sobota, 15 czerwca 2013

Już wiemy! ;)

No i doczekałam się piątku, godziny 16.00 :) Wchodzę do gabinetu. Najpierw szybkie rutynowe załatwienie podstawowych rzeczy: analiza wyników badań, skierowanie na kolejne, w międzyczasie gadka szmatka i wreszcie wskakuję na łóżko, aby poznać płeć mojego małego lokatora.

Lekarza mierzy, ogląda, zagląda i..... zajrzeć nie może. Maluch obraca się na bok i zamiast wystawić nam siusiaka, na którego od miesiąca tak czekaliśmy, wystawia nam tylko język - dosłownie! Sam lekarz chyba  tym niecodziennym widokiem zaskoczony,  uwiecznił to na zdjęciu ;)))



Ostatecznie usłyszeliśmy, że według niego, z tego co zdołał zauważyć na 80% będzie DZIEWCZYNKA :D

Nie ukrywam, że z mężem liczyliśmy na inną wiadomość, ale i tak ogromnie się cieszymy :) Najbardziej z tego, że Mała jest zdrowa i nic nie odbiega od normy :) Nareszcie poznałam więcej szczegółów i wiem, że na dzień 22 tydz i 5 dzień waży 514 g.

Na to wychodzi, że mój sen o tym, że będzie córka był bardziej proroczy niż przeczucia i wcześniejsze wróżby ;) Chyba przez to, że Mała nie do końca chciała nam się pokazać, czasami mam takie wrażenie, że Mała może się jeszcze okazać Małym - lekarz tego nie wykluczył ;) 

Choć teraz gdy myślę o kolejnej kobitce w domu, buzia sama mi się uśmiecha :D Mężu współczuję ;P


Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam udanego weekendu!

post signature

środa, 12 czerwca 2013

Chłopiec czy dziewczynka, czyli moje próby odgadnięcia płci dziecka ;)

Od dobrych paru tygodni intensywnie głowię się nad tym kto zamieszkuje mój brzuch. USG, na którym lekarz w końcu ma spróbować określić płeć dziecka jeszcze przed nami. Tak strasznie jestem już zniecierpliwiona tym czekaniem, dlatego zaczęłam szukać innych sposobów na odgadnięcie płci mojego lokatora ;) Nie praktykuje żadnych wróżb i  niezbyt też we wróżby wierzę, to jednak moja ciekawość była znacznie silniejsza :) Poza tym jestem również ciekawa na ile te wróżby się u mnie sprawdzą. A oto kilka z tych, które znalazłam...

Wróżba matematyczna

Za pomocą siódemek należy obliczyć, ile kobieta i mężczyzna mieli lat w czasie poczęcia dziecka, np. Mama: 26 lat = 7+7+7+5, Tata: 32 lata = 7+7+7+7+4. Pod uwagę bierze się na ostatnią cyfrę po siódemkach. Jeśli jest większa u mamy to będzie córeczka, jeśli większa u taty, to chłopczyk. Natomiast gdy rodzice są z tego samego roku: będzie albo chłopiec, albo dziewczynka.


Nam wychodzi CHŁOPIEC ;)


Wahadełko

Nad brzuchem trzymamy zawieszoną na łańcuszku/sznurku obrączkę Jeśli wahadełko będzie się kręcić w kółko wówczas wróży nam dziewczynkę, natomiast jeśli będzie się poruszało na boki to będzie chłopiec. Spotkałam się również z inną wersją: kręcenie w kółko oznacza chłopca, a ruch na boki - dziewczynkę. Ja przyjęłam pierwszą wersję ;)



Nam wychodzi CHŁOPIEC ;)


Kalendarz chiński
 
W tabeli odnajdujemy wiek kobiety, w którym nastąpiło poczęcie. Podobno należy wziąć pod uwagę skończone lata, a nie rocznik. Następnie odnajdujemy miesiąc poczęcia, pamiętając że według kalendarza chińskiego miesiące mają 28 dni, dlatego jeśli zapłodnienie nastąpiło 29 dnia i dalej, to należy wziąć pod uwagę miesiąc kolejny.
Źródło: http://dzidziusiowo.pl

Nam wychodzi DZIEWCZYNKA ;)



Dodatkowe kilogramy

Jeśli tata przybiera na wadze razem z mamą to będzie chłopiec.


