poniedziałek, 24 października 2011

Loki i fale czyli co mnie obecnie kręci :)

Zakręcona jestem ostatnio, ale nie w głowie (choć czasami pewnie też ;) tylko na głowie, a to dlatego że znów zakochałam się w długich, kręconych włosach :D Od paru lat moje włosy nie przekraczały długością ramion, a układałam je głównie na szczotkę, aby dodać objętości i lekko wywinąć końcówki. Parę miesięcy temu postanowiłam, że w końcu trochę je zapuszczę, dlatego przez ten czas szerokim łukiem omijałam wszelkie salony fryzjerskie. Przyznam się, że ciężko bywało bo przyzwyczajenie do krótszych włosów brało górę. Jednak trzymałam się mocno postanowienia i przez 7 m-cy wytrwałam :) Jednak po takim czasie wizyta u fryzjera była konieczna. Musiałam podciąć końcówki i całą fryzurę na nowo, dość mocno wycieniować, aby nadać jej objętości i lekkości. No i byłam, ścięłam, a co najważniejsze z efektu jestem zadowolona :) Ach, nawet nie wyobrażacie sobie jak mi teraz dobrze... :D Niby niewielka zmiana, a tak pozytywnie może wpłynąć na nasze samopoczucie. Deszcz i chłód za oknem nie jest w stanie popsuć tego dobrego humoru! Na jesienne chandry fryzjer jak najbardziej wskazany :) 

A oto kilka fotek z sieci, które mnie zainspirowały ;)
Źródło: zdjęcia pochodzą z Internetu

A tak prezentuje się moja stylizacja :) Przydałoby się, aby włosy były jeszcze troszkę dłuższe, ale jak widać, da się już z nimi coś zrobić ;)


Aby uzyskać efekt dużych, luźnych loków, używam lokówki z firmy Remington o średnicy 38 mm.



Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia! :)

środa, 19 października 2011

Co nieco z apteki: olej lniany w kapsułkach

Jakiś czas temu na moim dzieciowym blogu narzekałam na to, że po ciąży potwornie wypadają mi włosy. Niestety nic się w tej kwestii nie zmieniło... Szczerze mówiąc też nie zbyt dużo robiłam, aby temu zapobiec. Parę dni temu wreszcie się ogarnęłam i zamierzam (oby skutecznie) z tym walczyć. 

W tym celu zakupiłam sobie kapsułki LINOcomplex NNKT z Ziołolek, które zawierają zimnotłoczony olej lniany. 

Już dawno słyszałam o tym, jak korzystny wpływ na nasz organizm ma właśnie olej lniany, ponieważ jest jednym z najbogatszych źródeł nienasyconych kwasów tłuszczowych z rodziny omega-3 i 6. Natomiast ich niedobór może powodować m.in. wypadanie włosów. Jakiś czas temu popijałam sobie taki olej dodając go np. do obiadu. Mimo, że robiłam to niesystematycznie, to i tak miałam wrażenie jakby włosy mniej mi wówczas wypadały. Teraz staram się jeść siemię lniane, ale tak jak w przypadku oleju, robię to stanowczo za rzadko. Dlatego w końcu zdecydowałam się na zakup tego preparatu. Liczę na to, że w takiej formie będzie mi wygodniej go przyjmować, a co najważniejsze systematycznie. No i oczywiście liczę na dobre efekty. Za jakiś czas dam Wam znać czy poradził sobie z moim problemem :)

Pozdrawiam serdecznie!

wtorek, 18 października 2011

Kosmetyki naturalne: coś dla włosów i ciała

Ostatnio dużo się słyszy na temat kosmetyków naturalnych. Ja jakoś specjalnego szału na tym punkcie nie miałam. Jednak z powodu problemów ze skórą głowy (moje dotychczasowe kosmetyki do mycia włosów zaczęły mi ją podrażniać) postanowiłam, że zanim chwycę się za preparaty apteczne, które zalecił dermatolog, spróbuję czegoś z tych wychwalanych kosmetyków. 

Kilka razy spotkałam się z dobrymi opiniami na temat szamponów i odżywek z firmy Alterra (dostępnych w Rossmannie), więc na początek skusiłam się właśnie na te kosmetyki, a konkretniej na szampon Migdały i Jojoba dla wrażliwej i podrażnionej skóry oraz odżywkę Morela i Pszenica do włosów pozbawionych blasku i łamliwych.
Po miesiącu stosowania, mogę stwierdzić, że jestem z nich naprawdę zadowolona. Szampon dobrze się pieni i myje włosy oraz pięknie owocowo pachnie. Co najważniejsze nie podrażnia mi skóry głowy. Natomiast odżywka jest taka jak lubię, czyli o gęstej konsystencji, przez co czuć, że ma się ja na włosach. Po niej włoski są gładkie i miękkie w dotyku, a do tego bardzo ładnie pachną :) Choć kosmetyki nie uporały się z moim problemem (nie oczekiwałam tego, bo to nie na tym polega ich zadanie) to włosy, a zwłaszcza skóra głowy jest teraz w o wiele lepszej kondycji.

