Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyjazd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyjazd. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2012

Wyjazd

Hmmm... sama nie wiem jak powinnam napisać - wyjeżdżam czy wracam? Jadę do Małżona, ale zostawiam Klaudynę, więc czuję się jakbym wracała, ale jednocześnie wyjeżdżała. Niby cieszę się, że mojego P. zobaczę, bo stęskniłam się za nim potwornie, jednak z drugiej strony jakoś mi dziwnie, bo nie będzie z nami naszej Małej. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że będziemy 500 km z dala od siebie i to aż na 3-4 dni! Nie umiem sobie już wyobrazić nawet jednego dnia bez niej, a tu nagle czeka nas tak rozłąka. Są pilne sprawy do załatwienia z budową, a na chwilę obecną nie ma nikogo kto mógłby nas przywieźć do domu, więc jadę załatwić co trzeba i wracam do rodziców. Tak więc, czeka nas chrzest bojowy :) No może bardziej dziadków niż mnie, bo to oni będą musieli po raz pierwszy zajmować się Małą przez całe 24 godziny na dobę i to jeszcze razy 4! Wiem, że Klaudia będzie pod dobrą opieką, jednak i tak jadę z małym niepokojem. Jakoś tak te 500 km mnie przeraża... No bo jak tu szybko wrócić, gdyby trzeba było? Jednak staram się w tym dostrzec i jakieś plusy. W końcu trzeba zacząć się przyzwyczajać i pomalutku przecinać tą wiążącą nas niewidzialną pępowinę. Już niebawem wracam do pracy, a Klaudia pójdzie do żłobka, więc obie musimy przyzwyczajać się do tego, że nie jesteśmy ciągle razem. A poza tym, mi i mojemu P. te parę dni sam na sam zapewne też dobrze zrobi ;)

Nie wiem czy uda mi się odezwać w ciągu tych dni. Być może coś skrobnę i jeśli będzie czym, to pochwalę się jak idą prace na budowie. Podobno łazienka jest prawie gotowa :D Nie mogę się już doczekać kiedy ją zobaczę. Płytki widziałam tylko na ekspozycji w sklepie, a do tego mój P. pod moją nieobecność uskuteczniał swoje wizję związane z blatem przy umywalce i jestem bardzo ciekawa co z tego wyszło ;) Na mojego Małżona oczywiście nie mogę liczyć, bo on nic nigdy nie chce mi powiedzieć - tak z przekory. Jak udaje mi się z niego coś wydusić, to kręci i mówi, że nic jeszcze nie skończone..., że tego czy tamtego jeszcze nie ma..., a jak przyjeżdżam na wizję lokalną to jestem w szoku ile już zrobione. Taki ten mój Małżon niedobry! :) Także jestem bardzo ciekawa co tam słychać. 

No to ja uciekam, bo czasu mało. Torba spakowana i czytadła na drogę przygotowane.


W ELLE jest kilka artykułów, które mnie zaciekawiły, m. in. "Jak być wystarczająco dobrą mamą". Podobno znają patent na dobre i niesfrustrowane macierzyństwo ;)

Teraz lecę szykować się już do spania. Mam zamiar szybko wskoczyć do łóżeczka, żeby się wyspać, bo ostatnio mam trudności ze wstaniem nawet o 8:00. Jutro pociąg odjeżdża już o 7:16 i czekać na mnie nie będzie ;)

Dobrej nocy i udanego tygodnia :)
PAAAA