sobota, 26 listopada 2011

Dostałam motywacyjnego kopniaka!

Pojawienie się Klaudii przewartościowało mój świat. Teraz rodzina i dom są dla mnie najważniejsze. Wszystkie moje plany związane z własnym rozwojem, nauką, karierą zawodową odeszły, nie na drugi, a znacznie dalszy plan. Mimo iż był to mój świadomy wybór bo uwielbiam spędzać czas w domu, córką i chciałabym móc poświęcać go jej jak najwięcej, to jednak siedzenie samej w czterech ścianach nie wpływa na mnie jakoś korzystnie. Mam wrażenie, że stałam się Lelum Polelum ;) Choć przy dziecku człowiek się nie nudzi i jest mnóstwo zajęć to i tak czuję, że brak mi energii, nic mi się nie chce, zero motywacji do działania i zupełny brak pomysłów na siebie. W czasie studiów miałam tego POWERA. Były plany pójścia na studia podyplomowe, nauki języków obcych, była ogromna chęć pięcia się po szczeblach kariery. Jednak od jakiegoś czasu z tego POWERA tak na prawdę nie zostało nic. Mimo iż rodzina zawsze będzie moim numerem jeden, a praca nigdy nie zajmie jej miejsca, to i tak w tym ferworze codziennych zajęć, nie chcę zapominać również o sobie i swoich potrzebach. Obecnie na studia czy pracę nie mogę sobie pozwolić, jednak aby nie mieć kiedyś poczucia, że czas spędzony w domu mogłam wykorzystać bardziej efektywnie (prawdę mówiąc takie poczucie już zaczyna mi towarzyszyć, bo wydaje mi się, że rok już zmarnowałam) muszę na nowo obudzić w sobie to ucie, że MOGĘ WSZYSTKO. Chcę podnosić swoje kwalifikacje zawodowe i rozwijać się w różnych dziedzinach, które mnie interesują. 

Ostatnio oglądałam różne reportaże o ludziach sukcesu, o ludziach którzy robią to co lubią godząc jednocześnie pracę i rodzinę. To sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem i nad tym co sama chciałabym osiągnąć.


Na początek motywuję się do działania i ładuję pozytywną energią czytając. Właśnie jestem po lekturze książki Olgi Kozierowskiej pt. "Sukces pisany szminką". 


Jeśli czujecie się tak jak ja, to szczerze ją Wam polecam. Nie znajdziemy w niej gotowej recepty na sukces, ale niesamowicie motywuje. Autorka wyjaśnia, co daje nam pozytywne myślenie, jak wyznaczyć sobie cel, motywuje do działania i podejmowania ryzyka. Książka dała mi motywacyjnego kopniaka ;) Mam nadzieję, że jego skutki będą odczuwać jeszcze bardzo długo ;)

Na koniec zacytuję autorkę:
"Syndrom matki Polki jest wszechobecny, jest niemal kulturową normą. Uznawanie własnych potrzeb za najważniejsze jest niemal grzechem. Otóż właśnie tak nie jest. Powinnyśmy być dla siebie najważniejsze. Tylko wtedy będziemy w stanie właściwie funkcjonować w relacjach, uszczęśliwiać innych i być szczęśliwe."

Pozdrawiam serdecznie! :) 

piątek, 11 listopada 2011

Wieczór z Audrey

Witajcie :)

Niespodziewanie doczekałam się wolnego wieczoru, choć na moment, bo mąż ciągle na budowie, a córka właśnie padła ze zmęczenia nie doczekawszy się kolacji :) Dlatego mam okazję wreszcie coś napisać ;) 

Dziś po tygodniu siedzenia w domu z chorą Klaudią, wybrałyśmy się na spacer i przy okazji zaszłyśmy na budowę sprawdzić jak idą prace. Mąż chciał po nas przyjechać, ale ja wolałam się przejść, bo prawdę mówiąc po tylu dniach potrzebowałam dotlenienia się świeżym powietrzem. Pewnie nie będę oryginalna, gdy stwierdzę, że jesień w tym roku jest przepiękna! Choć było u nas tylko 6 stop. C. to słoneczko pięknie nam świeciło przez cały dzień :D Teraz wykorzystując chwilkę wolnego czasu, mam zamiar posiedzieć przed komputerem. Jednak tym razem nie będę szperać po blogach czy innych stronach ;) Zaraz zabieram się za oglądanie filmu "Rzymskie Wakacje" z Audrey Hepburn i Gregorym Peck, bo już jakiś czas za mną chodzi ;)


Film już kiedyś widziałam, ale dość dawno temu, więc to dobry moment, aby go sobie odświeżyć.

