czwartek, 31 maja 2012

Złote myśli czyli moje motywatory - "Żyj z pasją" Bożena Figarska

"Kiedy marzysz, kiedy gorąco czegoś pragniesz, kiedy wiesz, co jest dla Ciebie cenne w życiu i do czego dążysz, wtedy nie musisz się nawet zastanawiać, jak to osiągnąć. Wówczas na Twej drodze pojawią się tak zwane przypadki i otrzymasz w darze od losu to wszystko, czego pragniesz. Wszechświat jest ogromną fabryką marzeń, przerabiającą je i przetwarzającą w rzeczywistość, a nasze pragnienia są nieodłącznie wplecione w jego istnienie."

"Jeżeli czegoś pragniesz, to zainwestuj w to dzieło swoją potężną energię, bądź zdecydowany i konsekwentny. (..) Gdy widząc szansę na horyzoncie mówisz >spróbuję<, angażujesz w działanie tylko niewielki fragment siebie, gdyż >spróbuję< dopuszcza porażkę (...) Zamiast tracić czas i energię na próby, postanów: >Zrobię to!< Wówczas zaangażujesz się w osiąganie swojego celu w stu procentach. Całe świadome i podświadome działanie skierowane będzie na realizację zadania."
 
Image and video hosting by TinyPic

piątek, 25 maja 2012

Weekendu już czas!

Po 2 latach siedzenia w domu, weekend nabrał dla mnie nowego wymiaru. Jeszcze do niedawna tak na prawdę każdy dzień był dla mnie weekendem. Często traciłam rachubę i musiałam się zastanawiać jaki to dzień tygodnia. Poniedziałek, środa czy sobota - nie miało to dla mnie większego znaczenia. Każdy dzień wyglądał niemal identycznie. Odkąd wróciłam do pracy doskonale orientuję się w datach, a piątku to już na pewno nie przegapię ;) Teraz każdy weekend wyczekuję z utęsknieniem!

A u nas najbliższe 2 dni będą upływać pod hasłem PARAPETÓWKA :) Pierwsza prawdziwa impreza w naszym domu ;) Mamy jeszcze spore braki w umeblowaniu i innym wyposażeniu, ale najpotrzebniejsze rzeczy udało się jakoś zorganizować. Będzie na czym siedzieć i z czego jeść, a to chyba najważniejsze ;) Pierwszy raz będę gościć u siebie 20 (!) osób, więc z pewnością będzie to wyzwanie dla mnie jako początkującej pani domu ;) Jest sporo pracy dlatego szybko wskakuję w wygodne ciuszki i zabieram się za robienie Rafaello i sałatek :)

bluzka New Yorker

Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!

Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 20 maja 2012

Obecni ulubieńcy

Moje ostatnie kosmetyczne nabytki. Zakupione spontanicznie i "w ciemno" w efekcie okazały się strzałem w 10!

Niektórzy z Was pewnie wiedzą jak bardzo lubię lakiery Barbra Cosmetics. Moja miłość do nich trwa nadal i najwyraźniej będzie tak jeszcze dłuuuugo ;) Podczas ostatniego zamówienia w sklepie Barbra skusiłam się na lakier Colour Alike z serii Q w kolorze Fuks You #114. Kolor po prostu mnie zachwycił. Do jakiegoś czasu szukałam takiego żywego odcienia fuksji i ten okazał się idealnym!

lakier Barbra Cosmetics Colour Alike sria Q nr 114, szminka Oriflame Pure Colour kolor Vintage Rose

Ze szminki jestem równie zadowolona. Nigdy wcześniej nie miałam okazji testować jakichkolwiek kosmetyków z Oriflame. Najbardziej obawiałam się jakości, bo jakoś nie jestem przekonana do kosmetyków tej firmy czy innych działających w podobny sposób. W efekcie bardzo mile się rozczarowałam. Na ustach uwielbiam nosić brudne róże, które podkreślają naturalny kolor moich ust. Kolor Vintage Rose dla mnie pod tym względem okazał się idealny! Dodatkowo pomadka ma kremową konsystencję i lekko nawilża. Za cenę ok 8 zł nie oczekiwałam, że będzie trwała, natomiast razem z konturówką utrzymuje się na ustach ok 2 godziny - dla mnie to zadowalający wynik ;) Jak na razie szminka jest ze mną każdego dnia. Chwilowo odłożyłam swoją ulubioną pomadkę z Maybelline, której byłam wierna przez ostatnie kilka lat.


