Po miesiącu używania maskary CoverGirl Last Blast Volume mogę stwierdzić, że jestem z niej bardzo zadowolona.
Tusz jest niesamowicie trwały, ciężej go zmyć niż wodoodporny tusz Maybelline, o którym już wcześniej wspominałam TUTAJ. Nie kruszy się, nie rozmazuje. Świetnie wydłuża rzęsy. Nie skleja ich, choć po jakimś czasie tusz troszkę zgęstniał, przez co czasami na szczoteczce jest go za dużo i wówczas miejscami może nam je posklejać. Jednak rzadko mi się to zdarza. Wystarczy kilka pociągnięć, aby rzęsy ładnie się rozdzieliły.
Jedynie czego mi brakuje to większego efektu pogrubienia. Mam dość długie rzęsy, jednak rzadkie, dlatego zawsze zależy mi na ich pogrubieniu. Moim zdaniem tusz z Maybelline w tej kwestii radzi sobie lepiej.
Jedynie czego mi brakuje to większego efektu pogrubienia. Mam dość długie rzęsy, jednak rzadkie, dlatego zawsze zależy mi na ich pogrubieniu. Moim zdaniem tusz z Maybelline w tej kwestii radzi sobie lepiej.
Jeśli będę miała jeszcze raz możliwość zakupienia maskary z CoverGirl, to chętnie wypróbuję, ale inną wersję. A tymczasem powrócę do mojego Maybelline Volum' Express Turbo Boost :)
Pozdrawiam!:)
Pozdrawiam!:)