W takim razie nam zdecydowanie wychodzi CHŁOPIEC ;)))



No to mamy 3:1 dla CHŁOPCA!
Zobaczymy co na to w piątek powie mój lekarza ;)


Pozdrawiam Was bardzo serdecznie! ;)

post signature

piątek, 31 maja 2013

Jest plan... + Podziękowania ;)

Ostatnio mąż zaskoczył mnie przynosząc szczegółowo opracowany harmonogram z datami wykonania poszczególnych prac wykończeniowych w naszym domu. W pierwszym momencie zaczęłam szukać roku wykonania tego harmonogramu, bo wyglądało mi to na plan robót na co najmniej dwa lata. Po chwili okazało się, że mąż ma bardzo ambitny plan - do końca września br powinniśmy wprowadzić się na piętro. Nie powiem, bardzo mnie ucieszył ten jego optymizm, bo ja sądziłam, że przed październikiem jest to niewykonalne. Choć z doświadczenia wiem, że na te jego terminy trzeba brać poprawkę i znając życie część terminów na pewno się wydłuży, a niektóre prace całkiem odwleką się w czasie. Co do tego z teściem jesteśmy zgodni ;) Jednak motywacja do pracy jest duża, bo jak większość z Was już pewnie wie, w październiku pojawi się u nas nowy lokator, a to oznacza potrzebę chociażby jednego dodatkowego pokoju. Obecnie to nawet sobie nie wyobrażam jak we 4 mielibyśmy się pomieścić w tym jednym zagraconym już pokoju.... Dlatego obiecałam mężowi pełne zaangażowanie i pomoc, aby ten jego plan został zrealizowany. Terminy są bardzo napięte i pewnie przez to nawet nie ma szans na wakacje tego lata. Planowałam wyjazd do rodziców połączony z pobytem nad morzem, jednak teraz to wszystko stoi pod wielkim znakiem zapytania... Wszystko okaże się z czasem.

Moje obecne zadanie - wybrać płytki do łazienki i jak najszybciej zamówić. Na szczęście osiągnęłam połowę sukcesu i przynajmniej wiem już w jakim będą kolorze. Kwestia koloru była dla mnie najgorsza. Dolna łazienka jest w kolorach, które lubię najbardziej, więc urządzanie górnej okazało się dla mnie nie lada wyzwaniem zwłaszcza, że nie chciałam  mieć dwóch takich samych czy podobnych łazienek. Jednak ostatnio zakochałam się w szaro-białych aranżacjach dzięki czemu problem mam już z głowy ;) Górna łazienka ma być w podobnej kolorystyce....

Źródło: www.homeplex.pl
Źródło: www.lazienkowy.pl

Dodatkowo na tapecie mamy wybór kostki na podjazd i kolor elewacji. Tak jak z kostką nie mamy jakoś specjalnego problemu, aby się na coś zdecydować, tak z elewacją nie wiemy jaki kolor wybrać... Ma być bardzo jasny, nie biały i nie kremowy, musimy znaleźć coś pomiędzy, a to o dziwo nie jest dla nas takie proste.

A w międzyczasie do załatwienia w najbliższy tydzień: kupić tuje i posadzić, zamówić roletę na okno do kuchni, zaplanować nawodnienie, wybrać i zamówić płytki do pralni, wybrać i zamówić armaturę do łazienki.... A to dopiero początek!

Znów szykuje się nam mnóstwo roboty na pełnych obrotach i za pewne też mnóstwo nerwów. No ale jest jak jest, trzeba działać i spróbować ogarnąć tą chałupę.


A  na koniec mój nowy naszyjnik od Oli z Wszystko dla mam i dzieci. Jest cudny! Jeszcze raz dziękuję :)



 
Pozdrawiam!
post signature

wtorek, 28 maja 2013

Rossmanowy Haul

Chyba już każdy słyszał o dość interesującej promocji w Rossmannie, która trwa jeszcze do najbliższego czwartku. Nie dało się tego przegapić, bo nawet w blogosferze zrobiło się głośno na ten temat. Ja osobiście bardzo lubię korzystać z takich promocji, więc nie było opcji aby sama nie udała się tam na małe zakupy. To zawsze jest okazja na zrobienie sobie zapasów oraz wypróbowania nowych kosmetyków.

Z chęcią czytam posty o zakupach i zdobyczach kosmetycznych (ale i nie tylko), bo często można wypatrzeć coś dla siebie, dlatego teraz ja pokażę co udało mi się dostać.

Moje skromne zakupy mogę zaliczyć do naprawdę udanych, zwłaszcza że większość kosmetyków jest dla mnie nowością trafioną w 10.

