sobota, 16 marca 2013

Sobotnie debiuty: Pierogi ruskie

Witajcie ;)
Siedząc teraz w domu teoretycznie powinnam mieć więcej czasu chociażby na blogowanie, komentowanie, ale ostatnio skutecznie zajmują mi cały czas inne rzeczy. Przez ostatnie 2 tygodnie była u nas z wizytacją moja mama. W końcu mogłyśmy zabrać się za rolety rzymskie, które powinny zawisnąć już w grudniu... Jak widać dość znacznie odwlekło nam się to w czasie. Jednak najważniejsze, że nasz projekt się udał i nareszcie zdobią nasze okna :D Choć przyznam, że momentami traciłam nadzieję i nerwy, bo w trakcie szycia wyszła niemiła niespodzianka związana z materiałem, ale o tym może innym razem.

Tym razem ma być kulinarnie, bo ostatnio więcej gotuję. Dzięki Bogu moje mdłości się skończyły, a przynajmniej nie są już tak uciążliwe jak wcześniej. Zauważyłam, że bardzo mi pomaga jedzenie mniejszych porcji i nie najadanie się na noc oraz unikanie mięsa zwłaszcza smażonego. Na samą myśl o mięsie robi mi się niedobrze ;/ Dlatego ostatnio wymyślam dania bezmięsne. Tym razem miałam ochotę na pierogi ruskie, które prawdę mówiąc robiłam pierwszy raz ;) Przy okazji chciałam wypróbować wychwalany w mojej rodzinie przepis mojej cioci na ciasto do pierogów, który rzeczywiście jest rewelacyjny - nie klei się, nie rozrywa, idealny dla kogoś kto pierwszy raz ma zamiar zabrać się za wyrabiane ciasto, bo na pewno się do niego nie zrazi ;)

A oto jak ja robiłam swoje pierogi.


Na 570 g ugotowanych (najlepiej dzień wcześniej) ziemniaków użyłam 300 g twarogu. Wszystko razem zmieliłam w maszynce do mięsa. Następnie zeszkliłam na oleju 2 średnie cebule pokrojone w drobną kostkę i dodałam do masy ziemniaczano-serowej. Wszystko wymieszałam i doprawiłam solą oraz pieprzem. Farsz powinien być dość mocno doprawiony pieprzem, aby było w nim widać charakterystyczne dla niego czarne kropeczki ;) Ja tym razem zrobiłam łagodniejszą wersję, bo nie chciałam aby był za ostry ze względu na moją 2,5 letnią córkę. Jednak to jak doprawicie farsz zależy od Waszych indywidualnych preferencji.



Następnie zabrałam się za ciasto, na które potrzeba:

4 szklanki mąki pszennej
4 łyżki oleju
1 płaska łyżeczka soli
1 szklanka letniej wody

Wszystkie składniki łączymy ze sobą i wyrabiamy ciasto. To ciasto jest super ze względu na to, że w trakcie wyrabiania i wałkowania nie trzeba w ogóle podsypywać mąką ponieważ się nie klei. Blat miałam zupełnie czysty :)


 
Gotowe ciasto porcjowałam na niewielkie kawałki, które rozwałkowałam, a następnie wycinałam w nich szklanką krążki. Krążek lekko rozciągnęłam palcami i na jego środek wyłożyłam pełną łyżeczkę farszu. Brzegi zagniotłam i przydusiłam widelcem, aby lepiej się zlepiły.




Gotowe pierogi wrzuciłam do lekko osolonego wrzątku. Gotowałam ok. 4 min od momentu wypłynięcia pierogów na wierzch wody.


Ugotowane pierogi podałam z cebulką usmażoną na oleju.





Zrobiłam ciasto z 1,5 porcji. Wyszło mi 64 pierogów wyciętych szklanką o średnicy 8,2 cm.  
Były naprawdę dobre, a odsmażane później na patelni były jeszcze lepsze ;)


PS. Ostatnio zrobiłam swój pierwszy chleb na zakwasie. Nie sądziłam, że to takie proste :) Pokażę Wam następnym razem ;)


post signature

poniedziałek, 4 marca 2013

Motylki

Nareszcie! Słoneczko cudownie grzeje ;) W domu od razu zrobiło się bardziej pogodnie, jasno, słonecznie, aż chce się żyć. Szkoda tylko, że wychodząc na zewnątrz wiatr nadal jest niesamowicie zimny i przenikliwy, ale czuję w kościach, że to już ostatnie chwile tej zimy. 

Staram się już myśleć o wiośnie, dlatego ostatnio zawitały u nas motylki. Jak na razie na talerzu, ale dla mnie to już coś ;)


Na koniec tak jak obiecałam, przedstawiam Wam jeszcze jednego motylka, który 7 tyg temu zamieszkał w moim brzuchu ;)



Nawet sobie nie wyobrażacie jaką poczułam ulgę gdy usłyszałam bicie serduszka i słowa lekarza, że wszystko jest OK :D Maluch w miniony czwartek miał 11,8 mm długości :)

A u mnie bywa różnie. Na początku nie było za ciekawie bo miałam brudzenia i muszę teraz łykać tabletki podtrzymujące ciążę, a od paru dni siedzę na zwolnieniu. Mdłości nadal mnie trzymają. Jednak zauważyłam, że w dzień jest lepiej, ale za to wieczorem często mocniej mnie zemdli. Próbuję jeść mniej a częściej i nie najadać się na wieczór. Wtedy jest o wiele lepiej. Jedynie co mnie obecnie przeraża to moja waga. Zarówno z Klaudią jak i teraz startowałam z tą samą wagą, ale w tej chwili ważę tyle co z Klaudią w 12 tyg, a nie wydaje mi się, żebym jadła jakoś specjalnie więcej ;-/ Mam nadzieję, że to tylko chwilowy, tak przyspieszony przyrost kilogramów ;)

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanego tygodnia!


post signature

poniedziałek, 18 lutego 2013

14.10.2013r.