Pozdrawiam serdecznie!

Image and video hosting by TinyPic

sobota, 5 maja 2012

WRACAM! :)

Witajcie moi cierpliwi Czytelnicy :)

Pomalutku wracam do blogowania :D 

Dużo się ostatnio u mnie działo przez co moja nieobecność nieco się wydłużyła. Najważniejsze co się w tym czasie wydarzyło to to, że się PRZEPROWADZILIŚMY!!! :D Ku pamięci muszę odnotować, że od 2 maja jesteśmy na swoim :D Nie wszystko jest jeszcze zrobione, meble to używane graty i mieszkamy tylko na parterze bo piętro to wciąż budowa... Ale i tak jest cudnie! Nie ważne jakie by to było, najważniejsze że kąty są nasze własne :) Teraz się urządzamy, aby domek zrobił się bardziej przytulny. 

Natomiast wczoraj wróciłam do pracy. Ten dzień nadszedł nieubłaganie i za szybko.... Tu jednak nie tryskam radością choć jeszcze 2 tygodnie temu byłam zadowolona i podekscytowana tym, że wracam do "normalnego" życia. Okazało się, że mój powrót stoi pod WIELKIM znakiem zapytania...Osoba mnie zastępująca, chwilowo nie ma gdzie się przenieść, aby zwolnić moje miejsce, przez co ja jestem na zagrożonej pozycji. Rozumiem, że to ona przez ostatnie dwa lata pracowała, a ja nie, ale to przecież moje miejsce!!! Strasznie wkurzona jestem z tego powodu!!! I jak tu rodzić i wychowywać dzieci??? Takie sytuacje niestety do tego nie zachęcają... Szef po cichu podpowiada mi, abym wróciła na wychowawczy lub poszła na zwolnienie - tak udałoby się uniknąć zwolnienia i mogłabym przeczekać ten kiepski okres w firmie z powodu reorganizacji. Chwilowo miałam wrócić na skrócony etat jednak to podobno do końca mnie nie chroni ponieważ mogą być grupowe zwolnienia... Pokręciło się wszystko okropnie i chwilowo nie wiem co robić. Przez weekend muszę to wszystko dokładnie przemyśleć i coś postanowić.

Udanego weekendu Wam życzę i do następnego posta! :)


Pozdrawiam

Image and video hosting by TinyPic

sobota, 7 kwietnia 2012

Wesołych Świąt! :)

Kochani, 
z całego serca życzę Wam zdrowych, radosnych, pełnych miłości, a przede wszystkim spokojnych i bardzo rodzinnych
Świąt Wielkiej Nocy :)

Źródło: www.weheartit.com

poniedziałek, 12 marca 2012

Czas na krótką przerwę

Witajcie moje Drogie :)

Dzisiaj mam dla Was krótkie ogłoszenia.

Otóż, przez najbliższe tygodnie będzie mnie tu trochę rzadziej niż to było do tej pory. Osoby, które lubią tu zaglądać, uspokajam i zapewniam, że nie będzie to trwało miesiącami :) Przez najbliższy miesiąc muszę cały swój wolny czas poświęcić rodzinie i naszemu gniazdku. Pewnie większość z Was wie, że niebawem czeka mnie przeprowadzka, dlatego mam na głowie sporo spraw z tym związanych. Jeszcze dużo rzeczy jest do ogarnięcia, przygotowania, obmyślenia itd, itp. W związku z tym, może być tak, że w tym czasie nie pojawi się żaden post... Na pewno nie zapomnę o moich ulubionych blogach, dlatego w miarę możliwości będę do nich zaglądać i mam nadzieję, że również czasem się tam odezwę :)

W ciągu tych kilku tygodni będzie się u mnie sporo działo. Przeprowadzka, urządzanie domu, jego dekoracja, przygotowanie mojego pierwszego warzywniaka (na myśl którego jestem bardzo podekscytowania i nie mogę się już doczekać jak się za niego zabiorę ;) i na pewno wiele innych rzeczy, spowoduje, że wrócę do Was z mnóstwem pomysłów i spraw, którymi będę chciała się podzielić :)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do następnego posta :)

Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 4 marca 2012

Książka na bis: "Wolałbym żyć" Thierry Cohen

Czy zdarza się Wam czytać jedną książkę dwa lub więcej razy? Ja nigdy tego nie robiłam. Jakoś nie lubiłam wracać do czegoś co już znam i wiem o czym jest. Zawsze wydawało mi się, że książka czytana po raz kolejny będzie mnie strasznie nudzić. Jednak ostatnio ciągle wracam myślami do kilku książek, które czytałam dość dawno temu i wbrew sobie, mam wielką ochotę przeczytać je jeszcze raz. Jedną z nich była właśnie książka "Wolałbym żyć" Thierry'ego Cohena. 

Jakieś 3 lata temu pożyczyła mi ją koleżanka. Po przeczytaniu wiedziałam, że musi się znaleźć u mnie na półce. Teraz, gdy naszła mnie ochota, aby ponownie po nią sięgnąć, postanowiłam, że w końcu muszę ją kupić. Książkę już mam i po jej lekturze również już jestem.


Główny bohater Jeremiasz w dniu swoich 20-tych urodzin postanawia popełnić samobójstwo. Powodem tego dramatycznego posunięcia, jest jego przyjaciółka Wiktoria, którą bardzo kocha jednak bez wzajemności. Jeremiasz bierze tabletki do ust, popija je whisky i .... budzi się dokładnie rok później u boku swojej ukochanej. Nie napiszę nic więcej, aby za dużo nie zdradzić ;) 

Niby niepozorna, cieniutka (192 str.), o nie wyróżniającej się okładce książka, a jednak może być tak bardzo poruszająca i skłaniająca do przemyśleń. Wbrew moim wcześniejszym obawom, książkę chłonęłam tak samo jak przy pierwszym czytaniu. Główne przesłanie historii Jeremiasza ma charakter religijny. W piękny i wzruszający sposób uświadamia nam, że każdy z nas ma wybór. Bóg daje nam życie, jednak to już od nas zależy jaką drogę obierzemy. Czy będziemy szanować ten dar, kierować się ku szczęściu, czy może wręcz przeciwnie. Jeremiasz odrzucając życie poznaje następstwa swojego czynu. Niezwykłe w tej historii jest właśnie to, jak bohater uświadamia sobie swój błąd oraz to jaką krzywdę wyrządził swoim bliskim.

Zdaję sobie sprawę, że książka nie każdemu może odpowiadać we względów religijnych (choć tak na prawdę wzmianek stricte o Bogu jest tu niewiele). Jednak jestem przekonana, że historia Jeremiasza jest na tyle uniwersalna i tak pięknie opowiedziana, że będzie w stanie ująć każdego.

Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam udanej niedzieli! :)

Image and video hosting by TinyPic

sobota, 25 lutego 2012

Książkowo

Od tygodnia próbuję skończyć książkę, którą zaczęłam czytać w minioną niedzielę, ale skutecznie wszystko mi w tym przeszkadza, a najbardziej moje zmęczenie. Co wieczór usypiając Klaudię sama zasypiałam na kilka godzin, po czym rozespanej już mi się nie chciało po książkę sięgać. Dziś po raz pierwszy w tym tygodniu udało mi się nie przysnąć, dlatego mam zamiar nadrobić troszkę zaległości w lekturze :)



Czytam teraz książkę Ann Brashares "Nigdy i na zawsze". Jestem dopiero w połowie, ale podoba mi się, ponieważ lubię takie nietypowe historie miłosne ;) Główny bohater zakochuje się w nieznajomej, którą w tym samym momencie traci. Zaczyna jej szukać, co zajmuje mu setki lat. Powieść jest w klimacie książki "Zaklęci w czasie" Audrey Niffenegger (szczerze polecam zarówno książkę jak i jej ekranizację z Rachel McAdams), którą ja osobiście uwielbiam. Jestem bardzo ciekawa zakończenia, dlatego uciekam już do czytania :)

Udanego (jeszcze) weekendu!

Pozdrawiam :)
Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 23 lutego 2012

Maseczka, z którą sypiam ;)

Lubicie maseczki? Ja uwielbiam! Bardzo lubię od czasu do czasu sobie takimi mazidłami buzię wysmarować :) Ostatnio wróciłam do maseczki, którą znam już od dawna, ale jakoś najpierw dostać jej nie mogłam, a później o niej zapomniałam... Jednak znów ją mam i po raz kolejny przekonuję, że jest super!

