piątek, 28 września 2012

Jak perełki

Mam nadzieję, że już niebawem moje ząbki będą właśnie takie - białe jak perełki :) Pomóc mi w tym ma mój najnowszy zakup czyli Biała Perła System.


Zęby to moja niemal obsesja. Nie zasnę bez ich umycia i regularnie chodzę do dentysty na kontrolą, aby nie doprowadzić do dużych spustoszeń. Dla mnie ładny, zdrowy uśmiech jest bardzo ważny, dlatego nigdy nie mogłam zrozumieć, jak ktoś może doprowadzić do tego, aby jedynki były zżarte przez próchnicę... No i śnieżno-biały uśmiech rodem z Hollywood - moje marzenie i jak dotąd nie nieosiągnięty cel.  Kiedyś nie raz szukałam gabinetu gdzie mogłabym sobie profesjonalnie je wybielić, jednak na jakiś czas dałam sobie z tym spokój ponieważ koszt tego jest dość spory. W zamian za to postanowiłam sięgnąć po dostępne na rynku pasty i preparaty, aby choć troszkę zbliżyć się do ideału :) Odkąd pamiętam, w domu zawsze była Blend-a-med Soda, w międzyczasie przewinęły się paski Whitestrips Blend-a-med, pasta Denivit. Powiem Wam szczerze, że naprawdę mi pomogły. Porównując kolor zębów z okresu jak jeszcze nie dbałam tak o zęby jak teraz i nie myślałam o ich wybielaniu to widzę różnicę. Jakoś niespecjalnie wierzę w to, aby pasty znacząco wybielały zęby, jednak sądzę, że naprawdę pomagają utrzymać ich naturalną biel. Widzę to zwłaszcza teraz, ponieważ od dłuższego czasu nie stosuję past wybielających na rzecz tych ziołowych, dodatkowo zaczęłam pić kawę, czarną herbatę, no i mam wrażenie, że znów mi pożółkły...  Dlatego postanowiłam się za nie zabrać i zastosować od razu coś silniejszego (mam taką nadzieję) niż pasty.

Jestem ogromnie ciekawa efektów. Na pewno się z Wami nimi podzielę, ale to dopiero za 2-3 tygodnie, bo tyle czasu należy aplikować żel na zęby ;)

Może Wy również stosowaliście ten zestaw??


Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego wieczoru ;)


post signature

wtorek, 25 września 2012

Życie jest zbyt krótkie...

Z okazji zbliżających się urodzin Klaudii, nachodzą mnie różne myśli i przemyślenia. Dopiero w takich chwilach uświadamiam sobie jak czas przerażająco szybko pędzi. Dni uciekają między palcami jak woda i nie sposób tego zatrzymać. Mam wrażenie, że po poniedziałku jest już piątek. Weekend to już w ogóle upływa jakby trwał tylko godzinę, po czym znów nastaje poniedziałek... i tak w kółko. Człowiek wpada w wir codziennych zajęć zapominając o własnych marzeniach, przyjemnościach, o rzeczach które go uszczęśliwiają, a co gorsza o rodzinie... Niestety nie jestem wyjątkiem i tak ostatnio (znowu) dzieje się i u mnie, a raczej u nas. Ja ciągle zajęta obowiązkami. Jak stwierdził kiedyś mąż, tylko sprzątam albo siedzę w kuchni. Mam wrażenie, że nie poświęcam Klaudii tyle czasu ile ona by tego potrzebowała (i ja też... ). Mąż zarobiony po łokcie. Do południa jedna praca, po południu druga... i mijamy się tylko w korytarzu kiedy on wieczorem wchodzi do domy, a ja idę do sypialni uspać Małą w trakcie czego zasypiamy razem.... i po kolejnym dniu. Gdzie w tym wszystkim podziała się chociażby chwilka dla rodziny, spędzenie jej we 3-jkę?? Gdzie czas na książkę, dobry film?? Gdzie czas na spotkanie się ze znajomymi?? Gdzie czas na rozwijanie swoich pasji i zainteresowań?? Płot czy gary w zlewie przecież mogą poczekać.