Witajcie po nieplanowanej krótkiej przerwie. Muszę w końcu coś napisać bo czekam i czekam aż wreszcie wróci mi moja dawna energia i zapał do pisania, ale coś nie mogę się tego doczekać i cisza z mojej strony trwałaby pewnie znacznie dłużej....

Myślałam, że będę mogła więcej napisać i pokazać, ale muszę uzbroić się w cierpliwość, jeszcze przez najbliższe 1,5 tygodnia.

Na dzień dzisiejszy wiem jedno, ok 14.10.2013r. będziemy już we czwórkę ;) Tak tak, nasza akcja "Zróbmy sobie syna" udała się nam za pierwszym razem ;) Oczywiście nie wiadomo czy to Syn, ale mamy 50% szans ;) Nie wiem czy zadziałał u mnie instynkt macierzyński, ale nawet gdy test pokazywał tylko jedną kreskę, wiedziałam że się udało ;) Po tygodniu potwierdziły to dwa kolejne testy, które pokazały już dwie piekne czerwone kreseczki ;)

Jestem już po pierwszej wizycie u ginekologa. Dziś zaczynam 5 tydzień. Miałam nadzieję, że będę mogła już zobaczyć naszą fasolkę na monitorze i troszkę się uspokoić, ale lekarz stwierdził, że to jeszcze maleństwo i pewnie nic nie byłoby widać. Chciałabym mieć pewność, że na pewno tam jest, że serduszko bije i wszystko przebiega prawidłowo. Po ostatniej nieudanej ciąży z lata mam małe obawy, że może się to powtórzyć, ale staram się odpędzać te myśli bardzo daleko i myśleć tylko pozytywne.

W poprzedniej poronionej ciąży nie czułam zupełnie nic. Przy 9 tyg. zaczęło mnie zastanawiać brak mdłości czy innych dolegliwości. Natomisat teraz jest zupełnie inaczej i to mnie uspokaja ;) Zanim test wyszedł pozytywnie wiedziałam, że się udało bo zaczęłam zauważać i odczuwać różne sygnały.

Pierwszym sygnałem dla mnie była senność, która pojawiła się niemal od razu. Tak jak zawsze mój wieczór trwał do 23-24 a nawet i dłużej, to teraz o 21-szej jestem już w łóżku. Stąd moja nieobecność na blogu. W pracy mam mnóstwo roboty, a przychodząc do domu nawet nie patrzę w stronę komputera. Szybko robię swoje i do łóżka. Już dawno się tak nie wysypałam jak przez ostatni miesiąc ;)

Kolejny sygnał odczułam w ostatni dzień stycznia - zaczęły się mdłości, które męczą mnie do dziś i niestety jeszcze troszkę mi potowarzyszą. Na szczęście nie latam do kibelka, z Klaudią też nie wymiotowała, za to cały dzień mnie mdli i jest mi nie dobrze. Czasami wpadnie mi do głowy coś co mogłabym z chęcią zjeść, ale jak już to mam to chęć mi mija... i tak w kółko. Najgorsze dla mnie jest przygotowywanie posiłków dla rodziny. Jakiś czas temu obiecałam mężowi, że jak w końcu dostanę nowy pekarnik to będę mu robić różne pyszności, a co weekend będę piec ciasto. Piekarnik jest, ale co z tego jak mi nie dobrze na samą myśl o jedzeniu ;/ Od 2 tygodni nie zrobiłam nic prócz frytek i zapiekanek... Chyba będzie konieczne wywiesić w kuchni karteczkę: "SAMOOBSŁUGA. DO ODWOŁANIA".

I ostatnia rzecz na dzień dzisiejszy sygnalizująca mi, że jestem w ciąży to pełniejsze piersi ;)


Mam nadzieję, że za 1,5 tyg będę mogła nie tylko coś napisać, ale również pokazać ;)


Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam udanego tygodnia ;)


 post signature

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Niech mu już będzie.... będę zarządzać ;)

Nawet sobie nie wyobrażacie ile ja się już nasłuchałam od mojego męża za każdym razem gdy mówiłam "Nie mam czasu". Dla niego takie stwierdzenie nie istnieje i za wszelką cenę chce do tego przekonać i mnie. On się już nie raz i nie jednego zarządzania na szkoleniach uczył i dlatego teraz dostrzega to co ja robię źle. Raz stwierdził, że nie zawsze radzę sobie z zarządzaniem czasu i wyznaczaniem sobie priorytetów. Nie do końca się z nim zgadzam, bo mam już wypracowany swój sposób na wyrobienie się ze sprawami jakie mam do zrobienia, ale niech mu już będzie, przyznaję mu rację, że jednak czasami te moje sposoby nie wystarczają. Nie lubię jak się ten mój mężulek tak wymądrza, dlatego postanowiłam sama się troszkę w tej kwestii podszkolić :) Ten cel został jednym z moich postanowień noworocznych. Generalnie rok 2013 chcę poświęcić na rozwój osobisty w różnych dziedzinach. Chcę się nauczyć nie tylko efektywnego zarządzania czasem, ale również planowania i organizowania.