* * * * * * * * * *

Kolejny kosmetyk do włosów to olejek kokosowy Vatika dostępny m.in. na stronie www.helfy.pl 
Jest naprawdę świetny. Włosy po nim są niesamowicie gładkie, miękkie i lśniące. Zazwyczaj noszę włosy związane, ale gdy tylko zostawię je rozpuszczone, to nie mogę przestać ich dotykać - są tak fajne w dotyku :) Ja olejek stosuję zazwyczaj raz w tygodniu. Nakładam go na mokre włosy i idę spać, a rano zmywam szamponem. Olejek ma to do siebie, że w temperaturze pokojowej ma konsystencję stałą. Ja na początku wyciskałam go z butelki i rozpuszczałam w dłoniach, a następnie nakładałam na włosy. Jednak polecam najpierw wstawić butelkę do gorącej wody, aby olejek się upłynnił i następnie go nakładać. Zauważyłam, że po takim rozgrzaniu, olejek o wiele lepiej działa na włosy. Jeśli chcemy, aby tak fajny efekt na włosach utrzymywał się cały czas, to trzeba olejek stosować przed każdym umyciem włosów. Ja nie stosuję go tak często, dlatego włosy po kolejnym myciu, bez wcześniejszego nałożenia olejku, nie są już tak gładkie jak tuż po jego zastosowaniu. Mimo to jestem z niego bardzo zadowolona.

* * * * * * * * * *

No i coś dla ciała. Jakiś czas temu TUTAJ można było się przekonać jak ubóstwiam oliwkę do ciała :) Oczywiście nadal tak jest. Jednak postanowiłam spróbować czegoś nowego, bardziej naturalnego :) Dlatego mój wybór padł na oliwkę z HIPPa. 
Mimo, iż wolę wersję w żelu, bardzo polubiłam tą oliwkę. Pamiętam jak będąc jeszcze w ciąży, nie mogłam na początku znaleźć takiej oliwki, której zapach nie przyprawiałby mnie o mdłości. W końcu taką znalazłam z Johnson's Baby, ale gdybym trafiła na tą z HIPPa to myślę, że byłabym jeszcze bardziej zadowolona, ponieważ jej zapach jest dużo przyjemniejszy i delikatny. Bardzo dobrze nawilża, a skóra po jej zastosowaniu jest gładka i przyjemna w dotyku.

* * * * * * * * * *

I ostatni mój kosmetyk z kategorii "NATURALNYCH" to olejek MONOI z Bochemii Urody.   
Ja go stosuję na stopy i na inne przesuszone miejsca jak łokcie, kolana i skórki przy paznokciach. Sprawdza się idealnie. Dodatkowo olejek można stosować na włosy jako maskę lub na same końców, dodawać do kremu do twarzy, czy po prostu stosować jako perfumy w kremie, ponieważ bardzo ładnie pachnie (choć tu nie należy się spodziewać zbyt dużej trwałości zapachu). Jak widać już mi się kończy i przydałoby się złożyć kolejne zamówienie :)


Pozdrawiam serdecznie! :)

sobota, 15 października 2011

Sobotni wieczór

Dziś miałam bardzo pracowity dzień. Musiałam zakasać rękawy, żeby pogonić troszkę roboty budowlane ;) Pogoda u mnie już niestety typowo jesienna. Zimno i pochmurno przez co zmarzłam strasznie. Na szczęście jestem już w cieplutkim domku i grzeję się herbatką Winter Time z miodem :) 


Do tego mam małą zaległą lekturę. Nie wiem czy wiecie, ale 5-6 listopada razem z InStyle czeka nas kolejne szaleństwo zniżek w wybranych sklepach :)




 Dobrej nocki! :)



czwartek, 13 października 2011

Ostatnie ciuchowe nabytki

Najnormalniej w świecie nie mam kiedy wybrać się na spokojne, porządne, ciuchowe zakupy. Z Klaudią ciężko samemu wybrać się do Stolicy, z kolei mąż zapracowany, a wyciągnąć go w wolny dzień na zakupy graniczy z cudem... To co uda mi się upolować, to tylko za sprawą wypadów do marketów budowlanych, ale cieszę się, że są chociaż takie okazje :)  No ale do konkretów.