Z racji tego, że mam już 30-tkę na karku, to coraz częściej można mnie znaleźć w regałach z kosmetykami przeciw starzeniu się skóry. Szukam ostatnio takich produktów, które intensywnie moją twarz nawilżą i pomogą utrzymać jędrna i młodą cerę. Takie zadanie ma spełnić maseczka SORAYA głęboko nawilżająco-dotleniająca i jestem przekonana, że właśnie to robi. 


Uwielbiam ją m. in. za to, że nie trzeba jej zmywać. Po odczekaniu 15-20 min, wklepuję nadmiar produktu jaki się nie wchłonął i tak idę sobie smacznie spać, podczas gdy składniki maseczki mają dostatecznie dużo czasu, aby zadziałać na skórę. 


Maska jest w postaci tradycyjnego kremu, nie pozostawia na twarzy tłustego filmu, nie powoduje błyszczenia cery, a co najważniejsze po jej zastosowaniu czuję, że moja skóra jest bardzo dobrze nawilżona.



Poza tym jestem MEGA zadowolona, że mogę ją dostać w większym opakowaniu i do tego w tubce, przez co użytkowanie jej to sama przyjemność :) Ostatnio w Rossmannie można było ją nabyć za 12,99 zł (50 ml). Jeśli jednak nie interesuje Was takie duże opakowanie, to można ją dostać również w podwójnych saszetkach, ale o ich cenę nie pytajcie, bo niestety się nie orientuję ;>


Pozdrawiam serdecznie :)

Image and video hosting by TinyPic

sobota, 18 lutego 2012

Moje miejsce na ziemi :)

Witajcie :)
Nareszcie mam chwilkę na bloga! Dziś wieczorem odpoczywam po pracowitym tygodniu. Nie wspominałam, ale znów siedzę z mężem w Warszawie ponieważ kolejne pilne sprawy były do załatwienia. Przeprowadzka tuż tuż, więc roboty mamy naprawdę sporo. Jednak jutro już wracam do rodziców, bo tam czeka na mnie moje Małe Szczęście, za którym strasznie już tęsknie! :) 

W tym tygodniu nareszcie udało mi się klepnąć ostateczną wersję projektu kuchni. Jest taka jaką chciałam :) Na co najważniejsze montaż będzie szybciej niż wcześniej uzgadnialiśmy z salonem, co niezmiernie mnie ucieszyło :) Przed Wielkanocą będę już pichcić we WŁASNEJ KUCHNI! :) Natomiast na budowie wielkie porządki i przygotowania do kładzenia podłogi. Mam już za sobą pierwsze sprzątanie łazienki!  Nie sądziłam, że może to sprawiać taką przyjemność. Pucowałam ją trzy razy i mogłabym tak bez końca ;) Oprócz deski na kibelku i różnych gadżetów w postaci haczyków, wieszaczków itp. jest już wszystko. A tak się prezentuje kawałeczek mojego miejsca na ziemi :)

Uciekam bo mamy z mężem jeszcze jedną sprawę do omówienia :)
Dobrej nocy!

Image and video hosting by TinyPic

sobota, 11 lutego 2012

Moja ulubiona domowa pizza

Dzisiaj mieliśmy rodzinną kolację. Rzadko mamy okazję usiąść do stołu w takim składzie, dlatego chciałam zrobić coś co smakowałoby każdemu. Padło na pizzę, ale nie taką na telefon tylko własnej roboty. Każdy u nas za nią przepada, a jeśli o mnie chodzi, to ja wolę ją bardziej niż taką, którą można zamówić w pizzeriach.

Jeden dodatek jaki tu zastosuję większości z Was pewnie wyda się troszkę nie z tej bajki ;) Jednak z nim pizza smakuje rewelacyjnie!

A oto przepis.