Źródło: zdjęcia pochodzą ze strony www.stopklatka.pl
Bardzo lubię sposób grania Audrey, dlatego z chęcią wracam do filmów z jej udziałem. Poza tym była tak niesamowicie piękną kobietą, że aż chce się na nią po prostu patrzeć ;) W swojej kolekcji mam tylko dwa jej filmy, ale od dłuższego czasu myślę, aby zaopatrzyć się również w takie jak "Sabrina" i "Zabawna buzia". 

Oglądałyście któryś z tych filmów?
Znacie inne filmy z Audrey, które mogłybyście polecić?


Pozdrawiam serdecznie moich odwiedzających ;)

piątek, 28 października 2011

Moja wymarzona

Witajcie!  :)

Mam nadzieję, że Wam dni mijają spokojniej niż mi... Plany związane z przeprowadzką trochę nam się pozmieniały i musi to nastąpić jak najszybciej. Dlatego od paru dni planuję wystrój domu. Niemal cały wolny czas siedzę w sieci i buszuję w poszukiwaniu inspiracji, albo jeżdżę po sklepach. Trzeba wszystko dobrze przemyśleć, żeby całość fajnie zgrać, czy to kolorystycznie, czy pod względem stylu.

Teraz główkuję nad jednym z najprzyjemniejszych dla mnie pomieszczeń w domu - garderobą :) Nie jest to teraz priorytet, ale gdy o niej myślę to zawsze humor mi się poprawia, a ostatnio bardzo potrzebuję takich rozweselaczy. Nie wiem jak Wy, ale mi od zawsze marzyło się mieć takie swoje małe królestwo, gdzie mogłabym schować wszystkie swoje skarby. Bardzo chciałam, aby wreszcie na jednym wieszaku nie wisiało po parę ubrań, żeby buty nie leżały upchnięte gdzieś na dnie szafy, aby nie trzeba było co sezon pakować niepotrzebne rzeczy w torby, walizki i upychać je w każdy wolny kąt mieszkania, bo w szafie wszystko razem mi się nie mieści... Dlatego nie było opcji, abym we własnym domu takiego miejsca nie miała. Może nie zupełnie będzie tak jak chciałam, bo musiałam iść na mały kompromis i oddać trochę miejsca mężowi. Ten pomysł też nie do końca mi się podoba, ponieważ mój mąż świetnie sobie radzi z oznaczaniem swojego terytorium własną odzieżą, przez co robi STRASZNY bałagan i już się cieszy, że będzie miał na to sporo miejsca! Ale ja na 100% zdominuję tą część domu i obmyślam już plan co tu zrobić, aby jego ewentualny rozgardiasz przynajmniej nie było widać ;)

W sieci znalazłam sporo zdjęć aranżacji takiej szafy. Niestety nie mam aż tyle miejsca, ale i tak chciałabym mieć jedną z tych garderób :D


 Ach, ile butów... ;D


W tej ostatniej się zakochałam :D

Źródło: wszystkie zdjęcia pochodzą z Internetu

Podobają się Wam szafy typu "walk in"?
A może jesteście szczęściarami i macie taką u siebie? ;)

Pozdrawiam serdecznie! :)

wtorek, 25 października 2011

TAG: Tell me about yourself

Kolejny raz zostałam zaproszona do zabawy :) Bardzo dziękuję Leal251 za nominację :) A TAG dotyczy...