Strasznie się ucieszyłam, gdy w końcu znalazłam płaszcz/trencz dla siebie i to na dodatek w H&M :) Jeśli chodzi o mnie to bardzo ciężko jest mi znaleźć w tej sieciówce odpowiednie ciuszki dla siebie, ale nie dlatego, że coś mi się nie podoba, a z powodu rozmiarówek. Noszę S/36 jednak w H&M ten rozmiar zazwyczaj jest na mnie za duży, a jak wiadomo nie wszystkie rzeczy dostępne są w rozm XS/34. Jednak płaszcz znalazłam, w rozmiarze 34, z czego jestem bardzo zadowolona :) No i kolor bardzo mi się podoba - granatowy, jest idealny :) Trencz nosi się naprawdę świetnie.

płaszcz H&M, 149 zł

Z H&M chciałam sobie również sprawić tunikę/dłuższy sweter z kieszeniami (na pewno widziałyście go w przeróżnych reklamach), ale oczywiście w S wyglądałabym jak w worku, a XS nie znalazłam, więc szukałam czegoś podobnego gdzie indziej. W C&A trafiłam na coś co równie mi się spodobało. Tunika jest bardziej dopasowana niż ta z H&M. Do kryjących rajstop czy leginsów będzie idealna :) No i kolor, nie było już beżowego w moim rozmiarze, więc znów padło na granatowy ;)


tunika C&A, 69 zł

PS. Nastąpiła mała zmiana wyglądu. Pomyślałam, żeby może spróbować nowego, mniej pstrokatego szablonu ;) To tak na jakiś czas, zanim sama czego nie wymyślę :)


Pozdrawiam! :)

czwartek, 6 października 2011

Tea Time!

Nie wiem jak Wy, ale ja przygotowuję się już na nadejście chłodnych, typowo jesiennych, a nawet tych mroźnych, zimowych dni. Właśnie w tych miesiącach jak pogoda już nas nie rozpieszcza, uwielbiam siąść sobie pod kocem z kubkiem gorącej herbatki. Dlatego ostatnio zrobiłam sobie herbaciane zapasy :) W lecie rzadko pijam herbatę na rzecz wody mineralnej, natomiast w okresie jesienno-zimowym piję jej baaardzo dużo. Jednak są to wyłącznie herbaty ziołowe lub owocowe. Czarnej nie pijam prawie wcale. Czasami mam na nią ochotę, ale tylko lekko zaparzoną, z miodem i cytryną.

Najczęściej sięgam po herbaty z HERBAPOLu. Z ziołowych uwielbiam herbatę z mięty pieprzowej, lipy, pokrzywy i koszyczka rumianku. Polecam te do kupienia w aptece z serii "Zielnik Apteczny". Nie wiem czemu, ale np. rumianek HERBAPOLu z apteki jest smaczniejszy (ma bardziej delikatniejszy smak) niż ten dostępny w sklepie... 


Natomiast z owocowych zawsze muszę mieć herbatę z dzikiej róży, maliny lub żurawiny. Ostatnio popijam sobie Malinę z Żurawiną i Malinę z Dziką Różą z serii "Herbaciany Ogród". Obie są naprawdę dobre. 


Polecam także herbaty z TEEKANNE, a zwłaszcza wiśniową i pomarańczową, które świetnie nadają się również do spożycia na zimo jako napój. A na zimowe dni obowiązkowo mam rozgrzewającą owocową mieszankę o aromacie pomarańczy, cynamonu, rumu i winogron "Magic Moments". Jest naprawdę świetna. Ja nazywam ją po prostu "herbata świąteczna", bo kojarzy mi się właśnie z zimą i Świętami Bożego Narodzenia :) W tym roku po raz pierwszy zakupiłam jeszcze owocową mieszankę "Winter Time" o aromacie cynamonu i herbatników migdałowych. Właśnie ją popijam pisząc tego posta. Co za zapach! Pycha :D












Chętnie poznam Wasze ulubione herbaty :)

Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło! :)


niedziela, 25 września 2011

Jesienny Blues, Syrenka, Aleja Gwiazd, Miasto Grzechu, czyli znów lakierowo od Barbry Cosmetics

Tym razem moje najnowsze zdobycze w jednym poście, dlatego (mam nadzieję) będzie zwięźle i na temat ;)


"Jesienny Blues" # 440

Kolekcja: City Fever

Moja opinia:
Świetny kolor na jesień. Jest to brąz złamany szarością. Dobrze się nakłada. Kolor z buteleczki uzyskamy 2 warstwami, ale pod warunkiem, gdy lakier nałożymy bardzo starannie, w przeciwnym razie będzie potrzeba 3 warstwa. Szybko schnie (jeśli nie nałożymy zbyt grubych warstw). Ostatnio utrzymał mi się na paznokciach całe 4 dni bez najmniejszych odprysków, jedynie było widać odrosty i wytarte końcówki (nie użyłam Top Coatu). Bardzo podoba mi się efekt końcowy ponieważ lakier ma w sobie pewnego rodzaju maluteńkie drobinki, które w słońcu lub sztucznym świetle ładnie się mienią. Widać je dopiero przy dokładnym przyjrzeniu się. Jestem z niego bardzo zadowolona i już wiem, że często będzie na moich paznokciach.