CIASTO:
1/2 kg mąki pszennej
40 g drożdży
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
2 łyżeczki oleju
1 szklanka letniej wody

DODATKI:
750 g mieszanki chińskiej (mrożonka, ja kupuję tą z Biedronki)
250 g sera żółtego
300 g kiełbasy (zazwyczaj daję kiełbasy żywieckiej, suchej krakowskiej lub innej podsuszanej)
ketchup
zioła prawansalskie/oregano


W połowie szklanki letniej wody rozpuszczamy drożdże. Pozostałe składniki na ciasto łączymy, następnie wlewamy rozpuszczone drożdże oraz pozostałą część letniej wody. Wszystko razem zagniatamy. Nie czekamy aż drożdże wyrosną tylko od razu wałkujemy ciasto i wykładamy na blaszkę wysmarowaną olejem.

Wyłożone na blaszce ciasto smarujemy ketchupem i posypujemy ok. 1/3 porcji startego żółtego sera. Następnie na ser układamy plasterki kiełbasy. 


Mieszankę chińską rozmrażamy na patelni lekko ją podsmażając. Dodajemy sól i pieprz. Kiedy jest już gotowa, rozkładamy ją na ułożoną wcześniej wędlinę. 



Pozostałą częścią sera i ziołami posypujemy wierzch.

Pizzę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 220 stop. na ok 12 min i gotowe :)








Uwielbiam tą pizzę za to, że szybko się ją robi a ciasto jest pyszne. Do tego jeszcze ta mieszanka chińska i moje kubki smakowe są w niebie ;)

Smacznego! :)

Image and video hosting by TinyPic

wtorek, 7 lutego 2012

Sen

Wierzycie w sny? Wierzycie w to, że czasami przekazują nam coś ważnego? Ja w to wierzę, nawet bardzo. 

Dziś znów mi się śnił. Nie wiem czemu, bo o Nim nie myślę, nic mi Go nie przypomina, a jednak regularnie mnie w snach nawiedza. Znaliśmy się dawno, ale długo. Choć nasze drogi w pewnym momencie się rozeszły, to zawsze go mile wspominam. Czasami najdzie mnie myśl, co by było gdyby.... 

Czuję, że muszę Go odwiedzić, na cmentarzu. Zapalić znicz i się pomodlić.


środa, 8 lutego 2012

Dziś byłam zapalić świeczkę na cmentarzu. Wczoraj obchodziłby swoje 29 urodziny o czym pojęcia nie miałam... I jak tu w sny nie wierzyć??

Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 6 lutego 2012

Wzory i zdjęcia na ścianie

Nareszcie przyszedł czas na to, na co bardzo długo czekałam! Na jakiś czas koniec z murowaniem, betonowaniem, kuciem i innymi brudnymi sprawami tego typu. Dlatego trzeba zacząć myśleć o wykańczaniu - wyposażeniu, dodatkach, ozdobach, bibelotach :) 

Teraz na tapecie mam tapety :)

Jeszcze niedawno tapeta kojarzyła mi się z dzieciństwem, czyli głównie z latami 80-tymi. Zawsze myślałam, że czegoś takiego na pewno nigdy nie położę na ściany w swoim domu, bo to takie staromodne i brzydkie. Jednak nie sądziłam, że gust może mi się aż tak zmienić. Obecnie rozkochałam się w tapetach i to NA AMEN!
To co zawsze chciałam mieć to kolorowe ściany. Choć kolor na ścianach to dla mnie mus i z tego nie zrezygnuję (szpitalnej bieli nie znoszę), to teraz myślę, co by tu jeszcze na ścianę przykleić. Rozkochałam się nie tylko w tapetach, ale również fototapetach. Na pewno spowodowane było to głównie tym, że dzisiejsze tapety to już nie to samo co kilkanaście lat temu. Obecnie wybór wzorów, motywów, kolorów czy faktur jest ogromny. W tapetach najbardziej podoba mi się to, że są bardzo efektowne i same w sobie są dekoracją. Naklejone chociażby na fragmencie ściany mogą zmienić wystrój pomieszczenia, ożywić go czy nadać mu indywidualnego charakteru.
www.m.onet.pl
www.muratordom.pl
www.wnetrz.onet.pl
www.dekoratornia.pl
www.urzadzamy.pl
www.homplex.pl
www.decomania.pl
www.dekoratornia.pl
www.dekoratornia.pl





















Wam też podobają się wnętrza dekorowane tapetami/fototapetami?

