśl tego co sobie postanowiłam i pisałam wcześniej, że życie jest zbyt krótkie i trzeba w końcu z domu tyłek ruszyć, tym razem nie odpuściłam :) Ciężko było, ale się nie udało. Uwodzenie + dobre jedzenie = przekonany facet ;)))

Wreszcie sobie troszkę odpoczniemy, bo będzie Niania (i to nie jedna), bo obiad będzie podany, bo sobie poleniuchujemy. Odstresujemy się, bo na pewno wieczorną porą gdzieś się bez Klaudii wybierzemy i znajomych odwiedzimy ;)

Teraz kończę pakowanie, które zawsze sporo czasu mi zabiera. Najgorsze to zdecydować się co ze sobą zabrać, aby później nie pluć sobie w brodę, że czegoś nie wzięłam, a do tego jeszcze nie zająć całego bagażnika ku radości męża. Ciężkie zadanie ;)



Starałam się, ale i tak trochę ich wyszło (na zdjęciu brakuje jeszcze jednej niewielkiej torby, torby z laptopem, paczkę pieluch i wielkiego kartona z prezentem dla Klaudii) ;) Przynajmniej udało mi się zapakować 3 osoby do jednej walizki, bo zazwyczaj jest TYLKO MOJA ;)


Pozdrawiam serdecznie i życzę szerokiej drogi wszystkim wyjeżdżającym!


post signature





wtorek, 30 października 2012

Złote mysli czyli moje motywatory - Moje motto życiowe

Moje motto życiowe, myśl przewodnia, którą kieruję się w życiu.


"Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro.
Ucz się tak, jakbyś miał żyć wiecznie."
Gandhi Mahatma



A jakie jest Twoje?? :)


Miłego dnia!
post signature



sobota, 13 października 2012

Czekolada ♥

Działa ochronnie i dezynfekująco, hamuje proces utleniania tzw. złego cholesterolu, sprawcy miażdżycy    naczyń krwionośnych.

* * * * * * * *
Bogate źródłem żelaza i magnezu. 

* * * * * * * * 
Zawiera dużo antyoksydantów (przeciwutleniaczy), które tłumią szkodliwe wolne rodniki i mogą powstrzymać zdrowe komórki przed uszkodzeniem.

* * * * * * * * 
Uwalnia w mózgu endorfiny, zwane "hormonami szczęścia" przez co łagodzi niepokój, powoduje uczucie zadowolenia i rozjaśnia umysł.





No to teraz spokojnie i z czystym sumieniem mogę zasiąść na kanapie, włączyć mój ulubiony program rozrywkowy Mam Talent i zabrać się za przysmak dzisiejszego wieczoru czyli moje ostatnie odkrycie - niemiecką czekoladę Plantagen Schokolade. 




W sklepie zaimponowała mi składem i zawartością kakao. Dzisiaj pałaszuję wersję pełnomleczną. Nie jest tak bardzo słodka jak inne mleczne czekolady, ale też nie gorzka - IDEALNA :D




Mój wieczór :)




Pozdrawiam serdecznie i udanego wieczoru również dla Was :)

 

niedziela, 7 października 2012

Sobotnie debiuty: Placek po węgiersku

Wprowadzam u siebie w domu pewien cykl związany z gotowaniem, który nazwałam sobie "Sobotnie Debiuty" ;) Kiedyś (przed moją ciążą) coś podobnego u nas funkcjonowało - ja i mąż w każdą sobotę pichciliśmy próbując nowe przepisy. Piękne czasy :) Ciekawe czy jeszcze wrócą.... Tym razem muszę liczyć na siebie, ale jakoś to przeżyję, najważniejsze że mąż szczęśliwy, bo on lubi jak wprowadzam do naszego menu nowości ;)

Byłoby fajnie jakby w każdą sobotę mogła wypróbować nowy przepis, ale znając życie pewne nie zawsze będzie to możliwe. Jednak co najmniej jedna sobota w miesiącu na pewno będzie na to poświęcona.

Myślę, żeby ten cykl przeniosę również na bloga, zobaczymy jak to wyjdzie ;) 

Wczoraj taką nowością były u nas placki po węgiersku. To pyszne, niesamowicie sycące danie, które zdobyło moje kubki smakowe od pierwszego kęsa. 