Zasady:
- napisz kto przyznał Ci nagrodę
- napisz 7 przypadkowych faktów o sobie
- nominuj 15 blogerek 


A oto kilka faktów o mnie:

1. Kocham słodycze - mam wrażenie, że jestem od nich uzależniona :) Codziennie muszę mieć na języku coś słodkiego :)

2. Uwielbiam kawę z mlekiem - choć nie jestem typowym kawoszem i nie muszę jej pić codziennie, to ubóstwiam ten smak i zapach ;)

3. Lubię szybką jazdę samochodem - jeśli mam taką możliwość to uwielbiam mocniej wcisnąć pedał gazu ;) Najbardziej lubię szybką jazdę z mężem, bo on świetnie sobie radzi za kierownicą i mam do niego 100% zaufanie.

4. Nie lubię kąpać się w wannie - ostatnio korzystałam z niej będąc w podstawówce, więc baaardzo dawno temu :) Mam zamiar jeszcze się do niej przekonać, ale chyba ciężko z tym będzie. 

5. Nie lubię wypożyczać książek - jeśli chcę coś przeczytać to nie poszukam tego najpierw u znajomych czy w bibliotece, tylko zaraz lecę do księgarni. Książki, które przeczytałam muszę mieć u siebie na półce ;)

6. Boję się burzy - jak jestem z kimś to jest OK, ale jak zostaję sama, zwłaszcza w domu moich rodziców, to zaczynam mieć dziwne myśli i zapalam światło w każdym pokoju ;)

7. Nie znoszę kupować spodni! - przez co mam ich najmniej w mojej szafie. Kupuję je tylko wtedy kiedy już koniecznie muszę.


Nominuję i zapraszam do zabawy dziewczyny z blogów: 

Pozdrawiam! :)

PS. Mam jeszcze jeden zaległy TAG "Jak mieszkają moje kosmetyki". Obecnie u mnie kosmetyki nie mieszkają, a koczują w przeróżnych miejscach, przez co sama mam problem ze znalezieniem czegokolwiek ;) Obiecuję, że jak tylko ogarnę się w tej kwestii, taka notka się pojawi :)

poniedziałek, 24 października 2011

Loki i fale czyli co mnie obecnie kręci :)

Zakręcona jestem ostatnio, ale nie w głowie (choć czasami pewnie też ;) tylko na głowie, a to dlatego że znów zakochałam się w długich, kręconych włosach :D Od paru lat moje włosy nie przekraczały długością ramion, a układałam je głównie na szczotkę, aby dodać objętości i lekko wywinąć końcówki. Parę miesięcy temu postanowiłam, że w końcu trochę je zapuszczę, dlatego przez ten czas szerokim łukiem omijałam wszelkie salony fryzjerskie. Przyznam się, że ciężko bywało bo przyzwyczajenie do krótszych włosów brało górę. Jednak trzymałam się mocno postanowienia i przez 7 m-cy wytrwałam :) Jednak po takim czasie wizyta u fryzjera była konieczna. Musiałam podciąć końcówki i całą fryzurę na nowo, dość mocno wycieniować, aby nadać jej objętości i lekkości. No i byłam, ścięłam, a co najważniejsze z efektu jestem zadowolona :) Ach, nawet nie wyobrażacie sobie jak mi teraz dobrze... :D Niby niewielka zmiana, a tak pozytywnie może wpłynąć na nasze samopoczucie. Deszcz i chłód za oknem nie jest w stanie popsuć tego dobrego humoru! Na jesienne chandry fryzjer jak najbardziej wskazany :) 

A oto kilka fotek z sieci, które mnie zainspirowały ;)
Źródło: zdjęcia pochodzą z Internetu

A tak prezentuje się moja stylizacja :) Przydałoby się, aby włosy były jeszcze troszkę dłuższe, ale jak widać, da się już z nimi coś zrobić ;)


Aby uzyskać efekt dużych, luźnych loków, używam lokówki z firmy Remington o średnicy 38 mm.



Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia! :)

środa, 19 października 2011

Co nieco z apteki: olej lniany w kapsułkach

Jakiś czas temu na moim dzieciowym blogu narzekałam na to, że po ciąży potwornie wypadają mi włosy. Niestety nic się w tej kwestii nie zmieniło... Szczerze mówiąc też nie zbyt dużo robiłam, aby temu zapobiec. Parę dni temu wreszcie się ogarnęłam i zamierzam (oby skutecznie) z tym walczyć. 