W związku z moimi planami zaczęłam czytać nową książkę "Zarządzanie czasem czyli jak efektywnie planować i realizować zadania". W domu znalazłam również materiały szkoleniowe męża, które dzisiejszego wieczoru mam zamiar przejrzeć i sprawdzić jakie mądrości z nich płyną ;)


Liczę na to, że wreszcie odnajdę metody, które pomogą mi ulepszać siebie i się rozwijać. Jeśli coś znajdę, wypracuję to bardzo chętnie się z Wami tym podzielę - być może okażą się skutecznie nie tylko mnie ;)

Jeśli znacie i polecacie poradniki/blogi/czasopisma w temacie zarządzania czasem, efektywnym planowaniem i organizacją, rozwojem osobistym to proszę piszcie. Chętnie się z nimi zapoznam (abym to ja mogła się troszkę mężowi powymądrzać ;P).


Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanego dnia!


post signature


czwartek, 17 stycznia 2013

Zróbmy sobie syna!


Mąż wreszcie (ku mojej ogromnej radości bo ciągle tylko coś koło domu robi) sam ostatnio stwierdził, że trzeba naszą chałupę w końcu doprowadzić do porządku, w sensie pokończyć co jest rozgrzebane czy zabrać się za to co jeszcze zrobić trzeba. W związku z tym na najbliższe miesiące zaplanowaliśmy kilka projektów do wykonania: zrobienie biblioteczki, szafy w wiatrołapie, spiżarni pod schodami i w końcu zabranie się za piętro. Wyzwanie dla nas będą szafy, bo mamy zamiar zrobić je sami ;)

A w pracy jeszcze więcej zamętu. Nie wykluczone, że Firma będzie chciała się ze mną pożegnać, bo nie zgodzę się na warunki mi zaproponowane, choć Dyrektor zapewnia mnie, że to nie warunkuje moje być albo nie być w Firmie. Zobaczymy...

Jednak to wszystko jest dla mnie teraz mało ważne w porównaniu z tym co obecnie dzieje się w mojej głowie. Myślę tylko o tym, że to już czas, że chcę (chcemy) drugie, że chcę (chcemy) SYNA!! ;)

Źródło: Pinterest

Ale jak tu sobie tego SYNA zrobić??? Stres się pojawia, bo jak przy pierwszym było nam wszystko jedno to teraz plany co do płci drugiego dziecka mamy bardziej konkretne. Wiadomo, najważniejsze aby było zdrowe, mimo to byłoby cudownie gdyby jednak plan się udał ;)

Postanowiłam nie wszystko pozostawić przypadkowi ;) Próbuję kombinować z dietą. Podobno na syna trzeba jeść banany, pełnoziarniste pieczywo, musli, chudą wędlinę, ziemniaki, daktyle, pestki słonecznika, pić sok pomidorowy czyli dieta bogata w potas, wapń, sód, witaminy C i E oraz B12. Natomiast unikać czekolady (o zgrozo), produktów mlecznych, orzechów.

Źródło: Internet

Tak na prawdę za bardzo w to wierzę, a nawet jeśli to ma jakiś wpływ na płeć dziecka, to pewnie trzeba byłoby zacząć stosować taką dietę znacznie wcześniej. Mimo wszystko trzeba przynajmniej spróbować ;)
 
Doczytałam się również, że kobiety pijące przynajmniej 2 kawy dziennie częściej rodziły chłopców. Ja planując Klaudię kawy nie pijałam wcale, teraz wypijam 2 kubki dziennie :D

Źródło: Internet


 O wiele większe szanse widzę w innej metodzie, która bardziej do mnie przemawia, a mianowicie w metodzie Shettlesa inaczej owulacyjnej. W skrócie: plemniki "męskie" w porównaniu to "żeńskich" są szybsze, ale za to mniej odporne i żyją krócej. Wniosek: starać się w momencie owulacji, wówczas "męski" plemnik pierwszy dotrze do celu i voila - synek gotowy ;)



I na koniec pocieszająca nas ciekawostka: według metody chińskiej w tym miesiącu mamy szansę na chłopca ;) JUPI!! :D

Najbliższy weekend....



....zapowiada się bardzo pracowity ;P


Miłego wieczoru :)

post signature

poniedziałek, 14 stycznia 2013

I love DOVE

Witajcie Kochani :) 

Nie wiem jak Wy, ale ja cieszę się, że poniedziałek dobiega ku końcowi, bo dla mnie to oznacza wdrożenie się w tygodniowy cykl pracy. Jutro znacznie łatwiej będzie wstać i pracować :) Ja już wykąpana, w szlafroczku i kubkiem zielonej herbaty odpoczywam sobie przy kominku, który tak cudownie mnie grzeje... :D 
Ale do sedna. 
Myjąc dzisiaj włosy postanowiłam, że w końcu napiszę Wam o moich aktualnych kosmetykach do ich pielęgnacji, którymi jestem zachwycona.

Jeśli chodzi o kosmetyki do mycia włosów to ja za często nie eksperymentuje i ich nie zmieniam. Nie wiem dlaczego, ale kiedyś zaskutkowało to u mnie wystąpieniem łupieżu, co mnie skutecznie zniechęciło. Poza tym mam tak, że jeśli z czegoś jestem zadowolona, to nie widzę potrzeby aby to często zmieniać. I tak przez X lat królowały u mnie kosmetyki Pantene Pro-V. Byłam z nich naprawdę zadowolona. Kilka miesięcy temu w końcu postanowiłam wypróbować coś nowego. Chciałam jeszcze bardziej odżywić i wygładzić swoje włosy. Postanowiłam dać szansę kosmetykom z DOVE, które okazały się dla mnie strzałem w 10.

W sumie przetestowałam 3 wersje. Najpierw była seria Intense Rapeir, później Nourishing Oil Care, a obecnie używam Silk&Sleek - z niej jestem najbardziej zadowolona.



