Odkąd dowiedziałam się, że jestem w
ciąży, moja pielęgnacja twarzy dość znacznie się zmieniła. Będąc w
ciąży z Klaudią nie zastanawiałam się jakich kosmetyków używam.Wynikało to z tego, że 3 lata temu w ogóle nie zwracałam uwagi
na skład kosmetyków. Wówczas nie było tak głośno o kosmetyka
naturalnych jak w ostatnim roku i nie miałam świadomości, że niektóre
składniki w kosmetykach mogą być szkodliwe. Nie jestem znawcą w tej
dziedzinie, jednak czytając to tu to tam różne artykuły, blogi
poruszające tą tematykę, mniej więcej wiem jakie składniki w
kosmetykach, w szczególności w ciąży powinnam unikać. Przeraża mnie jak
właśnie takie składniki widzę w kosmetykach przeznaczonych dla kobiet w
ciąży...
Najbardziej
chciałabym, aby wszystkie moje obecne kosmetyki były w 100% naturalne. Jednak nie zawsze jest możliwość, aby takowe sobie zafundować. Nie jestem też zagorzałą maniaczką wszystkiego co jest EKO, dlatego też pewnie nie wszystkie kosmetyki wymienię na te naturalne. Jednak staram się przynajmniej wybierać mniejsze zło - kosmetyki, które mają jak najbardziej prosty skład i najbardziej zbliżony do
naturalnego. Przede wszystkim unikam kosmetyków, które mają w składzie:
PHENOXYETHANOL, PARABENY, FTALANY.
Na czas ciąży z
mojej kosmetyczki zniknęły kremy przeciwzmarszczkowe,
maseczki i inne silnie działające kosmetyki, a ilość wszystkich
kosmetyków ograniczyłam do minimum.
Przeszukując drogerie znalazłam bardzo fajne kosmetyki AA z serii Wrażliwa Natura. Kremy w porównaniu do kremów innych marek mają zdecydowanie krótszy i prostszy skład oraz pozbawione są tych najbardziej szkodliwych dodatków, które najbardziej mnie odstraszają. Według tego co podaje producent, kosmetyki z tej serii składają się w ponad 90% ze składników pochodzenia naturalnego i pozbawione są m. in.: konserwantów (w tym parabenów), syntetycznych barwników, alkoholu, glikolu propylenowego (peg), sylikonów, olejów mineralnych. To wszystko zachęciło mnie, aby je wypróbować.
Do oczyszczania twarzy wybrałam Nawilżający żel do mycia twarzy, który bardzo polubiłam. Nie podrażnia mi twarzy, dobrze zmywa resztki makijażu. Jedynie do czego mogę się przyczepić to to, że jakoś specjalnie nie nawilża. Po umyciu twarzy, gdy nie użyję od razu kremu, często mam uczucie ściągnięcia skóry. Jednak jeszcze nie znalazłam takiego żelu, po którym nie miałabym takiego uczucia, więc jestem w stanie to przeboleć ;)
Choć 20-tka już dawno za mną, to na dzień wybrałam krem aktywnie nawilżający z serii 20+. Chciałam, aby krem nie był silnie działający, a jego głównym zadaniem było nawilżenie skóry. Według mnie z najważniejszego zadanie się wywiązuje - dobrze nawilża. Mimo to po pierwszym użyciu myślałam, że będę musiała go odstawić. Po nałożeniu kremu na twarz czuć lekko tłusty film jaki pozostawia, choć producent zapewnia, że tak nie jest. Mam cerę mieszaną i często moja twarz świeci się w strefie T, dlatego zdecydowanie wolę jak krem na dzień daje bardziej matowe wykończenie i nie czuć go aż tak bardzo. Choć nie przypadł mi jakoś specjalnie do gustu, to postanowiłam przetestować go pod podkład i tu mile mnie zaskoczył. Myślałam, że z nim będę się świecić jak żarówka, a nie było tak źle :) Poza tym dość sporym minusem jest brak filtra UV, który według mnie w kremie na dzień powinien się znaleźć. Na czas ciąży przy nim zostanę, zwłaszcza że teraz częściej siedzę w domu, a do chodzenia po domu jak najbardziej jest OK :) Po ciąży zdecydowanie wrócę do emulsji na dzień z OLAY.
Z kolei na noc stosuję krem przeciwzmarszczkowo-nawilżający z serii 30+. Krem kupiłam nie wiedząc, że w sprzedaży dostępna jest seria 20+, bo na pewno wybrałabym kem na noc z tej właśnie serii. Jednak mimo iż jest przeciwzmarszczkowy, to postanowiłam że przy nim zostanę. Zwłaszcza, że byłam nim mile zaskoczona. Krem bardzo dobrze nawilża cerę i jej nie podrażnia. Ma fajną konsystencję, która przypomina mi coś w rodzaju musu, przez co nie jest ciężki, nie pozostawia tłustego filmu i bardzo przyjemnie się go używa. Poza tym ma bardzo delikatny i ładny zapach. Chętnie przy nim zostanę nie tylko na czas ciąży :)
Powyższych kosmetyków używam na co dzień, natomiast od czasu do czasu do akcji wkraczają jeszcze dwa dodatkowe.