W tym celu zakupiłam sobie kapsułki LINOcomplex NNKT z Ziołolek, które zawierają zimnotłoczony olej lniany. 

Już dawno słyszałam o tym, jak korzystny wpływ na nasz organizm ma właśnie olej lniany, ponieważ jest jednym z najbogatszych źródeł nienasyconych kwasów tłuszczowych z rodziny omega-3 i 6. Natomiast ich niedobór może powodować m.in. wypadanie włosów. Jakiś czas temu popijałam sobie taki olej dodając go np. do obiadu. Mimo, że robiłam to niesystematycznie, to i tak miałam wrażenie jakby włosy mniej mi wówczas wypadały. Teraz staram się jeść siemię lniane, ale tak jak w przypadku oleju, robię to stanowczo za rzadko. Dlatego w końcu zdecydowałam się na zakup tego preparatu. Liczę na to, że w takiej formie będzie mi wygodniej go przyjmować, a co najważniejsze systematycznie. No i oczywiście liczę na dobre efekty. Za jakiś czas dam Wam znać czy poradził sobie z moim problemem :)

Pozdrawiam serdecznie!

wtorek, 18 października 2011

Kosmetyki naturalne: coś dla włosów i ciała

Ostatnio dużo się słyszy na temat kosmetyków naturalnych. Ja jakoś specjalnego szału na tym punkcie nie miałam. Jednak z powodu problemów ze skórą głowy (moje dotychczasowe kosmetyki do mycia włosów zaczęły mi ją podrażniać) postanowiłam, że zanim chwycę się za preparaty apteczne, które zalecił dermatolog, spróbuję czegoś z tych wychwalanych kosmetyków. 

Kilka razy spotkałam się z dobrymi opiniami na temat szamponów i odżywek z firmy Alterra (dostępnych w Rossmannie), więc na początek skusiłam się właśnie na te kosmetyki, a konkretniej na szampon Migdały i Jojoba dla wrażliwej i podrażnionej skóry oraz odżywkę Morela i Pszenica do włosów pozbawionych blasku i łamliwych.
Po miesiącu stosowania, mogę stwierdzić, że jestem z nich naprawdę zadowolona. Szampon dobrze się pieni i myje włosy oraz pięknie owocowo pachnie. Co najważniejsze nie podrażnia mi skóry głowy. Natomiast odżywka jest taka jak lubię, czyli o gęstej konsystencji, przez co czuć, że ma się ja na włosach. Po niej włoski są gładkie i miękkie w dotyku, a do tego bardzo ładnie pachną :) Choć kosmetyki nie uporały się z moim problemem (nie oczekiwałam tego, bo to nie na tym polega ich zadanie) to włosy, a zwłaszcza skóra głowy jest teraz w o wiele lepszej kondycji.

* * * * * * * * * *

Kolejny kosmetyk do włosów to olejek kokosowy Vatika dostępny m.in. na stronie www.helfy.pl 
Jest naprawdę świetny. Włosy po nim są niesamowicie gładkie, miękkie i lśniące. Zazwyczaj noszę włosy związane, ale gdy tylko zostawię je rozpuszczone, to nie mogę przestać ich dotykać - są tak fajne w dotyku :) Ja olejek stosuję zazwyczaj raz w tygodniu. Nakładam go na mokre włosy i idę spać, a rano zmywam szamponem. Olejek ma to do siebie, że w temperaturze pokojowej ma konsystencję stałą. Ja na początku wyciskałam go z butelki i rozpuszczałam w dłoniach, a następnie nakładałam na włosy. Jednak polecam najpierw wstawić butelkę do gorącej wody, aby olejek się upłynnił i następnie go nakładać. Zauważyłam, że po takim rozgrzaniu, olejek o wiele lepiej działa na włosy. Jeśli chcemy, aby tak fajny efekt na włosach utrzymywał się cały czas, to trzeba olejek stosować przed każdym umyciem włosów. Ja nie stosuję go tak często, dlatego włosy po kolejnym myciu, bez wcześniejszego nałożenia olejku, nie są już tak gładkie jak tuż po jego zastosowaniu. Mimo to jestem z niego bardzo zadowolona.

