Właśnie tak się czułam podczas mojego wyjazdu do Stolicy :) Mogłabym się nawet porównać do psa spuszczonego z łańcucha ;P Latałam wszędzie jak szalona. A to gdzieś podjechałam, coś załatwiłam... Nie musiałam się śpieszyć i myśleć, że w domu czeka na mnie mój Bombel, którego trzeba nakarmić lub wykąpać. Trochę jakbym chciała się nacieszyć tą "wolnością" i zrobić jak najwięcej póki mogę :) Tak więc najważniejsze rzeczy zostały załatwione. A tak przy okazji, jeśli młode mamuśki mają okazję zostawić swoje Pociechy pod czyjąś pieką i zafundować sobie kilka dni z drugą połówką sam na sam to szczerze polecam! Nam, od czasu gdy jesteśmy w trójkę, tego właśnie brakowało ;) Dziś, zrelaksowana, naładowana pozytywną energią i potwornie stęskniona, wróciłam do mojego Szczęścia :)
A na koniec kilka zdjęć z ostatnich dni :)
Łazienka wyszła naprawdę świetnie, a blat prezentuje się cudownie :D
Wieczór z mężem przy lampce wina ;)