Pozdrawiam i do następnego posta! :)

piątek, 3 lutego 2012

"Potęga podświadomości" Joseph Murphy

Jak już wcześniej wspominałam, po paru latach znów zabrałam się za książkę "Potęga podświadomości" Josepha Murphy'ego. Cieszę się, że do niej wróciłam, ponieważ aktualnie jestem na takim etapie życia, w którym potrzebuję inspiracji i bodźców, które wpływają na pozytywne myślenie. I to właśnie powoduję u mnie ta książka. Po uświadomieniu sobie na czym tak na prawdę polega potęga podświadomości, znacznie łatwiej jest mi myśleć pozytywnie, co w efekcie zmienia także moje nastawienie do życia. Podczas gorszych dni, kiedy wydaje mi się, że nic mi się nie uda, jestem teraz bardziej świadoma tego, że negatywne myśli trzeba szybko odpędzać i robię to stosując jedną z technik ją zaleca autor. Wierzę, że wypowiadane afirmacje jakie sugeruje Murphy naprawdę działają.


"Potęga podświadomości" zdecydowanie należy do grona z moich ulubionych książek. Na pewno będę do niej systematycznie wracać. Wam również ją polecam.

Na koniec kilka moich ulubionych fragmentów:

"Zmień nawyki myślowe, a odmienisz swój los!"

"Myśl o rzeczach dobrych, a staną się rzeczywistością! Nie myśl o rzeczach złych, by to nie one się wydarzyły. W każdej sekundzie życia jesteś tym i robisz to, o czym myślisz."

"Wyobraź sobie najbardziej wyraziście, jak potrafisz, spełnienie swoich pragnień i uznaj, że już się urzeczywistniły. Jeśli nie zabraknie ci wytrwałości i koncentracji, sukces nie każe na siebie długo czekać."


Pozdrawiam serdecznie! :)

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Budżet domowy pod kontrolą

Doszłam do wniosku, że czas zacząć wrócić do zapisywania naszych comiesięcznych wydatków. Odkąd moje konto bankowe przestało być zasilane co miesiąc pensją, a od ponad roku nasze wydatki są jeszcze wyższe, często mam wrażenie, że pieniądze rozchodzą się nie wiem gdzie, kiedy i tak na prawdę na co. Wiadomo trzeba zjeść, ubrać się, a nawet co jakiś czas uzupełnić braki w kosmetyczce, ale muszę sprawdzić ile pieniędzy ucieka nam na niepotrzebne rzeczy i czy udałoby się jeszcze coś zaoszczędzić.

Kontrola własnych wydatków nie jest mi obca. Już od dawna byłam zmuszona się pilnować i oszczędzać. W czasie studiów musiałam sama się utrzymać, ubrać, opłacić mieszkanie i jeszcze coś odłożyć na tzw. czarną godzinę. Wiązało się to ze zbieraniem paragonów, zapisywaniem wydatków do zeszytu i analizowaniem wszystkiego na koniec miesiąca. Mimo iż po ślubie zamieszkałam z mężem u teściów dzięki czemu dużo wydatków nam odeszło, to jednak nadal zaciskaliśmy pasa, aby móc bez niczyjej pomocy wybudować nasz wymarzony dom. Zrezygnowaliśmy ze zbierania paragonów i ich zapisywania, to jednak co miesiąc mieliśmy ściśle określoną kwotę, którą mogliśmy wydać. Odkąd jest z nami Klaudia troszkę to zaniedbałam, a czasami nawet tracę kontrolę nad wydatkami. 

Dwa lata temu przez miesiąc prowadziłam dla GUSu bardzo szczegółowe zapiski naszych wydatków. Teraz chcę do tego wrócić i zacząć prowadzić takie zapiski dla siebie. Od nowego miesiąca zaczynam bardziej świadomie zarządzać naszym domowym budżetem.

Tym razem zeszyt zastąpiłam arkuszem kalkulacyjnym, co w efekcie będzie bardziej czytelne i szybsze w obsłudze. Tabele jakie sobie przygotowałam są dość szczegółowe, ale takie właśnie są mi potrzebne, aby móc dokładnie wszystko przeanalizować. Niżej możecie zerknąć jak wygląda część z nich.



Z doświadczenia wiem, że taka kontrola finansów bardzo pomaga określić co najwięcej pochłania nasze pieniądze, uniknąć niepotrzebnych wydatków i znaleźć źródła na większe oszczędności, dlatego polecam pobawić się w takie zapiski jeśli również potrzebujecie skontrolować swój budżet.