Skusiłam się na 2 szminki. Pierwsza to L'oreal Rouge Caresse w kolorze 201 Mauve Cherie, wokół której kręciłam się już chyba od 2 miesięcy. Regularna cena, przeszło 50 zł trochę mnie zniechęcała do jej zakupu, jednak teraz w promocji jest dostępna w znacznie bardziej przystępnej cenie 26,99 zł. Jestem z niej bardzo zadowolona. Podoba mi się w niej to, że nie tylko nadaje ustom kolor, ale również sunie i nawilża jak pomadka ochronna. Ma ogromną ochotę na jeszcze jedną ;)




Natomiast druga to Maybelline COLOR SENSATIONAL w kolorze 150 Cosmo Pink (po rabacie 17,99 zł). Już kiedyś pisałam TU o innej z tej serii, która od dłuższego czasu jest moją ulubioną. W komentarzach pod tamtym postem jedna z moich czytelniczek z bloga Na Nowej Drodze Życia napisała o jej ulubionym kolorze, który z ciekawości sprawdziłam. I zakochałam się :) Szukałam różowej szminki, ale nie takiej w stylu "barbie" i ta okazała się idealna! :)





Dla porównania dodałam kolor szminki Maybelline w kolorze 250 Mystic Mauve, który pokazywałam TU. Szminka z L'oreala jest zbliżona do Maybelline 250 Mystic Mauve, ale kolor jest mniej intensywny, natomiast kolor Maybelline 160 Cosmo Pink bardzo ciężko było mi uchwycić. Jest on najjaśniejszy spośród tej trójki, a odcień nie wpada w fiolet tylko jest czystym różem.




Kolejna dla mnie nowość to cienie Maybelline Color Tattoo 24H (po rabacie 14,39 zł). Wybrałam kolor 35 On and on Bronze. To pięknie połyskujący brąz. Utrzymuje się u mnie cały dzień, nie zbiera się w załamaniach powieki - chcę inny kolor! ;)







Udanym zakupem okazała się również automatyczna kredka do oczu Manhattan X-TREME LAST EYELINER w kolorze czarnym (po rabacie 9,59 zł). Na dolnej linii wodnej może nie utrzymuje się przez cały dzień i z upływem godzin troszkę znika, ale nie rozmazuje się tworząc przy tum efektu pandy. Natomiast na górnej linii wodnej kredka utrzymuje się znacznie lepiej, po całym dniu nadal była na swoim miejscu.



Skusiłam się również na lakier do paznokci Manhattan Quick Dry w kolorze 25G (po rabacie 6,59 zł), który urzekł mnie kolorem. Kolor to piękny łosoś, który na paznokciach, zwłaszcza przy opalonych dłoniach wygląda cudnie. Jednak ja mam problem z jego aplikacją, bo niesamowicie mi smuży. Muszę jeszcze raz spróbować go nałożyć, bo u Paulii z bloga one little smile wygląda bosko! Sami sprawdźcie ;)


Znacie te kosmetyki?


Pozdrawiam serdecznie i do następnego!

post signature

poniedziałek, 27 maja 2013

W połowie drogi

No i dotrwaliśmy do półmetka naszej 40 tygodniowej drogi - dziś zaczynam 20 tydzień ciąży! Mały coraz mocniej zaczyna wierzgać w brzuchu. Nóżek pod żebra jeszcze nie wkłada, ale wyraźnie czuć że to on i nie da się go już pomylić z czymś w rodzaju jeżdżenia w jelitach ;) W piątek mieliśmy kolejną wizytę u lekarza, jednak nic więcej się nie dowiedziałam. Było tylko szybkie USG sprawdzające tętno, ułożenie i tyle. 

My z dzisiaj, czyli 20 tc ;)

Z kolei ja mam kiepskie wyniki badania krwi ;/ Hemoglobina ciągle spada, dlatego od wczoraj moimi nowymi przyjaciółmi zostali: witaminy Pharmaton Matruelle i żelazo Femibion Vita Ferr.

Najlepiej przyjmować żelazo popijając go sokiem owocowym bogatym w wit. C, ponieważ to zwiększa poziom przyswajania żelaza. Ja uwielbiam świeżo wyciśnięty sok z grejpfrutów.