1-2 razy w tygodniu robię sobie peeling. Lubię peelingi, bo po nich cera jest bardziej promienna, rozjaśniona, gładka, dlatego nie byłam w stanie z tego zrezygnować. Tu akurat pozostałam przy peelingu, który używam już od bardzo dawna. Jeśli lubicie gruboziarniste, ostre peelingi tak jak ja, to polecam Wam głęboko oczyszczający peeling gruboziarnisty Lirene. Jak dla mnie jest najlepszy. Po jego zastosowaniu widzę gołym okiem jak pory zwłaszcza na moim nosie (są u mnie rozszerzone i często robią mi się na nim zaskórniki) są oczyszczone - pory stają się rozjaśnione, przez co mniej widoczne.
Jeśli wyskoczy mi coś twarzy (co niestety teraz często się zdarza =/) stosuję maść ALANTAN Plus w kremie. Maść nie ma za zadanie usunąć wypryski, jednak u mnie w domu już od X lat ma ona bardzo wszechstronne zastosowanie, m. in. stosuje się ją właśnie na tego rodzaju niespodzianki. Dzięki niej niedoskonałości, jak również podrażnienie czy zaczerwienienie w miejscu wyprysku szybciej znikają.
Przeszukując drogerie znalazłam bardzo fajne kosmetyki AA z serii Wrażliwa Natura. Kremy w porównaniu do kremów innych marek mają zdecydowanie krótszy i prostszy skład oraz pozbawione są tych najbardziej szkodliwych dodatków, które najbardziej mnie odstraszają. Według tego co podaje producent, kosmetyki z tej serii składają się w ponad 90% ze składników pochodzenia naturalnego i pozbawione są m. in.: konserwantów (w tym parabenów), syntetycznych barwników, alkoholu, glikolu propylenowego (peg), sylikonów, olejów mineralnych. To wszystko zachęciło mnie, aby je wypróbować.
Do oczyszczania twarzy wybrałam Nawilżający żel do mycia twarzy, który bardzo polubiłam. Nie podrażnia mi twarzy, dobrze zmywa resztki makijażu. Jedynie do czego mogę się przyczepić to to, że jakoś specjalnie nie nawilża. Po umyciu twarzy, gdy nie użyję od razu kremu, często mam uczucie ściągnięcia skóry. Jednak jeszcze nie znalazłam takiego żelu, po którym nie miałabym takiego uczucia, więc jestem w stanie to przeboleć ;)
Choć 20-tka już dawno za mną, to na dzień wybrałam krem aktywnie nawilżający z serii 20+. Chciałam, aby krem nie był silnie działający, a jego głównym zadaniem było nawilżenie skóry. Według mnie z najważniejszego zadanie się wywiązuje - dobrze nawilża. Mimo to po pierwszym użyciu myślałam, że będę musiała go odstawić. Po nałożeniu kremu na twarz czuć lekko tłusty film jaki pozostawia, choć producent zapewnia, że tak nie jest. Mam cerę mieszaną i często moja twarz świeci się w strefie T, dlatego zdecydowanie wolę jak krem na dzień daje bardziej matowe wykończenie i nie czuć go aż tak bardzo. Choć nie przypadł mi jakoś specjalnie do gustu, to postanowiłam przetestować go pod podkład i tu mile mnie zaskoczył. Myślałam, że z nim będę się świecić jak żarówka, a nie było tak źle :) Poza tym dość sporym minusem jest brak filtra UV, który według mnie w kremie na dzień powinien się znaleźć. Na czas ciąży przy nim zostanę, zwłaszcza że teraz częściej siedzę w domu, a do chodzenia po domu jak najbardziej jest OK :) Po ciąży zdecydowanie wrócę do emulsji na dzień z OLAY.
Z kolei na noc stosuję krem przeciwzmarszczkowo-nawilżający z serii 30+. Krem kupiłam nie wiedząc, że w sprzedaży dostępna jest seria 20+, bo na pewno wybrałabym kem na noc z tej właśnie serii. Jednak mimo iż jest przeciwzmarszczkowy, to postanowiłam że przy nim zostanę. Zwłaszcza, że byłam nim mile zaskoczona. Krem bardzo dobrze nawilża cerę i jej nie podrażnia. Ma fajną konsystencję, która przypomina mi coś w rodzaju musu, przez co nie jest ciężki, nie pozostawia tłustego filmu i bardzo przyjemnie się go używa. Poza tym ma bardzo delikatny i ładny zapach. Chętnie przy nim zostanę nie tylko na czas ciąży :)
Powyższych kosmetyków używam na co dzień, natomiast od czasu do czasu do akcji wkraczają jeszcze dwa dodatkowe.
1-2 razy w tygodniu robię sobie peeling. Lubię peelingi, bo po nich cera jest bardziej promienna, rozjaśniona, gładka, dlatego nie byłam w stanie z tego zrezygnować. Tu akurat pozostałam przy peelingu, który używam już od bardzo dawna. Jeśli lubicie gruboziarniste, ostre peelingi tak jak ja, to polecam Wam głęboko oczyszczający peeling gruboziarnisty Lirene. Jak dla mnie jest najlepszy. Po jego zastosowaniu widzę gołym okiem jak pory zwłaszcza na moim nosie (są u mnie rozszerzone i często robią mi się na nim zaskórniki) są oczyszczone - pory stają się rozjaśnione, przez co mniej widoczne.
Pozdrawiam serdecznie! :)












już dawno nie kupowałam kosmetyków AA, nawet przestałam się orientować się w ich seriach :)
OdpowiedzUsuńMuszę się zaopatrzyc w ten peeling. Może i mi przypadnie do gustu (a raczej do cery) :)
OdpowiedzUsuńOlus nadrabiam zaleglosci. Z kosmetykow AA to tylko kremy so OK ale krem pod oczy nie polecam. Buzka :)
OdpowiedzUsuń