Jestem bardzo ciekawa czy Wy również kontrolujecie swoje wydatki w taki sposób? :)

Miłego dnia!
PA


niedziela, 29 stycznia 2012

TAG: Nasze ulubione seriale

Dziękuję eveleo i Oli za zaproszenie do zabawy :)


Zasady:

1. dodaj obrazek - logo

2. napisz, kto Cię wkopał :)

3. wymień kilka swoich ulubionych seriali wraz z krótkim opisem

4. zaproś do zabawy co najmniej 5 innych blogerek


Przyznam się, że ciężko było mi wymienić moje ulubione seriale, które obecnie oglądam, bo tak na prawdę od kilku lat nie oglądam nic ;) Podam kilka seriali, które uwielbiałam oglądałam będąc w szkole podstawowej, liceum czy na studiach :)


1. "Beverly Hills 9021"
2. "Z archiwum X"
3. "M jak Miłość"
4. "Przyjaciele"
5. "Rodzina zastępcza"
6. "Gotowe na wszystko"
7. "Usta Usta"


Do zabawy zapraszam:
Agatę z blogu Checktravel
Magdę z blogu w kurniku
Iwonę z blogu IwonKa's Life
Happy Power Mama z blogu Happy Power Mama
MamęLemurka z blogu Mój cały świat


Pozdrawiam serdecznie! :)

czwartek, 26 stycznia 2012

Mama zwolniona z wychowawczego

Właśnie tak się czułam podczas mojego wyjazdu do Stolicy :) Mogłabym się nawet porównać do psa spuszczonego z łańcucha ;P Latałam wszędzie jak szalona. A to gdzieś podjechałam, coś załatwiłam... Nie musiałam się śpieszyć i myśleć, że w domu czeka na mnie mój Bombel, którego trzeba nakarmić lub wykąpać. Trochę jakbym chciała się nacieszyć tą "wolnością" i zrobić jak najwięcej póki mogę :) Tak więc najważniejsze rzeczy zostały załatwione. A tak przy okazji, jeśli młode mamuśki mają okazję zostawić swoje Pociechy pod czyjąś pieką i zafundować sobie kilka dni z drugą połówką sam na sam to szczerze polecam! Nam, od czasu gdy jesteśmy w trójkę, tego właśnie brakowało ;) Dziś, zrelaksowana, naładowana pozytywną energią i potwornie stęskniona, wróciłam do mojego Szczęścia :)

A na koniec kilka zdjęć z ostatnich dni :)


Łazienka wyszła naprawdę świetnie, a blat prezentuje się cudownie :D

Wieczór z mężem przy lampce wina ;)
Zakupy w Centrum Handlowym. Nareszcie znalazłam sobie nowe dżinsy w H&M :)


Pozdrawiam serdecznie :)

niedziela, 22 stycznia 2012

Wyjazd

Hmmm... sama nie wiem jak powinnam napisać - wyjeżdżam czy wracam? Jadę do Małżona, ale zostawiam Klaudynę, więc czuję się jakbym wracała, ale jednocześnie wyjeżdżała. Niby cieszę się, że mojego P. zobaczę, bo stęskniłam się za nim potwornie, jednak z drugiej strony jakoś mi dziwnie, bo nie będzie z nami naszej Małej. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że będziemy 500 km z dala od siebie i to aż na 3-4 dni! Nie umiem sobie już wyobrazić nawet jednego dnia bez niej, a tu nagle czeka nas tak rozłąka. Są pilne sprawy do załatwienia z budową, a na chwilę obecną nie ma nikogo kto mógłby nas przywieźć do domu, więc jadę załatwić co trzeba i wracam do rodziców. Tak więc, czeka nas chrzest bojowy :) No może bardziej dziadków niż mnie, bo to oni będą musieli po raz pierwszy zajmować się Małą przez całe 24 godziny na dobę i to jeszcze razy 4! Wiem, że Klaudia będzie pod dobrą opieką, jednak i tak jadę z małym niepokojem. Jakoś tak te 500 km mnie przeraża... No bo jak tu szybko wrócić, gdyby trzeba było? Jednak staram się w tym dostrzec i jakieś plusy. W końcu trzeba zacząć się przyzwyczajać i pomalutku przecinać tą wiążącą nas niewidzialną pępowinę. Już niebawem wracam do pracy, a Klaudia pójdzie do żłobka, więc obie musimy przyzwyczajać się do tego, że nie jesteśmy ciągle razem. A poza tym, mi i mojemu P. te parę dni sam na sam zapewne też dobrze zrobi ;)