Producent zapewnia, że szampon i odżywka zawiera Micro Moisture Serum, które odżywia włosy oraz wygładza ich powierzchnię, sprawiając że stają się gładkie jak jedwab. Włosy są także mniej podatne na skręcanie pod wpływem wilgoci.





I ja to potwierdzam. Osobiście uważam, że najlepiej stosować nie tylko szampon, ale przede wszystkim odżywkę - jak dla mnie tylko taki duet daje najlepszy efekt.

Tak na marginesie polecam inwestować w same odżywki ponieważ różnica między kondycją włosów po odżywce a samym szamponem lub szamponem 2w1 jest ogromna. 

Obecnie nie wyobrażam sobie już moich włosów bez tej odżywki. Po umyciu ich szamponem nakładam ją dość sporo, tak aby dokładnie pokryła moje włosy, nie tylko z wierzchu, ale również od środka, od spodu (uważając, aby nie nakładać na skórę głowy) i pozostawiam na 2 minuty. Już podczas spłukiwania można poczuć wyraźną różnicę. Włosy stają się niesamowicie mięciutkie i gładkie.





Potwierdzają to także inni członkowie mojej rodziny :)

Mój mąż używa moich szamponów. Gdy ja je zmieniam to on również ;) Po przejściu na szampon DOVE sam stwierdził, że jego włosy są przyjemniejsze w dotyku.

Również moja mama, wierna Pantene Pro-V, poczuła różnicę używając szamponu i odżywki DOVE podczas ostatniego pobytu u nas. Tuż po tym jak je użyła, z myślą o tym poście chciałam ją podpytać co sądzi o tych kosmetykach, jednak postanowiłam, że poczekam i zobaczę czy sama coś powie - długo nie musiałam czekać :) Po kilkunastu minutach sama zaczęła je chwalić twierdząc, że włosy ma zdecydowanie gładsze i miękkie :)

Jestem ciekawa czy Wy również zaliczacie się do fanów kosmetyków do pielęgnacji włosów DOVE? 
Ja zdecydowanie TAK!

Spokojnej nocy i do następnego :)
post signature

sobota, 5 stycznia 2013

Nie ma nic lepszego niż coś nowego

Wracając po urlopie do pracy gdzieś zapodział mi się mój przedświąteczny entuzjazm i optymizm. Już w Święta było go znacznie mniej, z powodu braku mojej rodziny, a po 1 dniu pracy zniknął zupełnie. Czekałam na 2 stycznia z wielkimi nadziejami na moją dalszą przyszłość zawodową. Myślałam, że w tej sferze wreszcie trafiły mi się dobre wiatry. Cieszyłam się na myśl o tym, że jest szansa zdobyć nowe doświadczenie. Byłam coraz bardziej przekonana, że ostatnie zawirowania w pracy były po to, aby trafiła mi się taka okazja. Jednak nie wyszło. Trochę mnie to przygnębiło. Jednak mówię sobie po prostu "Trudno. Tak najwyraźniej miało być. Nic się nie dzieje bez przyczyny". 
Przyznam się Wam, że kiedyś takie porażki przeżywałam o WIELE gorzej. Ciągle w głowie kołatały mi się pytania: "Dlaczego?? Dlaczego ja?? Dlaczego mnie to spotkało?" i ciągle gdybałam, bezustannie. Od jakiegoś czasu zmieniłam swoje podejście i wierzcie mi, że w takich sytuacjach jest mi teraz znacznie lepiej i łatwiej. Wierzę w to, że nic nie dzieję się bez powodu i to, że teraz  nie udało mi się osiągnąć tego co chciałam, spowodowane jest tym, że czeka mnie coś jeszcze lepszego :)

Nie zmienia to jednak faktu, że niesmak pozostaje i dlatego musiałam wczoraj wyskoczyć do Galerii, bo nic tak nie poprawia humoru jak sprawienie sobie czegoś nowego :)

W H&M wychodząc już z pustymi rękami trafiłam na bluzkę, która od razu mnie urzekła swym ażurowym dekoltem i rękawami 3/4 :)

 


Weszłam też do EMPIKu po nową książkę (dotrzymałam słowa i do końca 2012 nie kupiłam ani jednej :D). Jednak nie było tego czego szukałam, ale wyszłam z takimi oto kawałkami filcu.


Na szybko powstał mi w głowie projekt pokrowca na telefon, którego obecnie nie mam, a bardzo by mi się przydał :)


Udanego wieczoru!

post signature


czwartek, 3 stycznia 2013

Witajcie w Nowym Roku!

Oj, dałam ciała na zakończenie 2012 r. Żadnego posta... żadnych życzęń świątecznych....

Ostatnio nie miałam tyle czasu, aby spokojnie usiąść przed komputerem. Do tego Święta nie były takie jakie sobie zaplanowałam i kiepski net, a momentami nawet jego brak, zaowocowało brakiem chęci na cokolwiek. Zaszyłam się w domu i postanowiłam chociaż zabrać się za porządkowanie papierów, a konkretniej faktur za budowę i przygotowanie wniosku o zwrot VAT za materiały budowlane.
BTW: Jeśli ktoś z Wam chciałby dostać zwrot VAT za niektóre poniesione wydatki związane z budową/remontem to musi złożyć pierwszy wniosek do końca tego roku. Po 2013 roku już nie będzie takiej możliwości...

Święta generalnie przebiegły nam spokojnie. Troszkę byłam przeziębiona, ale na szczęście szybko mi przeszło. Jednak najgorsze co mogło się mi przydarzyć i niestety się wydarzyło, to niemożność zobaczenia mojej rodziny i spędzenia razem tych wyjątkowych dni. Pisałam wcześniej, że mieli do nas przyjechać moi rodzice, brat i bratowa, ale nie przyjechali... Na Wigilii była tylko rodzina męża. Moja mama poważniej zachorowała, przez co musiała zostać w domu, a co za tym idzie reszta rodziny również. No i plan Super Święt wziął w łeb...