Za 3 tygodnie czeka mnie kontrola i jeśli hemoglobina nadal będzie za nisko czekają mnie zastrzyki z żelazem.... No nic, nie myślę o zastrzykach tylko zabieram się za tą cholerną hemoglobinę! Już wcześniej obiecałam sobie, że będę pić sok z buraków, ale raz zrobiłam sobie sok warzywny i myślałam, że wymiotuję ;/ Kocham owocowe smoothie, które robię sobie 1-2 razy w tygodniu, jednak soków warzywnych nie dam rady przełknąć ;/ Po ciąży z Klaudią skutecznie je sobie obrzydziłam, ale fakt faktem, wówczas z hemoglobiną nie miałam takich problemów i ogólnie wyniki miałam dobre. Ale muszę, po prostu muszę pić te soki z buraków, więc będę mocno zaciskać oczy i nos i może jakoś przejdzie... Mimo wszystko, dobrze się czuję. Brzuch nie ciąży i nie ogranicza ruchów. Wydaje mi się, że jestem jeszcze w 100% mobilna ;) Waga ciągle jest większa niż jaką miałam w tym czasie z Klaudią i jestem już 6 kg do przodu. Rozstępów brak i żeby tak już zostało ;)

Również za 3 tygodnie jest szansa, że w końcu będziemy wiedzieć co mi w brzuchu rośnie :D Jestem strasznie podekscytowania tym co lekarz tam dojrzy lub nie dojrzy :) Teraz chyba jestem bardziej przejęta i zniecierpliwiona tym czekaniem niż jak byłam w ciąży z Klaudią. Pewnie dlatego, że wówczas było mi wszystko jedno co będzie, natomiast teraz bardzo chciałabym chłopca, bo zawsze marzyłam o parce :) Widzę, że mąż również BARDZO chce mieć syna. Tak bardzo, że nawet wybrał już imię, którym zwraca się do mojego brzucha ;) Jednak nie pozostaje nam nic innego, jak cierpliwie czekać, choć nie wiem czy mi tej cierpliwości wystarczy i wcześniej nie polecę gdzieś prywatnie na badanie ;)

Cierpliwość jednak muszę znaleźć przynajmniej do czwartku, bo mąż dziś wyleciał, a prywatnym samolotem nie dysponuję, aby wcześniej go do domu sprowadzić. Od 4.00 jestem na nogach i nie dało rady pójść się jeszcze zdrzemnąć zanim Klaudia wstanie. Gdy wyjeżdża, zwłaszcza daleko, robię się niespokojna, martwię się i ciągle myślę co u niego. Wiem, że nie potrzebnie, ale to silniejsze ode mnie. Nie rozumiem tego i nie wiem jak to jest, ale często mam tego mojego faceta dość, wtedy najchętniej wysłałabym go odrzutowcem z powrotem na Marsa, jednak gdy znika chcę żeby natychmiast wrócił. Jacy by ci faceci nie byli, bez nich chyba byłoby nam ciężko ;)

Udanego tygodnia Wam życzę!

post signature

wtorek, 21 maja 2013

♥ Maj ♥

Kocham Maj!!! Słońce mocniej grzeje dzięki czemu wszystko budzi się do życia, a w tym również i JA. Maj to pierwsza opalenizna, ciepłe deszcze, pierwsze wiosenne burze, zielona trawa, tulipany, ciepłe wieczory na tarasie, weekendowe grille... czyli wszystko to co uwielbiam :) 

Maj jest dla mnie wyjątkowy również ze względu na rodzinę, ponieważ w tym miesiącu obchodzimy kilka ważnych dla nas rocznic, m.in. moje urodziny ;) Tym razem moje małe święto było inne niż poprzednie - rozmieniłam kolejną dziesiątkę! W żaden sposób mnie to nie dołuje czy przeraża. Wręcz przeciwnie. Z myślą o 30-stce czuję się świetnie!!! Sama widzę, że w ciągu tych lat spoważniałam, zrobiłam się odważniejsza, pewniejsza siebie. Cieszę się z tego, że z upływem czasu zdobywam coraz to więcej doświadczenia, co mnie wzbogaca pod różnymi względami i nie mogę się doczekać tego co przyniosą kolejne dni, tygodnie, miesiące, lata.








Maj to także wspaniała wiadomość (zwłaszcza dla mnie). Muszę się pochwalić, że od paru dni w domu mamy przedszkolaka! :D Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę, że Klaudii udało się dostać do lokalnego, państwowego przedszkola. To oznacza, że wreszcie będzie miała stały kontakt z rówieśnikami, a zauważyłam, że tego właśnie od jakiegoś czasu jej brakuje. Kiedy wspominam jej o przedszkolu i opowiadam jak tam jest, bardzo się cieszy i chciałaby pójść tam od razu. Oby we wrześniu miała tyle chęci co teraz ;) No i nie da się ukryć, dla mnie oznacza to więcej wolnego czasu ;D Gdy pojawi się Drugie, te parę godzin w ciągu dnia będzie po prostu bezcenne.