Życie jest za krótkie, zbyt krótkie, aby je tak marnować. Trzeba znaleźć czas dla siebie, na robienie tego co sprawia przyjemność, realizować swoje marzenia, poznawać nowych ludzi i miejsca. No i rodzina - najważniejsze osoby na świecie. "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" - znane i jak bardzo dające do myślenia słowa. Myślę tu nie tylko o mężu i córce, ale również o rodzicach i bratu oraz jego rodzinie, których zostawiłam tak daleko... Zobaczyć się osobiście nie zawsze jest możliwe (nad czym ogromnie ubolewam :( ), ale na skorzystanie z takich dobrodziejst techniki jak telefon komórkowy czy Internet (Skype) też nie ma czasu... a przecież wystarczy 5-10 min...

Chcę jak najlepiej przeżyć swoje życie, wycisnąć z niego jak najwięcej, korzystać z niego ile się da. 


"A życie przecież po to jest, żeby pożyć
By spytać siebie: mieć, czy być?
Bo życie przecież po to jest, żeby pożyć
Nim w kołowrotku pęknie nić."







Udanego dnia dla wszystkich i do następnego...!




post signature

sobota, 15 września 2012

"Pucu! Pucu!...

Chlatu! Chlastu! Nie mam rączek jedenastu...", ale i tak na dzisiaj zaplanowałam wielkie, generalne porządki :) Za pewne to ostatnie ciepłe dni, więc muszę je maksymalnie wykorzystać. Wymyśliłam sobie, że od wczoraj do wtorku idę na urlop i zajmę się domem oraz rodziną. Jak sobie wymyśliłam, tak też zrobiła :) 

Moje okna wymagają natychmiastowego mycia, bo myśl o tym, że musiałabym na nie patrzeć jeszcze przez co najmniej 6 miesięcy mnie przeraża ;) Zapuściły mi się niesamowicie. Może gdyby wszędzie trawka już rosła to piach nie sypałby tak po oknach... Mycie będę musiała rozbić na 2 dni, bo za pewne wszystkie jednego dnia nie oblecę.  Do tego generalne pucowanie łazienki, razem z płytkami i prysznicem, bo jak mi babcia zawsze powtarzała:
Łazienka wizytówką domu. Jakoś mi się to mocno w głowie zakodowało i od tamtej pory na łazienkę zwracam szczególną uwagę.

Pomocnicy już czekają i zaraz zabieramy się za robotę ;) Odkąd sprzątam nasz dom, zaczęłam bardziej zwracać uwagę na to jakie środki czystości używam. Nie tylko naturalne kosmetyki, ale również detergenty bez szkodliwej chemii i biodegradowalne zaczęły mnie coraz bardziej interesować. Szczerze mówiąc nie miałam innego wyboru - kto ma lub orientuje się o co chodzi z szambem ekologicznym, pewnie wie co mam na myśli ;) 


Od jakiegoś czasu królują u mnie produkty firmy FROSCH. Jeśli szukacie detergentów na bazie naturalnych składników to szczerze je Wam polecam. To co obecnie ja posiadam jest po prostu rewelacyjne. Jak na razie nie mam wielkiego problemu z kamieniem. Jednak mam problem z osadem jaki się zbiera w rowkach kabiny prysznicowej, przy odpływie wody w zlewie i brodziku, oraz osad na zlewozmywaku w kuchni (zlewozmywak jest czarny, więc momentami BARDZO go widać). Wystarczy, że psiknę na taką brudna powierzchnie płyn na bazie kwasów owocowych, odczekam chwilkę i wszystko bez problemu schodzi, a powierzchnie chromowane po prostu lśnią. Dodatkowo uratowały mój kibelek, który nie wyglądał dobrze po innym "naturalnym" preparacie. Ostatni mój zakup to płyn do czyszczenia w kuchni na badzie sody. Jak na razie jeszcze go testuję, ale zapowiada sie również bardzo dobrze ;)


Myślę teraz o innych produktach eko, więc na pewno jeszcze nie raz poruszę temat naturalnych detergentów ;)


A Wy zwracacie uwagę na to jakie używacie środki czystości?
Może same stosujecie coś co warto wypróbować?