Tak więc, ostatnio mało mnie tu było, ale postanawiam poprawę i w Nowym Roku częściej coś do Was skrobnąć - niech to będzie jedno z moich postanowień noworocznych ;)

A propos postanowień noworocznych. Ja, jak co roku zamierzam sobie takowe spisać. Nie będzie ich dużo, ale gdyby udało mi się je zrealizować to byłobym CUDOWIE !! ;) Choć już wiem, że może być ciężko, aby je zrealizować w tym roku. Mimo to nie zamierzam rezygnować i muszę przynajmniej spróbować :)

Na koniec chcę Wam życzyć Szczęsliwego Nowego 2013 Roku. Niech te najbliższe 12 miesięcy będą przepełnione samymi sukcesami zarówno na polu zawodowym, jak i prywatnym :) 


Miłego dnia!

post signature

piątek, 14 grudnia 2012

♥ BOLERO ♥

Od ponad 10 lat....
jedyny....
niepowtarzalny.....
ukochany.

Gdy mnie otula czuję się wyjątkowo....
kobieco....
seksownie.

Tylko z  nim....
z BOLERO od Gabrieli Sabatini :)



Znacie?? Pamiętacie??

Szukałam, wąchałam, nosiłam różne zapachy. Wychwalane CHLOE czy DAISY, nie urzekły mnie tak jak mój staruszek ;) Przerażające jest to, że już nie jest produkowany i dostanie go gdziekolwiek graniczy z cudem. Ostatnio pojawił się w sieci. Perfumy sprzedawane są bez kartonika, nie mam 100% pewności czy są oryginalne, ale pachną tak jak powinny, długo się utrzymują, więc nie wybrzydzam i biorę co jest ;) Najchętniej wykupiłabym wszystkie buteleczki, aby mieć go jak najdłużej. Tak bardzo chciałabym móc ubierać się w ten zapach codziennie, ale mam zakaz, od męża, który chce mieć go tylko dla siebie ;)

Też macie takie swoje ponadczasowe zapachy?


Pozdrawiam gorąco w ten niesamowicie mroźny dzień :)

post signature

wtorek, 11 grudnia 2012

Aż chce się żyć :)

Ostatnie dni mogę zaliczyć do naprawdę udanych. Wszystko jakoś idzie po mojej myśli, dobry humor mnie nie opuszcza, aż chce się żyć :) Jestem pewna, że to za sprawką zbliżających się Świąt, które TUŻ TUŻ :D Kupowanie prezentów,  myśl o domu wypełnionym zapachami świątecznych potraw, choinki, pełnym bliskich mi osób - to wpływa na mnie bardzo pozytywnie :)
Na moje zadowolenie wpływa na pewno jeszcze jedna rzecz ;) W weekend spełniło się jedno z moich marzeń! W końcu mam, swoją własną maszynę do szycia :D Nie spodziewałam się, że Mikołaj w tym roku będzie tak chojny i szybki ;) 

Przepraszam za kiepską jakość zdjęć, ale robiłam je wczoraj o północy przez co nie miałam dobrego światła ;)
Od zawsze chciałam nauczyć się sama szyć. Jako dziecko miałam fajną maszynę, oczywście nie elektryczną, trzeba było ręcznie kręcić kółkiem, ale była na prawdziwą igłę, nićmi i co najważniejsze szyła (Dlaczego zgodziłam się oddać wszystkie swoje "zabawki" z dzieciństwa???). Póżniej mój zapał osłab, aż do momentu jak wyszłam za mąż i urodziłam Klaudię. Zakładając rodzinę coraz bardziej chciałam się doskonalić w byciu Gospodynią Domową, m. in. chciałam nauczyć się chociażby skrócić spodnie, uszyć dziecku coś prostego czy różne dodatki do domu. Wtedy to na nowo zamarzyłam i tak przez ostatnie 1,5 roku marzyłam i śniłam o niej niemal codziennie. Sama sobie pewnie bym jej nie kupiła, bo wiadomo, zawsze są jakieś ważniejsze i pilniejsze wydatki, dlatego po ciuchu liczyłam na NIEGO, który mnie nie zawiódł :)

Tak się składa, że akurat mam w domu dobrego nauczyciela czyli moją mamę i przez najbliższy tydzień mam zamiar wykorzystać to że jest :) Teraz uczę się podstaw. Aż wstyd co teraz napiszę, ale obecny mój cel to nauczyć się aby ścieg szedł prosto i tam gdzie JA tego chcę ;P Jakiś czas temu postanowiłam, że "sama" zrobię zasłony na okna, więc przy okazji zaczęłyśmy szyć roletę rzymską. Wczoraj wieczorem próbna roleta zawisła na oknie i co najważniejsze działa, dlatego spokojnie możemy zabrać się za kolejne ;)

Życzę Wam udanego tygodnia! :)

post signature

wtorek, 4 grudnia 2012

Porządki - jak zaplanować aby nie zwariować ;)

Myślicie już o przedświątecznych porządkach i przygotowaniach?? Ja zdecydowanie tak i bynajmniej nie jest na to za wcześnie. Z doświadczenia wiem,  że rozplanowanie wszystkiego w miarę wcześnie naprawdę pomaga ogarnąć to co mamy do zrobienia. Ja odkąd pamiętam, gdy zbliżało się coś ważnego: wyjazd, święta, imprezy rodzinne zawsze rozpisywałam sobie na kartce to co mam ze sobą zabrać, co zrobić, co kupić, co załatwić. Takie rozpiski robię kilka tygodni przed wydarzeniem, co pozwala mi na spokojnie wszystko zaplanować, przeanalizować i określić ile czasu na co mogę poświęcić.