* * * * * * * * * *

No i coś dla ciała. Jakiś czas temu TUTAJ można było się przekonać jak ubóstwiam oliwkę do ciała :) Oczywiście nadal tak jest. Jednak postanowiłam spróbować czegoś nowego, bardziej naturalnego :) Dlatego mój wybór padł na oliwkę z HIPPa. 
Mimo, iż wolę wersję w żelu, bardzo polubiłam tą oliwkę. Pamiętam jak będąc jeszcze w ciąży, nie mogłam na początku znaleźć takiej oliwki, której zapach nie przyprawiałby mnie o mdłości. W końcu taką znalazłam z Johnson's Baby, ale gdybym trafiła na tą z HIPPa to myślę, że byłabym jeszcze bardziej zadowolona, ponieważ jej zapach jest dużo przyjemniejszy i delikatny. Bardzo dobrze nawilża, a skóra po jej zastosowaniu jest gładka i przyjemna w dotyku.

* * * * * * * * * *

I ostatni mój kosmetyk z kategorii "NATURALNYCH" to olejek MONOI z Bochemii Urody.   
Ja go stosuję na stopy i na inne przesuszone miejsca jak łokcie, kolana i skórki przy paznokciach. Sprawdza się idealnie. Dodatkowo olejek można stosować na włosy jako maskę lub na same końców, dodawać do kremu do twarzy, czy po prostu stosować jako perfumy w kremie, ponieważ bardzo ładnie pachnie (choć tu nie należy się spodziewać zbyt dużej trwałości zapachu). Jak widać już mi się kończy i przydałoby się złożyć kolejne zamówienie :)


Pozdrawiam serdecznie! :)

sobota, 15 października 2011

Sobotni wieczór

Dziś miałam bardzo pracowity dzień. Musiałam zakasać rękawy, żeby pogonić troszkę roboty budowlane ;) Pogoda u mnie już niestety typowo jesienna. Zimno i pochmurno przez co zmarzłam strasznie. Na szczęście jestem już w cieplutkim domku i grzeję się herbatką Winter Time z miodem :) 


Do tego mam małą zaległą lekturę. Nie wiem czy wiecie, ale 5-6 listopada razem z InStyle czeka nas kolejne szaleństwo zniżek w wybranych sklepach :)




 Dobrej nocki! :)



czwartek, 13 października 2011

Ostatnie ciuchowe nabytki

Najnormalniej w świecie nie mam kiedy wybrać się na spokojne, porządne, ciuchowe zakupy. Z Klaudią ciężko samemu wybrać się do Stolicy, z kolei mąż zapracowany, a wyciągnąć go w wolny dzień na zakupy graniczy z cudem... To co uda mi się upolować, to tylko za sprawą wypadów do marketów budowlanych, ale cieszę się, że są chociaż takie okazje :)  No ale do konkretów.

Strasznie się ucieszyłam, gdy w końcu znalazłam płaszcz/trencz dla siebie i to na dodatek w H&M :) Jeśli chodzi o mnie to bardzo ciężko jest mi znaleźć w tej sieciówce odpowiednie ciuszki dla siebie, ale nie dlatego, że coś mi się nie podoba, a z powodu rozmiarówek. Noszę S/36 jednak w H&M ten rozmiar zazwyczaj jest na mnie za duży, a jak wiadomo nie wszystkie rzeczy dostępne są w rozm XS/34. Jednak płaszcz znalazłam, w rozmiarze 34, z czego jestem bardzo zadowolona :) No i kolor bardzo mi się podoba - granatowy, jest idealny :) Trencz nosi się naprawdę świetnie.

płaszcz H&M, 149 zł

Z H&M chciałam sobie również sprawić tunikę/dłuższy sweter z kieszeniami (na pewno widziałyście go w przeróżnych reklamach), ale oczywiście w S wyglądałabym jak w worku, a XS nie znalazłam, więc szukałam czegoś podobnego gdzie indziej. W C&A trafiłam na coś co równie mi się spodobało. Tunika jest bardziej dopasowana niż ta z H&M. Do kryjących rajstop czy leginsów będzie idealna :) No i kolor, nie było już beżowego w moim rozmiarze, więc znów padło na granatowy ;)


tunika C&A, 69 zł

PS. Nastąpiła mała zmiana wyglądu. Pomyślałam, żeby może spróbować nowego, mniej pstrokatego szablonu ;) To tak na jakiś czas, zanim sama czego nie wymyślę :)


Pozdrawiam! :)

czwartek, 6 października 2011

Tea Time!