Pozdrawiam serdecznie :)


post signature

sobota, 8 września 2012

Ulubieńcy minionego tygodnia

Nie zawsze tak jest, jednak w tym tygodniu tak się złożyło, że jadłam, używałam, nosiłam rzeczy, które szczególnie mnie urzekły. A oto kilka z nich:

Mój ukochany :) Kawusiowy jest THE BEST :D



W tym tygodniu przez 5 dni królował na moich paznokciach. Uwielbiam ten kolor! :)




Chyba śmiało mogę stwierdzić, że tydzień upłynął mi pod znakiem koloru fuksji. Szal, który ożywił moje stroje w tym tygodniu :)




Ulubione jedzonko z tego tygodnia. Przyznam się Wam, że dopiero niedawno po raz pierwszy w życiu spróbowałam szpinaku o_0 Teraz wiem, że penne z kurczakiem i szpinakiem to jest TO co mogłabym jeść nawet codziennie ;D



Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę udanego wieczoru :)
Do następnego! :)

post signature








piątek, 31 sierpnia 2012

Po prostu je uwielbiam :) + PODZIĘKOWANIA

Obiecałam sobie, że więcej ich nie kupię. Oczywiście nie tak w ogóle, ale przynajmniej przez jakiś dłuższy czas. Próbuję zaplanować plan oszczędnościowy, ale jakoś mi to nie wychodzi. Księgarnie internetowe, napotkany EMPIK czy przeglądane blogi ciągle kuszą mnie książkami. Jak zatrzymam się na jednej pozycji to zaraz przeglądam 10 kolejnych i wtedy to już zawsze coś sobie upatrzę ;) Nie kupuję ich hurtowo (dzięki Bogu), ale i tak nie mogę się powstrzymać, mimo iż nie mam na razie gdzie ich trzymać, a pieniądze mogłabym przeznaczyć na coś pilniejszego. Oby tylko mój małżon nie trafił na ten wpis, bo ja już znam jego zdanie na ten temat hehe :D Ale postanowiłam - w tym roku kalendarzowym nie kupię już ani jednego egzemplarza! (Zastanawiałam się czy to napisać, ale może deklaracja na forum pomoże ;) )

Mimo wszystko stało się i mam kolejną nową książkę w swojej kolekcji, z których bardzo się cieszę ;) 



Ostatnio zaczęłam zastanawiać się nad czytnikiem do e-booków. Jeżdżąc codziennie komunikacją miejską coraz częściej widzę osoby wpatrzone w te małe ekraniki. Na pewno wygodniej jest mieć przy sobie coś takiego niż 500 stronicową książkę w twardej oprawie, którą w dodatku ciężko włożyć w torebkę załadowaną już innymi "niezbędnymi" gadżetami ;) Próbowałam sobie wyobrazić takie czytanie, kiedyś próbowałam nawet czytać na swoim telefonie komórkowym. Jednak stwierdzam, że to nie dla mnie. Ja po prostu muszę mieć papierową książkę w ręce. Muszę czuć jej ciężar, zapach, widzieć ile przeczytałam a ile jeszcze mi zostało oraz przewracać kartki ;) W przeciwnym razie czytanie męczy mnie okrutnie ;) 

Poza tym zawsze chciałam mieć w domu pokój/gabinet, a w nim regał po sam sufit wypełniony po brzegi książkami :)













Bardzo fajny pomysł na segregację książek :) Jeśli się dorobię w końcu tego regału, to spróbuję zrobić tak u siebie ;)





































Moje ulubione powiedzonka :)



Źródło: zdjęcia pochodzą ze strony www.pinterest.com



A Wy jakie czytacie książki, papierowe czy elektroniczne? :)



* * * * * * * * * *


Jak już pewnie zauważyliście ostatnio zmienił się wygląd bloga :) Bardzo się z tego faktu cieszę, bo wcześniejszy już mi się opatrzył i generalnie był nieciekawo-nijaki. Mam nadzieję, że Wam również przypadł do gustu i dzięki niemu milej będziecie spędzać u mnie czas ;)

W związku z tym chcę podziękować Hafiji za pomoc w stworzeniu nowej szaty graficznej. Agatka to nie tylko mamuśka prowadząca bloga o swoim synku i wszystkim tym co się wiąże z mamusiowaniem, ale również zdolna kobita znająca się na HTLM-ach i innych dziwnych (jak dla mnie) kodach ;) 