Źródło: Pinterest

Jeśli chodzi o Święta to na pierwszy rzut zawsze idą porządki. Każde święta są dla mnie okazją, aby wszystko uporządkować, dlatego tą część przygotowań planuję najwcześniej. Sprzątanie to dla mnie najgorszy moment przygotowań. Kiedyś ich planowanie nie szło mi najlepiej, jednak w miarę upływu czasu i zdobywania doświadzczenia nauczyłam się jak rozłożyć prace, aby w Wigilię nie latać jeszcze nerwowo z mopem :)

A oto mój plan. 

* * * *   3-4 tygodnie przed Świętami * * * *

Zaczynam od segregacji i wyrzucania niepotrzebnych rzeczy, które zagracają mi przestrzeń. Przeglądam wszystkie kartki, karteczki, zapiski, paragony ze sklepów, gazety, które rozpanoszyły mi się po domu i pozbywam się tych niepotrzebnych. Taką segregację staram się robić na bierząco, bo u mnie zbiera się ich na wyraz dużo i szybko ;) Takie porządkowanie zdecydowanie polecam robić, np. raz w miesiącu. Gdybym ja zostawiła to na porządkowanie tylko z okazji Świąt czyli ok 2 razy w roku to pewnie zagrzebałabym się w nich na AMEN :) Gdy robię to regularnie, porządkowanie ich przebiega ZNACZNIE szybciej i nie pochłania tyle czasu gdybym robiła to tylko z jakiejś okazji. Tak samo robię z innymi rzeczami: ubraniami, bibelotami, zabawkami Klaudii, kosmetykami. Na koniec wszystkie rzeczy trzeba ułożyć na swoje miejsce. Ten etap to dla mnie podstawa. Dzięki niemu na pierwszy rzut oka w domu robi się znacznie porządniej i czyściej, a późniejsze sprzątanie poleci RAZ, DWA. Wystarczy tylko się pilnować, aby ponownie nie zagracić domu ;)  

Poza tym robię wielkie pranie i pozbywam się wszystkiego co zebrało mi się w koszu na brudną bieliznę. Odświeżam obrus i inne potrzebne mi podczas Świąt rzeczy.


Źródło: Pinterest


* * * * 2 tygodnie przed Świętami * * * *

Zabieram się za łazienkę i okna. Może się wydawać, że sprzątanie łazienki tak wcześnie nie ma sensu, jednak ja wiem, że później wyjdzie mi to na dobre ;) Łazienkę mam na razie jedną i małą, więc nie mam za dużo do sprzątania, jednak samo czyszczenie kabiny prysznicowej może być czasochłonne. Dlatego na niej mam zamiar skupić się najbardziej. Najważniejsze dla mnie to pozbyć się zacieków po wodzie na kabinie, czego ja osobiście bardzo nie lubię i według mnie powodują, że ogólnie czysta łazienka nie wygląda.... czysto ;) Jeśli po każdej kąpieli przetrę kabinę ściereczką (nie do sucha, wystarczy tylko ściągnąć wodę, która powoduje zacieki na drzwiach i baterii) to do Świąt nie będę musiała ponownie poświęcać czas na jej czyszczenie, aby pozbywać się tych okropnych kropek. A nawet jeśli i tak coś zostanie, to nie będzie to już tak bardzo raziło moje oczy ;) Przy okazji planuję mycie wszystkich płytek. Jeśli kosmetyki zostaną uporządkowane tydzień wcześniej, to pozostanie mi jedynie dokładne przetarcie blatu, umywalki, lustra, parapetu i WC, co pozostawię na rano w Wigilię. W moim przypadku to 10 min, ale jeśli mamy większą powierzchnię, to lepiej byłoby zrobić to wieczorem dzień wcześniej.

Do tego jeszcze okna. Ja nastawiam się tylko na mycie wewnątrz. Mam duże okna i do tego w większości nieotwierane, więc skakanie na mrozie po drabinie po prostu  mi się nie uśmiecha :) Poza tym i tak szybko robi się ciemno, więc nie ma co się katować ;) Ja firanek nie posiadam, ale jeśli macie to teraz jest odpowiedni moment, aby je odświeżyć czy przeprać. 


Źródło: Pinterest



* * * * 1 tydzień przed Świętami * * * *

Czyszczenie podłogi i mebli. O tak, ja za podłogę muszę się zabrać znacznie wcześniej. Niestety uroki jasnych płytek, a konkretniej fug. Jaśminowe w miejscach najbardziej uczęszczanych zrobiły się szare. Normalne mycie mopem już nie pomaga, dlatego trzeba paść na kolana ze szmatką w ręce i szorować cm po cm. Przede mną wiatrołap, korytarz i kuchnia, więc trochę czasu muszę na to poświęcić. Wiem, że białe/jasne fugi mogą być problematyczne w czyszczeniu., dlatego pewnie coś więcej o tym napiszę w oddzielnej notce :) 

Mebli to ja obecnie nie mam prawie wcale ;) Dlatego pozostaje mi gównie mycie szafek w kuchni, drzwi wewnętrzne oraz zewnętrzne. Gdybym miała dywany to na tym etapie zajęłabym się również nimi.

Źródło: Pinterest


* * * * Dzień przed Wigilią * * * *

Pozostanie mi tylko ostatni raz zetrzeć kurze, odkurzyć i myć całą podłogę.