Najprawdopodobniej przełom maja i czerwca to kolejna ważna i wyczekiwana przez nas wiadomość..... ;D

Ach, ten Maj... ;)
 

Pozdrawiam!

post signature


niedziela, 19 maja 2013

Murzynek - szybkie weekendowe ciasto

Przepis na to ciasto znam od X lat. Było to pierwsze ciasto jakie samodzielnie zrobiłam, a było to w szkole podstawowej. W naszym domu często się pojawia ponieważ jest szybkie, łatwe i nie wymaga skomplikowanych składników. A dlaczego weekendowe? Ano dlatego, że u nas znika w ciągu 2 dni ;)

Składniki z pierwszej części rozpuszczam w garnku na malutkim ogniu pilnując, aby nie doprowadzić do wrzenia. Gotową kakaową masę pozostawiam do ostygnięcia często mieszając, aby nie zrobił się kożuch.

Do przestygniętej masy stopniowo dodaję jajka i mąkę z proszkiem do pieczenia. Wszystko wylewam na blaszkę wysmarowaną tłuszczem i bułką tartą. Ja używam blaszki na babkę z kominem o średnicy 24 cm. Piekę w piekarniku w temp. 190 stop. C (termoobieg) ok. 40-45 min. Patyczek musi być suchy.

Po upieczeniu pozostawiam, aby przestygło po czym można się już nim zajadać :) W dzieciństwie najczęściej jedliśmy go w takiej wersji.

Jednak ja lubię dodać jeszcze co nieco. Gdy jest już zimne przekładam je dżemem z czarnej porzeczki, a wierzch polewam mleczną polewą. Pycha!



Polecam i życzę smacznego! :)

post signature

czwartek, 9 maja 2013

Bijouteria

Uwielbiam biżuterię! Uwielbiam wszystko co się z nią wiąże - pierścionki, naszyjniki, wisiorki, bransoletki, broszki, a w szczególności kolczyki. Biżuteria nie tylko uzupełnia strój, ale również dodaje nam uroku i blasku. Z racji tego, że w domu pojawiło się dziecko dla zwyczajnej wygody przez dłuższy czas nie zakładałam nic, a co za tym idzie również jej nie kupowałam. Dopiero rok temu, gdy wróciłam do pracy odkurzyłam swoje skarby. Od jakiegoś czasu znów powiększam swoją kolekcję :)

Najbardziej lubię i preferuję biżuterię ze srebra. Jednak bardzo upodobałam sobie również biżuterię z metalu/stali. Mam z nią dobre doświadczenia ;) Nie uczula mnie, nie ciemnieje tak szybko jak srebro, czyści się ją bez najmniejszych problemów i jest tańsza.
 
Uwielbiam sklep Bijou Brigitte. Tam to mogłabym przesiedzieć cały dzień ;) Jednak ostatnio odkryłam, że w C&A również można znaleźć dużo ładnej biżuterii. Jakiś czas temu skusiłam się tam na 2 rzeczy.

Pierścionek kupiony parę tygodni temu na wyprzedaży. Kosztował 10 zł.



Kolczyki z kolekcji I am. Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia :D Kosztowały 23 zł.



Choruję jeszcze na kolczyki z ORSAYa, które oglądałam już dwa razy. Jutro wybieramy się z Klaudią na małą przejażdżkę do Warszawy, więc może w końcu się na nie skuszę ;)  


Udanego wieczoru kochani! :)

post signature

wtorek, 7 maja 2013

I po badaniu - Test PAPP-A

Jakiś czas temu wspominałam, że jestem w trakcie wykonywania badania w kierunku wykrycia ryzyka wystąpienia wad genetycznych płodu. Troszkę trwało zanim dostałam wyniki, ale w końcu do mnie dotarły i mogę odetchnąć z ulgą :) Wynik wyszedł pozytywny co oznacza, że ryzyko wystąpienia wad genetycznych u Małego jest bardzo małe :)

Będąc w ciąży z Klaudią nawet nie słyszałam o takim badaniu jak test PAPP-A. Jak się już zdążyłam zorientować takie badanie jest zalecane kobietom w ciąży od ok. 30 roku życia. Nie słyszałam o nim wcześniej pewnie dlatego, że podczas pierwszej ciąży do 30-tki miałam jeszcze daleko. Z racji tego, że teraz 30-tka stuknie mi w tym miesiącu (OMG!) o takim badaniu poinformował mnie mój lekarz i zalecił jego wykonanie. 