Kochana bardzo Ci dziękuję za poświęcony mi czas :)


Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego weekendu! :)


post signature

niedziela, 26 sierpnia 2012

Ściana wspomnień

Kocham zdjęcia, o wiele bardziej niż obrazy czy różnego rodzaju grafiki. Sama uwielbiam fotografować, zwłaszcza dzieci, krajobrazy i bawić się w makrofotografię. Żebym tylko tak miała więcej czasu i mogła wymienić mojego NIKONA na lepszy model... ehhh

U siebie w domu zawsze chciałam mieć na ścianie fotografie, które dla mnie i mojej rodziny mają bardziej osobiste znaczenie - przedstawiające nas, rzeczy czy miejsca, z którymi mamy jakieś wspomnienia.

Wczoraj po miesiącu zwlekania i odkładania na później wreszcie zawisła pierwsza partia takich zdjęć w salonie. Oczywiście na tak honorowym miejscu nie mógł być nikt inny jak Klaudia :) Uwielbiam przeglądać zdjęcia jak była jeszcze bardzo malutka, przypominać sobie tamten okres, dlatego kilka z nich musiało trafić do ramek, aby móc patrzeć na nie troszkę częściej ;)




ramki - IKEA, model RIBBA, kolor orzech


Pozdrawiam serdecznie ;)

piątek, 17 sierpnia 2012

Dżem z pomarańczy, kiwi i nutką cynamonu

Tak jak obiecałam, mam dla Was przepis na ciekawy dżem. Przy okazji polecam blog Ady, na którym właśnie go znalazłam. Ada tak go chwali, że musiałam sama spróbować. 

Wykonałam go w dwóch wersjach. Pierwsza partia jest według dokładnego przepisu Ady. Natomiast drugą wykonałam z małymi modyfikacjami - dodałam ciut mniej cukru i cynamonu. Po wykonaniu pierwszej partii okazało się, że kilka łyżeczek cynamonu jakie proponuje Ada (za pierwszym razem dałam 1,5 łyżeczki) to dla mnie troszkę za dużo, więc spróbowałam z mniejszą ilością. Mimo wszystko oba dżemiki wyszły smaczne.

Poniżej podaję moje proporcje, aby ich nie zapomnieć ;) Każdy wie co bardziej lubi, więc w razie potrzeby wybierze wariant bardziej mu odpowiadający ;)

Składniki:
4 słodkie pomarańcze
4 kiwi
1/2 szkl. cukru
1/2 łyżeczki cynamonu

Pomarańcze obrałam ze skórek i białych błonek znajdujących się tuż pod skórką. Usunęłam również błonki wewnętrzne, ponieważ były grube i dość twarde (w pierwszej partii są w dżemie wyczuwalne). Kiwi obrałam i pokroiłam w drobną kostkę. Wszystko wrzuciłam do garnka, wsypałam cukier, cynamon i gotowałam bez przykrycia 1,5 godziny.

Następnie gorący dżem włożyłam do wyparzonego słoika i odstawiłam do góry dnem, przykryłam ściereczką i czekałam aż ostygnie.


A tak prezentują się moje trzy skromne słoiczki ;)







Na razie szkoda mi ich otwierać i czekam z tym do zimy ;) Mimo to robiąc go przekonałam się nie jedną łyżką, że wyszedł pyszny, gęsty dżemik! ;) Ja nie przepadam za pomarańczami, ale to mi naprawdę smakuje. Będzie idealny do gorących tostów czy chałki. Podobno jest dobry również do ryżu, czego nie omieszkam spróbować ;)


Pozdrawiam serdecznie
Ola

wtorek, 14 sierpnia 2012

I po wszystkim...

Tyle miłych, pełnych otuchy komentarzy dostałam pod ostatnim postem, że muszę Wam jeszcze raz podziękować w osobnej notce ;) Dziewczyny jesteście kochane i serdecznie Wam dziękuję ;****

A co u mnie? 

Dziś byłam w szpitalu, był zabieg i na szczęście jeszcze dziś mogłam wrócić do domku. Po dłuuuugim czekaniu w Izbie Przyjęć, wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Zaletą narkozy jest to, że człowiek się mniej stresuje, nic nie widzi, nie słyszy i nie czuje. No i czas płynie znacznie szybciej. Bardzo się bałam tego jak będę się czuć po powrocie, ale jest naprawdę dobrze. Muszę teraz się oszczędzać, nie dźwigać i brać leki, aby wrócić do siebie.