w świetle dziennym
w świetle dziennym, widoczne drobinki

* * * * * * * * * *

"Syrenka" #468 

Kolekcja: Moje jest miasto

Moja opinia:
Obawiałam się tego lakieru, ponieważ nie przepadam za brokatowymi i nie lubię robić z siebie choinki. Jednak lakier bardzo pozytywnie mnie zaskoczył :) Aplikacja jest bajeczne przyjemna. Drobinki są tak malutkie, że nie ma najmniejszego problemu z rozprowadzeniem ich na paznokciu. Nie tworzą się żadne smugi. Potrzebne są dwie warstwy, aby uzyskać efekt z buteleczki, choć na upartego mogłaby wystarczyć tylko jedna. Bardzo szybko schnie. Po 5 minutach próbowałam specjalnie go zniszczyć, jednak nie udało mi się ponieważ był już dobrze przeschnięty. Drobinki nie są wyczuwalne, powierzchnia lakieru jest gładka jak przy tradycyjnych kolorach. A efekt... jak dla mnie BOMBA ;)

w świetle dziennym
z lampą błyskową

* * * * * * * * * *

"Aleja Gwiazd" #469 

Kolekcja: Miasto jest moje

Moja opinia:
Z tym kolorem jest identycznie jak z poprzednim "Syrenka" #468. Same plusy :)

w świetle dziennym
z lampą błyskową

* * * * * * * * * *

"Miasto Grzechu" #465

Kolekcja: Moje jest miasto 

Moja opinia:
Piękna, głęboka czerwień. Bardzo dobre krycie już przy jednej warstwie, jednak aby uzyskać kolor z buteleczki trzeba nałożyć 2 warstwy. Szybko schnie. Lakier zawiera jakie same drobinki jak Jesienny Blues, a z efektu jestem równie bardzo zadowolona.

w świetle dziennym
z lampą błyskową


A Wam który lakier podoba się najbardziej?


Pozdrawiam! :)

środa, 21 września 2011

Perfekcyjna Pani Domu

Tak sobie ostatnio wymyśliłam, że chciałabym być tą Perfekcyjną Panią Domu. Mieć zawsze wysprzątany dom, umieć ugotować coś z niczego, samemu coś uszyć, mieć czas dla dzieci i męża, a przy tym mieć nienaganną fryzurę, długie (pomalowane i nie połamane) paznokcie, makijaż, być elegancko ubraną i najlepiej w szpilkach.... ehhh dużo tego wszystkiego ;)

źródło: Internet
Jednak po dłuższych przemyśleniach doszłam także do wniosku, że dla mnie to zdecydowanie niedościgniony ideał. Lubię ład i porządek, ale nie zawsze się tego trzymam. Czasami mam takiego lenia, że najchętniej zaległabym na fotelu i oddała się czystej przyjemności, a wtedy to już nic mi nie przeszkadza, nawet bałagan ;) Ale postanowiłam przynajmniej spróbować doścignąć ten ideał. Oczywiście nie za wszelką cenę... bo w butach, a w szczególności w szpilkach, po domu nie chodzę, ale może w innych dziedzinach ;) Wiem, że idealna we wszystkim na pewno nie będę, dlatego podchodzę do tego z przymrużeniem oka. 

Tak naprawdę w roli prawdziwej gospodyni będę dopiero debiutować (może już za parę miesięcy?? :D), dlatego zaopatrzyłam się w kilka pozycji książkowych i prasowych, dzięki którym (mam nadzieję) podniosę swoje kwalifikacje w byciu idealną gospodynią :) 

Od zawsze chciałam nauczyć się szyć na maszynie, wydziergać sweter na drutach lub coś na szydełku. Parę kroków w tym kierunku już poczyniłam i może kiedyś będę miała okazję czymś się Wam pochwalić ;)


Książka Anthei Turner to rzeczywiście świetny poradnik naszpikowany cennymi radami i wskazówkami jak prowadzić dom i jak najlepiej się w tym całym prowadzeniu zorganizować.


No i ogród. To chyba będzie moja nowa pasja :D Już wcześniej wspominałam, że biorę się za zielsko, które u mnie rośnie. Prace idą mozolnie, ale obecnie są inne priorytety. Jednak na wiosnę biorę się za niego pełną parą. Bardzo lubię Maję Popielarską i jej programy telewizyjne, dlatego przez jesień i zimę będę z nią planować i projektować :)



Jestem bardzo ciekawa jak to jest u Was.
Też staracie się dążyć do takiego perfekcjonizmu, czy może nie jest to dla Was najważniejsze?