A to ja i mój brzuch z ostatniej niedzieli ;) To już 18 tydzień ciąży!


Na koniec chcę napisać najistotniejsze według mnie informacje na temat testu PAPP-A, bo na pewno nie ja jedna podczas wizyty u lekarza zostałam zaskoczona tą dziwną nazwą.


Co to jest ten test PAPP-A i na czym polega?

Test PAPP-A jest najczulszym spośród znanych badań nieinwazyjnych. Jest on wykonywany w celu określenia wysokości ryzyka wystąpienia jednych z najczęściej spotykanych nieprawidłowości genetycznych - zespołu Downa, zespołu Edwardsa, zespołu Patau oraz otwartej wady ośrodkowego układu nerwowego (OUN). 

Test PAPP-A składa się z:
  • Szczegółowego wywiadu
  • Pobrania krwi kobiety ciężarnej (białko ciążowe A - PAPP-A i wolną podjednostkę beta gonadotropiny kosmówkowej)
  • Specjalistycznego badania USG przezierności karkowej (NT) 
Informacje zgromadzone w ten sposób wprowadzane są w program komputerowy stworzony specjalnie w tym celu przez brytyjskich specjalistów.

Test nie wykrywa 100% przypadków zespołu Downa i innych patologii płodu. Czułość testu w zakresie wykrywania zespołu Downa wynosi ok. 90% (wykrywanych jest 9 na 10 płodów chorych).

Test PAPP-A wykonuje się pomiędzy 11 a 13 tygodniem i 6 dniem ciąży. Wiek ciąży określa się według daty ostatniej miesiączki oraz USG wykonywanego tego samego dnia.

Nieprawidłowy wynik testu nie oznacza choroby płodu, lecz podwyższone ryzyka, które należy zweryfikować innymi metodami diagnostycznymi - biopsją trofoblastu lub amniopunkcją. Wynik taki może również wskazywać na inną patologię (np. późniejsze powikłanie nadciśnieniem,  stanem przedrzucawkowym, zaburzeniami odżywiania płodu, cukrzycą ciężarnych, krwawieniami) i dlatego w przypadku nieprawidłowego wyniku amniopunkcji wskazana jest szczególna opieka nad ciężarną i ewentualna diagnostyka, np. ultrasonograficzna w drugim trymestrze.

Prawidłowy wynik oznacza, że ryzyko wystąpienia zespołu Downa u płodu obliczone na podstawie powyższych parametrów jest niskie lecz nie wyklucza jej na 100%. W takim przypadku badania inwazyjne nie są zazwyczaj zalecane. Ryzyko choroby płodu jest niższe, niż ryzyko utraty ciąży wskutek amniopunkcji lub innych badań inwazyjnych. 


Wykonanie tego testu niestety nie jest tanie. Koszt badania (USG + pobranie krwi) to ok. 500-600 zł. Skierowanie od lekarza mogą dostać kobiety dopiero od 35 roku życia. Dla  mnie sporym problemem było nawet znalezienie kliniki, która wykonuje taki test. Jedna z wiodących klinik prywatnych w Warszawie, w której się leczę nie wykonuje takiego badania, co osobiście bardzo mnie zaskoczyło.


Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego!

post signature


piątek, 3 maja 2013

To już rok!

Niesamowite, że to już rok jak jesteśmy na swoim. Dokładnie 2 maja 2012 roku spędziliśmy w domu naszą pierwszą noc ;) Od tamtej pory niestety nie za wiele się zmieniło. Nadal mieszkamy na parterze, a góra ciągle w budowie. Ostatnio z mężem analizowaliśmy ten miniony rok pod względem wykonanych robót i doszliśmy do wniosku, że cały poprzedni sezon budowlany pochłonęła nam budowa płotu przez co wszystko inne stało. Wykonanie płotu było strasznie pracochłonne, ale taki sobie wymarzyliśmy :) Wszystko rekompensują nam słowa uznania sąsiadów i znajomych ;)