I takim sposobem do Świąt chałupa zostanie ogarnięta :) Jeśli nasze porządki rozplanujemy z głową to z pewnością będziemy mieli więcej czasu na pichcenie w kuchni, szukanie prezentów i przygotowanie się na ten wyjątkowy wieczór, a co najważniejsze bez pośpiechu i nerwów :)


Czy Wy również tak spisujecie i planujecie?


Pozdrawiam serdecznie!


PS. Wybaczcie, troszkę się rozpisałam, ale chciałam dokładnie wszystko opisać ;)

post signature


sobota, 1 grudnia 2012

Pokrzywa

Pokrzywa zawsze kojarzyła mi się z dzieciństwem i raczej nie były to miłe wspomnienia ;) Jako dziecko miałam gdzie biegać po przeróżnych krzakach, wysokich trawach, więc nie raz spotkanie z pokrzywą kończyło się bolesnym pieczeniem rąk czy nóg ;) Później jako dorosła osoba, od momentu gdy zaczęłam zwracać uwagę na to co jem i próbować świadomie wpływać na stan swojego zdrowia, poznałam pokrzywę z zupełnie innej strony. Wiedziałam już, że ta roślinka to samo zdrowie.

W telegraficznym skrócie:  
  • posiada działanie antybiotyczne
  • jest bogata w witaminy (C, K i te z grupy B), sole mineralne, przeciwutlenicza i ważne pierwiastki (potas, żelazo, magnez, mangan, wapń, fosfor)
  • ma właściwości oczyszczające i odmładzające organizm
  • poprawia stan cery, paznokci, włosów
  • obniża poziom cukru we krwi 
  • wzmacnia układ odpornościowy
  • zalecana jest w szczególności kobietom w ciąży (moja szwagierka piła pokrzywę w ciąży i nie miała żadnych problemów z poziomem żelaza we krwi czy anemią)
Wiedząc o tym, na 3-4 lata po prostu o niej zapomniałam. Dopiero jakieś 2,5 miesiąca temu szukając w sklepie nowych ziółek, które mogłabym sobie popijać przy białej diecie podczas wybielania zębów (o Białej Perle napiszę niebawem), wybór padł na Pokrzywę. Nie zastanawiałam się nad firmą, jakością, po prostu wsadziłam do koszyka pierwszą lepszą, o taką....


Od początku pijam ją 2 razy dziennie. Jakie było moje zaskoczenie, gdy po ok. miesiącu, zupełnie na to nie licząc, zauważyłam, że ubywa mi coraz mniej włosów :) Zwłaszcza podczas mycia leciało ich aż tyle, że gdy czyściłam odpływ, łapałam się za głowę sprawdzając czy coś mi tam jeszcze w ogóle zostało. Również przy czesaniu na grzebieniu i wokół mnie zostaje ich znacznie mniej. Oczywiście nadal mi wypadają, ale to już nie to samo co jeszcze 3 miesiące temu, a efekt jest zauważalny gołym okiem ;)

Jeśli chodzi o cerę i paznokcie, to nie zauwarzyłam jakiś znaczących zmian. Od zajścia w ciążę z twarzą nie mam większych problemów. Czasami coś się pojawi przy "tych" dniach, choć od kiedy piję pokrzywę nawet wtedy nic nie wyskoczyło ;) Sama nie wiem czy to dzięki niej czy to po prostu zbieg okoliczności. Paznokcie natomiast jakie były takie są: czasami któryś się złamie, czasami któryś zacznie haczyć. Być może potrzebuję więcej czasu na bardziej widoczne efekty, dlatego pozostawiam to jeszcze do obserwacji ;)

Żałuję, że nie zdążyłam nazbierać świeżych liści do ususzenia, ale w przyszłym roku na pewno będę pić pokrzywkę z własnego ogródka ;) W sumie nie tylko ja, bo pijemy ją całą rodziną ;)




Jeśli macie problemy z wypadaniem włosy to polecam wypróbować. Może i na Wasze włosy wpłynie tak dobrze jak na moje ;)

Pozdrawiam!

post signature

sobota, 24 listopada 2012

Mistyczne usta

Słyszałyście o 40% rabatu na kosmetyki kolorowe w Rossmannie? Tak się złożyło, że sporo produktów akurat mi się kończy, więc nie mogłam przegapić takiej okazji ;)

Jestem przeszczęśliwa, że udało mi się kupić m.in. moją ulubioną szminkę i do tego o 12 zł taniej! ;) Używam jej od X lat i jak dotąd nie spotkałam koloru, który odpowiadałby mi tak bardzo. Lubię brudne róże, podkreślające kolor moich ust i taka właśnie jest szminka z Maybelline z serii COLOR SENSATIONAL 250 Mystic Mauve. 



Dość długo się utrzymuje (nawet po obiedzie nadal jest widoczna, ale to pewnie zależy co i jak będziemy jeść ;)), nie wysusza ust, choć mogłaby ciut lepiej nawilżać. Czasami, gdy mam bardzo suche usta muszę się wspomagać pomadką ochronną: najpierw natłuszczam usta pomadką Greenland, a następnie nakładam szminkę - wtedy jest idealnie :) Mimo tego drobnego mankamentu i tak będzie ze mną na ZAWSZE ;)




Kolor jest świetny na co dzień i wyjście, na lato jak i na zimę :)


Udanego wieczoru!

post signature

wtorek, 20 listopada 2012

Czujecie??