Dobrze, że mam tego Małego Urwiska, dzięki któremu nie ma czasu na myślenie ;) 


Pozdrawiam

Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 12 sierpnia 2012

Nie zawsze jest tak jakbyśmy tego chcieli

Jakiś czas temu wspominałam Wam, że szykują się u mnie wielkie zmiany. To co mnie w niedalekiej przyszłości miało czekać było niespodziewane, nieplanowane, na początku troszkę szokujące, ale z czasem ogromnie radujące moje serce. Nie chciałam nic konkretnego pisać, jak nie będę w 100% pewna. Teraz jestem w 100% pewna, że nic z tych zmian nie będzie, a jeśli jakieś się szykują to poszły zupełnie w innym kierunku. Teraz czekają mnie niespodziewane, nieplanowane i szokujące rzeczy, które zupełnie mnie nie cieszą i których się boję...  

Byłam gotowa przez najbliższe 9 miesięcy męczyć soki warzywne, zrezygnować z kawki, winka, chipsów czy jednych z moich ulubionych lodów z automatu. Jednak nie będę miała takiej możliwości. Z kolei Klaudii muszę teraz wytłumaczyć, że "Dzidzia NIE mieszka w bziuśku".

Dziś siedzę i dumam do jakiego warszawskiego szpitala jutro się zgłosić, aby zrobili we mnie zupełną pustkę...

czwartek, 9 sierpnia 2012

Czas pomyśleć o zimie czyli przygotowywanie zimowych zapasów

Pierwsze dni urlopu spędziłam na przygotowaniach zimowych zapasów. Pierwszy raz tak bardzo zaangażowałam się w ich przygotowywanie i powiem szczerze, że bardzo mi się to podoba, mimo iż trzeba poświęcić na to sporo czasu. Zrobiłam nawet na słoiki ubranka ;)

Spiżarka nie jest jeszcze skończona, więc chwilowo słoiki goszczą w jednej ze szafek.



Nasz ogródek nie jest za duży, nie wszystko jeszcze zostało w tym roku posadzone, więc zbiory nie były jakoś oszałamiająco wielkie. Mimo to trzeba było wykorzystać dary natury jakie się w nim pojawiły (i nadal pojawiają) ;) Zimą na pewno zachce się swoich ogórków, truskawek czy jabłek. Generalnie jeśli jest to możliwe to staram się wszystko mrozić, bo według mnie to jest najlepsza forma, aby zachować to co w warzywach/owocach najcenniejsze. Dlatego nie tylko półki szafki, a również zamrażalnika się zapełniają. 

Ogórków jest u nas mnóstwo. Nasza 3-trójka (Klaudia też je uwielbia, a najbardziej to chyba szukać je wśród liści ;) nie nadąża ich jeść. Dlatego część trafiło do słoików na kiszenie, a część została starta, wsadzona w pojemniki i zamrożona. Zimą będziemy się zajadać mizerią z własnych ogórków. Do zamrażarki trafiły również truskawki z myślą o ciastach w zimie, aby sobie troszkę lato przypomnieć ;)




Mamy jedną dziką jabłoń, która generalnie jest do wycięcia, jednak w tym roku obsypała nas tyloma owocami, że aż szkoda było się jej pozbywać. Jabłka są dość kwaśne, dlatego powstało kilka słoików dżemu. Będzie do naleśników i ryżu dla Klaudii.





Polecam również posiekać świeży koperek, natkę pietruszki, wsadzić do słoiczków i zamrozić. Szybki sposób na świeże ziółka do ziemniaków, sosów czy na kanapkę zwłaszcza zimą. Z koprem troszkę się spóźniłam i mam go już ledwo na dnie, bo z ziół już skorzystam. Koper znów zasadziłam i jeśli zdąży coś wyrosnąć to na pewno trafił do słoika.