Pozdrawiam! :)

poniedziałek, 19 września 2011

Pożywne śniadanie najlesze na dobry początek dnia

Śniadanie to dla mnie podstawa. Nie wyobrażam sobie wyjść z domu z pustym żołądkiem. Nawet wychodząc do pracy o 6.00 rano musiałam coś zjeść. Zawsze staram się, aby był to jak najbardziej wartościowy posiłek. Wtedy mam więcej energii, mniej podjadam w ciągu dnia i generalnie lepiej się czuję. 

A tak się prezentuje moje ulubione śniadanko :)



Zazwyczaj składa się ono z następujących produktów:


płatki kukurydziane - polecam te z Biedronki sprzedawane w 1 kg-owej paczce, jak dla mnie są równie dobre jak te z NESTLE, a o wiele tańsze
jogurt owocowy - polecam Jogobellę, ale można zamienić go również na jogurt naturalny
otręby żytnie - ewentualnie dodaję też otręby owsiane, zależy co akurat mam
siemie lniane - a konkretniej zmielone, wtedy składniki w nim zawarte są bardziej dostępne dla organizmu
suszone śliwki - pokrojone w kawałeczki, jak mam to dodaję również suszone morele czy żurawinę
banan
nektarynka - akurat tym razem miałam ją w domu, więc też ją dodałam

Spróbujcie :) 


Smacznego!

piątek, 16 września 2011

Jesienno-zimowe trendy w lakierach do paznokci

Wraz z końcem wakacji i początkiem września, zaczynam myśleć o nadchodzącej jesieni. Przeglądam najnowsze kolekcje, żeby się zorientować, co w tym sezonie będzie najmodniejsze.

Ostatnio zaczęłam rozglądać się za lakierami do paznokci, a konkretniej za tym jakie kolory proponowane są na jesień-zimę 2010/2011. Na pewno będą to kolory metaliczne, teleskopowe lub duo-chromowe (kolor delikatnie się zmienia w zależności od padania światła), z połyskującymi drobinkami oraz szarości, burgundy, czerwienie, butelkowe i szmaragdowe zielenie, beże, brązy.

Na początek przeglądnęłam swoją kosmetyczkę, aby sprawdzić czy skrywa jakieś skarby, które odpowiadałyby nadchodzącym trendom. Moja lakierowa miłość zaczęła się dopiero parę miesięcy temu, więc poprzedniej zimy nie przywiązywałam zbytnio uwagi na to czy mam coś odpowiedniego na paznokcie. Mimo to coś udało mi się wygrzebać. Nie jest tego dużo, ale moim zdaniem będą idealne na nadchodzącą jesień/zimę ;) 

Przy okazji polecam lakiery Mayballine ForeverStrong. Świetne krycie przy jednej warstwie, przyjemna aplikacja i dobra trwałość. Jednak aktualna cena (ok. 20-25 zł) dość skutecznie może odstraszyć... Przynajmniej mnie, mimo iż jestem ich dużą fanką.

Szukając tańszych, równie dobrych zamienników, ponownie zaopatrzyłam się w nowe lakiery z Barbra Cosmetics. Jeden z nich pochodzi z serii "City Fever", a pozostałe z najnowszej kolekcji "Moje jest miasto". Kolejny raz nie zawiodłam się :) A kolory... przepiękne!

od lewej: 440 jesienny blues (seria City Fever), 468 Syrenka, 465 Miasto Grzechu, 469 Aleja Gwiazd







Niebawem pokarzę jak moje najnowsze zdobycze prezentują się na paznokciach.


Pozdrawiam! :)

poniedziałek, 12 września 2011

"Gdzie Indziej", Gabrielle Zevin

Na początku chciałam wspomnieć, że nie trudnię się w recenzowaniu książek i nie chcę tworzyć tu nie wiadomo jak długie elaboraty na ich temat. Chcę jedynie przekazać Wam czy dana książka mi się podobała czy nie i parę słów o niej napisać. A nóż widelec kogoś zainteresuje ;)

Ale do rzeczy...

"Gdzie Indziej" to bardzo przyjemna lektura. Autorka miała ciekawy pomysł na to jak może wyglądać życie po drugiej stronie. Po lekturze człowiek jest nawet spokojniejszy, ma poczucie, że w chwili śmierci nie umieramy tylko przenosimy się do innego świata -  jak dla mnie to bardzo optymistyczna wersja :) 


Napisana jest dość prosto i przystępnie, dzięki czemu czyta się ją szybko i lekko. Moim zdaniem książka adresowana jest głównie do młodzieży. Osoby, które oczekują, że lektura skłoni ich do poważniejszych rozważań na temat życia po śmierci i ludzkiej egzystencji mogą się rozczarować. W zasadzie i ja miałam takie oczekiwania, ale mimo to iż książka nie jest jakoś specjalnie ambitna, to i tak bardzo przypadła mi do gustu.