Nie wiem czy uda mi się odezwać w ciągu tych dni. Być może coś skrobnę i jeśli będzie czym, to pochwalę się jak idą prace na budowie. Podobno łazienka jest prawie gotowa :D Nie mogę się już doczekać kiedy ją zobaczę. Płytki widziałam tylko na ekspozycji w sklepie, a do tego mój P. pod moją nieobecność uskuteczniał swoje wizję związane z blatem przy umywalce i jestem bardzo ciekawa co z tego wyszło ;) Na mojego Małżona oczywiście nie mogę liczyć, bo on nic nigdy nie chce mi powiedzieć - tak z przekory. Jak udaje mi się z niego coś wydusić, to kręci i mówi, że nic jeszcze nie skończone..., że tego czy tamtego jeszcze nie ma..., a jak przyjeżdżam na wizję lokalną to jestem w szoku ile już zrobione. Taki ten mój Małżon niedobry! :) Także jestem bardzo ciekawa co tam słychać. 

No to ja uciekam, bo czasu mało. Torba spakowana i czytadła na drogę przygotowane.


W ELLE jest kilka artykułów, które mnie zaciekawiły, m. in. "Jak być wystarczająco dobrą mamą". Podobno znają patent na dobre i niesfrustrowane macierzyństwo ;)

Teraz lecę szykować się już do spania. Mam zamiar szybko wskoczyć do łóżeczka, żeby się wyspać, bo ostatnio mam trudności ze wstaniem nawet o 8:00. Jutro pociąg odjeżdża już o 7:16 i czekać na mnie nie będzie ;)

Dobrej nocy i udanego tygodnia :)
PAAAA

wtorek, 17 stycznia 2012

TAG: Nigdy nie wychodzę z domu bez...

Kolejna TAGowa zabawa. Bardzo mi się ten TAG spodobał, więc nie było opcji, aby na niego nie odpowiedziała :)

Bardzo dziękuję MammaMa za zaproszenie :)



Zasady zabawy:
1. Podaj 5 produktów kosmetycznych łącznie z nazwą firmy, które stosujesz wychodząc z domu, takie must have na wyjście (można dołączyć zdjęcia)
2. Utwórz osobny post na swoim blogu z kopią obrazka i informacją kto Cię otagował,
3. Przekaż zabawę i zasady 5 innym blogerkom


Oto moje MUST HAVE do wykonania przed wyjściem z domu:

1. Podkład Manhattan Powder Mat Make Up
Ten podkład znam już parę lat. Parę tygodni temu po dłuższej przerwie znów do niego wróciłam. Kolejny raz przekonuję się, że jest naprawdę świetny. 

www.manhattan.de

2. Tusz do rzęs Maybelline Volum' Express Turbo Boost, wersja wodoodporna
O tej maskarze już nie raz wspominałam. Używam jej kilka lat. Jak dla mnie jest najlepsza.

www..maybelline.pl

3. Kredka do oczu Manhattan X-ACT Eeliner, wersja wodoodporna 
Moim numerem jeden zawsze była kredka z REVLONa. Jednak ciężko mi ją ostatnio dostać, więc skusiłam się na coś nowego. Wcześniej podbierałam ją mamie i byłam z niej bardzo zadowolona. Mam nadzieję, że teraz też będę :)


www..manhattan.de

4. Bronzer Rimmel Natural Bronzer 
Mój ulubiony matowy bronzer.

www.rimmellondon.com

5. Szminka Maybelline Color Sensational
Świetne szminki. Nawilżają, dość długo się utrzymują. Duży wybór kolorów.

Źródło: www.maybelline.pl


Ja to już karygodnie nagnę zasady :D Nie wiem kogo nominować, bo chciałabym każdą z Was zaprosić do zabawy. Uwielbiam czytać o Waszych kosmetykach, dlatego jeśli któraś z Was chciałaby się podzielić swoim MUST HAVE na wyjście to PISZCIE !! Ja z wielką chęcią sobie o nich poczytam :)


Pozdrawiam serdecznie! :)