Ubolewam, że w tym roku nie mamy malin... Ale na jesień obowiązkowo będą posadzone. Teraz muszę się uśmiechać do szwagierki, która ma ich dużo ;) Jeśli będę miała możliwość to powstanie z nich sok, który będzie idealny do herbaty na jesienno-zimową pogodę i podczas przeziębienia.

Zostały mi jeszcze pomidory, którymi na razie od tygodnia się zajadamy. Zastanawiam się co z nich zrobić jak się nimi przejemy... W ogrodzie leżą jeszcze nietknięte kabaczki, z których też muszę coś zrobić. Najwyraźniej jeszcze sporo pracy przede mną.

A na koniec chcę wspomnieć o ciekawym przepisie na dżem z kiwi, pomarańczy i cynamonu, na który jakiś czas temu trafiłam w sieci. Pomyślałam, że taki dżemik idealnie pasuje do przygotowań zimowych zapasów, ponieważ pomarańcze i cynamon kojarzą mi się właśnie z zimą i Świętami BN ;) Niebawem podzielę się z Wami przepisem, bo warto go wypróbować.







Wy też bawicie się we własne przetwory?? :)


Pozdrawiam serdecznie :)

Image and video hosting by TinyPic

wtorek, 7 sierpnia 2012

Urlopowe plany

Wczoraj oficjalnie rozpoczęłam swoje wakacje ;) Tym razem zaszalałam i zafundowałam sobie 2 tygodniowy płatny pobyt w domku. Szkoda tylko, że wyjechać nigdzie się nie uda, bo mąż jak zwykle zapracowany... Jednak ja i tak nudzić się nie będę bo harmonogram prac domowych został już opracowany. Urlop zapowiada się dość pracowity: zaległe OGROMNE pranie + prasowanie + (wreszcie) ogarnięcie naszej "garderoby", zarośnięty ogródek, sadzenie ziół, dekoracja domu i jeszcze dużo innych rzeczy.

M. in. to będzie mi potrzebne do wykonania mojego planu:



A po wykonaniu planu prac nie robię już nic ;) Będzie czytanie książki, popołudniowe drzemki z Klaudią (za czym strasznie już tęsknię), maseczki na twarzy, spacery... i pewnie jeszcze coś wymyślę ;)

Udanego tygodnia Wam życzę ;)

Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rafaello na krakersach

Dziś mam dla Was obiecany przepis na Rafaello, o którym ostatnio wspominałam. Wykonanie ciasta może nie należy do najszybszych, ponieważ trzeba część składników zagotować i ostudzić oraz poczekać parę godzin aż "dojdzie" w lodówce. Jednak warto swoje odczekać, aby się później nim delektować ;) Za każdym razem jak go zrobię, ktoś go pochwali ;)

A oto przepis.

Składniki:
0,5 litra mleka
2 płaskie łyżki mąki przennej
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
2 żółtka
3/4 szklanki cukru
1 cukier waniliowy
kostka masła
100 g wiórków kokosowych
płatki migdałowe
2 opakowania krakersów (ja używam Lajkonik)

Żółtka utrzeć mikserem z 1/2 szkl. cukru i cukrem waniliowym. Dodać mąkę pszenną, mąkę ziemiaczaną i 1/2 szkl. mleka. Wszystko razem dalej ucieramy mikserem. Pozostałe mleko należy zagotować z resztą cukru. Na gotujące się mleko wlać masę jajeczną. Szybko i dokładnie mieszać, aż do momentu uzyskania konsystencji budyniu. Ostudzić co jakiś czas mieszając. 
Miękkie masło utrzeć na puszystą masę. Wciąż ucierając stopniowo dodawać ostudzony budyń. Pod koniec wsypać wiórki kokosowe.
Na blaszce o średnicy 30x25 cm ułożyć warstwę krakersów. Na krakersach rozsmarować 1/3 masy. Czynność powtarzamy aż do uzyskania 3 warstw krakersów i 3 warstw masy. Wierzch (czyli ostatnią warstwę masy) posypać wiórkami kokosowymi oraz płatkami migdałowymi.

Ciasto wstawić na kilka godzin do lodówki, aby krakersy zmiękły pod wpływem masy. Ciasto jest najlepsze, gdy leżakuje w lodówce przez całą noc ;)



Życzę smacznego :)


Pozdrawiam serdecznie.

Image and video hosting by TinyPic