Na końcu książki dołączony był bezpłatny egzemplarz fragmentu książki pt. "Światła pochylenie" Laury Whitcomb, o podobnej tematyce do "Gdzie Indziej". Po przeczytaniu tych kilku stron wydaje się być jeszcze ciekawsza niż książka Zevin.

Czytał ktoś tą książkę?

Pozdrawiam! :)

poniedziałek, 5 września 2011

Tusz do rzęs CoverGirl Lash Blast Volume

Po miesiącu używania maskary CoverGirl Last Blast Volume mogę stwierdzić, że jestem z niej bardzo zadowolona. 

Tusz jest niesamowicie trwały, ciężej go zmyć niż wodoodporny tusz Maybelline, o którym już wcześniej wspominałam TUTAJ. Nie kruszy się, nie rozmazuje. Świetnie wydłuża rzęsy. Nie skleja ich, choć po jakimś czasie tusz troszkę zgęstniał, przez co czasami na szczoteczce jest go za dużo i wówczas miejscami może nam je posklejać. Jednak rzadko mi się to zdarza. Wystarczy kilka pociągnięć, aby rzęsy ładnie się rozdzieliły. 



Jedynie czego mi brakuje to większego efektu pogrubienia. Mam dość długie rzęsy, jednak rzadkie, dlatego zawsze zależy mi na ich pogrubieniu. Moim zdaniem tusz z Maybelline w tej kwestii radzi sobie lepiej.

Jeśli będę miała jeszcze raz możliwość zakupienia maskary z CoverGirl, to chętnie wypróbuję, ale inną wersję. A tymczasem powrócę do mojego Maybelline Volum' Express Turbo Boost :)


Pozdrawiam!:)

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Kotleciki z piersi kurczaka

W weekend zazwyczaj nie mam tyle czasu, aby stać w kuchni dlatego w piątek lub sobotę robiąc obiad staram się robić tego więcej tak, aby starczyło nam chociażby do poniedziałku ;) Tym razem zdecydowałam się właśnie na te kotleciki. Są bardzo smaczne, szybko się je robi i starczają nam na więcej niż jeden obiad.

A oto przepis.

Składniki:
1 pojedyncza pierś z kurczaka
1 jajko
1 łyżka mąki pszennej
1 łyżka majonezu
2 łyżki startego żółtego sera
sól, pieprz
przyprawę w płynie (Magi)
polecam natkę pietruszki i suszoną żurawinę

Pierś z kurczaka kroimy na drobniutkie kawałeczki, dodajemy jajko, mąkę, majonez, ser żółty, przyprawy i posiekaną zieleninę. Wszystko razem mieszamy. Tak wgląda gotowa masa.



Łyżką nabieramy porcję masy i kładziemy na bułkę tartą. Masę obsypujemy bułką z każdej strony, następnie delikatnie bierzemy do ręki i formujemy kotleciki. Smażymy na rozgrzanym oleju.

Jeśli ciasto będzie zbyt luźne i kotlety będą się nam za bardzo rozwalać, to do masy można dosypać jeszcze odrobinę mąki.

A tak wyglądają po usmażeniu (ja zrobiłam z podwójnej porcji).



Osobiście polecam wersję z suszoną żurawiną.


Smacznego!

piątek, 26 sierpnia 2011

Sprawy organizacyjne

Moje Drogie :) 

Myślałam, myślałam i postanowiłam... założyć drugiego bloga. 
Nie da się ukryć, moje życie podporządkowane jest teraz głównie Klaudii, co zaczyna być widać na moim blogu. Wpisy na temat Klaudii i sprawy z nią związane zaczynają dominować na OLAndia :) 

W związku z tym, zdecydowałam się założyć drugiego bloga poświęconego tylko dzieciom, a konkretniej Klaudii. Także od dzisiaj zainteresowane osoby zapraszam na stronę BABYlandia. Udało mi się tam przenieść wszystkie wpisy i komentarze, więc w zasadzie wszystko będzie po staremu ;) Jedynie szata graficzna uległa małej zmianie ;)

Natomiast na OLAndia będę kontynuować wpisy na pozostałe tematy jak: dom, ogród, książki, kuchnia, kosmetyki i na pewno wiele innych :)

Do zobaczenia na BABYlandia :)

Pozdrawiam!