Prace na piętrze tej zimy na szczęście troszkę ruszyły do przodu. Myślałam, że nigdy nie wyjdziemy z tego bałaganu jaki był w momencie wprowadzki: niedokończone ocieplenie z wełny, brak niektórych ścianek działowych... Nawet mojemu mężowi na samą myśl o tym co trzeba tam jeszcze zrobić, w ogóle nie chciało się tego ruszać. Dzięki teściowi udało nam się z tego wygrzebać :) Trzeba tylko położyć gładź na ścianach i będziemy już mieli stan deweloperski ;) Na to pewnie troszkę znów poczekam, bo obecnie działamy w ogrodzie. Teren został niemal wszędzie wyrównany a pierwsze choinki są już posadzone. Mąż szykuje podjazd na ułożenie kostki, łupek czeka już, aby go położyć na ścianie przy drzwiach wejściowych i tarasie, barierki balkonowe wreszcie są oraz szykujemy się na elewację. W tym roku roboty idą znacznie szybciej, co bardzo cieszy i motywuje do dalszej pracy :)

Dziś z Klaudią siedzimy cały dzień same w domu. Pogoda u nas paskudna przez ostatnie 2 dni, ciągle pada i pada... Nie ma nawet jak wyjść do ogrodu czy z Małą na plac zabaw. Mąż dzisiaj wybył z kolegami na ryby. Wędkarz z niego żaden, więc wyobrażam sobie jego łowienie. Siedzi pewnie na leżaku i łowi: jedną ręką kiełbasę, a drugą piwo.... Ale niech ma :) Każdą wolną chwilę spędza na budowie, więc niech się troszkę chłop odstresuje ;) Za to ja mam czas na planowanie góry. Od wczoraj znów zabrałam się za garderobę i łazienkę, bo już czas na konkretne decyzje. Wybrałam się na piętro zrobić kilka fotek. Góry jeszcze nie pokazywałam, więc postanowiłam wrzucić kilka z nich. Wybaczcie ten mały nieporządek :D

Nasza przyszła sypialnia.


Wejście do garderoby, której najbardziej nie mogę się już doczekać ;)


Garderoba. Widok na jedną z moich ścian :)


Najprawdopodobniej pokój Klaudii.


Pokój drugiego dziecka :)



Pralnia.


Łazienka.


(Jak ja to nazywam) Moja pracownia. Malutkie pomieszczenie, ale maszyna i wszystko co niezbędne do szycia się zmieści :)



A w ogrodzie wreszcie pojawiły się pierwsze tuje :)



Pozdrawiam serdecznie!
post signature

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Z kosmetyczki przyszłej mamy: Moja pielęgnacja twarzy

Odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży, moja pielęgnacja twarzy dość znacznie się zmieniła. Będąc w ciąży z Klaudią nie zastanawiałam się jakich kosmetyków używam.Wynikało to z tego, że 3 lata temu w ogóle nie zwracałam uwagi na skład kosmetyków. Wówczas nie było tak głośno o kosmetyka naturalnych jak w ostatnim roku i nie miałam świadomości, że niektóre składniki w kosmetykach mogą być szkodliwe. Nie jestem znawcą w tej dziedzinie, jednak czytając to tu to tam różne artykuły, blogi poruszające tą tematykę, mniej więcej wiem jakie składniki w kosmetykach, w szczególności w ciąży powinnam unikać. Przeraża mnie jak właśnie takie składniki widzę w kosmetykach przeznaczonych dla kobiet w ciąży...

Najbardziej chciałabym, aby wszystkie moje obecne kosmetyki były w 100% naturalne. Jednak nie zawsze jest możliwość, aby takowe sobie zafundować. Nie jestem też zagorzałą maniaczką wszystkiego co jest EKO, dlatego  też pewnie nie wszystkie kosmetyki wymienię na te naturalne. Jednak staram się przynajmniej wybierać mniejsze zło - kosmetyki, które mają jak najbardziej prosty skład i najbardziej zbliżony do naturalnego. Przede wszystkim unikam kosmetyków, które mają w składzie: PHENOXYETHANOL, PARABENY, FTALANY.

Na czas ciąży z mojej kosmetyczki zniknęły kremy przeciwzmarszczkowe, maseczki i inne silnie działające kosmetyki, a ilość wszystkich kosmetyków ograniczyłam do minimum.