Nie wiem jak Wy, ale ja przygotowuję się już na nadejście chłodnych, typowo jesiennych, a nawet tych mroźnych, zimowych dni. Właśnie w tych miesiącach jak pogoda już nas nie rozpieszcza, uwielbiam siąść sobie pod kocem z kubkiem gorącej herbatki. Dlatego ostatnio zrobiłam sobie herbaciane zapasy :) W lecie rzadko pijam herbatę na rzecz wody mineralnej, natomiast w okresie jesienno-zimowym piję jej baaardzo dużo. Jednak są to wyłącznie herbaty ziołowe lub owocowe. Czarnej nie pijam prawie wcale. Czasami mam na nią ochotę, ale tylko lekko zaparzoną, z miodem i cytryną.

Najczęściej sięgam po herbaty z HERBAPOLu. Z ziołowych uwielbiam herbatę z mięty pieprzowej, lipy, pokrzywy i koszyczka rumianku. Polecam te do kupienia w aptece z serii "Zielnik Apteczny". Nie wiem czemu, ale np. rumianek HERBAPOLu z apteki jest smaczniejszy (ma bardziej delikatniejszy smak) niż ten dostępny w sklepie... 


Natomiast z owocowych zawsze muszę mieć herbatę z dzikiej róży, maliny lub żurawiny. Ostatnio popijam sobie Malinę z Żurawiną i Malinę z Dziką Różą z serii "Herbaciany Ogród". Obie są naprawdę dobre. 


Polecam także herbaty z TEEKANNE, a zwłaszcza wiśniową i pomarańczową, które świetnie nadają się również do spożycia na zimo jako napój. A na zimowe dni obowiązkowo mam rozgrzewającą owocową mieszankę o aromacie pomarańczy, cynamonu, rumu i winogron "Magic Moments". Jest naprawdę świetna. Ja nazywam ją po prostu "herbata świąteczna", bo kojarzy mi się właśnie z zimą i Świętami Bożego Narodzenia :) W tym roku po raz pierwszy zakupiłam jeszcze owocową mieszankę "Winter Time" o aromacie cynamonu i herbatników migdałowych. Właśnie ją popijam pisząc tego posta. Co za zapach! Pycha :D












Chętnie poznam Wasze ulubione herbaty :)

Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło! :)


niedziela, 25 września 2011

Jesienny Blues, Syrenka, Aleja Gwiazd, Miasto Grzechu, czyli znów lakierowo od Barbry Cosmetics

Tym razem moje najnowsze zdobycze w jednym poście, dlatego (mam nadzieję) będzie zwięźle i na temat ;)


"Jesienny Blues" # 440

Kolekcja: City Fever

Moja opinia:
Świetny kolor na jesień. Jest to brąz złamany szarością. Dobrze się nakłada. Kolor z buteleczki uzyskamy 2 warstwami, ale pod warunkiem, gdy lakier nałożymy bardzo starannie, w przeciwnym razie będzie potrzeba 3 warstwa. Szybko schnie (jeśli nie nałożymy zbyt grubych warstw). Ostatnio utrzymał mi się na paznokciach całe 4 dni bez najmniejszych odprysków, jedynie było widać odrosty i wytarte końcówki (nie użyłam Top Coatu). Bardzo podoba mi się efekt końcowy ponieważ lakier ma w sobie pewnego rodzaju maluteńkie drobinki, które w słońcu lub sztucznym świetle ładnie się mienią. Widać je dopiero przy dokładnym przyjrzeniu się. Jestem z niego bardzo zadowolona i już wiem, że często będzie na moich paznokciach.