PS. Te dwa moje światy i tak w pewnym stopniu są od siebie zależne, dlatego na jednym blogu pewnie i tak pojawi się coś związanego z drugim. Mam nadzieję, że jakoś to będzie razem funkcjonowało :) 

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Moje oliwkowe cudo

Nie należę do osób z idealną figurą. W czasach szkolnych często eksperymentowałam z przeróżnymi dietami, przez co dorobiłam się trochę rozstępów. Dlatego gdy zaszłam w ciążę okropnie bałam się, że przez wielki brzuchol i przybranie na wadze będę jedną wielką blizną. Za wszelką cenę chciałam znaleźć złoty środek, który pomógłby mi temu zapobiec. Gdzieś wyczytałam, że podstawowym  elementem przeciwdziałania rozstępom jest zapewnienie skórze bardzo dobre nawilżenie. Mając na uwadze tą informację, postawiłam na jedno z tańszych rozwiązań. Ostatecznie zdecydowałam się na oliwkę do ciała. Często spotykałam się z pozytywnymi opiniami na jej temat, więc pomyślałam, że spróbuję, przynajmniej do czasu, aż w końcu zdecyduję się na jakiś bardziej "profesjonalny" produkt. No i jak zaczęłam jej używać, to została ze mną nie tylko do końca ciąży, ale do dzisiejszego dnia stoi w łazience na honorowym miejscu. Prawdę mówiąc na początku troszkę sceptycznie podchodziłam do tego, że niby sama oliwka miałaby dać radę nawilżyć mi skórę i zapobiec rozstępom. Jednak teraz wierzę, że to dzięki niej po ciąży nie mam ani jednego dodatkowego rozstępa (a wierzcie mi, brzuchol miałam naprawdę spory, bo nie należę do wysokich osób, więc wszystko poszło mi wszerz ;).

Po porodzie odstawiłam oliwkę na jakiś czas. Myślałam, że teraz jak już brzucha nie ma i wróciłam do swoich rozmiarów (no prawie ;), nie zrobi już dla mnie nic dobrego. Myślałam tak, aż to momentu, gdy na początku wiosny postanowiłam złapać trochę brązu i wybrałam się na solarium. Po dwóch sesjach opalania, skórę (zwłaszcza na nogach) miałam w opłakanym stanie.  Była strasznie przesuszona i łuszcząca. Zaopatrzyłam się w masła do ciała, balsamy nawilżające, próbowałam też naturalnego olejku w połączeniu z balsamem - nic nie pomogło. W końcu z barku pomysłów sięgnęłam po oliwkę, nie mając jakiś większych nadziei, że mi pomoże. No i zgadnijcie co się okazało? Dopiero ona poradziła sobie z moją suchą skórą. Od tej pory wszelkie balsamy poszły w odstawkę. Nie ukrywam, lubię balsamy, czasami po nie sięgam gdy mam więcej czasu i ciało nie jest jakoś specjalnie przesuszone. Jednak teraz podstawą nawilżania mojej skóry jest właśnie oliwka. Poza tym, że dobrze nawilża to o wiele szybciej i łatwiej się ją stosuje. Wystarczy wetrzeć  odrobinę w mokrą skórkę, wytrzeć się ręcznikiem i gotowe. Poza tym jest niesamowicie wydajna. Przez całą ciążę codziennego stosowania zużyłam 2-2,5 opakowania. Prawdę mówiąc jeśli chodzi o balsamy to u mnie zawsze był problem z systematycznością. Nie zawsze mi się chciało, bo wydawało mi się, że to wcieranie tak strasznie długo trwa. Jednak teraz nie mam z tym problemu, bo z oliwką trwa to dosłownie minutkę :)

A jakiej oliwki używam? Od początku stosuję oliwkę Johnson's Baby. Szczerze polecam wersję w żelu. O niebo lepiej się ją stosuje niż tą w tradycyjnej postaci.


Pierwotnie na tym miał zakończyć się ten post. Jednak dosłownie parę dni temu odkryłam jeszcze jedno jej zastosowanie, o którym chcę Wam napisać. Będę się streszczać, bo i tak wyszedł mi już z tego posta co najmniej elaborat ;) 

Otóż, ostatnio skończyła mi się Ziaja Dwufazowa do demakijażu oczu, a że używam kosmetyków wodoodpornych, to do zmywania muszę mieć naprawdę coś skutecznego. O tym, że nie mam czym zmyć oczu zorientowałam się dość późno w nocy, więc musiałam coś wymyślić, bo spanie w makijażu nie wchodziło w grę. No i wymyśliłam. Na płatek kosmetyczny wycisnęłam odrobinkę oliwki i lekko zwilżyłam to miejsce wodą. Przyłożyłam wacik do oka i chwilkę odczekałam. Efekt był taki, że tusz pięknie zaczął się rozpuszczać i po kilku powtórkach zmyłam go całkowicie :D Nie wiem czy takie zastosowanie oliwki do ciała jest Wam znane i może nie jest to dla Was nic nowego, ale dla mnie było to wielkim pozytywnym zaskoczeniem :) Takim sposobem oliwka zdecydowanie stała się moim kosmetykiem nr 1 :)

Pozdrawiam! :)

sobota, 20 sierpnia 2011

Marchewka dobra do wszystkiego

Wczoraj naszła mnie ogromna ochota na coś słodkiego. Dawno nic nie piekłam, więc postanowiłam coś upichcić. Ostatnio chodziło mi po głowie ciasto marchewkowe, a że szybko je się robi i jest to jedno z moich ulubionych wypieków, czym prędzej się za nie zabrałam, wykorzystując dobry humor Panny Klaudii ;)

Tak się prezentuje.