Przeszukując drogerie znalazłam bardzo fajne kosmetyki AA z serii Wrażliwa Natura. Kremy w porównaniu do kremów innych marek mają zdecydowanie krótszy i prostszy skład oraz pozbawione są tych najbardziej szkodliwych dodatków, które najbardziej mnie odstraszają. Według tego co podaje producent, kosmetyki z tej serii składają się w ponad 90% ze składników pochodzenia naturalnego i pozbawione są m. in.: konserwantów (w tym parabenów), syntetycznych barwników, alkoholu, glikolu propylenowego (peg), sylikonów, olejów mineralnych. To wszystko zachęciło mnie, aby je wypróbować.

Do oczyszczania twarzy wybrałam Nawilżający żel do mycia twarzy, który bardzo polubiłam. Nie podrażnia mi twarzy, dobrze zmywa resztki makijażu. Jedynie do czego mogę się przyczepić to to, że jakoś specjalnie nie nawilża. Po umyciu twarzy, gdy nie użyję od razu kremu, często mam uczucie ściągnięcia skóry. Jednak jeszcze nie znalazłam takiego żelu, po którym nie miałabym takiego uczucia, więc jestem w stanie to przeboleć ;) 





Choć 20-tka już dawno za mną, to na dzień wybrałam krem aktywnie nawilżający z serii 20+. Chciałam, aby krem nie był silnie działający, a jego głównym zadaniem było nawilżenie skóry. Według mnie z najważniejszego zadanie się wywiązuje - dobrze nawilża. Mimo to po pierwszym użyciu myślałam, że będę musiała go odstawić. Po nałożeniu kremu na twarz czuć lekko tłusty film jaki pozostawia, choć producent zapewnia, że tak nie jest. Mam cerę mieszaną i często moja twarz świeci się w strefie T, dlatego zdecydowanie wolę jak krem na dzień daje bardziej matowe wykończenie i nie czuć go aż tak bardzo. Choć nie przypadł mi jakoś specjalnie do gustu, to postanowiłam przetestować go pod podkład i tu mile mnie zaskoczył. Myślałam, że z nim będę się świecić jak żarówka, a nie było tak źle :)  Poza tym dość sporym minusem jest brak filtra UV, który według mnie w kremie na dzień powinien się znaleźć. Na czas ciąży przy nim zostanę, zwłaszcza że teraz częściej siedzę w domu, a do chodzenia po domu jak najbardziej jest OK :) Po ciąży zdecydowanie wrócę do emulsji na dzień z OLAY.




Z kolei na noc stosuję krem przeciwzmarszczkowo-nawilżający z serii 30+. Krem kupiłam nie wiedząc, że w sprzedaży dostępna jest seria 20+, bo na pewno wybrałabym kem na noc z tej właśnie serii. Jednak mimo iż jest przeciwzmarszczkowy, to postanowiłam że przy nim zostanę. Zwłaszcza, że byłam nim mile zaskoczona. Krem bardzo dobrze nawilża cerę i jej nie podrażnia. Ma fajną konsystencję, która przypomina mi coś w rodzaju musu, przez co nie jest ciężki, nie pozostawia tłustego filmu i bardzo przyjemnie się go używa. Poza tym ma bardzo delikatny i ładny zapach. Chętnie przy nim zostanę nie tylko na czas ciąży :)



Powyższych kosmetyków używam na co dzień, natomiast od czasu do czasu do akcji wkraczają jeszcze dwa dodatkowe.

1-2 razy w tygodniu robię sobie peeling. Lubię peelingi, bo po nich cera jest bardziej promienna, rozjaśniona, gładka, dlatego nie byłam w stanie z tego zrezygnować. Tu akurat pozostałam przy peelingu, który używam już od bardzo dawna. Jeśli lubicie gruboziarniste, ostre peelingi tak jak ja, to polecam Wam głęboko oczyszczający peeling gruboziarnisty Lirene. Jak dla mnie jest najlepszy. Po jego zastosowaniu widzę gołym okiem jak pory zwłaszcza na moim nosie (są u mnie rozszerzone i często robią mi się na nim zaskórniki) są oczyszczone - pory stają się rozjaśnione, przez co mniej widoczne.



Jeśli wyskoczy mi coś twarzy (co niestety teraz często się zdarza =/) stosuję maść ALANTAN Plus w kremie. Maść nie ma za zadanie usunąć wypryski, jednak u mnie w domu już od X lat ma ona bardzo wszechstronne zastosowanie, m. in. stosuje się ją właśnie na tego rodzaju niespodzianki. Dzięki niej niedoskonałości, jak również podrażnienie czy zaczerwienienie w miejscu wyprysku szybciej znikają.


























Pozdrawiam serdecznie! :) 


post signature