w świetle dziennym
w świetle dziennym, widoczne drobinki

* * * * * * * * * *

"Syrenka" #468 

Kolekcja: Moje jest miasto

Moja opinia:
Obawiałam się tego lakieru, ponieważ nie przepadam za brokatowymi i nie lubię robić z siebie choinki. Jednak lakier bardzo pozytywnie mnie zaskoczył :) Aplikacja jest bajeczne przyjemna. Drobinki są tak malutkie, że nie ma najmniejszego problemu z rozprowadzeniem ich na paznokciu. Nie tworzą się żadne smugi. Potrzebne są dwie warstwy, aby uzyskać efekt z buteleczki, choć na upartego mogłaby wystarczyć tylko jedna. Bardzo szybko schnie. Po 5 minutach próbowałam specjalnie go zniszczyć, jednak nie udało mi się ponieważ był już dobrze przeschnięty. Drobinki nie są wyczuwalne, powierzchnia lakieru jest gładka jak przy tradycyjnych kolorach. A efekt... jak dla mnie BOMBA ;)

w świetle dziennym
z lampą błyskową

* * * * * * * * * *

"Aleja Gwiazd" #469 

Kolekcja: Miasto jest moje

Moja opinia:
Z tym kolorem jest identycznie jak z poprzednim "Syrenka" #468. Same plusy :)

w świetle dziennym
z lampą błyskową

* * * * * * * * * *

"Miasto Grzechu" #465

Kolekcja: Moje jest miasto 

Moja opinia:
Piękna, głęboka czerwień. Bardzo dobre krycie już przy jednej warstwie, jednak aby uzyskać kolor z buteleczki trzeba nałożyć 2 warstwy. Szybko schnie. Lakier zawiera jakie same drobinki jak Jesienny Blues, a z efektu jestem równie bardzo zadowolona.

w świetle dziennym
z lampą błyskową


A Wam który lakier podoba się najbardziej?


Pozdrawiam! :)

środa, 21 września 2011

Perfekcyjna Pani Domu

Tak sobie ostatnio wymyśliłam, że chciałabym być tą Perfekcyjną Panią Domu. Mieć zawsze wysprzątany dom, umieć ugotować coś z niczego, samemu coś uszyć, mieć czas dla dzieci i męża, a przy tym mieć nienaganną fryzurę, długie (pomalowane i nie połamane) paznokcie, makijaż, być elegancko ubraną i najlepiej w szpilkach.... ehhh dużo tego wszystkiego ;)

źródło: Internet
Jednak po dłuższych przemyśleniach doszłam także do wniosku, że dla mnie to zdecydowanie niedościgniony ideał. Lubię ład i porządek, ale nie zawsze się tego trzymam. Czasami mam takiego lenia, że najchętniej zaległabym na fotelu i oddała się czystej przyjemności, a wtedy to już nic mi nie przeszkadza, nawet bałagan ;) Ale postanowiłam przynajmniej spróbować doścignąć ten ideał. Oczywiście nie za wszelką cenę... bo w butach, a w szczególności w szpilkach, po domu nie chodzę, ale może w innych dziedzinach ;) Wiem, że idealna we wszystkim na pewno nie będę, dlatego podchodzę do tego z przymrużeniem oka. 

Tak naprawdę w roli prawdziwej gospodyni będę dopiero debiutować (może już za parę miesięcy?? :D), dlatego zaopatrzyłam się w kilka pozycji książkowych i prasowych, dzięki którym (mam nadzieję) podniosę swoje kwalifikacje w byciu idealną gospodynią :) 

Od zawsze chciałam nauczyć się szyć na maszynie, wydziergać sweter na drutach lub coś na szydełku. Parę kroków w tym kierunku już poczyniłam i może kiedyś będę miała okazję czymś się Wam pochwalić ;)


Książka Anthei Turner to rzeczywiście świetny poradnik naszpikowany cennymi radami i wskazówkami jak prowadzić dom i jak najlepiej się w tym całym prowadzeniu zorganizować.