A oto przepis na dwie porcje.

Gulasz:
0,5 kg mięsa wołowego (ja użyłam karkówki)
3 łyżki mąki
0,5 bulionu wołowego
1 duża cebula
2 papryki czerwone
2 łyżki koncentratu pomidorowego
1/2 łyżeczki papryki słodkiej w proszku
1/2 łyżeczki papryki ostrej w proszku lub jedna papryczka chilli

Placki:
600 g obranych ziemniaków
1 mała cebula
1 łyżka mąki
1 jajko
sól, pieprz

Dodatki:
gęsta śmietana
koperek
surówka z kapusty


Przygotowanie gulaszu:

Mięso kroimy na małe kawałki, obtaczamy w mące i obsmażamy na oleju. W międzyczasie przygotowujemy bulion. Usmażone mięso przekładamy do gotującego się bulionu. Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na oleju pozostałym ze smażenia mięsa. Przekładamy do bulionu. Wszystko dusimy pod przykrycie ok 2 godzin, do miękkości mięsa. W połowie gotowania dodajemy pokrojoną w paski paprykę czerwoną, koncentrat pomidorowy, paprykę w proszku. Jeśli sos po zakończeniu duszenia będzie za rzadki to zagęszczamy go mąką rozrobioną w wodzie.

Przygotowanie placków:

Ziemniaki ścieramy, dodajemy cebulę pokrojoną w kostkę, jajko, sól oraz pieprz. Smażymy na patelni z obu stron aż się zrumieni.

Na połowę gotowego placka wykładamy gulasz i składamy go jak naleśnik. Wierzch można polać gęstą śmietaną i posypać posiekanym koperkiem. Polecam podawać z surówką z kapusty.




Pycha!

sobota, 6 października 2012

Kolory mojej jesieni

Staram się przestawić na jesienne klimaty, jednak nie mogę (albo nie chcę??). W głowie nie dochodzi jeszcze do mnie, że to koniec lata i zima za pasem... Najgorsze dla mnie jest to przesilenie. Chodzę niewyspana mimo 8 godzin snu, ciągle mi zimno i jakaś taka bez życia jestem, a pogoda za oknem dodatkowo negatywnie wpływa na mój stan. Jedyne co mogę zrobić to próbować umilić sobie ten czas. Wiecie co przytrzymuje mnie przy życiu? Mam nadzieję, że nie wygłupię się jak napiszę Wam, że myślenie o Świętach BN ^_^ Myślę o dekoracjach, prezentach, spotkaniach z rodziną... Nie mogę się już doczekać tego przedświątecznego szaleństwa :D Natomiast teraz najlepsze dla mnie są oczywiście zakupy ;) Jedyny plus tego okresu to pojawiające się w sklepach nowe kolekcje ubrań i kolorowych kosmetyków ;) 

Obecnie skupiam się głównie na kosmetykach, a zwłaszcza lakierach do paznokci i szminkach - odcienie granatu i szarości, burgundy, fiolety, brudne róże to cele moich poszukiwań. Ostatnio przekonałam się, że warto również przejrzeć swoje kosmetyczki. Ja tak zrobiłam, dzięki czemu na nowo odkryłam kilka produktów, które z pewnością idealnie wpasują się w trendy tegorocznej jesieni.

Moja miłość do kolorowych paznokci trwa w najlepsze, dlatego nie mogłam o nich nie napisać :D Część wygrzebałam z kosmetyczki, a kilka z nich nabyłam w ostatnich dniach. A oto moje kolory na ten sezon (i na pewno nie skończy się tylko na tych)...

 od lewej:

Maybelline nr 287 Midnight Red, 
Maybelline nr 09 Volcanic Red (UWIELBIAM!)
Colour Alike nr 465 Miasto Grzechu (pokazywałam go TUTAJ)


od lewej:

Manhattan nr 65W (nowy, piękna ciemna śliwka)
Q by Coloru Alike nr 114 Fuks (o nim już nie raz wspominałam, UWIELBIAM!)
Astor nr 343 (jest ze mną od kilku lat, UWIELBIAM!)
Colour Alike nr 18 Earth rose (pokazywałam go TUTAJ)
KOBO, nr 9 BUENOS AIRES 
(now; śliczny pastelowy róż; nigdy nie byłam przekonana do takich kolorów, jednak ten bardzo mi się podoba i zostanie ze mną na dłużej)


od lewej:

CATRICE nr 880 No Snow Petrol 
(nowy; mile się nim zaskoczyłam, zobaczymy jak to będzie dalej, ale o tym pewnie innym razem:)
Colour Alike nr 468 Syrenka
Colour Alike nr 440 Jesienny Blues (pokazywałam go TUTAJ)
Colour Alike nr 442 Dżi aj dżejn
Colour Alike nr 469 Aleja Gwiazd (pokazywałam go TUTAJ)
Colour ALike nr 458 Stalowe nerwy


Kolejny zakup to coś w brązach i beżach :)


Jeśli chodzi o usta to wolę na sobie delikatne odcienie podkreślające kolor moich ust, czasami coś w brązach. Jednak tej jesieni postanowiłam troszkę zaszaleć i tchnąć w moje usta trochę życia ;) Porządkując kosmetyczkę znalazłam szminkę w pięknym śliwkowym kolorze. Kupiłam ją minionej zimy, jednak ani razu jej nie użyłam. Może przez to, że jest taka ciemna, nie mogłam się do niej przekonać, choć jej odcień strasznie mi się podoba. Ostatnio zrobiłam drugie podejście i ... tym razem nie dam jej przeleżeć kolejnego sezonu na dnie kosmetyczki :) Poza ty świetnie nawilża usta! Gdy ją nakładam mam wrażenie jakbym używała balsamu do ust, a nie szminkę.


szminka Maybelline Moisture Extreme kolor C410 (numeracja chyba amerykańska) Plum Wine



* * * * * * * * * * * * * * * * *


Znów się przekonuję, że świetnym poprawiaczem nastroju jest również wizyta u fryzjera, którą sobie dzisiaj zafundowałam :) Mąż też skorzystał z mojego dobrego humory i dostał pyszny obiad - placki po węgiersku, o których niebawem. Wieczór też zapowiada się miło, dlatego lecę ogarnąć kuchnię i szykować już Małą do spania, żebyśmy mogli spędzić więcej czasu tylko we dwoje ;)


Pozdrawiam serdecznie! :)
post signature

piątek, 5 października 2012

Z nadzieją na lepsze

Coraz częściej widzę, że nie tylko ja myślę już o nowym roku. Zazwyczaj nie zaopatruję się w kalendarz na przyszły rok tak wcześnie. Robię to tuż przed końcem roku lub dopiero w styczniu. Jednak tym razem chyba podświadomie chcę, aby ten rok już się skończył i nadszedł nowy, z nowymi pomysłami, celami, planami i szansami. Prawdę mówiąc liczyłam na to, że ten rok będzie dla mnie ważny i dużo zmieni, jednak męczy mnie już strasznie - za dużo stresów i nerwów. 

Z nowym rokiem wiążę naprawdę wielkie nadzieje. Związane są one głównie z tym o czym pisałam wcześniej TUTAJ o korzystaniu z życia. Cały czas nad tym pracuję. Chcę, aby 2013 rok pod tym względem był przełomowy.

Na dobry początek nowy kalendarz, w ulubionym i dodającym mi energii kolorze ;)





* * * * * * * * * * * * * *

Wczoraj udało mi się porozmawiać, tak prywatnie z koleżanką z pracy. Wcześniej osobiście się nie znałyśmy, choć pracujemy w jednej firmie od kilku lat. Po tych 30 min rozmowy spojrzałam na nią z zupełnie innej perspektywy. Okazała się młoda (młodszą ode mnie) pełną pasji i energii osobą. Zaimponowała mi tym, jak z uporem dąży do celu i realizuje swoje marzenia. Jeśli coś sobie zaplanuje to po prostu to robi, stawiając czoło wszelkim przeciwnościom. Jest tym, kim ja chciałabym być. Zmowtywowała mnie do zmian jeszcze bardziej. Uwielbiam spotykać takie inspirujące osoby i chciałabym jak najczęściej trafiać na takie w moim życiu.


Życzę wszystkim udanego dnia :) Za parę godzin WEEKEND! :D