A tak się robi.

Składniki:
60 dag tartej marchewki
4 duże lub 5 średnich jaj
1 szklanka cukru
2 szklanki mąki
1 łyżka proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
sól
100 g czekolady
80 g suszonych śliwek
80 g płatków migdałowych lub innych bakalii 

Marchewkę trzemy na tarce. Dodajemy jaja wcześniej roztrzepane widelcem na jednolitą masę. Następnie dodajemy cukier, mąkę, proszek do pieczenia, szczyptę soli i olej. Wszystko razem łączymy mieszając łyżką. Śliwki i czekoladę siekamy na drobne kawałeczki i wrzucamy do ciasta. Polecam dodać również płatki migdałowe i orzechy (orzechów akurat nie miałam, więc tym razem ich nie dodałam).
Gotową masę wylewamy do formy wyłożonej folią aluminiową lub papierem do pieczenia. Ja zazwyczaj piekę je w formie do babki z tuleją o średnicy 24 cm. 
Ciasto pieczemy około 40 min w temperaturze 180 stop. C (patyczek powinien być suchy).

Polecam podawać ciasto posypane cukrem pudrem lub z kleksem bitej śmietany. Jeśli nie próbowałyście, to spróbujcie zrobić bitą śmietanę samemu. Jest o niebo lepsza niż kupna np. w sprayu.

Smacznego! :)

wtorek, 16 sierpnia 2011

Lakier do paznokci Eveline Cosmetics Colour Instant

Jakiś czas temu będąc w Biedronce zupełnie przypadkiem trafiłam na resztkę lakierów do paznokci z Eveline Cosmetics. Bardzo się ucieszyłam gdy wśród nich zobaczyłam tego miętuska (pastelową zieleń) ponieważ bardzo chciałam lakier w takim kolorze.




lakier do paznokci Eveline Cosmetics, Colour Instant, nr 625

Kolor tak mi się spodobał, że nawet nie spojrzałam na cenę tylko zapakowałam buteleczkę do koszyka. Jak się później okazało kosztował jedyne 5,99 zł co jeszcze bardziej zwiększyło moją radość.




lakier do paznocki Eveline Cosmetics, Colour Instant, nr 625

W domu okazało się, że jest to lakier perłowy, więc miałam obawy co to krycia. Mimo moich obaw nie było z tym tak źle. Przy starannym nałożeniu lakieru kolor z buteleczki można uzyskać przy dwóch warstwach. Jednak przy moich białych końcówkach konieczne są trzy warstwy, ale mimo to i tak lekko prześwitują. Kolor lakieru na paznokciach wyszedł troszkę za jasny. Rzeczywisty kolor lakieru najbardziej oddają dwa pierwsze zdjęcia.


Jeśli chodzi o aplikację to jak dla mnie jest kiepska. Trzeba się bardzo postarać, aby nie narobić smug. Przy Klaudii nie mam aż tyle czasu, chcę aby lakier nakładał się bez takich dodatkowych utrudnień.

Dość szybko schnie, szybciej jak lakiery Barbra Cosmetics, z którymi miałam do czynienia.  Przynajmniej tak jest w początkowej fazie. Nie wiem jak jest później ponieważ nie czekam aż lakier całkowicie przeschnie tylko nakładam za każdym razem Top Coat.

Podsumowując miałam ogromne nadzieje co do tego lakieru. Kolor jak dla mnie jest po prostu cudowny, jednak z powodu aplikacji pewnie nie skuszę się już na inny kolor.

A Wy znacie te lakiery? Miałyście okazję wypróbować ten kolorek? Jestem ciekawa jak u Was się sprawdził?

Pozdrawiam!:)


piątek, 5 sierpnia 2011

Zaczynam testować - tusz do rzęs CoverGirl Lash Blast Volume

Kończy mi się mój ulubiony tusz do rzęs z Maybelline, o którym wspominałam już wcześniej TUTAJ. Pomyślałam, że może warto spróbować czegoś nowego i wtedy przypomniałam sobie, że przecież od 4 miesięcy w kosmetyczce czeka już na mnie tusz CoverGirl Lash Blast Volume.
tusz do rzęs CoverGirl Lash Blast Volume, kolor 825 Very Black, wodoodporny


Od baaardzo dawna chciałam go wypróbować. W końcu przy okazji wyjazdu służbowego mojego męża za granicę udało mi się go nabyć.

Nigdy nie używałam tuszu z gumową szczoteczką, więc jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi. 
tusz do rzęs CoverGirl Lash Blast Volume, kolor 825 Very Black, wodoodporny




Pewnie niebawem napiszę o nim coś więcej :)

Pozdrawiam!