No i ogród. To chyba będzie moja nowa pasja :D Już wcześniej wspominałam, że biorę się za zielsko, które u mnie rośnie. Prace idą mozolnie, ale obecnie są inne priorytety. Jednak na wiosnę biorę się za niego pełną parą. Bardzo lubię Maję Popielarską i jej programy telewizyjne, dlatego przez jesień i zimę będę z nią planować i projektować :)



Jestem bardzo ciekawa jak to jest u Was.
Też staracie się dążyć do takiego perfekcjonizmu, czy może nie jest to dla Was najważniejsze?

Pozdrawiam! :)

poniedziałek, 19 września 2011

Pożywne śniadanie najlesze na dobry początek dnia

Śniadanie to dla mnie podstawa. Nie wyobrażam sobie wyjść z domu z pustym żołądkiem. Nawet wychodząc do pracy o 6.00 rano musiałam coś zjeść. Zawsze staram się, aby był to jak najbardziej wartościowy posiłek. Wtedy mam więcej energii, mniej podjadam w ciągu dnia i generalnie lepiej się czuję. 

A tak się prezentuje moje ulubione śniadanko :)



Zazwyczaj składa się ono z następujących produktów:


płatki kukurydziane - polecam te z Biedronki sprzedawane w 1 kg-owej paczce, jak dla mnie są równie dobre jak te z NESTLE, a o wiele tańsze
jogurt owocowy - polecam Jogobellę, ale można zamienić go również na jogurt naturalny
otręby żytnie - ewentualnie dodaję też otręby owsiane, zależy co akurat mam
siemie lniane - a konkretniej zmielone, wtedy składniki w nim zawarte są bardziej dostępne dla organizmu
suszone śliwki - pokrojone w kawałeczki, jak mam to dodaję również suszone morele czy żurawinę
banan
nektarynka - akurat tym razem miałam ją w domu, więc też ją dodałam

Spróbujcie :) 


Smacznego!

piątek, 16 września 2011

Jesienno-zimowe trendy w lakierach do paznokci

Wraz z końcem wakacji i początkiem września, zaczynam myśleć o nadchodzącej jesieni. Przeglądam najnowsze kolekcje, żeby się zorientować, co w tym sezonie będzie najmodniejsze.

Ostatnio zaczęłam rozglądać się za lakierami do paznokci, a konkretniej za tym jakie kolory proponowane są na jesień-zimę 2010/2011. Na pewno będą to kolory metaliczne, teleskopowe lub duo-chromowe (kolor delikatnie się zmienia w zależności od padania światła), z połyskującymi drobinkami oraz szarości, burgundy, czerwienie, butelkowe i szmaragdowe zielenie, beże, brązy.

Na początek przeglądnęłam swoją kosmetyczkę, aby sprawdzić czy skrywa jakieś skarby, które odpowiadałyby nadchodzącym trendom. Moja lakierowa miłość zaczęła się dopiero parę miesięcy temu, więc poprzedniej zimy nie przywiązywałam zbytnio uwagi na to czy mam coś odpowiedniego na paznokcie. Mimo to coś udało mi się wygrzebać. Nie jest tego dużo, ale moim zdaniem będą idealne na nadchodzącą jesień/zimę ;) 

Przy okazji polecam lakiery Mayballine ForeverStrong. Świetne krycie przy jednej warstwie, przyjemna aplikacja i dobra trwałość. Jednak aktualna cena (ok. 20-25 zł) dość skutecznie może odstraszyć... Przynajmniej mnie, mimo iż jestem ich dużą fanką.

Szukając tańszych, równie dobrych zamienników, ponownie zaopatrzyłam się w nowe lakiery z Barbra Cosmetics. Jeden z nich pochodzi z serii "City Fever", a pozostałe z najnowszej kolekcji "Moje jest miasto". Kolejny raz nie zawiodłam się :) A kolory... przepiękne!

od lewej: 440 jesienny blues (seria City Fever), 468 Syrenka, 465 Miasto Grzechu, 469 Aleja Gwiazd







Niebawem pokarzę jak moje najnowsze zdobycze prezentują się na paznokciach.


Pozdrawiam! :)