Pojawienie się Klaudii przewartościowało mój świat. Teraz rodzina i dom są dla mnie najważniejsze. Wszystkie moje plany związane z własnym rozwojem, nauką, karierą zawodową odeszły, nie na drugi, a znacznie dalszy plan. Mimo iż był to mój świadomy wybór bo uwielbiam spędzać czas w domu, córką i chciałabym móc poświęcać go jej jak najwięcej, to jednak siedzenie samej w czterech ścianach nie wpływa na mnie jakoś korzystnie. Mam wrażenie, że stałam się Lelum Polelum ;) Choć przy dziecku człowiek się nie nudzi i jest mnóstwo zajęć to i tak czuję, że brak mi energii, nic mi się nie chce, zero motywacji do działania i zupełny brak pomysłów na siebie. W czasie studiów miałam tego POWERA. Były plany pójścia na studia podyplomowe, nauki języków obcych, była ogromna chęć pięcia się po szczeblach kariery. Jednak od jakiegoś czasu z tego POWERA tak na prawdę nie zostało nic. Mimo iż rodzina zawsze będzie moim numerem jeden, a praca nigdy nie zajmie jej miejsca, to i tak w tym ferworze codziennych zajęć, nie chcę zapominać również o sobie i swoich potrzebach. Obecnie na studia czy pracę nie mogę sobie pozwolić, jednak aby nie mieć kiedyś poczucia, że czas spędzony w domu mogłam wykorzystać bardziej efektywnie (prawdę mówiąc takie poczucie już zaczyna mi towarzyszyć, bo wydaje mi się, że rok już zmarnowałam) muszę na nowo obudzić w sobie to ucie, że MOGĘ WSZYSTKO. Chcę podnosić swoje kwalifikacje zawodowe i rozwijać się w różnych dziedzinach, które mnie interesują.
Ostatnio oglądałam różne reportaże o ludziach sukcesu, o ludziach którzy robią to co lubią godząc jednocześnie pracę i rodzinę. To sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem i nad tym co sama chciałabym osiągnąć.
Na początek motywuję się do działania i ładuję pozytywną energią czytając. Właśnie jestem po lekturze książki Olgi Kozierowskiej pt. "Sukces pisany szminką".
Jeśli czujecie się tak jak ja, to szczerze ją Wam polecam. Nie znajdziemy w niej gotowej recepty na sukces, ale niesamowicie motywuje. Autorka wyjaśnia, co daje nam pozytywne myślenie, jak wyznaczyć sobie cel, motywuje do działania i podejmowania ryzyka. Książka dała mi motywacyjnego kopniaka ;) Mam nadzieję, że jego skutki będą odczuwać jeszcze bardzo długo ;)
Na koniec zacytuję autorkę:
"Syndrom matki Polki jest wszechobecny, jest niemal kulturową normą. Uznawanie własnych potrzeb za najważniejsze jest niemal grzechem. Otóż właśnie tak nie jest. Powinnyśmy być dla siebie najważniejsze. Tylko wtedy będziemy w stanie właściwie funkcjonować w relacjach, uszczęśliwiać innych i być szczęśliwe."
Pozdrawiam serdecznie! :)
Ostatnio oglądałam różne reportaże o ludziach sukcesu, o ludziach którzy robią to co lubią godząc jednocześnie pracę i rodzinę. To sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem i nad tym co sama chciałabym osiągnąć.
Na początek motywuję się do działania i ładuję pozytywną energią czytając. Właśnie jestem po lekturze książki Olgi Kozierowskiej pt. "Sukces pisany szminką".
Jeśli czujecie się tak jak ja, to szczerze ją Wam polecam. Nie znajdziemy w niej gotowej recepty na sukces, ale niesamowicie motywuje. Autorka wyjaśnia, co daje nam pozytywne myślenie, jak wyznaczyć sobie cel, motywuje do działania i podejmowania ryzyka. Książka dała mi motywacyjnego kopniaka ;) Mam nadzieję, że jego skutki będą odczuwać jeszcze bardzo długo ;)
Na koniec zacytuję autorkę:
"Syndrom matki Polki jest wszechobecny, jest niemal kulturową normą. Uznawanie własnych potrzeb za najważniejsze jest niemal grzechem. Otóż właśnie tak nie jest. Powinnyśmy być dla siebie najważniejsze. Tylko wtedy będziemy w stanie właściwie funkcjonować w relacjach, uszczęśliwiać innych i być szczęśliwe."
Pozdrawiam serdecznie! :)
















