Ja już CZUJĘ :D Troszkę jeszcze mało intensywnie, jeszcze za mało reklam w TV, jeszcze nie takie widoki za oknem, nie taka temperatura, nie taki repertuar piosenek w radiu, ale CZUJĘ już.... nadchodzące Święta BN :)))

W głowie mam już dużo planów na ten czas. Pamiętacie jak pisałam, że we własnym domu nie czuję się jak u siebie? Doszłam do wniosku, że muszę coś zrobić, aby to zmienić. Jeszcze parę tygodni temu dobitnie i stanowczo odpowiadałam NIE na pytanie męża "Czy robimy święta u nas?". No bo jak on sobie to wyobraża - brak odpowiedniej zastawy, brak mebli do ugoszczenia gości, jeszcze nie wszystko skończone... Jednak teraz wiem, że tego mi właśnie potrzeba. Krzesła, dodatkowy stół uda się zorganizować, a za to w naszym domu zrobi się wyjątkowo - radośnie, wesoło, rodzinnie, świątecznie :))) Nie mam wątpliwości, że tak właśnie będzie, bo przecież przy 18-stu osobach i psie nie może być inaczej ;)


* * * * * * * * * *

Liczyłam na to, że kolejne 2 wieczory będę mogła w końcu poświęcić na bloga, nadrobić zaległości w odpowiedzi na TAGi, miałam poszukać ozdoby świąteczne i choinki, ale niestety się przeliczyłam... Mąż wyjechał w delegację, zabrając gwizdek w dostępem do sieci.... Co gorsza druga karta, którą sobie sama załatwiłam na takie właśnie dni, od 2 tygodni leży w domu i czeka aż w końcu mąż ją skonfiguruje. Ależ byłam wczoraj zła, jak osa, gdy wieczorem powiedział mi, że netu mi nie ustawi, bo nie ma odpowiedniego oprogramowania. No nic, przeżyję. Najważniejsze, że przywiózł mi od teściów moje ulubione książki :) Cieszyłam się na nie jakbym ich wcześniej nie miała ;) Od dawna chciałam jeszcze raz je przeczytać, zwłaszcza teraz gdy postanowiłam, że do końca roku nie kupie ani jednej książki ;) Jeszcze nie uległam, choć księgarnie muszę omijać bardzo szerokim łukiem, bo gdybym tam weszła to bym poległa ;) Także wieczór zapowiada się pod znakiem książki. Dziś jadąc do pracy zaczęłam ponownie czytać "Gdybyś mnie teraz zobaczył"




Czytałyście? Uwielbiam tą książkę! Niesamowita powieść, wyciskacz łez, takie lubię :) Na szczęście czytałam ją dość dawno i szczegółów nie pamiętam, więc tym bardziej nie mogę się doczekać jak już Klaudia zaśnie, a ja owinę się kocem i siądę sobie z nią przy kominku :)


Pozdrawiam ciepło! :)

post signature

środa, 7 listopada 2012

Nie tak różowo...

Zawsze myślałam, że jak będę mieć już swój dom, to bez względu na to gdzie pojadę, czy na wakacje czy do rodziny i bez względu na to jak dobrze będę się tam bawić, to wracać będę do niego szybko i z utęsknieniem. Jednak ostatnio przekonałam się, że nie do końca tak właśnie jest. Ostatni powrót z mojego rodzinnego domu, w którym się wychowałam i spędziłam jakieś 15 lat, z miejscowości gdzie zostawiłam wszystkich moich bliskich był dla mnie strasznie ciężki. Nie cieszyłam się na to, że wracam do SWOJEGO domu, a jak już w nim byłam, łezka zakręciła mi się w oku...

Od zawsze chciałam stworzyć i mieć na ziemi miejsce, w którym będę się czuć tak dobrze jak nigdzie indziej, gdzie będę chciała spędzić każdą chwilę, które bedzie moim azylem i oazą spokoju (= bez teściowej ;P). Marzyłam i śniłam o nim nocmi. Wraz z posuwającymi się pracami na budowie, coraz bardziej realne były moje wyobrażenia. Oczami wyobraźni widziałam się już na SWOJEJ kanapie przy SWOIM kominku, pichcącą w SWOJEJ kuchni i czułam, że to będzie wspaniałe i nic na świecie nie będzie w stanie mi tego zastąpić.

Nie wiem co jest nie tak, ale w moim domu nie czuję się jak u siebie. Mam wrażenie jakby dom był po prostu domem, stertą cegieł i niczym innym. Brakuje mu czegoś co spawiłoby, że miałby w sobie to coś, duszę. Może dlatego, że całość nie jest wykończona? Może dlatego, że brakuje mebli? Może dlatego, że nie mam u siebie jeszcze wszytskich swoich rzeczy? Może dlatego, że przez pracę spędzam w nim tak mało czasu?
 
W domu rodzinnym jest tak wesoło, pełno ludzi, ciągle ktoś przyjeżdza czy przychodzi,  tam zawsze się naśmieję za wszystkie czasy i tylko tam mam z kim organizować sobie wieczory filmowe i oglądać horrory ;) Mam tyle wspomnień z nim związanych. Tam po prostu czuję, że żyję. Tęsknie nie tylko do tej atmosfery, ale też do bliskich. Mam wrażenie, że mąż mnie nie rozumie, bo nigdy nie mieszkał tak daleko od rodziny. U mnie to trwa już jakieś 7 lat i może nie powinnam już tak tęsknić... Ale czy w ogóle możliwe jest nie tęsknić??
 
Bliskich chyba już nie będę mieć tak blisko jak dawniej, ale mam ogromną nadzieję, że chociaż taki wspamniały dom jak moich rodziców uda mi się kiedyś stworzyć u siebie i wreszcie będę mogła powiedzieć "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej".
 
 
Pozdrawiam Was ciepło w ten zimny i deszczowy dzień.
 
 
post signature